Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Haruki Murakami
‹1Q84. Tom 3›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Tytuł1Q84. Tom 3
Tytuł oryginalny1Q84
Data wydania2 listopada 2011
Autor
PrzekładAnna Zielińska-Elliott
Wydawca Muza
Cykl1Q84
ISBN978-83-7758-060-8
Format512s. 145×205mm
Cena44,99
Gatunekmainstream
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Kronika pisarza przynudzacza (czasami)
[Haruki Murakami „1Q84. Tom 3” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Zwieńczenie trylogii „1Q84” dobitnie pokazuje, że Haruki Murakami ma nieustającą potrzebę pisania, za którą nie idzie już jednak zbyt wiele treści. Przynajmniej tych jeszcze przez Japończyka nieeksplorowanych.

Daniel Markiewicz

Kronika pisarza przynudzacza (czasami)
[Haruki Murakami „1Q84. Tom 3” - recenzja]

Zwieńczenie trylogii „1Q84” dobitnie pokazuje, że Haruki Murakami ma nieustającą potrzebę pisania, za którą nie idzie już jednak zbyt wiele treści. Przynajmniej tych jeszcze przez Japończyka nieeksplorowanych.

Haruki Murakami
‹1Q84. Tom 3›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Tytuł1Q84. Tom 3
Tytuł oryginalny1Q84
Data wydania2 listopada 2011
Autor
PrzekładAnna Zielińska-Elliott
Wydawca Muza
Cykl1Q84
ISBN978-83-7758-060-8
Format512s. 145×205mm
Cena44,99
Gatunekmainstream
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Najnowszy projekt pisarza zapowiadał się niezwykle obiecująco. Murakami w pierwszym tomie zadzierzgnął kilka ciekawych wątków – pięknej zabójczyni Aomame, powiązanego z nią w nie do końca wyjaśniony sposób ghost writera Tengo, a także Fukaeri – młodziutkiej pisarki, której książkę poprawiał. Do tego każdy z trójki bohaterów uwikłany był w działalność jakiejś organizacji: sekty religijnej, walczącego z nią ośrodka pomocy kobietom oraz wydawnictwa literackiego. Każda z powyższych była ciekawa już sama w sobie, niestety pisarz jakby uparł się, żeby nie wykorzystać ich potencjału. W efekcie znakomita część trylogii jedynie prześlizguje się po ledwo zaznaczonej problematyce czy to sekciarstwa, czy to mechanizmów rządzących światkiem literackim. Co zatem wysuwa się na pierwszy plan? Codzienność bohaterów, czyli właściwie standard u Murakamiego. Tyle, że tym razem standard nieciekawy i nierówny, tylko momentami przyozdobiony bardziej interesującymi rozważaniami.
Książce najbardziej chyba zaszkodziło pomieszanie gatunkowe. Jeżeli potraktować ją jako romans, to wątek miłosny jest zdecydowanie słabszy niż ten znany choćby z „Norwegian Wood”. Co nie może dziwić – przez 99% czasu akcji dwójka bohaterów jest od siebie fizycznie oddalona, wobec czego zasadniczo brak między nimi interakcji, a jeśli już do takowej dochodzi, ciężko na jej temat powiedzieć coś dobrego. Jeśli z kolei wziąć pod lupę wątek kryminalny, to jest on owszem, ciekawy i – zwłaszcza pod koniec trzeciego tomu – bardzo sprawnie poprowadzony, ale przy tym urwany, jakby Murakami przestraszył się, że może mu z tego wyjść drugi „Koniec Świata i Hard-boiled Wonderland”. A szkoda, bo „1Q84” dobitnie pokazuje, że Japończyk świetnie czuje się właśnie w gatunku Raymonda Chandlera, zaliczającego się zresztą do jego ulubieńców.
Są wreszcie w ostatnim tomie momenty lepsze. Świetnie w dalszym ciągu wypada wątek relacji Tengo z ojcem, tym razem umierającym bez świadomości w szpitalnym łóżku. Pisarz kapitalnie łączy tu powagę odchodzenia z dowcipem i ironią, pod którymi przemyca istotne rozważania (jeśli nie łączyło nas wiele za życia, to tym bardziej skąd znaleźć takie punkty wspólne po czyjejś śmierci?). Paradoksalnie moment, gdy Tengo odbiera telefon z powiadomieniem o stanie ojca, jest bodaj jedynym naprawdę zabawnym w całej trzytomowej opowieści.
Do plusów należy zaliczyć jeszcze różnicowaną w zależności od bohatera danego rozdziału narrację. Jeśli już jednak przy języku jesteśmy, trzeba czytelników ostrzec. Murakami jak zwykle lawiruje na cienkiej granicy grafomanii i w paru miejscach udaje mu się ja przekroczyć. W ten sposób możemy wizualizować sobie na przykład „przyciskanie do dechy pedału gazu pamięci” czy powędrować myślami na „biegun północny rozsądku”. Do typowych dla twórczości tego autora metafor dopełniaczowych trzeba się po prostu przyzwyczaić, co nie powinno zresztą stanowić specjalnego problemu – styl Japończyka jest jak zwykle jego dużą siłą. Płynny, lekki w czytaniu, pozwala bezproblemowo przedzierać się przez setki stron. I szkoda wielka, że tym razem zadzwiająco mało z nich wynika.
„1Q84” jest bowiem wyraźnie najsłabszym z tych dłuższych dzieł pisarza przełożonych na polski. Przy „Kronikach ptaka nakręcacza” i „Kafce nad morzem” wypada bardzo blado. Ale to nie wszystko – odstaje również od tych krótszych powieści, gdzie jednak podczas lektury miało się wrażenie, że o coś chodzi, a przynajmniej otrzymywało się solidną garść czy to refleksji, czy też zaskakujących bohaterów. Tutaj najciekawsza z postaci, Fukaeri, spychana jest na coraz dalszy plan, by w trzecim tomie zniknąć niemal zupełnie z pola widzenia. Murakamiemu nie pomaga też ładna gra z cytatami z Czechowa, Tołstoja czy Junga. Wszystko to nadal czyta się bardzo dobrze, ale wrażenie braku w warstwie przekazu oraz pewnej autopowtarzalności niektórych wątków (choćby nielinearna wizja czasu jako precelka) wzmaga się w miarę zbliżania do końca i, niestety, już odbiorcy nie opuszcza.
koniec
29 grudnia 2011

