Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 maja 2021
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

50 najlepszych polskich powieści fantastycznych

Esensja.pl
Esensja.pl
« 1 3 4 5

Esensja

50 najlepszych polskich powieści fantastycznych

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
10. Marek S. Huberath ‹Druga podobizna w alabastrze›
Mikropowieść „Druga podobizna w alabastrze”, zamieszczona w zbiorku o tym samym tytule, to historia alternatywna, jednak odmienna od zbliżonego tematycznie „Quietusa” Jacka Inglota. Huberath opisuje świat, w którym cesarstwo rzymskie nie upadło, lecz rozwinęło się w wielki, złożony twór o granicach zbliżonych do imperium Aleksandra Wielkiego. Imperialny śledczy zostaje wysłany do prowincjonalnej, północnej tetrarchii, by tam zbadać zarzuty niegospodarności. Odkrywa jednak coś więcej, coś, co – jak domyślają się czytelnicy, lecz nie on sam – jest prawdą o tym świecie. Autorowi nie idzie bowiem o fascynujący obraz historii innej niż nasza – chociaż w swym zwięzłym stylu wizerunek taki tworzy – a o zarysowanie teologii trudnej, bez oczywistej figury Zbawiciela. Druga podobizna w alabastrze – rzeczywistość przedstawiona – to blady, chory i umierający odpowiednik prawdziwego uniwersum – tego, w którym Bóg wcielił się w człowieka. Na zaledwie stu stronach Huberath porusza kwestie fundamentalne, dyskretnie, subtelnie i spokojnie. Klasycznie.
Nie przypadkiem w jednym z wydań dzieł zebranych Lema „Katar” trafił do wspólnego tomu ze „Śledztwem”, bo są te powieści dwiema stronami tego samego medalu. Co prawda zamiast zagadki znikających zwłok są zagadkowe samobójstwa, a policjanta zastępuje wystawiony jako przynęta amator, ale „Katar” to właściwie „Śledztwo” à rebours, bo choć rozgrywa Lem ten sam temat, to dochodzi do odmiennych wniosków niż 17 lat wcześniej. A to, że w naszym rankingu „Katar” ląduje o wiele wyżej niż książka wobec niego prekursorska, to zapewne wyraz z jednej strony optymizmu redakcji, a z drugiej przywiązania do, nomen omen, katharsis przynoszonego przez rozwiązanie zagadki w klasycznym kryminale. Bo choć w dynamicznie rozwijającym się świecie chaos i przypadek wydają się groźniejsze niż kiedykolwiek, to zjawiska, których stają się zarodnikiem, w „Katarze” wciąż są dostępne rozumowemu poznaniu: chaos wpisuje się w porządek naszego świata w sposób dla nas niebezpieczny, lecz nie destrukcyjny.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
8. Andrzej Sapkowski ‹Saga o wiedźminie›
(‹Krew elfów›, ‹Czas pogardy›, ‹Chrzest ognia›, ‹Wieża Jaskółki›, ‹Pani jeziora›)
Wiedźmińskie opowiadania Andrzeja Sapkowskiego (osiem z nich trafiło do esensyjnego rankingu stu najlepszych polskich opowiadań fantastycznych) wywarły duży wpływ na polską fantastykę. Wydawcy przekonali się, że publikowanie rodzimego autora może przynieść zyski bez konieczności ukrywania go pod z anglosaska brzmiącym pseudonimem. Czytelnicy poznali nurt fantasy, który wielu z nich kojarzył się wyłącznie z Tolkienem; zetknęli się z perfekcyjnie zastosowanym językiem, na niektórych do dziś odciskającym wyraźne piętno; zobaczyli umiejętne splecenie dynamicznej akcji, archetypów, psychologii, humoru i tragizmu.
