Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 2 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Artur Baniewicz
‹Pogrzeb czarownicy›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPogrzeb czarownicy
Data wydania6 października 2003
Autor
Wydawca superNOWA
CyklSaga o Czarokrążcy
ISBN83-7054-159-3
Format424s. 125×195mm
Cena27,50
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Geniuszu błysk i z wielu stron wrzask
[Artur Baniewicz „Pogrzeb czarownicy”, Artur Baniewicz „Gdzie księżniczek brak cnotliwych” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Tak jakoś wyszło, że w recenzyjne obroty wpadły mi jednocześnie dwie książki Artura Baniewicza: „Pogrzeb czarownicy” i „Gdzie księżniczek brak cnotliwych”. Czy po przyzwoitym debiucie będziemy mogli się radować równie dobrym ciągiem dalszym? Połowicznie, że tak powiem.

Eryk Remiezowicz

Geniuszu błysk i z wielu stron wrzask
[Artur Baniewicz „Pogrzeb czarownicy”, Artur Baniewicz „Gdzie księżniczek brak cnotliwych” - recenzja]

Tak jakoś wyszło, że w recenzyjne obroty wpadły mi jednocześnie dwie książki Artura Baniewicza: „Pogrzeb czarownicy” i „Gdzie księżniczek brak cnotliwych”. Czy po przyzwoitym debiucie będziemy mogli się radować równie dobrym ciągiem dalszym? Połowicznie, że tak powiem.

Artur Baniewicz
‹Pogrzeb czarownicy›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPogrzeb czarownicy
Data wydania6 października 2003
Autor
Wydawca superNOWA
CyklSaga o Czarokrążcy
ISBN83-7054-159-3
Format424s. 125×195mm
Cena27,50
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Artur Baniewicz dał się poznać z dobrej strony jako twórca świetnych fabuł, mistrz zagadek, miłośnik odwracania kota ogonem i Europy na bakier, oraz konsekwentny, acz nienachalny fan stylu sapkowskiego. Jego pierwszy zbiór opowiadań wprowadził nas w kontynent Viplanu i pokazał autorskie możliwości. Drugi tom, „Pogrzeb czarownicy”, jest zaś dowodem na to, jak dobre może być rozrywkowe fantasy.
Jak już wspomniałem, Artur Baniewicz posiada rzadką zdolność do tworzenia zawiniętych w precel fabuł, gdzie nie dość, że wszystko jasne staje się dopiero na końcu, to jeszcze zakończenie to jest rozsądne, logiczne, nie wypala neuronów, raczej przeciwnie – wzbogaca całość. Szczytowym osiągnięciem pozostaje tu nadal, moim skromnym zdaniem, „Której oczu nie zapomnieć”, ale i obie mikropowieści składające się na drugi tom cyklu są pod tym względem całkiem, całkiem.
W „Pogrzebie czarownicy” widać też pomysłowość Baniewicza. Założeniem jest nasz świat, który następnie autor wygina, skręca, zwija aż trzeszczy, napawając czytelnika podziwem i wprawiając go w dobry humor. Ciężko tu, choćby pokrótce, streścić sposób myślenia pisarza; dość powiedzieć, że bardzo precyzyjnie udowadnia on, iż cywilizacyjnym postępem jest przejście z piwa na gorzałę.
Dochodzimy tu do ważnego aspektu twórczości Artura Baniewicza – jego światy z ich geopolityką i historią są jedynie zwierciadlanym odbiciem naszej Europy. Jednak, jak to ze zwierciadłami bywa, odbicie ma zamienione strony – i autor bezwzględnie to wykorzystuje, ciesząc czytelnika postmodernistycznymi grami z naszą codziennością. Narzuca na nasz świat sieci swojej fantazji, a że czucie absurdu ma wyśmienite, lekturę niejednokrotnie przerywają napady śmiechu.
„Pogrzeb czarownicy”, pierwsza z dwóch mikropowieści składających się na drugi tom cyklu (będącego notabene siedmioksięgiem w trzech tomach) to właśnie taka radosna jazda. Lecz… jest tam przebłysk czegoś więcej. Okazuje się, że autor w międzyczasie poszedł dalej w ślady swego idola i nauczył się malować ludzkie dusze i skomplikowane więzy między nimi. Uczucia, które pojawiają się w pierwszym opowiadaniu, są już odmalowane umiejętnie, ba! Artur Baniewicz potrafił dokonać sztuki najrzadszej – opisać seks w sposób daleki od pornografii i medycyny zarazem!

