Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Świat nie runął

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 »
Wkrótce na ekranach kin będzie można zobaczyć bodaj najważniejszy film tego roku. Jedni niecierpliwie go wyczekują, inni radzi by pozamykać przed nim wszystkie kina. „Kod da Vinci” – ekranizacja bardzo głośnej książki Dana Browna – zaprezentuje jej budzącą gorące emocje treść w formie dużo atrakcyjniejszej, agresywniejszej i bardziej chwytliwej dla człowieka epoki obrazkowej.

Marcin T.P. Łuczyński

Świat nie runął

Wkrótce na ekranach kin będzie można zobaczyć bodaj najważniejszy film tego roku. Jedni niecierpliwie go wyczekują, inni radzi by pozamykać przed nim wszystkie kina. „Kod da Vinci” – ekranizacja bardzo głośnej książki Dana Browna – zaprezentuje jej budzącą gorące emocje treść w formie dużo atrakcyjniejszej, agresywniejszej i bardziej chwytliwej dla człowieka epoki obrazkowej.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
„Kod Leonarda da Vinci” trafił pod strzechy i po trzech latach od premiery nadal sprzedaje się świetnie. Przetłumaczony na 42 języki, na całym świecie rozszedł się w nakładach, które łącznie przekroczyły 40 mln egzemplarzy, przynosząc autorowi ponad 250 mln funtów gotowizny, ani myśli opuszczać szczyty bestsellerowych rankingów. Jego treść budzi skrajne emocje – z jednej strony ekscytację, z drugiej sprzeciwy. Wpłynął znacząco na rynek księgarski, na którym zaroiło się od mniej lub bardziej udanych naśladownictw, często nachalnie i w sposób zupełnie nieuprawniony próbujących się „podpiąć” pod tę niezwykłą popularność.
Aż się nie chce wierzyć, że książka należąca do gatunku literatury popularnej, proza sensacyjna nie największych wcale lotów, w której nie brak treści niezgodnych z prawdą historyczną, wywołała coś na kształt nurtu kulturowego. Największy wiatr jej żaglom bez wątpienia zapewniła atmosfera skandalu, a w szczególności protesty Watykanu i Opus Dei tudzież rozmaitych organizacji i środowisk katolickich przeciwko zawartym w niej tezom dotyczącym wczesnej historii chrześcijaństwa, negującym boskość i bezżenność Chrystusa. Podobnie będzie zapewne w przypadku wchodzącego wkrótce na ekrany kin filmu, o którego zbojkotowanie ostatnio coraz częściej apelują różni hierarchowie Kościoła. Im protesty i sprzeciwy gorętsze, tym łatwiej o konkluzję, że coś jest na rzeczy, toteż ani chybi szykuje się kasowy sukces, jeśli wręcz nie rekord frekwencji. Pytanie zasadnicze: czy to tylko moda, czy coś znacznie więcej?
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Tajemnica popularności
„Fenomenalna. Tę książkę trzeba przeczytać!!! Pozwala oderwać się od rzeczywistości i zmusza do myślenia! Do spojrzenia na religię, którą wyznajemy bez jakichkolwiek pytań, z innej perspektywy. Niesamowicie porusza wyobraźnię”. „TO JAKIS KOSZMAR!!! Zastanawiam się, jak taka szmira może się ludziom podobać. Oprócz kontrowersyjnego tematu, którego ledwie dotyka, nie dostarcza zupełnie niczego. Jest napisana beznadziejnym językiem, trzyma niby w napięciu, choć i tak wiadomo, co będzie za chwilę. Moim zdaniem autor wątpi w jakąkolwiek inteligencje czytającego”.
To tylko dwie opinie zaczerpnięte z całego morza komentarzy krążących w Internecie. Bez względu jednak na różne oceny (trudno się na poważnie spodziewać czegoś innego przy tak dużej liczbie czytelników), kluczowe jest jednak pytanie: co zdecydowało o wielkiej popularności „Kodu…"? W końcu literatury sensacyjnej jest na pęczki, od thrillerów aż się roi na księgarskich półkach. Dobry marketing niewątpliwie miał znaczenie, ale przecież nie tylko książka Browna jest reklamowana na billboardach, eksponowana na wystawach, nie ona jedna ma krzyczące recenzje na okładkach, z obowiązkowym stemplem bestsellera i informacją o kilkuzerowych nakładach w Stanach Zjednoczonych. W żadnym razie nie idzie też o piękno literackiego języka czy konstrukcję trzymającej w napięciu intrygi, bo akurat w tej warstwie „Kod…” ma poważne niedociągnięcia (trywialne często dialogi, żenująca momentami, łopatologiczna narracja).
Jakimś wyjaśnieniem tego fenomenu jest niegasnące umiłowanie przez ludzi najrozmaitszych tajemnic, sekretów i spisków, owa stadna pogoń za wszystkim, co nosi stempel kontrowersyjności. W końcu Dan Brown zaprezentował szerokiej publiczności prawdziwy créme de la créme. Jednakże nie wydaje się, by duże wzięcie opowieści o jednej z możliwych interpretacji mitu Graala miało przynieść głębsze reperkusje. Przesłanką do takiego wniosku jest sama intryga zawarta w „Kodzie…”.
