Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 5 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Esensja czyta: Listopad 2012
[ - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
« 1 2

Miłosz Cybowski, Jakub Gałka, Joanna Kapica-Curzytek, Alicja Kuciel, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Listopad 2012
[ - recenzja]

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Konrad Wągrowski [70%]
Ludwik Jerzy Kern jest pisarzem mego dzieciństwa. Głównie przez „Proszę słonia” z porcelanowym białym słoniem Dominikiem w roli głównie, no i może w odrobinę mniejszym stopniu przez „Ferdynanda Wspaniałego”. Dziś wiem, że są to książki ponadczasowe – bowiem moja pięcioletnia córka bawiła się przy nich tak samo dobrze jak ja. Kerna znam oczywiście też z „Przekroju” (tego starego, dobrego), w którym popisywał się wierszowanymi humoreskami. Książka Naszej Księgarni, jak zwykle w serii dziecięcej klasyki pięknie wydana w sztywnych okładkach, jest jakby połączeniem tych dwóch obliczy Ludwika Jerzego Kerna. Mamy tu bowiem do czynienia ze zbiorem wierszowanych humoresek dla dzieci. Dla dzieci? Nie do końca, bo jednak czy aby na pewno dla dziecka jest opowieść o tym, jak słoń został awansowany na kierownika składu porcelany? W dużym wyborze wierszy jest pewien rozrzut – większość wierszy jest lekka i przystępna dla dzieci, ale część jest już mruganiem do dorosłych. Dzieci przy tym i tak powinny się bawić dobrze, a że nie pojmą wszystkich niuansów – bywa, więc nie ma co narzekać. Ładne ilustracje na każdej stronie, bonusowo obszerne fragmenty „Karampuka” i „Proszę słonia” (tu jednak zachęcam do sięgnięcia po całości), choć więc jestem miłośnikiem prozatorskiej twórczości Kerna, przyznam, że tom czytaliśmy z przyjemnością.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Alicja Kuciel [70%]
„Nieznajomi z parku” to klasyczny stuprocentowy romans w jak najbardziej pozytwnym tego słowa znaczeniu. Pierwsze wydanie miało miejsce w 1994 roku, obecnie książka ponownie ujrzała światło dzienne, tym razem w postaci e-booka, zgodnie zresztą z życzeniem autorki. Czyta się ten romans świetnie. Autorka zadbała o wszystkie elementy dobrego love story, od stworzenia świata lekko staroświeckiego, takiego, który pasuje i do lat sześćdziesiątych, ale i do początku XXI wieku, poprzez dwójkę stereotypowych bohaterów romansu (on mroczny sukinkot, a ona takie lelum polelum) i samą historię ich, a jakże, trudnej miłości, aż po cudowne, żywe postacie drugoplanowe. Pojawia się demoniczna kobieta fatalna, ale nie jest nam dane jej poznać inaczej niż oczami syna (mrocznego sukinkota), który zresztą wszystkie kobiety postrzega przez pryzmat matki jako złe i wyrachowane. Bardzo mi się jednak podoba wyraźnie zaakcentowanie, że te „złe kobiety” takimi nie są, to normalne kobiety z krwi i kości, które mają w sobie dumę, godność i siłę i po prostu kiepsko się zakochały. Jak się zastanowię, to w żaden sposób nie kibicowałam głównej parze, żeby im się udało, ale oczekiwałam, żeby im się nie udawało – bo inaczej, co to byłby za romans?
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Alicja Kuciel [80%]
Zachwyca mnie wykreowany przez autorkę świat, czas liczony w klepsydrach i obrotach, zamieszkujące go postacie, te złe, te dobre i te pomiędzy, fascynujące jest odkrywać urywki ich historii i składać sobie po kolei niczym puzzle. Wiedząca Estera czeka na swoją córkę, która być może w końcu zapuka do drzwi jej chatki, skrzat Rosa ma problem z ludzkim szczenięciem i wyszczekaną skrzatką, Wielebna Maura wścieka się, bo zgubiła obiekt, a powoli zaczyna rozumieć, że z pustego i salomon nie naleje, Ścibor woli gadać ze zwierzętami niż z ludźmi, Bob z Olchą stają się jednym, a wójt w Sporach trochę za dużo rozrabia. A wszystko to pod osłoną ciemnośći, bo słońce już od dawien dawno nie wzeszło. Warto się zanurzyć w ciemność by odnaleźć światło.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Konrad Wągrowski [60%]
