Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Marcin Wolski
‹7.27 do Smoleńska›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Tytuł7.27 do Smoleńska
Data wydania24 marca 2014
Autor
Wydawca Zysk i S-ka
CyklIgor Rykow
ISBN978-83-7785-407-5
Format328s. 145×205mm
Cena29,90
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Smoleńsk Fiction, czyli jestem w kropce
[Marcin Wolski „7.27 do Smoleńska” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Dobra wiadomość: „7.27 do Smoleńska” to książka lepsza od kilku poprzednich powieści Marcina Wolskiego. Zła wiadomość: niestety nie czyni to z niej książki dobrej. A tych, którzy liczą, że dostarczy ona jakichś ciekawych teorii na temat najsłynniejszej polskiej katastrofy, czeka gorzkie rozczarowanie.

Konrad Wągrowski

Smoleńsk Fiction, czyli jestem w kropce
[Marcin Wolski „7.27 do Smoleńska” - recenzja]

Dobra wiadomość: „7.27 do Smoleńska” to książka lepsza od kilku poprzednich powieści Marcina Wolskiego. Zła wiadomość: niestety nie czyni to z niej książki dobrej. A tych, którzy liczą, że dostarczy ona jakichś ciekawych teorii na temat najsłynniejszej polskiej katastrofy, czeka gorzkie rozczarowanie.

