Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 9 sierpnia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Kurt Vonnegut
‹Rzeźnia numer pięć›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRzeźnia numer pięć
Tytuł oryginalnySlaughterhouse Five
Data wydania4 listopada 2003
Autor
PrzekładLech Jęczmyk
Wydawca Zysk i S-ka
ISBN83-7298-416-6
Format188s. 125×195mm
Cena19,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Zdarza się?
[Kurt Vonnegut „Rzeźnia numer pięć” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Antywojenna wymowa powieści Kurta Vonneguta nie pochodzi z moralitetów i konkluzji autora. Tych właściwie w ogóle tu nie znajdziemy; pada natomiast stwierdzenie, że „nie można powiedzieć niczego inteligentnego o masakrze”. Siła „Rzeźni numer pięć” bierze się z ogromnej dawki wyrafinowanego czarnego humoru i z satyrycznego, doprawionego postmodernizmem przedstawienia wojennych przypadków.

Borys Jagielski

Zdarza się?
[Kurt Vonnegut „Rzeźnia numer pięć” - recenzja]

Antywojenna wymowa powieści Kurta Vonneguta nie pochodzi z moralitetów i konkluzji autora. Tych właściwie w ogóle tu nie znajdziemy; pada natomiast stwierdzenie, że „nie można powiedzieć niczego inteligentnego o masakrze”. Siła „Rzeźni numer pięć” bierze się z ogromnej dawki wyrafinowanego czarnego humoru i z satyrycznego, doprawionego postmodernizmem przedstawienia wojennych przypadków.

