Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 3 grudnia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Fantastyczne Zaodrze, czyli co nowego w niemieckiej science fiction? (4)

Esensja.pl
Esensja.pl
Andreas „Zoltar” Boegner
O ile obydwie książki poprzedniej odsłony tego cyklu częściowo zawierały odpowiedzi na sformułowane przez Kołodziejczaka pytania, to tym razem podobnych odnośników będzie nieco mniej. Jednak polski czytelnik otrzyma wgląd w nowe pozycje niemieckiej fantastyki naukowej pewnego specyficznego typu: dzisiaj przyjrzę się zaodrzańskiej inner space, czyli literaturze SF, która stara się opisać i komentować dziwne światy naszego życia wewnętrznego. Zapraszam na literackie starcie hardware’u, software’u i przede wszystkim… wetware’u.

Andreas „Zoltar” Boegner

Fantastyczne Zaodrze, czyli co nowego w niemieckiej science fiction? (4)

O ile obydwie książki poprzedniej odsłony tego cyklu częściowo zawierały odpowiedzi na sformułowane przez Kołodziejczaka pytania, to tym razem podobnych odnośników będzie nieco mniej. Jednak polski czytelnik otrzyma wgląd w nowe pozycje niemieckiej fantastyki naukowej pewnego specyficznego typu: dzisiaj przyjrzę się zaodrzańskiej inner space, czyli literaturze SF, która stara się opisać i komentować dziwne światy naszego życia wewnętrznego. Zapraszam na literackie starcie hardware’u, software’u i przede wszystkim… wetware’u.

W kwietniowym numerze „Nowej Fantastyki” z roku 2020 Tomasz Kołodziejczak zadał dwa pytania: „Chętnie dowiedziałbym się, na których aspektach niemieckiej historii i niemieckiej bliskiej przyszłości skupiają swoją uwagę tamtejsi pisarze SF? Jak sami siebie widzą i o sobie piszą?” Spróbuję odpowiedzieć na te pytania, przedstawiając przy okazji książki walczące ostatnio o najważniejsze niemieckie nagrody dla literatury fantastyczno-naukowej.