Marcin Wolski
‹7.27 do Smoleńska›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Tytuł7.27 do Smoleńska
Data wydania24 marca 2014
Autor
Wydawca Zysk i S-ka
CyklIgor Rykow
ISBN978-83-7785-407-5
Format328s. 145×205mm
Cena29,90
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Na samym początku muszę jasno określić podstawowe założenie tej recenzji. Otóż nie chcę oceniać „7.27 do Smoleńska” w kontekście politycznego aspektu tej książki. Nie mam zamiaru jej czytać by utwierdzać się w przekonaniu, że w Smoleńsku miał miejsce zamach, czy wręcz przeciwnie – by naśmiewać się z tych teorii, choć oczywiście swoje zdanie w tej materii mam. Powieść Wolskiego czytam jako political fiction oparte na jednej z popularnych teorii spiskowych – tak jak w „Dallas’63” nie szukałem prawdy na temat zamachu na prezydenta Kennedy’ego, a z „Dnia Szakala” nie uczyłem się biografii Charles’a de Gaulle’a.
Przedstawienie podstawowych faktów jednak jest niezbędne, bo oczywiście dla wielu czytelników sam temat jest istotny przy doborze lektury. Powiedzmy więc jasno: „7.27 do Smoleńska” to wizja autora tego, co mogło według niego wydarzyć się 10 kwietnia 2010 roku. Nie ma co ukrywać, że wizja jest oparta na którejś tam z teorii zespołu Antoniego Macierewicza, zakłada, że samolot prezydencki był celem zamachu, za którym stali Rosjanie, nie bez wiedzy – co nie jest jasno powiedziane, ale wystarczająco jasno zasugerowane – polskiego rządu.
Wolski wprowadza postać rosyjskiego inżyniera lotnictwa Igora Rykowa (nazwisko z Mickiewicza zapewne nie bez przyczyny), który brał udział w remoncie Tu-154 na rosyjskiej ziemi i był świadkiem dość tajemniczych wydarzeń, jakie miały miejsce podczas tamtejszych prac. Bohatera poznajemy, gdy okazuje się, że czwórka jego kolegów zginęła w podejrzanie wyglądającym wypadku samochodowym. Rykow zdaje sobie sprawę, że będzie kolejnym celem i rozpoczyna ucieczkę do Polski, z jednej strony chcąc ratować swą skórę, z drugiej ostrzec Polaków, że prawdopodobnie planowany jest zamach. Jego śladem podążają oprawcy z KGB (czy jak to się teraz nazywa), którzy nie wahają się również wykonywać mokrej roboty na terenie obcego państwa. Jak to oprawcy z KGB (czy jak to się teraz nazywa).
„7.27 do Smoleńska” jest powieścią lepszą od ostatnich dzieł Wolskiego jak „Mocarstwo” czy „Prezydent von Dyzma”, bo w przeciwieństwie do nich autor tym razem przez większość swej książki (dlaczego nie przez całą – o tym na końcu) wie dokąd zmierza. „7.37” jest bardzo klasyczną opowieścią o osaczonym bohaterze, który ucieka przed bezwzględnym wrogiem, jednocześnie mając do wypełnienia konkretną misję. Po drodze będzie musiał pozyskiwać sojuszników, przechytrzyć wroga, przemieszczać się w kierunku celu.
Problem w tym jednak, że sama konstrukcja książki jest tak niewyszukana, jak tylko być może. Tego rodzaju opowieści czytaliśmy już dobre 40-50 lat temu, historia jest w gruncie rzeczy całkiem przewidywalna i sztampowa. Jeśli zaś zna się dotychczasową twórczość Wolskiego – jeszcze bardziej przewidywalna i sztampowa (nawet z obowiązkową sceną erotyczną – Rykow to oczywiście porządny i szlachetny gość, kochający swą narzeczoną, ale gdy nadarzy się okazja seksu z wabiącą go atrakcyjną Polką, skorzysta z niej z ochotą – jak to u Wolskiego). Choć na szczęście czyta się lekko, nie ma dłużyzn, dzieje się dużo. Jak to u Wolskiego.
Każdy, kto chciałby w tej opowieści szukać jakiejś spójnej teorii dotyczącej zdarzeń w Smoleńsku, musi się gorzko rozczarować. Zwykle w takich sytuacjach utalentowani autorzy próbują mieszać fakty i fikcję, postacie autentyczne z bohaterami literackimi, tak by czytelnik nie widział gdzie kończy się prawda i zaczyna wyobraźnia. Tu nie ma praktycznie niczego takiego – Wolski poza ogólnym tematem feralnego lotu nie próbuje wykorzystać jakichkolwiek autentycznych wydarzeń, postaci, zasugerować, że jego historia ma oparcie w faktach, że „tak naprawdę być mogło”. Wszystko toczy się w formie luźnej opowieści, na żadnym poziomie nie budującej wiarygodnej political fiction.
Jeśli Wolski miał ambicje pokazać w swej książce coś więcej – nie wiem, złowrogą politykę Rosji, rozkład państwa polskiego, to odpuszcza te tematy walkowerem. Niby mamy oczywiście spisek, niby mamy skorumpowanych policjantów i urzędników, fingowane samobójstwa, ale wszystko to jest bardzo płytkie, na poziomie nieskomplikowanej politycznej publicystyki, jakiej pełny jest Internet. Ogólnie ma się wrażenie, że książka napisana jest niedbale, byle tylko przedstawić najoczywistsze fakty i sensacyjną fabułę i liczyć, że sprzeda ją chwytliwy – w pewnych środowiskach – temat.
• • •
Nie mogę jednak nie poruszyć kwestii zakończenia powieści, bowiem wywraca ona dodatkowo jeszcze oczekiwania i pozostawia czytelnika w dużej konsternacji. W następnych linijkach zdradzam więc finał „7.27 do Smoleńska”, czytajcie więc dalej tylko wówczas, gdy znacie już książkę Wolskiego, bądź nie planujecie jej lektury.
Marcin Wolski jednym ruchem dodatkowo przekreśla potencjalnie główny atut swej książki: sugestię, że wbrew medialnej narracji przedstawia ona prawdziwy przebieg wydarzeń. W powieści bowiem ostatecznie do zamachu nie dochodzi – Tupolew odlatuje na inne lotnisko, a Rosjanie mówią sobie, że będą przecież następne okazje. Jeśli więc ktoś miał wątpliwości, czy czytał kompletną fikcję literacką, w tym momencie tych wątpliwości musi już być pozbawiony.
To jednak najmniejszy problem tego finału. Jak bowiem zostaje ocalony prezydent i jego świta? Nie, wcale nie dzięki akcji Rykowa – on nie zdąży. Na szczęście zadziała czynnik nadprzyrodzony: modlitwa do Jana Pawła II zaowocuje jego interwencją i na lotnisku rozbije się wcześniejszy samolot transportowy, uniemożliwiając lądowanie Tupolewowi, a co za tym idzie i przeprowadzenie zamachu.
I tu jestem w kropce.
Bo właściwie jaki był sens takiej zmiany finału tej historii?
Czy Marcin Wolski chce napisać historyjkę ku pokrzepieniu serc, w której bohaterskiej Polski strzegą siły nadprzyrodzone?
Ale jeśli tak, to wyraźnie wynika, że w realnej rzeczywistości takiego wsparcia nie ma. Krótko mówiąc, Wolski mówi jasno, że w prawdziwym świecie wstawiennictwo Jana Pawła II nie działa. Pewnie i racja, ale znając poglądy autora, raczej nie spodziewałbym się takiej konstatacji.
A poza tym spójrzmy na rozwiązanie sprawy. Czy naprawdę Marcin Wolski chciał powiedzieć, że w celu uratowania polskiego prezydenta niebiosa spowodowały śmierć niewinnej załogi innego samolotu?
Jestem w kropce.
koniec
4 czerwca 2014

