Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 lipca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Chang-Rae Lee
‹Kiedy ulegnę›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKiedy ulegnę
Tytuł oryginalnyThe Surrendered
Data wydania9 marca 2011
Autor
Wydawca Świat Książki
Format496s. 145×205mm
Cena39,90
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl

Chochołowi ludzie
[Chang-Rae Lee „Kiedy ulegnę” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Na okładce powieści Chang-Rae Lee straszy pretensjonalny slogan: „Miłość może zranić bardziej niż wojna”. Ten reklamowy frazes jest na szczęście nie tylko niedorzeczny, ale i całkowicie mylący. „Kiedy ulegnę” to bowiem znakomita proza, daleka od banału i schematów, twarda i szorstka, bolesna i pozbawiona konsolacji.

Grzegorz Krzymianowski

Chochołowi ludzie
[Chang-Rae Lee „Kiedy ulegnę” - recenzja]

Na okładce powieści Chang-Rae Lee straszy pretensjonalny slogan: „Miłość może zranić bardziej niż wojna”. Ten reklamowy frazes jest na szczęście nie tylko niedorzeczny, ale i całkowicie mylący. „Kiedy ulegnę” to bowiem znakomita proza, daleka od banału i schematów, twarda i szorstka, bolesna i pozbawiona konsolacji.

