Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Steven Erikson
‹Wicher śmierci›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWicher śmierci
Tytuł oryginalnyReaper’s Gale
Data wydania19 lipca 2013
Autor
PrzekładMichał Jakuszewski
Wydawca MAG
CyklMalazańska Księga Poległych
ISBN978-83-7480-365-6
Format880s. 165×230mm
Cena59,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Przeczytaj to jeszcze raz: Za dużo i za mało
[Steven Erikson „Wicher śmierci” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Po sześciu tomach „Malazańskiej Księgi Poległych” Erikson po raz pierwszy napisał powieść, która w znaczący sposób odstaje od całej reszty i to nie tematycznie (jak było w „Przypływach nocy”), ile jakościowo. Choć „Wicher śmierci” jest równie obszerny co cała reszta cyklu, choć z pozoru dzieje się tam wiele, choć mamy całkiem zgrabne połączenie kilku wątków, to jednak całość prezentuje się monotonnie i dotarcie do interesującego „mięcha” fabularnego zajmuje zdecydowanie zbyt wiele czasu.

Miłosz Cybowski

Przeczytaj to jeszcze raz: Za dużo i za mało
[Steven Erikson „Wicher śmierci” - recenzja]

Po sześciu tomach „Malazańskiej Księgi Poległych” Erikson po raz pierwszy napisał powieść, która w znaczący sposób odstaje od całej reszty i to nie tematycznie (jak było w „Przypływach nocy”), ile jakościowo. Choć „Wicher śmierci” jest równie obszerny co cała reszta cyklu, choć z pozoru dzieje się tam wiele, choć mamy całkiem zgrabne połączenie kilku wątków, to jednak całość prezentuje się monotonnie i dotarcie do interesującego „mięcha” fabularnego zajmuje zdecydowanie zbyt wiele czasu.