Po zwięzłych opowiadaniach pierwszy tom sagi był lekkim szokiem – jakże to, dialog postaci słuchających pod świętym dębem ballady Jaskra ciągnie się i ciągnie, zamiast skończyć się na paru wpadających w ucho bonmotach!… Na szczęście pięcioksiąg o wiedźminie (który zresztą wcale nie jest głównym bohaterem) nie stał się tak przegadanym cyklem, jak niektóre powieści z zachodniej fantastyki. Autor natomiast miał szanse ukazać w nim wszystkie zalety swojej twórczości: przede wszystkim barwne, wielowymiarowe, realistyczne postaci (Sapkowski umie przekonująco ukazać zachowanie zarówno dwunastoletniej dziewczynki, jak i dojrzałej kobiety po przejściach), błyskotliwe dialogi oraz umiejętne oddanie klimatu – czy będzie to gwarne miasto, zamglona puszcza, raut czarodziejek czy szpital polowy. Ukazuje nam świat, który jeszcze nie wyleczył ran po jednej wojnie, a już sposobi się do kolejnej. Wielowątkowa fabuła prezentuje nam rozmaite ludzkie zachowania, od podłości do heroizmu, od nastoletniego buntu po miłość i pożądanie dorosłych osób. Dodatkowym smaczkiem jest umieszczenie w tekście licznych nawiązań do wydarzeń historycznych i literackich („Orły, orły!…”) z naszej rzeczywistości.
Czytaj w Esensji:
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
7. Stanisław Lem ‹Kongres futurologiczny›
Książka, którą powinien zekranizować Christopher Nolan – po operującej kilkoma płaszczyznami snu „Incepcji” sfilmowanie powieści Lema, w której wciąż powraca wątek poddawania w wątpliwość realności świata, miałoby szansę zaowocować prawdziwą perełką.
Ijon Tichy, znany czytelnikom z „Dzienników gwiazdowych”, tym razem zostaje zamrożony i tym sposobem przenosi się w przyszłość, do roku 2039. Jego próby zrozumienia nowej rzeczywistości są dla autora pretekstem do zasypania czytelnika dziesiątkami gier słownych, z których wysnute są pomysły na przemiany w technice i obyczajach. Zamiast demokracji mamy zatem chemokrację opartą na psychemii: w świecie „Kongresu” istnieją specyfiki dosłownie na wszystko: błyskawiczną naukę ortografii lub wojskowości, przeżycia religijne (christina, sakrantal, absolvan, allaszek islaminy, dwuzenek buddanu) lub twórcze (lideryl, poemazyna, sonetal), nawet wywołujące urojone wspomnienia (autental z grupy bylanków). Kąpielowy robot to kąputer, wiejski – cyfruń; słowniczek tych wszystkich neologizmów byłby dość długi. Co ciekawe, autor niejako komentuje własne poczynania, każąc profesorowi Tarantodze zajmować się właśnie prognozowaniem nowych trendów i zjawisk na podstawie przekształcania wyrazów.
Oprócz erudycyjnych zabaw z językiem Lem porusza w powieści problem płynący z maskowania rzeczywistości: coraz mniej jest ludzi zajmujących się jakąkolwiek realną wytwórczością, skoro prościej jest niemal wszystko – od luksusowych aut po koncerty symfoniczne – wyhalucynować odpowiednimi specyfikami. Można wysnuwać z tego analogie dotyczące naszego świata, gdzie coraz większą popularność zdobywa rzeczywistość wirtualna: od tworzenia sztucznych postaci grających w filmach po budowanie sobie całych alternatywnych życiorysów w rozmaitych grach komputerowych. Na szczęście aż taki upadek cywilizacji, jaki w końcówce „Kongresu” opisał Lem, chyba nam nie grozi.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
6. Stanisław Lem ‹Niezwyciężony›