Chang-Rae Lee
‹Kiedy ulegnę›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKiedy ulegnę
Tytuł oryginalnyThe Surrendered
Data wydania9 marca 2011
Autor
Wydawca Świat Książki
Format496s. 145×205mm
Cena39,90
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Na okładce wydanej przez Świat Książki powieści Chang-Rae Lee straszy pretensjonalny slogan: „Miłość może zranić bardziej niż wojna”. Dowodzi on, jak sądzę, głównie tego, jak rozkochana we wszelkim urągającym intelektowi kretynizmie jest nasza cywilizacja; skoro spece od marketingu są przekonani (a zapewne swoje przekonania żyrują stosownymi badaniami konsumenckimi), że podobnym hasłem przyciągną czytelników (czy też raczej – ponieważ w tym kraju czytają już tylko niewiasty – czytelniczki marzące o słodkiej jak budyń miłości), nietrudno wyobrazić sobie, jak szacują poziom intelektualny potencjalnego odbiorcy. Ten idiotyczny i odstraszający frazes jest na szczęście nie tylko niedorzeczny, ale i całkowicie mylący. „Kiedy ulegnę” to bowiem przede wszystkim precyzyjnie rozpisana na kilka historii opowieść o tym, że nie można zapomnieć, nie sposób wywinąć się morderczemu uściskowi tego, co się stało, bo przeszłość skrada się za człowiekiem krok w krok jak głodny kundel i dopada go, niezależnie od kierunku i szybkości ucieczki.
Dwoje głównych bohaterów, Amerykanina Hectora oraz Koreankę June, połączyła wojna w ojczyźnie tej ostatniej, spłodzone przez przypadek dziecko oraz – przede wszystkim – postać Sylvie, żony pastora prowadzącego sierociniec, gdzie cała trójka spotyka się po zakończeniu konfliktu koreańskiego. A także trauma, która sprawia, że przez kilka dziesiątek lat unikają jakichkolwiek kontaktów, ba, nawet myślenia o sobie. Żyją w „swoim małym zapuszczonym świecie”, starając się nie ulec, czy też czekając, aż ulegną ich ciała, aż ciała same z siebie zatrzymają się pewnego dnia i uwolnią ich od wspomnień.
Powieść Chang-Rae Lee opowiada o ludzkich wrakach, wypatroszonych przez wojenną traumę z sensu, rozdartych psychicznie jak ciało rozszarpane przez minę. Wszystkie bez mała postacie zespolone są skomplikowanymi więzami, w których trudno rozróżnić miłość od rozpaczy, a przywiązanie od nienawiści. Ich historie, z początku pozornie odległe, dziejące się obok siebie, powoli wiążą się jakby w supeł, coraz bardziej zaciskający się na szyjach bohaterów. To wiwisekcja resztek, które zostają z człowieka po doświadczeniu wojny, i relacja z tego, jak te resztki usiłują skupić się w jakąś całość i dalej wegetować. „W witrynie mijanego sklepu [Hector] pochwycił swoje odbicie i przystanął. Był to jedynie ciemny, niewyraźny zarys, jak gdyby (…) coś na poły ukształtowanego. Obraz ten świetnie pasował do tego, co sam o sobie myślał (…) nie miał bowiem ani pieniędzy, ani pozycji społecznej, ani perspektyw, co jemu samemu ani trochę nie przeszkadzało, nawet jeśli szanowani ludzie uważali go za szumowinę. (…) dobrze wiedział, że jego nędzne położenie stanowi zarazem świetną kryjówkę, sposób na uwolnienie się od odpowiedzialności i ucieczkę od niej we wszystkim, co w życiu niezbędne i choć trochę się liczy, a to w zasadzie oznaczało ucieczkę od teraźniejszości oraz dającej się przewidzieć przyszłości, jako ze od przeszłości uciec już nie mógł.” Mamy tu do czynienia z panoramą sparszywiałych egzystencji, zarobaczonych przez wojnę ludzi, którzy zrobiliby wiele, „byle tylko przez jakiś czas nie być sobą”. Bohaterowie wegetują, a te drobiny życia, które nie pozwalają im zgasnąć, pożytkują głównie na próbach zapomnienia o sobie.
Dlatego miłości jest tu jak na lekarstwo – zastępuje ją poczucie winy i własnej klęski. A jeśli między bohaterami już coś na kształt miłości się pojawia, jest ona dokładnie taka jak ich przeszłość – pełna ostrych krawędzi, bolesna, niepodobna do wyobrażenia pensjonarki spoconej myślą o romantycznych porywach serc i przechadzkach w sztafażu zachodzącego słońca. To, co wiąże ze sobą bohaterów powieści, jest bowiem równie kalekie jak oni sami.
Wojna żyje w nich nieustannie i jej wspomnienie nie ulega korozji. Chang-Rae Lee przedstawia okrutne, potworne, przejmujące oblicze konfliktu zbrojnego; wojna jest tu odmalowana detalicznie, choć nie przez pryzmat tego, co dzieje się na polach bitewnych, ale z perspektywy tych, którzy są bezradnymi i pozbawionymi jakichkolwiek praw ofiarami. „Zwykły łut szczęścia mógł człowiekowi uratować życie, a jego brak przynieść śmierć.” Dzieci, by przeżyć, muszą stać się równie sprytne i bezwzględne jak dorośli. Jedenastoletnia June, wędrująca przez kolejne kręgi piekła, najpierw z rodzicami i rodzeństwem, następnie zaś – po stracie rodziców – z młodszymi siostrą i braciszkiem, ma w pewnym momencie do wyboru: albo pozostać przy umierającym bracie, któremu pociąg obciął nogi, i umrzeć razem z nim, albo pozostawić go koło nasypu, wskoczyć do wagonu i w ten sposób się uratować.
To ten format dylematów moralnych, absolutnie niemożliwych do ogarnięcia wyobraźnią w naszym bezpiecznym, stabilnym świecie, gdzie wojna wydaje się jedynie elementem widowiskowego telewizyjnego show, porusza w swej powieści Chang-Rae Lee. Portretuje on świat, w którym wykształcony japoński oficer bez zmrużenia okiem dokonuje egzekucji na przybyszach z Europy, z nieruchomą twarzą tłumacząc im wcześniej nienagannym angielskim, że sami nie ponoszą żadnej winy. To diaboliczne opisy piekła, które wszyscy bohaterowie noszą w sobie i promieniują nim na najbliższych, jak June na syna. „Później jeszcze bardzo długo, właściwie aż do śmierci, miały ją prześladować wydarzenia owego dnia, bardziej jak senny koszmar niż rzeczywiste wspomnienia, jak mroczny wytwór wyobraźni służący do zadręczania się, gdyż odtwarzany w myślach raz za razem stawał się formą homilii, obrazkowej modlitwy, w której potrafiła pogrążać się bez pamięci.”
Autor wprowadza nas w potworność niełagodzoną żadnymi sztuczkami stylistycznymi, które choćby na chwilę mogłyby odwrócić uwagę czytelnika. Proza Chang-Rae Lee nie kusi fajerwerkami, nie próbuje uwodzić. Jest prosta i dosadna, „nienacechowana”, nieposiadająca wręcz indywidualnego rysu. Amerykański pisarz używa „przezroczystej” frazy, której niemal się nie zauważa, jakby jego celem było zwrócenie uwagi na treść, a nie formę, w jakiej snuje tę opowieść. Język jest tu wehikułem historii, sam ma być jak arbiter na boisku piłkarskim – niezauważalny. A mimo to – albo dlatego – „Kiedy ulegnę” to lektura porażająca i bolesna. Powieść znakomita, daleka od banału i schematów, twarda i szorstka, bolesna i pozbawiona konsolacji.
koniec
20 maja 2011