Komentarze

29 XII 2011   14:08:17

Murakami to po prostu autor specyficzny. Ja go lubię - i jego prozie wiele rzeczy wybaczam. Żadnemu innemu bym chyba nie darował ciągłych opisów, co bohater zrobił na obiad/kolację i jak wyprał/kupił skarpetki/matki/koszulkę. Te ciągłę wtręty z europejskiej literatury czy muzyki - czasem trafione w dziesiątkę, czasem bardzo głębokie, a czasem kulą w płot. Uchodzi mu to wszystko płazem właśnie przez jego pomysły fabularne. Dla mnie jest to taki "rollercoaster ride" - trochę powolny, owszem, ale jednak niezwykły, zaskakujący ostrymi zwrotami. Ma się często wrażenie przegadania niektórych wątków, wałkowania w kółko, podczas gdy coś moooogłoby w końcu ruszyć - ale w tej atmosferze przeraźliwej "zwykłości", monotonii codzienności, każda - nawet drobna - wolta robi wrażenie. Bo w absolutnej ciszy nawet trzask gałęzi brzmi potężnie (że tak pojadę banałem). To jest coś, na czym zawsze wykłada się Koontz: nabudowuje napięcie, potęguje strach, podsyca głód czytelnika, oczekiwanie na krwawy rozrachunek z czarnym charakterem - a potem przysłowiowa góra rodzi mysz. Którą potem Koontz topi w lukrze. Lubię go za kilka książek - maksymalnie po dwie z jakiegoś dłuższego okresu twórczości, bo potem zaczyna się powtarzać. Tyle, że zakończeń czasami w ogóle wolałbym nie czytać - bo wychodzą tak nudne, jak... środek książki u Murakamiego ;) I to jest problem: u Koontza napięcie rośnie i na końcu ulatnia się z cichym sykiem, zamiast buchnąć. A u Murakamiego historia od początku do końca snuje się trochę jak dym; leci, leci, czasem zakręca niespodziewanie, skłębia się - ale ostatecznie po prostu się rozwiewa. To właśnie trochę mnie rozczarowało w "Kafce" i to samo naprawdę zniezmaczyło w "Kronikach". Bohaterowie docierają do pewnego miejsca, coś się "wydarza" - ale nic z tego nie wynika, a bohaterowie po prostu żyją dalej. "Hard-Boiled" było pierwszym przypadkiem, w którym rozwiązanie akcji było w pełni satysfakcjonujące - niejednoznaczne, z wieloma możliwymi interpretacjami. Podobnie w przypadku "Sputnik Sweetheart". Tu też, choć sama książka nawet jak na Murakamiego po prostu NUDNA (do połowy tego chudego tomiku nie wydarzyło się NIC paranormalnego) - to jednak zakończenie niezwykłe, niejednoznaczne. I tak też jest w "1Q84". To prawda: całe mnóstwo porzuconych, niedomkniętych wątków. Wielu bohaterów bezpowrotnie, bez żadnego uzasadnienia znika z pola widzenie. Autor skupia się na głównych bohaterach, zapominając o wszystkich innych - a ci jakby zupełnie przestali istnieć. Żadnych wieści. Żadnych działań z ich strony. Ale zakończenie - mimo wszystko - piękne. Kilka detali. Jedno spostrzeżenie, jedno zdanie - i wszystko nabiera nowej głębi, nowych barw. Murakami jedynie coś nakreślił - a resztę czytelnik może dopowiedzieć sobie sam. I to jest mistrzostwo. I nawet jeśli po trzech tomach, po miesiącach oczekiwania na kolejną część, jestem trochę zawiedziony - to nic. 1Q84 to kawał dobrej literatury. Specyficznej - a jednak niezwykłej i magicznej. A teraz... ciężko mi znaleźć jakąkolwiek książkę, która wciągnęłaby mnie z równą siłą. Bo albo świat przedstawiony przeraźliwie zwyczajny, albo - w przypadku światów futurystyczno-fantastycznych - czasami jakby za bardzo wysilony, epatujący niezwykłością tak intensywnie, że po kilkudziesięciu stronach staje się... zwyczajna. U Murakamiego cuda dzieją się ot, tak, po prostu. I może właśnie to - ta lekkość, takie "a czemu nie?" - stanowi o jego sile.