Komentarze

04 VI 2014   21:41:07

Jak dla mnie najgorszy w tej książce jest początek. Dzielna Matka Polka dwóch wybitnych polityków, spotkanie mężów stanu z Gruzji i Polski, którzy wiedzą, ze są na celowniku, a w końcu rozmowa na sopockim molo - po odczytaniu jej treści, z ruchu warg, analitykom z Waszyngtonu kapcie z nóg pospadały.

05 VI 2014   09:43:46

W mojej opinii M.Wolski już od jakiegos czasu pisze książki będące manifestami politycznymi i nie mają być dobre a mają trafiać do konkretnego odbiorcy. Wszelkie zarzuty i ewentualne uwagi i tak pewnie zostałyby zakwalifikowane jako "atak lewactwa". Szkoda bo słuchowiska opracowane na podstawie jego wczesnych opowiadań to dla mnie "samo gęste". Ech..

06 VI 2014   11:52:14

„Rykow to oczywiście porządny i szlachetny gość, kochający swą narzeczoną, ale gdy nadarzy się okazja seksu z wabiącą go atrakcyjną Polką, skorzysta z niej z ochotą – jak to u Wolskiego”

Prawdziwy dżentelmen nie może odmówić damie w potrzebie. Zwłaszcza w takiej potrzebie.

21 X 2014   09:22:15

"...chwytliwy – w pewnych środowiskach – temat".
Ciekawe, co takiego z nami, Polakami, jest, że temat, który w innym kraju byłby chwytliwy w każdym środowisku, u nas jest taki tylko "w pewnych środowiskach"...

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Łowcy, zbieracze, wędrowcy
Joanna Kapica-Curzytek

16 I 2022

Koczownicy? W Stanach Zjednoczonych? W dzisiejszych czasach? Jest ich więcej niż sądzimy. I wędrują po kraju z powodów zupełnie innych, niż byśmy sobie wyobrażali. Reportaż „Nomadland” opisuje ich losy, przynosząc także gorzką refleksję o tym, że przewidywalny, bezpieczny świat to miraż.

więcej »

Ten okrutny XX wiek: Wygrane i przegrane bitwy
Miłosz Cybowski

15 I 2022

W drugiej części „Czasu Hitlera” Frank McDonough bierze się za obfitujący w wydarzenia okres, jakim były lata 1940-45. Choć na temat II wojny światowej napisano już wiele, autor prezentuje nieco świeżego spojrzenia na to burzliwe pięciolecie. Książkę czyta się dobrze, ale niekiedy można odnieść wrażenie, że całość stanowi zwykły zapis historii tego konfliktu.

więcej »

PRL w kryminale: Co łączy Marchwickiego ze Stawroginem?
Sebastian Chosiński

14 I 2022

O Barbarze Gordon (a właściwie Larysie Zajączkowskiej-Mitzner) pisaliśmy do tej pory przy okazji trzech jej mikropowieści wydanych w serii „Ewa wzywa 07…”. Teraz nadszedł czas na najbardziej znaną książkę słynnej autorki kryminałów milicyjnych – inspirowanego sprawą „Wampira z Zagłębia”, czyli Zdzisława Marchwickiego, „Nieuchwytnego”.

więcej »

Polecamy

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo

Stulecie Stanisława Lema:

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo
— Mieszko B. Wandowicz

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Esensja czyta: Czerwiec 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Esensja czyta: Listopad 2016
— Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Dyzma i postępujący regres
— Konrad Wągrowski

Smoleńsk alternatywny
— Konrad Wągrowski

Wielka Druga Rzeczpospolita
— Miłosz Cybowski

Proszę już bez nimfetek
— Konrad Wągrowski

Powiedzmy diabłu dobranoc
— Konrad Wągrowski

Agentów ci u nas dostatek
— Sebastian Chosiński

Na początku była zdrada
— Sebastian Chosiński

Miejsce w kącie
— Wojciech Gołąbowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.