Jej fundamentem jest założenie, że ujawniona prawda o historii chrześcijaństwa (jakakolwiek by ona nie była) wywrze druzgocący wpływ na wiarę „człowieka prostego”, co budzi poważne wątpliwości, jeśli zastanowić się nad jej naturą. Dan Brown bowiem przechodzi do porządku dziennego nad tym, że ludzie kultywują swą wiarę z powodów, których próżno by szukać w historii. Z prostej potrzeby obcowania z Bogiem, z chęci rozwiązywania życiowych problemów poprzez zawierzenie ich Jemu. Są też bardziej przyziemne – jak obawa przed karą za niedopełnienie „niedzielnego obowiązku” czy chociażby zwykłe przyzwyczajenie i niechęć do odstawania od innych. Kogo z nich obchodzi, że trudno poważnie traktować tezę o gwieździe fruwającej po niebie po to, by wskazać trzem mędrcom ze Wschodu żłóbek z nowo narodzonym Mesjaszem? Kto się wczytuje w spory o rzeź niewiniątek, której nie potwierdzają współczesne czasom Heroda pisma (jak chociażby te pióra Józefa Flawiusza)? Kto się zastanawia, dlaczego zawracanoby Jezusowi głowę brakiem wina w Kanie Galilejskiej, gdyby nie on był gospodarzem wesela, panem młodym? I po kiego czorta Judasz, idąc pojmać czuwającego w Ogrodzie Oliwnym w towarzystwie paru uczniów Mistrza, miałby dostać od arcykapłanów liczącą z pięciuset chłopa kohortę? To wcale nie historia chrześcijaństwa, jej jasne i ciemne strony, sprawia, że ludzie właśnie w tej religii zakotwiczają swą wiarę.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Z drugiej jednak strony naturalne wydaje się postawienie pytania, w jakiej mierze popularność „Kodu” jest wyrazem powierzchowności wiary, kolejnym chociażby po znanych z amerykańskich telewizji kaznodziejach, którzy robią z religii show. Czy słusznie hierarchowie Kościoła obawiają się tej książki i tego filmu? Czy serwowane przez nie rewelacje mają potencjał, by wpłynąć na postrzeganie przez chrześcijan ich wiary? W legendzie arturiańskiej rycerze Okrągłego Stołu szukali w Graalu tejże religii zwieńczenia, tym wszak był kielich ukazujący się tylko człowiekowi o czystym sercu. Na początku drogi do niego leżała głęboka wiara w boskość Chrystusa; to świętość jego krwi czyniła owo naczynie bezcennym. Nie sposób tego wszystkiego odnaleźć w „Kodzie”, gdzie Graal jest sekretem o innym zupełnie charakterze – źródłem władzy i powodem, by zabijać.
Być może – paradoksalnie – książka spowoduje pogłębienie wśród czytelników wiedzy na poruszany przez nią temat, prowokując ich do dalszych poszukiwań, do poznania innego punktu widzenia. O prostej odpowiedzi na postawione pytania nie ma mowy, można jednak odnieść wrażenie, że wezwania do bojkotu filmu wynikają nie tyle z realnej obawy przed „wystawieniem” ludzi na treści oceniane jako bałamutne, ile z przezorności nakazującej dmuchać na zimne.
Warto rozważyć jeszcze jeden powód poczytności „Kodu”. Otóż jeśli przeciętny czytelnik dostanie do wyboru dwie książki traktujące o tej – co by nie powiedzieć – fascynującej historii: opasłe tomiszcze pisane drętwym językiem, choć z zachowaniem wszelkich kanonów pracy naukowej, stonowane w sądach i oparte na faktach, i lekką w odbiorze powieść z dość wartką fabułą, odpowiednimi zwrotami akcji i sensacyjną pozłotką – wybierze tę drugą, nawet jeśli mu czarno na białym udowodnić, że zawiera ona kłamstwa, tezy naciągane, częstokroć popierane wyłącznie chciejstwem autora, który swej swobodzie w manipulowaniu historią nie stawia żadnych barier. Nie byłaby ta prawidłowość taka najgorsza, gdyby rzeczy lekkie inspirowały wszystkich czytelników do sięgania po rzeczy poważniejsze (nie tylko zresztą w tym przypadku). Ale to raczej marzenie ściętej głowy.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Fala tajemnic
Jak do kadłubów statków lgną najróżniejsze skorupiaki, tak do sprzedającego się niczym ciepłe bułeczki „Kodu…” zaczął się garnąć, kto żyw. Widząc wielki cug czytelników ku literaturze spiskowej tematycznie krążącej wokół chrześcijaństwa czy judaizmu, wydawnictwa zareagowały zupełnie racjonalnie, choć momentami pociesznie. W księgarniach półki zaczęły się uginać od książek w sposób mniej lub bardziej naciągany pozycjonowanych względem dzieła Dana Browna. „To lepsze niż »Kod Leonarda da Vinci«!” – twierdzi Rafał A. Ziemkiewicz o (swoją drogą znakomitej) powieści Jeana Raspaila „Pierścień rybaka”. Na skrzydełku okładki „Bram templariuszy” Javiera Sierry przeczytamy: „Powieść sensacyjna z wątkiem historycznym a’la »Kod Leonarda da Vinci«”. Wznowiona „Zaginiona Ewangelia” Irvinga Wallace’a, napisana jeszcze w latach 70., jest rzekomo „Thrillerem historycznym a’la »Kod Leonarda da Vinci«”, zaś „Atlantyda” Davida Gibbinsa to ni mniej ni więcej, tylko „»Kod Leonarda da Vinci« nowej generacji” – cokolwiek to zresztą znaczy. David Zurdo i Ángel Gutiérrez swoją „Ostatnią tajemnicą Leonarda da Vinci” spłodzili ponoć „Hiszpańską odpowiedź na »Kod Leonarda da Vinci«”, chociaż mają konkurencję, bo „Bractwo świętego Całunu” Julii Navarro to ani chybi „Thriller historyczny określany mianem hiszpańskiego »Kodu Leonarda da Vinci«”. Gdzie by się w księgarni nie odwrócić – łbem o da Vinciego.
Chociaż nie do końca, bo tak naprawdę wspomniane (tylko wyrywkowo) książki to opowieści o templariuszach, Całunie Turyńskim, starożytnych pismach rozmaitego sortu, prześladowanych potomkach Chrystusa, nomen omen Bogu ducha winnych, wrotach do zaświatów, zaginionych ewangeliach czy notatnikach kryjących sekrety tak wielkie, że aż – na bycie książką w duchu „Kodu Leonarda da Vinci” pozwalają, jak widać, dość luźne kryteria. Nie ma śladu książki, która – zachowując wszystkie atrakcyjne dla czytelnika przymioty thrillera – byłaby rzeczywistą odpowiedzią na „Kod…”, artykułującą szczegóły opisanej z taką chwytliwością przez Dana Browna herezji, tyle że dla odmiany kompetentnie i rzetelnie, bez tanich sensacji. Kto wie – może sprzedałoby się z tysiąc egzemplarzy? I kto wie – może właśnie dlatego jej nie ma?
1 2 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Nie przegap: Grudzień 2021
Esensja