Komentarze

20 V 2011   11:16:23

To fajnie, że pozbawiona konsolacji.

20 V 2011   17:04:14

jak nie ma konsolacji, to przeczytam.

15 II 2012   22:18:22

Żadne dziecko nie jest płodzone przez przypadek. Za każdym aktem poczęcia stoi odwieczny, nieuchronny, nieunikniony instynkt przedłużenia gatunku, który determinuje przeznaczenie każdej ludzkiej istoty. Ludzie płodzą dzieci niezależnie od stanu ducha, stanu wojny czy pokoju, w wiezięniach, w dobrych i złych domach, na trzeźwo i pod wpływem alkoholu. To jest cel i jedyne uzasadnienine ludzkiej egzystencji, dla gatunku nie ma znaczenia co zrobimy z resztą naszego marnego życia. Dlatego nie można powiedzieć, że życie bohaterów jest "wypatroszone przez traume z sensu", czyli bez sensu. To "przypadkowe" dziecko nadaje sens ich życiu, niezależnie czy to dostrzegaja czy nie. Bo istnienie wszystkiego czy czegokolwiek nie zależy wcale od ludzkich zdolnosci postrzegania czy rozumienia. Jestesmy nieskończenie małą cząstką wielkiej całosci i to nadaje ludzkiemu życiu sens. Newet w czasie wojny, nawet z zespołem stresu pourazowego.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

PRL w kryminale: Krzyżowcy w pegeerze
Sebastian Chosiński

23 VII 2021

W połowie lat 70. ubiegłego wieku Kazimierz Sławiński – pisarz, który wymyślił postać kanoniera Franciszka Dolasa – przeżył krótki romans z kryminałem milicyjnym. Jego „owocami” stały się dwie mikropowieści wydane w serii „Ewa wzywa 07…”. Ta chronologicznie późniejsza, czyli „Romański krzyż”, wypada wprawdzie słabiej, ale ma znacznie większy rozmach inscenizacyjny.

więcej »

Świerczewski nie ma spokoju
Joanna Kapica-Curzytek

22 VII 2021

Generał był bohaterem jednego z najbardziej popularnych mitów rozpropagowanych przez władze PRL-u. Książka „Świerczewski. Śmierć i kult bożyszcza komunizmu”, odsłaniając daleką od ideału prawdę o nim, demaskuje także mechanizmy i fałszerstwa propagandy.

więcej »

Zbrodnie w stylu retro: Uwaga! Chińczycy w Warszawie
Sebastian Chosiński

21 VII 2021

Seria „Wielkie gry Bernarda Żbika” Adama Nasielskiego składa się z ośmiu pełnoprawnych części oraz – do czasu niedawnego wznowienia – mającej jedynie przedwojenną wersję zeszytową mikropowieści „Koralowy sztylet”, w której słynny inspektor odgrywa jedynie rolę drugoplanową. Na deser dorzucono natomiast dziesięć króciutkich opowiadań, które jednak do portretu głównego bohatera nie wnoszą nic nowego.

więcej »

Polecamy

„Wolność”

W podziemnym kręgu:

„Wolność”
— Marcin Knyszyński

Niektórzy po prostu chcą patrzeć, jak świat płonie
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Ukryte życie mózgu
— Grzegorz Krzymianowski

O wpływie wąsonogów na miejsce człowieka w świecie
— Grzegorz Krzymianowski

Panorama astronomii
— Grzegorz Krzymianowski

Banał, banał, znowu banał
— Grzegorz Krzymianowski

Kłopoty małego stwórcy
— Grzegorz Krzymianowski

Akty heroizmu (recenzja dla dorosłych)
— Grzegorz Krzymianowski

Wrobić Cézanne’a
— Grzegorz Krzymianowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.