Kurt Vonnegut
‹Rzeźnia numer pięć›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRzeźnia numer pięć
Tytuł oryginalnySlaughterhouse Five
Data wydania4 listopada 2003
Autor
PrzekładLech Jęczmyk
Wydawca Zysk i S-ka
ISBN83-7298-416-6
Format188s. 125×195mm
Cena19,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
O wojnie opowiadać można na wiele sposobów. Powieści osadzone w teatrze działań wojennych i dokumentalne reportaże to najczęstsze z nich. Te pierwsze wykorzystają bitewną scenografię jako nośnik zajmującej, fikcyjnej historii, te drugie ukazują okrucieństwo i bezduszność wojny poprzez obiektywnie przedstawione fakty. Na powieść antywojenną okraszoną sporą dawką postmodernizmu natrafić jest dużo trudniej. A postmodernistyczna powieść o wymowie antywojennej zabarwiona kilkunastoma kroplami fantastyki naukowej to prawdziwy rarytas. Choćby z tego powodu warto zainteresować się „Rzeźnią numer pięć”, najbardziej znanym utworem Kurta Vonneguta jr.
Vonnegut podczas II Wojny Światowej służył w amerykańskiej armii i walczył na froncie europejskim. Niemcy wzięli go do niewoli i jako jeniec był świadkiem dywanowego bombardowania Drezna przez samoloty alianckie w lutym 1945 r. Fundament powieści stanowią właśnie te przeżycia, choć ze względu na kompozycję i wydźwięk nie sposób nazwać jej dokumentalną. Gdy „Rzeźnia numer pięć” ukazała się drukiem na przełomie lat 60. i 70., bombardowanie Drezna nie było powszechnie znanym faktem historycznym, choć zginęło podczas niego mniej więcej tyle samo ludzi, co na skutek zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę. Powieść Vonneguta zwróciła powszechną uwagę na ów makabryczny epizod. Społeczność międzynarodowa zaczęła się dopiero wtedy na serio zastanawiać, czy ów największy powietrzny nalot w historii był usprawiedliwiony jako element kontrofensywy.
Odpowiedzi na to pytanie poszukać musicie sami i od razu przestrzegam, że nie znajdziecie jej podanej bezpośrednio w „Rzeźni numer pięć”. Antywojenna wymowa powieści nie pochodzi z moralitetów i konkluzji autora. Tych właściwie w ogóle tu nie znajdziemy; pada natomiast stwierdzenie, że „nie można powiedzieć niczego inteligentnego o masakrze”. Siła książki bierze się z ogromnej dawki wyrafinowanego czarnego humoru i z satyrycznego, doprawionego wspomnianym wcześniej postmodernizmem przedstawienia wojennych przypadków. Zaduma nad (bez)sensem wojny najdzie czytelnika nie wcześniej niż po głębszym przemyśleniu treści, ale, o dziwo, lekki ton powieści nie stara się do niej wcale zachęcić.
Bohater „Rzeźni numer pięć”, Billy Pilgrim, to amerykański zwiadowca piechoty, który trafia do niemieckiej niewoli w końcowych miesiącach wojny. Z obozu jenieckiego wraz z towarzyszami niedoli zostaje przewieziony do pracy w Dreźnie i wkrótce staje się świadkiem zrównania miasta z ziemią. Nietrudno się domyślić, że pod postacią Pilgrima mamy do czynienia z alter-ego autora, ale… Tym, co odróżnia tę książkę od „Pianisty” Szpilmana i „Sorstalanság” Kertésza, jest to, że głównego bohatera porwali kosmici z planety Tralfamadoria i dali mu umiejętność przemieszczania się w czasie do wybranych epizodów swego życia. W poniekąd alternatywnym biegu wydarzeń Pilgrim trafia do tralfamadorskiego zoo, gdzie przypada mu rola jednego z najciekawszych eksponatów.
Owszem, brzmi dziwnie, podejrzanie nawet. O co właściwie tutaj chodzi? Czy Pilgrima naprawdę uprowadzili Tralfamadorczycy, a „Rzeźnia numer pięć” to powieść stojąca jedną nogą w domenie science-fiction, czy też kosmici i niezwykłe zdolności bohatera to metafora psychiki człowieka, który przeżył brutalną wojnę? Nie dowiemy się tego. Każdy wyciągnąć musi własne wnioski. Najważniejsze, że Vonnegut wykorzystał ten przedziwny wątek jako usprawiedliwienie poszatkowania linii fabularnej. Akcja książki skacze w niekontrolowany sposób ze sceny do sceny i tym sposobem powieść mniej więcej w połowie poświęcona jest przeżyciom wojennym Pilgrima, a w połowie późniejszym wydarzeniom z jego życia. Czy można dojrzeć tu jakąś logiczną strukturę? Nie bardzo. Być może Vonnegut postanowił ukazać w oryginalny, bezprecedensowy sposób okaleczoną świadomość weterana wojennego, być może chciał się tylko literacko powygłupiać. Krytycy skłaniają się pewnie ku pierwszej opcji, lecz ja przyznam szczerze, że po lekturze „Rzeźni numer pięć” nie wiem, co o tym myśleć. Powtórzę – każdy z czytelników musi sam sformułować odpowiednie dla siebie wnioski. Kraszewski swojego czasu stwierdził, że w książce człowiek znaleźć może tylko to, co sam ma w sobie. W przypadku utworów pokroju „Rzeźni…”, ten aforyzm sprawdza się znakomicie.
Obojętnie, jak brzmieć będzie odpowiedź na pytanie: „co pisarz miał na myśli”, powieść Vonneguta pozostanie lekturą wciągającą i wybitną, z gatunku tych, które pochłania się jednym tchem. Niezwykłość kompozycji w połączeniu z wyśmienitym, choć zazwyczaj bardzo czarnym humorem, tworzy wybuchową mieszankę napędzającą przerzucanie stron niczym silnik diesla. Doprawdy trudno powstrzymać wybuchy śmiechu, gdy czytamy o młodym żołnierzu, który wyruszył na wojnę z różnymi narzędziami tortur i którego potem złapali z całym majdanem Niemcy, albo o grupie Anglików, którzy na samym początku konfliktu trafili do nazistowskiej niewoli, a którzy mimo to żyją w luksusie, ponieważ Czerwony Krzyż wskutek pomyłki wysyłał im dziesięć razy więcej paczek, niż wynosi norma.
Kurt Vonnegut szkicuje obraz wojny obdarty z sentymentalizmu, tragizmu i patosu. Autor z chirurgiczną precyzją zastąpił te elementy – wydawałoby się nieodzowne dla powieści wojennej – groteską, czarnym humorem i satyrą. Dzięki takiemu zabiegowi każdy z nas może przeczytać książkę, w której pod złowieszczo brzmiącym tytułem nie kryje się nic groźnego, która nie dokonuje wiwisekcji ludzkiej tragedii, która zbywa każdą śmierć ostentacyjnym wzruszeniem ramion i słowami „zdarza się”. „Rzeźnia numer pięć” puszcza do czytelnika oko i pyta: „czy naprawdę sądzicie, że ludzie się zmienią i że II Wojna Światowa będzie ostatnią wielką wojną?”. Odpowiedź na to pytanie jest przecież tak bardzo oczywista. Więc dlaczego niby nie można zastąpić gorzkiej zadumy nad istotą wojny bardziej pragmatycznym podejściem? Vonnegut zastąpił.
„Rzeźnia numer pięć” to utwór kultowy i powyższy tekst jest względem owej kultowości zupełnie niewspółmierny. Poruszaną przez powieść tematykę z pewnością drążyć by można w kilkudziesięciostronicowych esejach. Tylko po co? Czy nie lepiej usiąść w fotelu i w ciągu jednego, dwóch wieczorów przeczytać niegrubą książkę Vonneguta? Naprawdę nie sądzę, by jej treść mogła zmienić czyjkolwiek światopogląd. Osoby, którym mundury i karabiny imponują, nie zrozumieją jej przesłania i potraktują „Rzeźnię…” jako znakomity żart. A pozostali nie dowiedzą się z niej niczego nowego. No, może tylko tego, że nawet o wielkich tragediach nie trzeba pisać koniecznie na poważnie. W ostatecznym rozrachunku wszystko sprowadza się przecież do ludzkiego życia i ludzkiej śmierci, a te zjawiska towarzyszą każdemu z nas na co dzień. Są końcowym wspólnym mianownikiem tych „dobrych”, którzy Drezno bombardowali, i tych „złych”, którzy zostali zbombardowani. I chociaż nikt czynić zła nie powinien, wszyscy wiemy, że zawsze i wszędzie ktoś taki się znajdzie; więc po co podnosić w związku z tym aż tak wielki raban? Osobiście właśnie tak rozumiem przesłanie płynące z „Rzeźni numer pięć” Kurta Vonneguta. Wy prawdopodobnie odbierzecie je inaczej. Czyż nie o to chodzi w dobrej literaturze?
koniec
6 stycznia 2005