Gabriele Behrend
‹Salzgras & Lavendel›
Gabriele Behrend to stosunkowo młoda autorka. Jak pisze na swoim blogu, najpierw pokochała przyszłego męża (autora SF), a potem fantastykę.1) Karierę pisarską zaczynała w roku 2005 całkiem klasycznie, od opowiadań pisanych „pod kuratelą” małżonka. „Salzgras & Lavendel” to jej debiut powieściowy. Debiut całkiem udany, bo książka zdobyła trzecie miejsce wśród nominacji do Nagrody im. Kurda Laßwitza oraz drugie wśród finalistów do Niemieckiej Nagrody SF (DSFP). Tak zgodna ocena profesjonalistów i fanów obiecywała ciekawą lekturę. Jedynie sam tytuł, w polskim tłumaczeniu „Soliród i lawenda”, sprawia dziwne wrażenie. Miałem obawę, że przeczytam jakąś rzewną wersję „Trędowatej” w tiulowym, fantastyczno-naukowym wdzianku.
Już od pierwszych stron zwraca uwagę dojrzały, nieco liryczny styl autorki. Jest on bardzo oddalony od typowego dla SF „technobabble”. Bogate słownictwo i niespieszna, lecz pełna emocji, utrzymana w czasie teraźniejszym narracja splatają się w harmonijną całość. Behrend podjęła decyzję, która dodatkowo potęguje nastrój odosobnienia i powoduje, że czytelnik dobrze rozumie motywacje głównych postaci tej kameralnej powieści: w całym tekście występuje raptem tuzin postaci – a zaledwie cztery z nich spotykają się częściej niż dwa-trzy razy. Tłem wydarzeń są zazwyczaj mieszkania protagonistów, podmiejskie pasy zieleni Suburbii oraz przede wszystkim położony na półpustyni instytut Zenith, co dodatkowo wzmaga wrażenie czytania bardzo oszczędnie obsadzonej sztuki teatralnej.
A o co w książce chodzi? Wyobraźcie sobie świat przyszłości, w którym każdy z nas posiada kilka lub nawet kilkanaście samodzielnych osobowości. Dzięki wszczepionemu w pierwszym roku życia chipowi już przedszkolaki potrafią zmieniać w ciągu sekund osobowość, wybierając tę, która w danej sytuacji obiecuje najefektywniejsze rozwiązanie danego problemu. Andreas dysponuje więc organizatorem Adamem, amantem Alanem, przyjacielskim i otwartym Arturem, nastawionym na samoobronę Alfredem, niezwykle chętnie pracującym Aleksandrem oraz całą gamą innych, bardzo przydatnych „faset” podstawowej osobowości. Konieczną do ich tworzenia technologię opracowano początkowo dla społeczności gamerów, której członkowie bardzo niechętnie opuszczali światy ulubionych gier, aby poświęcać się tak przyziemnym zajęciom jak higiena osobista lub zarabianie pieniędzy. Z biegiem czasu anonimowe państwo powieści przejęło całkowitą kontrolę nad tymi procedurami, narzucając je całemu społeczeństwu jako obowiązek obywatelski w imię osiągnięcia maksymalnej efektywności w relacjach międzyludzkich.
Czego się zwykłym mieszkańcom kraju nie mówi, to fakt, że wykorzystywane przez tę technologię czipy są dosyć zawodne. Niewymieniane w regularnych odstępach czasu ulegają awariom i mogą doprowadzić w końcu do zupełnej dezintegracji danej wieloosobowości. A wymiana hardware’u sporo kosztuje…
Jak łatwo z powyższego wykoncypować, Gabriele Behrend nie pisze SF specyficznie o Niemczech czy Niemcach. Użycie w przytłaczającej większości anglosaskich nazwisk protagonistów oraz lokalizacja Instytutu Zenith (w którym leczy się psychicznie chore wieloosobowości) w pustynnym, jałowym krajobrazie z westernów rodem wskazywałoby raczej na wypalone zmianami klimatu USA.
Autorka bada przede wszystkim stronę emocjonalną fenomenu. Technologia nie gra w książce większej roli. Za to relacje pomiędzy poszczególnymi osobowościami różnych ludzi są kluczowe. Dla niektórych z nich, jak dla psychicznie chorego mordercy Douglasa, wyodrębnienie i zneutralizowanie demonicznych stron osobowości jest szansą na normalne funkcjonowanie w społeczeństwie. Dla doświadczonej profesor Paulson, kierowniczki Zenithu, technologia dywersyfikacji osobowości prowadzi w ślepą uliczkę. Dla chorobliwie zazdrosnego technika Mayerhoffa jest ona w końcu jedyną drogą do zachowania osobowości ukochanej kobiety wyłącznie dla siebie. A pośród wszystkich tych sprzecznych zapatrywań i dążeń autorka umieszcza czule opisany romans, w którym miłość sięga poza ultymatywną granicę – śmierć. Jak trafnie zauważył Dieter Rieken, „Behrend tworzy mocne obrazy centralnego zagadnienia książki – separacja (osobowości), czy też (ich) fuzja? Na próżno jednak szukać jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Prawdopodobnie dlatego, ponieważ takowa nie istnieje.”2)
Uwe Post
‹E-tot. Das Leben nach dem Upload›
Witamy na serwerze krypta07 domeny e-zmarli.pl. Życzymy przyjemnej śmierci.” Jeśli przeczytacie kiedyś podobny tekst, to nie będzie to oznaczało, że nagle staliście się zombie lub zostaliście żywcem pochowani, lecz że niedawno faktycznie pożegnaliście się z tym padołem aby zamieszkać na następne kilkaset lat jako elektroniczny duch w wirtualnym pokoju wyżej wymienionej firmy E-zmarli. Brzmi znajomo? Każdy, kto oglądał serial „Upload” nie będzie miał trudności z odpowiedzią na te pytanie.