Steven Erikson
‹Wicher śmierci›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWicher śmierci
Tytuł oryginalnyReaper’s Gale
Data wydania19 lipca 2013
Autor
PrzekładMichał Jakuszewski
Wydawca MAG
CyklMalazańska Księga Poległych
ISBN978-83-7480-365-6
Format880s. 165×230mm
Cena59,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
„Łowcy kości” dawali pewien przedsmak tego, co wydarzy się w tomie siódmym, głównie poprzez połączenie fabularnych elementów Letheru i Tiste Edur z całą malazańską częścią serii. Jednocześnie wyjaśnia się, gdzie i kiedy tak naprawdę rozgrywały się wydarzenia z „Przypływów nocy”. Jak się okazuje, wcale nie było to tak daleko w czasie i przestrzeni jak sugerowałem w mojej recenzji. Mamy dzięki temu okazję spotkać się raz jeszcze z Teholem, jego lokajem, stopniowo popadającym w coraz większe szaleństwo Rhualdem i innymi znajomymi, jednocześnie śledząc losy Skrzypka i całej malazańskiej armii pod dowództwem Przybocznej. Ale czy oni jeszcze są malazańską armią? I jaki cel miała cała podjęta przez ich głównodowodzącą wyprawa? Na te pytania nie znajdziemy odpowiedzi w tym tomie, stąd właśnie połączenie tych elementów uznaję za niezbyt zadowalające mnie jako czytelnika. Po raz kolejny Erikson odkłada udzielanie nam konkretnych odpowiedzi na tom kolejny, licząc zapewne, że w międzyczasie o naszych pytaniach zapomnimy.
Książkę podzielono całkiem zgrabnie na dwie części: w pierwszej czytamy tylko i wyłącznie na temat wydarzeń rozgrywających się w Letherze. Wielcy wojownicy złapani przez flotę Edur dotarli już do stolicy, więc ponownie będziemy czytali o bezpośrednich zachowaniach Karsy czy przedzierali się przez monologi zagubionego Icariuma. Nie można tu zbytnio mówić o szoku kulturowym – jedyną postacią zdającą się zwracać uwagę na takie niuanse społeczne jest Samar Dev, uważna obserwatorka, wiedźma i towarzyszka Karsy. Sam Telebor, w znany nam już „barbarzyński” sposób jest gotów do walki o wolność zarówno samego siebie, jak i innych, stając się (podobnie jak Icarium) jedną z ostatnich nadziei Letheru na pozbycie się tyranii Rhualda. O wiele więcej miejsca poświęcono jednak losom samego imperium i tego, co stało się z nim po podboju przez Edur. Początkowo wręcz można odnieść wrażenie, że Erikson zaserwuje nam przegadaną opowieść o totalitarnym systemie, w którym prawdziwą władzę zdobywa i utrzymuje aparat represji (reprezentowany tu przez Obrońców Ojczyzny). Tymczasem, choć to faktycznie jeden z wiodących wątków, jest on zaledwie jednym z wielu elementów skomplikowanej mozaiki wydarzeń rozgrywających się w podupadającym państwie.
Ciekawie nakreślona jest bowiem pozycja Edur w społeczeństwie, które podbili, ale w którym jednocześnie sami stali się niewolnikami obcych praw i zasad. Elementy tych zmian było można dostrzec w tomie poprzednim, tu jednak wychodzą one na wierzch z całą jaskrawością. I właśnie z tym porządkiem społecznym walczy na swój sposób Tehol Beddict przy pomocy swego niezastąpionego lokaja Bugga. Trzeba jednak przyznać, że ich relacja, wprowadzająca pewienkoloryt do „Przypływów nocy”, stała się w „Wichrze” cokolwiek męcząca. Zapewne nie lada wpływ na to miało poznanie prawdziwej tożsamości Bugga, a także, jakby nie było, zdecydowanie poważniejsza sytuacja Letheru oraz całego świata. Nie żeby dialogom brakowało jakiejś szczególnej potoczystości, gier słów czy przekomarzania się, ale wszystko to wydaje się być wciśnięte jakby na siłę.
Co z Malazańczykami? Ich przybycie i powolna, acz nieubłagana ofensywa z użyciem niewielkich oddziałów piechoty morskiej okazuje się bardzo poważnym błędem strategicznym. W rezultacie tych błędów Przybocznej cierpią nasi ulubieni szeregowi żołnierze: drużyny Skrzypka, Helian i Geslera, nowi i starzy bohaterowie, o których czasami dowiadujemy się więcej, a czasem okazują się po prostu przelotnym akcentem. Nie da się ukryć, że największe wrażenie robi historia Dzioba, głupiego maga, którego umiejętności okazują się zbawienne dla całej armii. W tym przypadku, choć towarzyszyliśmy już tym i innym żołnierzom wielokrotnie, ich ciągłe potyczki słowne, docinki i dialogi nadal mają w sobie jakiś rodzaj świeżości. Być może dlatego, że (w przeciwieństwie do Tehola i Bugga) towarzyszy temu jakaś akcja, niekiedy wyjątkowo krwawa, bo wstrząsacze i przebijacze idą w ruch nad wyraz często.
Są też wątki jak gdyby poboczne, które nie mają większego związku ani z jedną, ani drugą stroną konfliktu. Tak jest w przypadku Czerwonej Maski i towarzyszącego mu (dość niespodziewanie) Toca Młodszego. Wydaje się, że ów konflikt równinnych plemion z Letherem nie wprowadza nic do fabuły. Owszem, kończy się dość smutnym akcentem, niemniej jednak… Tego samego nie można powiedzieć o wędrówce Szybkiego Bena, Onraka i Feara czy podróży Silchasa, Udinaasa i Seren. Choć nie mamy do czynienia z odosobnionymi wątkami i powiązania między poszczególnymi elementami powieści są (nawet jeśli na ich pokazanie musimy czekać dłużej niż byśmy tego chcieli), to jednak całość wydaje się nieprzemyślana (wyjątkowa rola pełniona przez Toca, który przecież pojawiał się w całym cyklu bardzo sporadycznie i bez jasno określonej roli). Przynajmniej nie do takiego samego stopnia, jak tomy poprzednie. Nie jest to może jeszcze upychanie na siłę zakończeń pewnych historii, które domagały się domknięcia, ale zdecydowany spadek formy w porównaniu z wcześniejszymi tomami.
koniec
14 lipca 2013

