Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 6 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Alice Munro
‹Zbyt wiele szczęścia›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZbyt wiele szczęścia
Tytuł oryginalnyToo Much Happiness
Data wydaniastyczeń 2011
Autor
Wydawca Wydawnictwo Literackie
ISBN978-83-08-04549-7
Format280s.
Cena39,90
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Chociaż nie brzmi to zbyt oryginalnie
[Alice Munro „Zbyt wiele szczęścia” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Zdaję sobie sprawę, że „Zbyt wiele szczęścia” to literatura wybijająca się ponad ogólny poziom, momentami nawet wybitna. Cóż z tego, skoro w żaden sposób mnie nie porusza? Ani emocjonalnie, ani intelektualnie. Lektura zbioru opowiadań Alice Munro była więc trochę jak lizanie cukierków przez szybę.

Michał Foerster

Chociaż nie brzmi to zbyt oryginalnie
[Alice Munro „Zbyt wiele szczęścia” - recenzja]

Zdaję sobie sprawę, że „Zbyt wiele szczęścia” to literatura wybijająca się ponad ogólny poziom, momentami nawet wybitna. Cóż z tego, skoro w żaden sposób mnie nie porusza? Ani emocjonalnie, ani intelektualnie. Lektura zbioru opowiadań Alice Munro była więc trochę jak lizanie cukierków przez szybę.

Alice Munro
‹Zbyt wiele szczęścia›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZbyt wiele szczęścia
Tytuł oryginalnyToo Much Happiness
Data wydaniastyczeń 2011
Autor
Wydawca Wydawnictwo Literackie
ISBN978-83-08-04549-7
Format280s.
Cena39,90
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Tego typu twórczość, mam wrażenie, wymaga od czytelnika odpowiedniej wrażliwości, specyficznej empatii, której niżej podpisany za grosz niestety nie posiada. Dlatego też czytanie „Zbyt wiele szczęścia” było dla mnie, no może nie drogą przez mękę, w każdym razie sporym wysiłkiem. Skupiał się on przede wszystkim na znalezieniu jakiejś relacji z tekstem, który – choć dotyka często spraw fundamentalnych (choroba, zbrodnia, zdrada itp.) – prawdę mówiąc ani mnie grzał, ani ziębił.
Dziesięć opowiadań zamieszczonych w tomie to w większości zapis tragedii – zaprzeczenie tytułu zbioru. Munro pisze głównie o „Nieszczęściu, które przytrafia się wielu”. Mianowicie? A to ktoś (kobieta) choruje na raka, zostaje zakładniczką bandyty, ktoś ma męża w więzieniu lub nie ma wcale, bo ten uciekł do młodszej. Cechą charakterystyczną tekstów kanadyjskiej pisarki jest zwykłe nieszczęście, albo jeszcze inaczej – odarcie nieszczęścia z jego niesamowitości. Ilekroć zdarza się nam w życiu coś tragicznego, pytamy naturalnie: Dlaczego? Dlaczego zachorowałem, dlaczego bliska mi osoba zmarła lub miała wypadek? Bohaterowie Munro zdają się nie pytać, przeżywają swoje cierpienia trochę jak zwierzęta. Niemo.
Jest jeszcze inna sprawa, a mianowicie zmiana perspektywy. Doświadczając trudnych wydarzeń, często zaczynamy inaczej patrzeć na życie. Nie chodzi mi o zmianę priorytetów (śmiertelnie chora kobieta spokojniej podchodzi do groźby ze strony rabusia), tylko o większą dawkę metafizyki. Popularne przysłowie mówi, że „gdy trwoga to do Boga” i jest w tym wiele prawdy. Kiedy przeżywamy trudne sytuacje, łatwiej nam uwierzyć w działanie Opatrzności, medycyny orientalnej czy zwrócić się do wróżki. A bohaterowie Munro jak wzorowi ateusze – nic.
Nie chcę tutaj krytykować kanadyjskiej pisarki, że nie uwzględniła ważnego elementu w życiu opisywanych postaci, bo uwzględniła. Jej bohaterowie pochodzą już z ery post-religijnej, gdzie nie tylko nie ma się do kogo zwrócić „gdy trwoga”, ale też świadomość religijna po prostu obumarła. Z jednej strony to ciekawy rys współczesnych, z drugiej zaś – mam wrażenie – mocne okaleczenie. Bo obraz człowieka sprowadzony jedynie do przeżyć psychiczno-fizycznych zdaje się bardzo ubogi, wykastrowany. I przypuszczam, że to jest jeden z powodów, dla których „Zbyt wiele szczęścia” rozminęło się z moją wrażliwością czytelniczą.
Munro najlepiej sprawdza się w opisie zwykłego życia, drobnych elementach pokazujących uczucia i przeżycia bohaterów lub będących krótką ich charakterystyką. Na przykład opis drwala amatora, człowieka zamkniętego w sobie, którego obserwujemy przez pryzmat wybieranych przezeń drzew do wycinki. Albo przedstawienie nietypowej studentki, Niny, lubującej „przemierzać budynek wydziału nauk humanistycznych w tłumie studentów, szukać sobie miejsca, otwierać podręcznik na wskazanej stronie i wyciągać pióro. Tylko że notatki Niny pozostawały puste.”
Na ogół podczas lektury robię notatki na marginesach. Im więcej, tym żywsze są moje emocje. W „Zbyt wiele szczęścia” dopisków znalazło się ledwie kilka; podobał mi się wspomniany motyw ze studentką nie umiejącą pisać, opis drzew i parę zdań wyrwanych z kontekstu. Ot chociażby charakterystyka mężczyzn z punktu widzenia zdradzonych kobiet: „Mówią, że to wszystko jest całkiem nieprawdopodobne. Mężczyźni. Co też oni wyrabiają. Jakie to chore i głupie – nie do uwierzenia. I właśnie dlatego prawdziwe.” Z opowiadaniami Munro jest na odwrót. Opisywane wydarzenia są jak najbardziej prawdopodobne przez co chwilami zupełnie nieprawdziwe. Chciałoby się powtórzyć za bohaterką tytułowego opowiadania: „Chociaż nie brzmi to może zbyt oryginalnie…”
koniec
3 października 2011