Uwe Post (ur. 1968) to aktywny już od ponad 20 lat weteran niemieckiej SF, wielokrotnie nominowany do nagród. Jego CV czyta się jak przykładowy życiorys autora literatury fantastyczno-naukowej: studiował fizykę i astronomię, był programistą, szkoleniowcem i dziennikarzem oraz autorem książek fachowych. Obecnie jest głównym programistą firmy tworzącej gry komputerowe. Jak sam żartobliwie twierdzi, jego ulubionym tematem jest POSTapokalipsa i jej uniknięcie poprzez stosowanie czarnego humoru.3)
„E-zmarli. Życie po uploadzie” bazuje na pomyśle, który przyniósł autorowi William Voltz Award 2006 za opowiadanie „edead.com”. W powieści Uwe Post analizuje możliwość transferu ludzkiej jaźni na serwery firm wyspecjalizowanych w tworzeniu wirtualnych zaświatów i opisuje możliwe wpływy tego typu zabiegów na społeczeństwo przyszłości. A ponieważ robi to z czarnym humorem, książka zawiera sporo zjadliwych, dających do myślenia scen. Satyryczne i zaskakująco uważne spojrzenie na nasze wirtualne życie pozagrobowe przyniosło mu czwarte miejsce wśród pozycji walczących o nagrodę im K. Laßwitza.
Chyba po raz pierwszy czytałem o możliwym wpływie takich wirtualnych zmarłych na politykę, kulturę i gospodarkę. E-zmarli, mając olbrzymią przewagę wieloletniego doświadczenia, posiadając rozbudowany system wzajemnych koneksji oraz żyjących jeszcze supporterów, stają się w powieści Posta koszmarem dla każdego żółtodzioba w danym zawodzie. Są perfekcyjnymi pracownikami, mogącymi aktywnie działać bez zmęczenia całą dobę. Walczą jako elektroniczni żołnierze, kontrolując drony na polach prawdziwych bitew, ale mogą być równie dobrze zombie w grze komputerowej, atakującymi całymi falami avatary graczy. Stare, ale nadal lubiane zespoły muzyczne przeżywają jako e-zmarli drugą wiosnę, generując nowe kawałki dla wiernych poza deskę grobową fanów. Celebryci dbają nadal o swoją popularność, organizując zbiórki pieniędzy na wszelakie szczytne cele. Kontakt z żyjącymi członkami rodziny jest gwarantowany, więc e-zmarli pomagają nadal w wychowywaniu wspólnego potomstwa. Prowadzi to oczywiście do zupełnie nowych dla społeczeństwa problemów, co Post znakomicie oddaje w scenie, w której żyjąca matka strofuje syna odrzucającego e-zmarłego ojca (”On jest twoim ojcem!” – ”On to jedenaście terabajtów!”).
Nie dziwi więc, że e-zmarli stają się bardzo szybko obiektem ataku dla wszelakiej maści bojówek fanatyków religijnych, organizacji terrorystycznych lub po prostu przestępczych hakerów. Dzień codzienny e-zmarłego jest zatem równie niebezpieczny jak w realnym życiu. „Wirtual” stał się nowym „realem”, bo, jak pisze dosłownie autor, ”(…)ósmego dnia człowiek stworzył e-śmierć i widział, że jest dobra”. Jest ona dla niektórych tak dobra, że nie mogą jej się doczekać. U Posta samobójstwa młodocianych i śmiertelnie chorych na raka oraz biednych, którzy oddają własne organy za kilka tysięcy lat pobytu na luksusowym serwerze, należą do naturalnych konsekwencji wykreowanego świata.
Nie zabraknie tutaj tak poszukiwanego przeze mnie wątku powiązanego z ojczyzną autora. W rzeczywistości „E-tot” istnieje nazistowski serwer, umożliwiający najwierniejszym fanom führera życie pozagrobowe jako… wysoko postawiony urzędnik zwycięskiej Trzeciej Rzeszy. I tak, e-zmarły Heinrichs organizuje kolejne obchody urodzin wiekowego Hitlera w ministerium propagandy Goebbelsa. Aryjski przedstawiciel rasy panów wdziewa co rano odpowiedni mundur, spogląda w lustro opatrzone sentencją „Jesteś ozdobą twojej rasy. Pozostań nią.” i maszeruje z pieśnią ludową na ustach do gmachu ministerium z kafkowskiego „Zamku” rodem. Post nie kryje swojej niechęci ku ideom neofaszyzmu i wskazuje tutaj na poważne niebezpieczeństwo dla niemieckiej demokracji, jaką tworzy stosunkowo nowe przymierze zwolenników teorii spiskowych, antyszczepionkowców i ekstremalnej prawicy.
Wiedeński „Der Standard” zauważył jednak, że przedstawione w tej książce życie codzienne e-zmarłego jest przede wszystkim niesamowicie banalne. W zależności od wyposażenia danego serwera, „rzeczywistość” e-zmarłego nie różni się zbytnio od realu. I tu i tam nie ma ucieczki przed kapitalizmem: wirtualny użytkownik musi zapłacić nawet za prawo do odczuwania… bólów głowy.4) Trafny werdykt recenzenta Ralfa Steinberga brzmi: ”Uwe Post streszcza nam przy pomocy „E-tot” swoje przemyślenia co do wirtualnego życia pozagrobowego (…) A najbardziej przeraża fakt, że wszystko to „poszło już live” na wielkim serwerze zwanym Ziemią.”5)
koniec
1 października 2022
2) Dieter Rieken: „Rezension: »Salzgras & Lavendel« von Gabriele Behrend” (recenzja na portalu Deutsche Science Fiction)
3) Notka „O autorze” w powieści „E-tot. Das Leben nach dem Upload” (2020)
4) Josefson: „Uwe Post: »e-tot«” (Der Standard-Wissens-Blog)
5) Ralf Steinberg: „E-tot von Uwe Post” (recenzja w eZinie FantasyGuide.de)