„Niezwyciężony”, czyli fantastyka militarna à la Lem. Ten właśnie tytuł podają fani w odpowiedzi na pytanie „którą książkę Lema należałoby sfilmować”. W „Niezwyciężonym” znajdziemy wszystko, czego wymaga kinowa superprodukcja – wielkie maszyny wojenne i kosmiczne krążowniki dla specjalistów od efektów, zagadkę, przed którą stają bohaterowie dla scenarzystów i kilka niezłych ról dla aktorów. Nie znaczy to oczywiście, że Lem napisał książkę schematyczną – z początku może tak się wydawać, przecież lądowanie na nieznanej planecie w poszukiwaniu zaginionego okrętu i jego załogi to jeden z częściej wykorzystywanych schematów fabularnych fantastyki (a przy drobnych modyfikacjach – powieści przygodowych w ogólności). Jednak Lem nie byłby sobą, gdyby owego schematu nie przerobił po swojemu. Przeciwnikiem załogi „Niezwyciężonego” nie są ani obce istoty, ani nawet obca inteligencja – jest nimi chmara mikroskopijnych kryształków „pragnąca” tylko jednego – zlikwidowania źródła zakłóceń. I w obliczu takiego przeciwnika cała ziemska technologia okazuje się bezradna… Z jednej strony Lem wydaje się mówić, że nawet gdy zawiedzie technologia, człowiek wciąż może poradzić sobie bez niej – Rohan stawia czoła chmurze pozbawiony wszelkich wytworów techniki. Z drugiej jednak można też odczytać „Niezywciężonego” jako rozważanie na temat inteligencji i świadomości – chmura jest ich pozbawiona, ale najwyraźniej całkiem nieźle sobie radzi z przetrwaniem. Czy więc te cechy są tak naprawdę niezbędne?
Te właśnie konfrontacje: maszyna kontra człowiek, inteligencja kontra „instynkt” (jeśli tak można nazwać metodę działania chmury) połączone ze sprawnością pióra autora sprawiają, że „Niezwyciężonego” wciąż czyta się świetnie po prawie 50 latach od napisania.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
5. Wit Szostak ‹Wichry Smoczogór›
„Wichry Smoczogór” były początkiem pisarskiej kariery Wita Szostaka, znakiem, że pojawił się twórca niekonwencjonalny, operujący innym językiem i budujący swe światy na nietypowych dla fantastyki fundamentach. Górale, muzyka ludowa, folklor – w fantasy? „Wichry Smoczogór” to książka niezmiernie trudna do opisania, gdyż z najwyższym trudem dałoby się odnaleźć literackiego krewniaka, do którego można by ją przyrównać. Wit Szostak stworzył powieść, która, choć mieści się w kanonach fantasy, sięga ku korzeniom tego gatunku, odkrywając w nim świeżość i głębię, którą po Tolkienie rzadko kto potrafił czytelnika zaskoczyć.
Kluczem do wielkości jest brak pośpiechu. Szostak nie próbuje pójść drogą żadnego z wielkich fantasy, lecz wraca na sam początek tego gatunku, pytając – czemu piszemy tę literaturę? I tak jak Tolkien był mitotwórcą, tak autorowi „Wichrów Smoczogór” trzeba przypisać rolę poszukiwacza prawd. Ta literatura ma nam uświadomić, że są w nas i otaczającym nas świecie pewne prawa, głębokie, pozostające na poziomie nieświadomym, ale dochodzące do głosu w sytuacjach skrajnych, kiedy trzeba się oprzeć na pierwszym odruchu.
„Wichry Smoczogór” to nowe otwarcie zrodzone z powrotu do korzeni; mądrość z prostoty; książka szalenie łatwa w lekturze, będąca jednocześnie przeżyciem na wiele dni. Literacki paradoks – powieść nie do rozbicia na łatwe do oceny części, lektura, która budzi w czytelniku mocne odczucie poznania istotnych prawd – które jednak nie dają się łatwo zwerbalizować. Dzieło po prostu, książka na wiele lat i wiele czytań.
Czytaj w Esensji:
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
4. Janusz A. Zajdel ‹Limes inferior›