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Każdy ma swoje demony
Marcin Mroziuk

5 XII 2021

Dla młodych czytelników lektura „Chuligani” jest okazją do poznania problemów rówieśników, którym życie nie rozpieszcza. Katarzyna Ryrych kreśli tutaj z dużą empatią intrygujący portret nastolatki muszącej stawić czoło światu po śmierci rodziców.

więcej »

Krótko o książkach: Wzloty i (głównie) upadki
Miłosz Cybowski

4 XII 2021

Pomysł na „Miasto Archipelag” Filip Springer miał całkiem niezły – wyruszyć w Polskę i odwiedzić niegdysiejsze miasta wojewódzkie, które straciły swoją pozycję w wyniku reformy administracyjnej z 1999 roku. Gorzej z wykonaniem.

więcej »

Jesteśmy tylko nośnikami
Miłosz Cybowski

2 XII 2021

Zarówno pozbawiony emocji styl, jak i niektóre tezy stawiane przez Richarda Dawkinsa mogą budzić instynktowny sprzeciw. „Samolubny gen” nie na darmo uchodzi za książkę kontrowersyjną, choć może wraz z rozpowszechnieniem nauki o genetyce to wrażenie nieco przygasło.

więcej »

Polecamy

Pogrzeb pośród mgławic

Stulecie Stanisława Lema:

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Kobiety, które nie spadły z Księżyca
— Daniel Markiewicz

Anonimowe historie z kanadyjskiej prowincji
— Paweł Micnas

Obca
— Joanna Kapica-Curzytek

Tegoż autora

Steve Jobs wielkim poetą był
— Michał Foerster

Notatki na marginesie „Mapy i terytorium”
— Michał Foerster

„Ludzie tu w ogóle nie żyją, a jedynie umierają”
— Michał Foerster

Ifigenia, czyli Albania
— Michał Foerster

Miłosz, czyli sensacje XX wieku
— Michał Foerster

Szaleństwo, którego już nie ma
— Michał Foerster

Lovecraft tkwi w szczegółach
— Michał Foerster

Jezus Chrystus jako gatunek literacki
— Michał Foerster

W co dzisiaj wierzymy?
— Michał Foerster

James Bond jest Hiszpanem
— Michał Foerster

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.