Artur Baniewicz
‹Gdzie księżniczek brak cnotliwych›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGdzie księżniczek brak cnotliwych
Data wydania24 czerwca 2004
Autor
Wydawca superNOWA
CyklSaga o Czarokrążcy
ISBN83-7054-164-X
Format508s. 125×195mm
Cena27,50
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Trening popłacił i po tej wprawce do „Pogrzebu czarownicy” można już było dodać drugi tekst – „W połowie drogi”, który jest, pardon my french, popieprzonym romansem. To, że między dwojgiem bohaterów kwitnie miłość, nie ulega wątpliwości. Ale to, że autor, wiedziony swymi talentami do wikłania, utrudni im to na sposoby wręcz niewyobrażalne, a jednocześnie doprowadzi do czegoś na kształt happy endu… to już sztuka. Do tego tekstu stosują się wszystkie powyższe twierdzenia mające scharakteryzować prozę Artura Baniewicza. Tyle że „W połowie drogi” jest jeszcze lepsze niż „Pogrzeb czarownicy” właśnie dzięki grze uczuć.
Po tak dobrym drugim tomie przygód Debrena do lektury trzeciego, „Gdzie księżniczek brak cnotliwych”, zasiadłem z nadzieją na kawał znakomitej rozrywki. I, niestety, mocno się rozczarowałem. Długo medytowałem, czy aby nie stawiam poprzeczki nadto wysoko, ale nie – rzecz jest po prostu niedopracowana.
Skąd taka ostra ocena? Ano, książka ma wiele zalet twórczości Artura Baniewicza – cudownie zakręconą fabułę, humor, gry odniesień do dzisiejszej Europy i jej losów, wciągającą akcję. Niestety, jest jednak za długa. Może należało poczekać na ciąg dalszy przygód Debrena i zamknąć je w dwóch minipowieściach, w których autor czuje się znakomicie? Bo „Gdzie księżniczek brak cnotliwych” jest potwornie rozwleczone. Te same wydarzenia można by streścić na połowie stron bez najmniejszej straty.
Książka jest napchana wypełniaczami najgorszej maści – skopanymi dialogami. Dziwi mnie to; w „Pogrzebie czarownicy” rozmówki są pyszne, a w ciągu dalszym – co najwyżej odgrzewane. Autor postawił na rozbawianie czytelnika chaosem w wypowiedziach i nieustannym wzajemnym niezrozumieniem bohaterów. Zawsze ktoś wlezie z pytaniem z głupia frant, zawsze ktoś coś powie w niewłaściwym momencie, tu się nie tym dialektem posłużą… Manewr ten, stosowany nagminnie, prowadzi do oczopląsu. Ma się wrażenie, że dookoła czytającego siedzi czterech Arturów Baniewiczów, wrzeszczących mu do ucha kwestie poszczególnych postaci. To się po prostu ciężko czyta.
Nie polecam zatem „Gdzie księżniczek brak cnotliwych”. Kłopotliwa to sytuacja, bo i tom pierwszy, i drugi cyklu o Debrenie czarokrążcy są naprawdę godne uwagi, ale zwieńczenie wypada blado. Zakończenie siedmioksiągu w trzech tomach jest jednak na tyle otwarte, że mogę po cichu zasugerować pominięcie księgi ostatniej, zwłaszcza że i tak każdy pewnie się domyśla, kim jest Lenda Branngo. Natomiast tom drugi to dla każdego zwolennika dobrej zabawy pozycja obowiązkowa.
koniec
20 października 2004

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Jesteśmy tylko nośnikami
Miłosz Cybowski

2 XII 2021

Zarówno pozbawiony emocji styl, jak i niektóre tezy stawiane przez Richarda Dawkinsa mogą budzić instynktowny sprzeciw. „Samolubny gen” nie na darmo uchodzi za książkę kontrowersyjną, choć może wraz z rozpowszechnieniem nauki o genetyce to wrażenie nieco przygasło.

więcej »

Mała Esensja: W oczekiwaniu na Boże Narodzenie
Joanna Kapica-Curzytek

1 XII 2021

Ponownie spotykamy się z sympatycznym myszkiem wykreowanym przez autora i ilustratora Alexa T. Smitha. „Winston wraca na święta” pozwoli młodszym (i starszym czytelnikom) odliczać dni do Gwiazdki!

więcej »

Spektaklu akt drugi
Beatrycze Nowicka

30 XI 2021

„Dziesięć Żelaznych Strzał” – kolejny tom cyklu Sama Sykesa o Sal Kakofonii – uważam za lepszy od pierwszego.

więcej »

Polecamy

Pogrzeb pośród mgławic

Stulecie Stanisława Lema:

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Baniewicz classic
— Eryk Remiezowicz

Wojna i miłość polsko-etiopska
— Eryk Remiezowicz

Czarkryminał
— Eryk Remiezowicz

Tegoż autora

Kronika śmierci niezauważonej
— Eryk Remiezowicz

Zamknąć Królikarnię!
— Eryk Remiezowicz

Książka, która nie dotarła do nieba
— Eryk Remiezowicz

Historia żywa
— Eryk Remiezowicz

Na siłę
— Eryk Remiezowicz

Wpadnij do wikingów
— Eryk Remiezowicz

Gdzie korekta to skarb
— Eryk Remiezowicz

Anielski kryminał
— Eryk Remiezowicz

I po co ten pośpiech?
— Eryk Remiezowicz

Nie zawsze szczęście
— Eryk Remiezowicz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.