Zajdel w pewnym momencie wkłada w usta jednemu z bohaterów „Limes inferior” słowa „W chwili, gdy oni tu przybyli, świat trwał w podziale na dwa podstawowe systemy stosunków społecznych. Każdy z nich miał swe zalety i wady.(…) Każdy, kto zna problemy społeczno-ekonomiczne świata sprzed Wielkiej Reformy, dostrzeże bez trudu, że w tym, co obecnie obserwuje się w aglomeracjach, znaleźć można tylko wszystkie niemal wady obu przeciwstawnych systemów starego świata”. Przez wiele lat uważaliśmy, że się myli, że tak naprawdę ustrój Argolandu jest parodią socjalizmu – parodią Polski gierkowskiej, świata pełnego cinkciarzy, oszustów, cwaniaków, malowanych docentów. Świata, w którym wykształcenie tak naprawdę – mimo deklaracji – o niczym nie decyduje, bo najbardziej istotny jest spryt i umiejętność poruszania się w ustalonych warunkach. W przekonaniu, że „Limes inferior” opisuje nasz siermiężny socjalizm utwierdzały nas słowa, iż ustrój został nam narzucony, bo skoro sprawdził się w jednym świecie, to może się sprawdzić w całym wszechświecie – czyż to nie jawna aluzja do internacjonalistycznych zakusów ZSRR? (Abstrahując już od faktu, czy ustrój się „u nich sprawdził” – prawdę powiedziawszy, w książce też nie wiadomo tego na pewno). Dziś, po trzech dekadach widzimy jednak, że to Zajdel miał rację, że część Argolandu może zniknęła, ale część w nowej rzeczywistości nadal jest aktualna. Są nowe uwarunkowania, ale znów – w korporacyjnym świecie – podobnie wygląda kariera. A czy sam Klucz nie jest przebłyskiem geniuszu Zajdla? Przecież w tym urządzeniu łączy on kartę kredytową i telefon komórkowy! Czyż już niedługo takie Klucze nie pojawią się u każdego i czy pojęcie „wykluczenie” nie nabierze złowrogiej mocy?
Ale przy tym wszystkim „Limes inferior” to przecież świetnie napisana książka – z lekkością, dowcipem, sympatycznym, choć nie idealnym głównym bohaterem, zajmującym wątkiem kryminalnym, kapitalną scenerią i mnóstwem smakowitych tekstów, cytatów i obserwacji o funkcjonowaniu wymyślonego społeczeństwa (wspomnijmy choćby niezwykle barwną galerię „zawodów”, które ułatwiają życie w świecie Argolandu). I pamiętajcie: „Choćbyś miał najwyższą klasę, bez punktów jesteś… (ostatnie słowo było zamazane)”.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
3. Stanisław Lem ‹Solaris›
Podobno gdy Kelvin lądował na stacji Solaris, Stanisław Lem jeszcze nie wiedział, co tam zastanie. Czy tak powstają arcydzieła – ze swobodnego kreowania świata, popuszczania wodzy swej fantazji? Bo „Solaris” jest arcydziełem, książką niezwykle inteligentną, niezwykle oryginalną i niezwykle mocno – jak mało kiedy u intelektualnego Lema – oddziałującą na emocje.
Ale zacznijmy od podstaw. „Solaris” to ewenement w światowej fantastyce naukowej z dwóch powodów. Po pierwsze – dzięki postaci Obcego, w tym przypadku oczywiście będącego tajemniczym, inteligentnym oceanem. Po drugie – bo „Solaris” to opowieść o kontakcie, którego być nie może. Tam, gdzie większość twórców decyduje się na rozwiązanie optymistyczne (cywilizacje potrafią się zrozumieć) bądź konfrontacyjne (zacznie się wojna), Lem pokazuje trzecią drogę. Ludzkość i Solaris są tak od siebie tak odmienne, tak odrębne, że żadne porozumienie nigdy nie może mieć miejsca, a wszystkie ślady kontaktu będą tylko ułudą. Tak ogromny pesymizm rzadko pojawia się w fantastycznej literaturze.
Takie refleksje przychodzą jednak do głowy po kolejnych lekturach. Na pierwszym bowiem poziomie „Solaris” oddziałuje zupełnie inaczej, bardzo emocjonalnie właśnie. Z jednej strony jako swego rodzaju opowieść grozy, budząca niejeden dreszczyk historia „nawiedzonej” stacji, historia pewnej tajemnicy. Z drugiej strony „Solaris” to jedna z najoryginalniejszych opowieści o miłości, o winie, poszukiwaniu odkupienia, o nietypowej szansie na ponowne spojrzenie na swoje życie, podjęte decyzje, zmierzenie się z możliwością drugiej szansy. Szansy, która zapewne także jest ułudą, ale nie wiedząc tego na pewno – jak można odzyskać spokój? Jedyne co pozostaje, to przerażający brak jakiejkolwiek pewności i przekonanie, że „czas okrutnych cudów” jeszcze się nie kończy.