Wypuszczony z okazji premiery „Skyfall” „Bond o Bondzie” to po prostu zbiór wspomnień Rogera Moore’a, czyli Człowieka z Uniesioną Brwią, na temat agenta 007 i otaczającego go świata. Na ów świat składają się oczywiście dziewczyny, przeciwnicy i sojusznicy, scenerie i gadżety, itd. itp. Nie byłoby w tej pozycji niczego specjalnie atrakcyjnego dla miłośników Jamesa Bonda, gdyby nie osoba autora. Roger Moore, który Bonda zagrał najwięcej razy (przynajmniej w oficjalnym cyklu) nie jest może wybitnym aktorem, ale z pewnością jest człowiekiem ciekawym i bardzo dowcipnym. Dzięki temu nawet wiele zamieszczonych w tej książce oczywistości, fanom Bonda powszechnie znanych, staje się ciekawą lekturą. Na szczęście Moore dorzuca jednak trochę mniej oczywistych anegdot, choć przyznać należy, że skandali i skandalików tu nie znajdziemy, Święty raczej wszystkich miło wspomina, a jeśli o kimś powie gorzej, to raczej postać taka pozostaje anonimowa. Całość jest niebrzydko wydana, możemy uznać, że na prezent się nadaje. Zresztą, jak tu nie lubić książki, w której autor z zadziwiającym w dzisiejszych czasach dystansem do samego siebie, pisze: „Gdy zwróciłem moją licencję na zabijanie, wciąż zadawano mi pytanie, kto powinien mnie zastąpić. Nie! Skłamałem. Zadawano mi to pytanie już po trzecim filmie, co, jak się domyślacie, znakomicie poprawia samopoczucie wiecznie niepewnemu jutra aktorowi. Przyznaję, że chętnie podsuwałem Cubby’emu kandydatów na moje miejsce, zawsze wymieniając nazwiska fatalnych aktorów, przy których prezentowałem się wręcz doskonale. W końcu porzuciłem tę praktykę; zabrakło mi aktorów gorszych ode mnie.”
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Alicja Kuciel [70%]
„Hikikomori” to barwna, sprawnie napisana, ciekawie pokręcona historia o tym, jak się robi gejszę. Przy czym, ponieważ rzecz dzieje się w bliżej nieokreślonej przyszłości, gejsze są mężczyznami. W tym świecie spora część ludzkości cierpi na różnego rodzaju socjofobie, których najgorszym przejawem jest hikikomori. To również świat,w którym każde dziecko mając lat dziesięć wie kim się stanie, ponieważ specjalne testy sprawdzają jakie kto ma predyspozycje i przedstawiają je dziecku i jego rodzicom. Na przykład Jonasz Hosala dowiaduje się, że może zostać lekarzem, pielęgniarzem lub gejszą. Jaką decyzję podejmie Jonasz? Czy to, że jego siostra Alicja nagle zachorowała, może mieć wpływ na jego losy?
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Alicja Kuciel [60%]
Zastanawiałam się, czy w obecnych czasach można jeszcze znaleźć takie książki, jakie czytałam będąc nastolatką. Okazało się, że można, a „Magia kasztana” jest jedną z nich. Niezwykle miło jest czytać o nastolatkach, którzy wcale nie tak bardzo się różnią od tych pamiętanych sprzed dwudziestu laty, mają podobne problemy i podobnie próbują sobie z nimi radzić. Aneta Rzepka potrafi pisać magicznie, ale nie przesadzając, nie zatracając poczucia rzeczywistości. Bohaterowie jej książki marzą o wielu rzeczach, ale co ważniejsze, pracują nad osiągnięciem swych celów czy spełnieniem marzeń. Nie załamują rąk, pomagają sobie nawzajem, czasem też trochę przeszkadzają, wykorzystują sprzyjające okoliczności i wyciągają wnioski z tych złych.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Miłosz Cybowski [40%]