Komentarze

08 X 2022   17:43:19

"Gabriele Behrend to stosunkowo młoda autorka".

Polemizowałbym czy okolice pięćdziesiątki to młodość, nawet stosunkowa (autorka w styczniu skończy 49 lat). Cóż, tak czytam Twoje opisy niemieckich pozycji i tylko żal, że polscy wydawcy po nie nie sięgną...

08 X 2022   19:28:20

Masz rację - powinienem uściślić, że autorka zaczęła karierę pisarską dopiero w 2005, czyli jest stosunkowo młoda stażem (w porównaniu z jej wiekiem).
Co do szansy na polskie wydania: Nie jest łatwo, ale przynajmniej "Qualitylandia" dała radę. Mam wrażenie, że ktoś w Polsce monitoruje listę bestsellerów "Spiegla" ;)

09 X 2022   17:03:38

"Qualitylandii" nie czytałem i nie mam zamiaru - wygląda mi to na milionową dystopię dla młodzieży wygenerowaną przez program komputerowy (za dystopiami nie przepadam, a w wersji młodzieżowej omijam szerokim łukiem). Natomiast chętnie przeczytałbym coś dla dorosłych - fantasty, hard SF, space operę. No, Mag teraz zapowiada, że wyda Moersa, od nowa i w całości. Lista niemieckich pisarzy fantastyki, których lubię, jest dość krótka, bo i przekładów mało, i ogranicza się do klasyki: Ewers, Ende, Mielke, Moers, może jeszcze Eschbach, Hohlbein, Jeschke, no i Basil (ale ten jest autorem jednej książki).

09 X 2022   18:20:40

Jeszcze na ten rok planuję przedstawić twórczość Andreasa Brandhorsta. Uwzględniając Twoje gusta powinien to być autor, którego mógłbyś polubić. Po części mógłby Ci się również spodobać Dirk van den Boom - zakładając oczywiście, że ktoś go przetłumaczy...

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Nie przegap: Listopad 2022
Esensja

30 XI 2022

To ostatnie jesienne podsumowanie w tym, roku. Następne – w Sylwestra!

więcej »

Fantastyczne Zaodrze, czyli co nowego w niemieckiej science fiction? (7)
Andreas „Zoltar” Boegner

15 XI 2022

Zbiory opowiadań są w niemieckim fandomie tak samo popularne jak w Polsce. Teksty z antologii należą do grona dobrych kandydatów do prestiżowych nagród dla literatury fantastyczno-naukowej. Tym razem przyjrzę się dwóm zupełnie różnym książkom tego typu. Będzie o sztucznych inteligencjach i fantastyce w stylu retro.

więcej »

Do księgarni marsz: Listopad 2022
Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Joanna Słupek

7 XI 2022

Jesień nie musi być nudna i przygnębiająca, jeśli tylko mamy na półkach dobre książki. Sięgamy więc po ciekawie zapowiadające się listopadowe nowości. Warto na nie zerknąć również dlatego, że już idą Święta. Jest okazja, aby zacząć myśleć o gwiazdkowych książkowych prezentach dla bliskich. A im wcześniej je kupimy, tym więcej uda się nam przeczytać, zanim książki trafią pod choinkę. (Brzmi znajomo? My też tak oczywiście robimy, ale się do tego za bardzo nie przyznajemy…)

więcej »

Polecamy

Cyborg, czyli mózg w maszynie

Stare wspaniałe światy:

Cyborg, czyli mózg w maszynie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Narodziny superbohatera
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Zobacz też

Tegoż autora

Stare wspaniałe światy: Cyborg, czyli mózg w maszynie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Stare wspaniałe światy: Narodziny superbohatera
— Andreas „Zoltar” Boegner

Głos z krańca wszystkich marzeń
— Andreas „Zoltar” Boegner

Stare wspaniałe światy: Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Perry Rhodan – dezerter w kosmosie, część piąta
— Andreas „Zoltar” Boegner

Niemieckie Nagrody Science Fiction za rok 2021 przyznane
— Andreas „Zoltar” Boegner

Perry Rhodan – dezerter w kosmosie, część czwarta
— Andreas „Zoltar” Boegner

Perry Rhodan – dezerter w kosmosie, część trzecia
— Andreas „Zoltar” Boegner

Perry Rhodan – dezerter w kosmosie, część druga
— Andreas „Zoltar” Boegner

Perry Rhodan – dezerter w kosmosie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.