Czytaj w Esensji:
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
2. Jacek Dukaj ‹Lód›
Za oryginalne science fiction uważa się często takie, które elementem science czyni dziedzinę dotąd przez pisarzy nieeksplorowaną. Najdłuższa pozycja w dorobku Jacka Dukaja bez wątpienia łapie się do tej kategorii. To jednak tylko kropla w morzu argumentów przemawiających za wyjątkowością opasłego tomu z 2007 roku. Bo „Lód” pozwala spojrzeć na siebie nie tylko jako na – jak sugeruje sam autor – fantastykę naukową, w której naukową cząstką jest historiozofia, ale i jako na science fiction pisane z perspektywy, powiedzmy, końca XIX wieku. Neologizmy dostosowane są tutaj do zrusyfikowanej staropolszczyzny; nie tylko język, ale i konstrukcja dzieła jest zgoła staroświecka – to książka duchem wyrwana z nie naszych czasów. Także gigantycznymi gabarytami, jakie dziś rzadkością są w literaturze światowej, a w polskiej nie zdarzają się w ogóle.
O czym jest „Lód”? Rzecz zaczyna się w roku 1924, ale w realiach, w których pierwszej wojny światowej nie było, więc wciąż przypominają te z poprzedniego stulecia. Wielki konflikt nie wybuchł, bo historia „zamarzła”: skutki upadku meteorytu tunguskiego były poważniejsze i ciekawsze niż w naszej rzeczywistości. Katastrofa sprawiła bowiem, że sporą część Ziemi opanował tytułowy Lód i tajemnicze istoty lub byty zwane lutymi, przez co dzieje niejako zatrzymały się w miejscu. W takim uniwersum, we wciąż trwającym rosyjskim zaborze, żyje Benedykt Gierosławski – młody matematyk, przyjaciel i współpracownik Alfreda Tajtelbauma (pierwsze nazwisko Tarskiego), a przy tym klepiący biedę lekkoduch. Żyje, choć już w pierwszym zdaniu książki wyraża podejrzenie, że nie istnieje, co ma dla treści kluczowe znaczenie. Tak czy inaczej, zmuszony jest wybrać się w okolice katastrofy, a po drodze spotyka Teslę, Rasputina i Piłsudskiego, snuje filozoficzno-logiczne rozważania o prawdzie, kłamstwie i pozorach, wpływa na losy świata, a niekiedy ledwo unika śmierci. Myśl Bierdiajewa lub Kotarbińskiego przeplata się tutaj z nietypowym ukazaniem życia Polaków na Syberii, kolej transsyberyjska z salonami, polityka z przygodą, o wszystkim zaś opowiada bohater, który mówi o sobie bezosobowo („się opowiada”, „się mówi”). Jakby tego było mało, rzeczywistość na terenach opanowanych przez Lód działa w sposób zero-jedynkowy, czarno-biały: żaden kompromis nie może mieć w mroźnej krainie miejsca.
Jednak pisząc o tej powieści, nie sposób stosować się do reguł kierujących zamrożoną częścią Dukajowskiego świata. „Lód” bywa i zerem, i jedynką; i zimny, i gorący. Oryginalna, by nie rzec: nowatorska, jest owa książka zarazem czarownie anachroniczna; niekiedy żwawa i niepozwalająca się oderwać, innym razem prosi się o powolne czytanie po jednej, dwu stronach; mając filozoficzne ambicje, wydaje się czasem wręcz łotrzykowską przygodówką. Jest nietypową fantastyką, a we fragmentach nietuzinkowym romansem; lekturą nadzwyczaj wymagającą, która wszakże co rusz hołduje schematom (niedzisiejszej) literatury popularnej. Słowem: monumentalnością, odzwierciedlającą się nie tylko w liczbie stron, ale przede wszystkim w ogromie pomysłów, wielowarstwowości, dopracowaniu, mogą chyba w naszym zestawieniu konkurować z „Lodem” jedynie „Miasta pod Skałą”, zupełnie poza tym niepodobne. O ile jednak powieść Huberatha jest językowo skromna, o tyle Dukaj imponuje stylem nie mniej niż pozostałymi aspektami książki. Pomimo tego, że momentami można odnieść wrażenie, iż autor miał koncepcję tak potężną, że okiełznać jej w pełni nie był w stanie nawet on sam i wymknęła się kilkakroć spod kontroli – w przeciwnym wypadku „Lód” musiałby zająć najwyższą lokatę.