Komentarze

16 VII 2013   00:19:43

Niestety, z Malazańską im dalej w las, tym więcej drzew. Ostatnie 3 są bardzo słabe...

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Zbrodnie w stylu retro: Wejść, ukraść, wyjść i… przeżyć
Sebastian Chosiński

27 I 2022

To nie jest najbardziej udana powieść Adama Nasielskiego, który w połowie lat 30. XX wieku stał się pisarzem rozchwytywanym do tego stopnia, że stać go było na to, aby zamieszkać w naddniestrzańskim kurorcie Zaleszczyki. Chcąc jednak osiągnąć mistrzostwo, trzeba najpierw być zdolnym czeladnikiem. „Fort grozy” – druga powieść przyszłego twórcy postaci Bernarda Żbika – jest właśnie dziełem prozaika, który dopiero poznaje arkana zawodu.

więcej »

Dwadzieścia jeden ról
Joanna Kapica-Curzytek

26 I 2022

Czy „Rewolucja niebieska. Powieść o Mikołaju Koperniku” jest rzeczywiście powieścią? Ten bez wątpienia pięknie napisany utwór sprawdziłby się o wiele lepiej jako esej biograficzny lub historyczny.

więcej »

Perły ze skazą: Sąd – sądem, ale sprawiedliwość…
Sebastian Chosiński

25 I 2022

Gdy odchodzi stary świat i rodzi się nowy, zawsze dochodzi do konfliktów – niekiedy politycznych, niekiedy etycznych. W „Sądzie” Władimira Tiendriakowa – niewielkiej powieści, którą można uznać za majstersztyk prozy psychologicznej – oba te aspekty wzajemnie się przenikają. I z tego powodu ze zdwojoną siłą uderzają w kręgosłup moralny starego myśliwego Siemiona Tietierina.

więcej »

Polecamy

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo

Stulecie Stanisława Lema:

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo
— Mieszko B. Wandowicz

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Paryski splin na powitanie V Republiki
— Sebastian Chosiński

Dlaczego trolle boją się nieba?
— Mieszko B. Wandowicz

Ociężały komisarz myśli dwa razy szybciej
— Sebastian Chosiński

Gdy starsza pani prosi o pomoc…
— Sebastian Chosiński

W małych miasteczkach nie lubi się obcych i bogatych
— Sebastian Chosiński

Manifestacja dumy
— Sebastian Chosiński

Gorzej być nie może – i to jest najlepsze!
— Sebastian Chosiński

Policjant w trakcie przejść
— Sebastian Chosiński

„Mroczny erotyzm, faszyzm, zbrodnie”
— Sebastian Chosiński

Różnymi drogami
— Wojciech Gołąbowski

Tegoż twórcy

Nekromanci kontratakują
— Miłosz Cybowski

Dwóch panów w drodze (nie licząc lokaja)
— Miłosz Cybowski

Nie ma izolowanych opowieści
— Miłosz Cybowski

I rozczarował się czytelnik niepomiernie
— Miłosz Cybowski

Czekając końca
— Miłosz Cybowski

Wszystkich Kaptur trafia
— Miłosz Cybowski

Wadliwość rozgrzeszona
— Łukasz Bodurka

Koniec jest bliski i dajcie autorowi coś na rozweselenie
— Łukasz Bodurka

Zmęczenie materiału, niestety
— Łukasz Bodurka

Moja śledziona chce mnie zjeść!
— Michał Kubalski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.