Nie po raz pierwszy moje oczekiwania wobec książki rozminęły się z rzeczywistością. Liczyłem na to, że „Cholerna niepodległość” będzie stanowiła intrygującą analizę polskości, polskiego społeczeństwa oraz tego, czym stała się dla nas niepodległość w dwie dekady po upadku komunizmu; że autor będzie miał coś ciekawego do powiedzenia na sprawy narodowości i niezależności w dobie Unii Europejskiej i prób unifikacji Europy. Niestety, do rąk dostajemy wątpliwej jakości pamflet polityczny, w którym społeczeństwo to bezmózgie masy podążające za pustymi sloganami polityków. Wierzbicki, wierny formie pamfletu, wykorzystuje swoją książkę do prezentacji swoich własnych przekonań politycznych i zawziętej krytyki wszystkich tych, którzy stoją po drugiej stronie barykady. Nawet kilka celnych (co w cale nie oznacza nowych) spostrzeżeń dotyczących polskiej manii sondaży nie ratuje „Cholernej niepodległości”. Owszem, jest to książka lekko napisana, ale tylko dla tych, których interesują polityczne poglądy jej autora.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Jakub Gałka [60%]
Informacja o tym, że Steven Spielberg zekranizuje tę nową powieść (2011) na stary temat (bunt robotów) pojawiła się właściwie w tym samym czasie co książka, co samo w sobie nie byłoby dziwne – w końcu co jakiś czas mamy do czynienia z doniesieniami o potencjalnie przebojowych książkach, których prawa do ekranizacji są rozrywane przez studia filmowe. Bardziej dziwi fakt, że „Robokalipsa” jest właściwie gotowym scenariuszem, w którym akcja jest opisana w sposób iście filmowy: cięcia bez przejść fabularnych, brak jedności czasu i miejsca akcji (kilka równorzędnych wątków), zdradzanie tła akcji krótkimi wstępami na początku każdego rozdziału (przypominającymi początkową planszę z „Terminatora”) czy malownicze obrazki takie jak wysmarowani barwami wojennymi Indianie walczący z robotami czy bitwa robotów i maszyn przemysłowych dyrygowana przez genialnego japońskiego technika. To ostanie zresztą może się podobać, trzeba oddać Wilsonowi, że ma kilka świetnych pomysłów na przemawiające do wyobraźni rozwiązania: do wspomnianych Indian czy bitwy maszyn można dołożyć umiejscowienie złego AI na odległym pustkowiu, miłość człowieka do maszyny, „samonarodzenie” niektórych robotów połączone z uzyskaniem świadomości czy hybrydę człowieka i maszyny. Nie są to co prawdy pomysły jakoś specjalnie nowatorskie, znamy je nie od dziś (łapanie ludzi i hybrydy ludzko-robocie to choćby najnowszy „Terminator”, a przy poszukiwaniu miejsca ukrycia wrogiego AI kłania się… rodzima „Głowa Kasandry”). Często też opierają się na znanym w postapokaliptycznej popkulturze od lat kontraście: super-technologia kontra powrót do natury i prymitywizmu, który wyzwala w rozmiękczonym człowieku prawdziwą siłę i wolę przetrwania (co zresztą pełni u Wilsona rolę pseudo-morału). Gorzej, że ten pomysł został kiepsko opakowany (i nie mówię tu o okładce, która w polskim wydaniu, ma sensowniejszy tytuł niż angielskie „Robopocalypse”), bo Wilson wyraźnie nie radzi sobie z przelewaniem swoich pomysłów na papier, a w efekcie idzie po najmniejszej linii oporu. Jego trzecioosobowa narracja w czasie teraźniejszym to nie tylko ukłon w stronę przyszłych filmowców, ale unik, który pozwala skupić się na pojedynczych scenach-fragmentach, a nie na całej fabule – na wprowadzeniu, budowaniu napięcia, perypetiach, nie mówiąc o nadaniu bohaterom głębi, a sceneriom wyrazistości. Oczywiście ta szybka, filmowa narracja znajdzie wielu zwolenników wśród miłośników łatwego połykania książek, ale z dobrą literaturą nie ma to za wiele wspólnego. Prędzej z hollywoodzkim produkcyjniakiem.
koniec
« 1 2
30 listopada 2012