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Krótko o książkach: Siła więzi
Joanna Kapica-Curzytek

9 VIII 2022

„Kufer tajemnic” to powieść obyczajowa osnuta wokół motywu odkrywania rodzinnych tajemnic. Powieść pozwala też dostrzec, jak bardzo w ciągu ostatnich dziesięcioleci zmieniło się życie kobiet.

więcej »

Przeczytaj to jeszcze raz: Kraj strachów dziecinnych
Dawid Kantor

8 VIII 2022

Idąc tropem Stephena Kinga, Dan Simmons w „Letniej nocy” kreśli kameralne amerykańskie miasteczko z dziećmi jako bohaterami i grozą w tle. Autor „Terroru” i tym razem stworzył znakomity horror, choć radykalnie różny od tego zlokalizowanego w lodach Arktyki.

więcej »

Krótko o książkach: Polacy też swój cyberpunk mają
Miłosz Cybowski

7 VIII 2022

„Antologia polskiego cyberpunka” to pięć historii prezentujących różnorodne podejście do głównego tematu i tak samo różnorodną jakość.

więcej »

Polecamy

Terapia szokowa

W podziemnym kręgu:

Terapia szokowa
— Marcin Knyszyński

Seksapokalipsa
— Marcin Knyszyński

Odwieczna dialektyka
— Marcin Knyszyński

Rzeczy, które robisz w piekle, będąc martwym
— Marcin Knyszyński

Bulwar Zachodzącego Słońca 2
— Marcin Knyszyński

Borat Dzong-Un z pasem szahida
— Marcin Knyszyński

Rozkład i rozkładówka
— Marcin Knyszyński

Nowoczesny mit
— Marcin Knyszyński

Horror rzeczywistości
— Marcin Knyszyński

Osaczona
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Ludzka rzecz
— Daniel Markiewicz

Esensja czyta: Grudzień 2010
— Jędrzej Burszta, Miłosz Cybowski, Michał Foerster, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Joanna Słupek, Konrad Wągrowski

Rzecz o udawaniu
— Daniel Markiewicz

Nic, co ludzkie…
— Daniel Markiewicz

Dziękujemy ci, Mięcho!
— Michał Kubalski

Problem wielgachnych mózgów
— Radosław Scheller

Jesteśmy bandą degeneratów
— Konrad Wągrowski

Nieznośna lekkość pisania
— Aleksandra Winnik

Tegoż autora

Niedojechanie
— Borys Jagielski

Ziemia obiecana
— Borys Jagielski

Głos miał nieprzyjemny
— Borys Jagielski

A gdy się zejdą, raz i drugi...
— Borys Jagielski

Medjugorje
— Borys Jagielski

Ojciec Rosemary
— Borys Jagielski

Kres górny
— Borys Jagielski

Gorąca gra
— Borys Jagielski

Portrety nietoty
— Borys Jagielski

Hollywoodzkie emerytury
— Borys Jagielski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.