31 XII 2011   00:43:07

a i tak najlepszy jest "Koniec świata i hardb. wl."

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Wszyscy jesteśmy neandertalczykami (w jakichś dwóch procentach)
Miłosz Cybowski

18 X 2021

Do popularyzacji nauki niezbędne są dwie rzeczy: dogłębna znajomość tematu oraz umiejętność przystępnego pisania o nim. O ile tego pierwszego Rebecce Wragg Sykes nie sposób odmówić, to już w drugiej kwestii „Krewniacy” pozostawiają nieco do życzenia.

więcej »

Człowiek
Joanna Kapica-Curzytek

17 X 2021

Czy wydarzenia rozgrywające się w XII wieku mogą obudzić zainteresowanie nas, współczesnych czytelników? Po lekturze „Czerwonych tarcz” nie brakuje refleksji dotyczących naszych czasów, a także mechanizmów władzy i politycznych układów.

więcej »

Mała Esensja: Gwiazdy i piwo
Marcin Mroziuk

16 X 2021

W „Wędrując po niebie z Janem Heweliuszem” Anna Czerwińska-Rydel nie tylko w przystępny sposób przybliża młodym czytelnikom postać gdańskiego uczonego, ale również pozwala im poznać podstawowe informacje z zakresu astronomii. Lekturę dzieciom uprzyjemniają też znakomite ilustracje Asi Gwis.

więcej »

Polecamy

Zawsze szach, nigdy mat

Stulecie Stanisława Lema:

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Co pisarzowi w duszy gra
— Marcin Mroziuk

Portrety i metafory
— Marcin Mroziuk

Melodia smętnego popu
— Daniel Markiewicz

Barwny Murakami
— Daniel Markiewicz

Znika coś więcej niż słoń
— Daniel Markiewicz

Definicja przegadania
— Daniel Markiewicz

Dwa światy
— Daniel Markiewicz

Człowiek biegnący
— Daniel Markiewicz

Esensja czyta: IV kwartał 2008
— Artur Chruściel, Ewa Drab, Jakub Gałka, Daniel Gizicki, Anna Kańtoch, Paweł Sasko, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Ludzie i małpy
— Daniel Markiewicz

Tegoż autora

Zapomną o nas
— Daniel Markiewicz

Mistrzostwo formy
— Daniel Markiewicz

Walc nasz (zbyt) powszedni
— Daniel Markiewicz

Odmienne stany moralności
— Daniel Markiewicz

Czytając (dobre) science fiction
— Daniel Markiewicz

Całodobowe szczęście
— Daniel Markiewicz

Nieustające wakacje
— Daniel Markiewicz

Trudna miłość
— Daniel Markiewicz

Szeptanie traumy
— Daniel Markiewicz

Magiczna apokalipsa
— Daniel Markiewicz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.