Czytaj w Esensji:
WASZ EKSTRAKT:
90,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
1. Jacek Dukaj ‹Inne pieśni›
„Inne pieśni” opisują świat, w którym znajome czytelnikowi są jedynie ludzkie charaktery. Cała reszta – fizyka, natura, polityka – ukształtowana została przez bazujące na filozofii Arystotelesa prawa Formy, które autor każe nam powoli odkrywać. I tu utworu zaleta pierwsza – nie ma zacięć, przydługich wykładów, wiedza o otoczeniu bohaterów pojawia się sama, zręcznie wpleciona w ich losy. Podziwiać należy autorski zamysł, rzecz właściwą Jackowi Dukajowi, ale hołd też się należy pisarskiemu warsztatowi, dzięki któremu przyjemności z poznawania pomysłu towarzyszy przyjemność ze śledzenia akcji. Akcji wielokrotnie zaskakującej, porywającej, wykorzystującej odmienność rządzących powieścią praw. Poprowadzeni zostaniemy na różne kontynenty, na Księżyc i w Kosmos, i wszędzie ujrzymy obrazy świeże, niezwykłe, a jednocześnie ściśle bazujące na tym jedynym założeniu. Wojna, miłość, życie w miastach, zawody sportowe – tam też swoje piętno odciśnie arystotelesowskie myślenie, w każdym z tych miejsc odkryjemy inny świat. Fabuła wiedzie nas tropem Hieronima Berbeleka, człowieka, który zmieni się sam i zmieni świat. O ile jednak setki są opowieści bazujących na tym schemacie, o tyle splecenie go z wykreowanym przez Dukaja światem arystotelesowskiej filozofii Formy doprowadzi do skutków niezwykłych. Odmiana losów jest bowiem w świecie „Innych pieśni” związana nie tylko z wnętrzem, ale i z powierzchownością. I tu następna zaleta – książka oparta jest na jednym pomyśle, ale wygranym do końca, przemyślanym do najdrobniejszego szczegółu. Dzięki temu bohaterem, na równi z zaludniającymi go postaciami, staje się niezwykły świat, w którym Myśl nagina Materię. Pomysłowość, fabuła, precyzja w myśleniu i pisaniu oraz – co nie mniej istotne – wykreowanie bohaterów, których losy czytelnik pragnie śledzić, czynią tę książkę zasłużoną zwyciężczynią naszego konkursu.
Czytaj w Esensji:
• • •
Odrobina statystyki:
Najczęściej na naszej liście pojawia się Stanisław Lem (11 pozycji), za nim jest Jacek Dukaj (6), Marek S. Huberath (4), Janusz A. Zajdel (3), Anna Brzezińska (3), Wit Szostak (3), Andrzej Sapkowski (2), Rafał Ziemkiewicz (2), Łukasz Orbitowski (2), Marek Oramus (2), Feliks W. Kres (2). Reszta autorów ma po jednej pozycji.
Dwie pozycje pochodzą sprzed II wojny światowej, 18 z okresu 1945-1989, a 31 powstało po roku 1989.
Do szeroko pojętej literatury fantasy należy 15 pozycji, do SF 32, a 4 – to literatura grozy.
W przygotowaniu zestawienia udział wzięli: Anna Kańtoch, Joanna Słupek, Agnieszka Szady, Jędrzej Burszta, Sebastian Chosiński, Artur Chruściel, Jakub Gałka, Michał Kubalski, Paweł Laudański, Eryk Remiezowicz, Szymon Sokół, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski, Krzysztof Wójcikiewicz.
• • •
Czytaj inne Wielkie Rankingi Esensji:
koniec
« 1 3 4 5
8 października 2010