Komentarze

30 XI 2012   20:00:39

Czepialski cytat z redaktora Gałki: "w efekcie idzie po najmniejszej linii oporu". Dziękuję za uwagę.

30 XI 2012   22:38:36

w nagrodę za czujność otrzymujesz samoświadomego robota kuchennego

30 XI 2012   22:46:13

Dziękuję, jednego już mam. Nagrodę proszę przekazać najbliższemu domowi dziecka.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Krótko o książkach: Wzloty i (głównie) upadki
Miłosz Cybowski

4 XII 2021

Pomysł na „Miasto Archipelag” Filip Springer miał całkiem niezły – wyruszyć w Polskę i odwiedzić niegdysiejsze miasta wojewódzkie, które straciły swoją pozycję w wyniku reformy administracyjnej z 1999 roku. Gorzej z wykonaniem.

więcej »

Jesteśmy tylko nośnikami
Miłosz Cybowski

2 XII 2021

Zarówno pozbawiony emocji styl, jak i niektóre tezy stawiane przez Richarda Dawkinsa mogą budzić instynktowny sprzeciw. „Samolubny gen” nie na darmo uchodzi za książkę kontrowersyjną, choć może wraz z rozpowszechnieniem nauki o genetyce to wrażenie nieco przygasło.

więcej »

Mała Esensja: W oczekiwaniu na Boże Narodzenie
Joanna Kapica-Curzytek

1 XII 2021

Ponownie spotykamy się z sympatycznym myszkiem wykreowanym przez autora i ilustratora Alexa T. Smitha. „Winston wraca na święta” pozwoli młodszym (i starszym czytelnikom) odliczać dni do Gwiazdki!

więcej »

Polecamy

Pogrzeb pośród mgławic

Stulecie Stanisława Lema:

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

I potępieni mogą marzyć
— Marcin Mroziuk

Złodziej złodziejowi lisem
— Beatrycze Nowicka

W bardzo ciemnym lesie
— Zofia Marduła

To mógł być Hogwart
— Zofia Marduła

Człowiek człowiekowi zombie
— Daniel Markiewicz

Odcienie mroku
— Zofia Marduła

Cairen – barbarzyństwo po azjatycku
— Zofia Marduła

Z tego cyklu

Luty 2018
— Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Katarzyna Piekarz, Konrad Wągrowski

Styczeń 2018
— Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Grudzień 2017
— Dominika Cirocka, Joanna Kapica-Curzytek, Konrad Wągrowski

Listopad 2017
— Miłosz Cybowski, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Październik 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Wrzesień 2017
— Dominika Cirocka, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka

Sierpień 2017
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Lipiec 2017
— Dominika Cirocka, Miłosz Cybowski, Jarosław Loretz, Beatrycze Nowicka, Katarzyna Piekarz, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Czerwiec 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Maj 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Magdalena Kubasiewicz, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Katarzyna Piekarz

Tegoż twórcy

Brune, gdzie jesteś?
— Marcin Mroziuk

Gdy tropikalny raj staje się piekłem na ziemi
— Marcin Mroziuk

Spory, dogmaty, ideały i lęki
— Joanna Kapica-Curzytek

Groza na rajskich wyspach
— Anna Nieznaj

Prześwietleni
— Beatrycze Nowicka

Historia się powtarza
— Miłosz Cybowski

Osty kłują
— Magdalena Kubasiewicz

Czego oczy nie widziały
— Michał Kubalski

Listy tobie ofiarowane
— Beatrycze Nowicka

Drothe spoczciwiał nieco, lecz wciąż gadane ma
— Beatrycze Nowicka

Tegoż autora

Krótko o książkach: Wzloty i (głównie) upadki
— Miłosz Cybowski

Jesteśmy tylko nośnikami
— Miłosz Cybowski

Mała Esensja: W oczekiwaniu na Boże Narodzenie
— Joanna Kapica-Curzytek

Na wysokich obrotach
— Joanna Kapica-Curzytek

Krótko o grach: X-Meni nie wystarczają
— Miłosz Cybowski

Dwóch panów w drodze (nie licząc lokaja)
— Miłosz Cybowski

Krótko o książkach: Głównie dla specjalistów
— Miłosz Cybowski

Mistrz przewrotnego humoru
— Joanna Kapica-Curzytek

Nowa wielka powieść latynoamerykańska
— Joanna Kapica-Curzytek

Szukać należy sercem
— Joanna Kapica-Curzytek

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.