Komentarze

« 1 12 13 14
28 III 2018   12:26:29

@Ola- zajrzyj na pierwszą stronę rankingu, tam jest data jego publikacji. "Pan Lodowego Ogrodu" nie został wtedy jeszcze ukończony.

23 IV 2020   07:42:41

Dlaczego na liście 50 nie znalazł się "Pan lodowego ogrodu"?

23 IV 2020   11:08:02

Bardzo zabawnie wyglądają te dwa ostatnie komentarze.

23 IV 2020   18:57:39

@Achika- widać przeczytanie rankingu jest na tyle męczące, że komentarzy już nie dają rady co poniektórzy :-)

« 1 12 13 14

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Do księgarni marsz: Maj 2021
Miłosz Cybowski, Sławomir Grabowski, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk

7 V 2021

Zapraszamy do przeglądu najciekawszych zapowiedzi wydawniczych na maj 2021 r.

więcej »

Sześć światów Hain: Świat czwarty – Powrót na Zimę
Miłosz Cybowski, Beatrycze Nowicka

2 V 2021

W ramach wędrówki po „Sześciu światach Hain” Ursuli K. Le Guin tym razem zapraszamy na dyskusję o „Lewej ręce ciemności”. Powrót do jednej z najbardziej znanych powieści autorki przynosi sporo nowych spostrzeżeń… i równie wiele rozczarowań!

więcej »

Nie przegap: Kwiecień 2021
Esensja

30 IV 2021

Dla tych, którzy w majówkę chcą nadrobić zaległości, podręczny spis naszych recenzji opublikowanych w kwietniu.

więcej »

Polecamy

Uwięzieni w słowach

Na rubieżach rzeczywistości:

Uwięzieni w słowach
— Marcin Knyszyński

„Sen bowiem jest istnością też…”
— Marcin Knyszyński

Imperium wcale się nie rozpadło
— Marcin Knyszyński

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Do księgarni marsz: Maj 2021
— Miłosz Cybowski, Sławomir Grabowski, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk

Czy książki czytają ludzi? Autorzy kontra czytelnicy
— Agnieszka Hałas, Anna Nieznaj, Beatrycze Nowicka, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Meandry
— Beatrycze Nowicka

Rozterki magicznej dzieciarni
— Beatrycze Nowicka

Lengorchia na lato
— Beatrycze Nowicka

Do księgarni marsz: Czerwiec 2018
— Esensja

Do księgarni marsz: Luty 2018
— Esensja

Przeczytaj to jeszcze raz: My nie marzniemy
— Anna Nieznaj

Przeczytaj to jeszcze raz: Dryf
— Beatrycze Nowicka

Do księgarni marsz: Maj 2017
— Esensja

Tegoż twórcy

Krótko o książkach: Esej o realizmie
— Miłosz Cybowski

O tym, czego nie boi się Dukaj
— Mieszko B. Wandowicz

Człowiek przeżywający
— Joanna Kapica-Curzytek

O sześćdziesiąt dni za długo
— Beatrycze Nowicka

Wiedźmie kłamstwa
— Anna Nieznaj

Wracać wciąż do domu
— Beatrycze Nowicka

„W zeszłym roku nie miałem wakacji”
— Joanna Kapica-Curzytek

Warto rozmawiać
— Sławomir Grabowski

Meandry
— Beatrycze Nowicka

Rozterki magicznej dzieciarni
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.