31 XII 2021

To już ostatnie tegoroczne zestawienie recenzji, i jednocześnie ostatni tegoroczny tekst w Esensji. Zapraszamy do lektury!

więcej »

Prezentownik książkowy 2021
Esensja

31 XII 2021

Nie zdążyliśmy co prawda z prezentami książkowymi na święta, ale w ramach podsumowania minionego roku, rzutem na taśmę, przedstawiamy nasz prezentownik książkowy 2021. Dwadzieścia dwie pozycje. Kolejność zupełnie przypadkowa. Miłej lektury i Szczęśliwego Nowego Roku!

więcej »

Stulecie Stanisława Lema: Pijane ślimaki prowadzą śledztwo
Mieszko B. Wandowicz

30 XII 2021

„Śledztwo” Stanisława Lema, podobnie jak „Głos Pana”, tak naprawdę opowiada o byciu ślimakiem. W tej powieści widać jednak mniej korzyści z takiego stanu rzeczy.

więcej »

Polecamy

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo

Stulecie Stanisława Lema:

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo
— Mieszko B. Wandowicz

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Sztuka, morderstwa, tajemnice… Przepis na bestseller według Dana Browna
— Kamil Armacki

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (5)
— Jakub Gałka

Literatura „kodowana”
— Marcin Łuczyński

Ponad grobem bogini
— Marcin Łuczyński

Kot da Vinci
— Dawid Juraszek

Prawda przeciw światu
— Marcin Łuczyński

Nie zrażać się stemplem
— Marcin Łuczyński

Dwa pierścienie, dwie tiary
— Marcin Łuczyński

Herezja dla każdego
— Marcin Łuczyński

Blubry starego Ziutka Browna
— Eryk Remiezowicz

Tegoż twórcy

Suplement filmowy 2019
— Adam Lewandowski, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Krótko o filmach: Han Solo
— Marcin Osuch

Krótko o filmach: Han Solo
— Sebastian Chosiński

Pozwól Wookieemu wygrać
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Solo, ale w drużynie
— Konrad Wągrowski

Scenarzysta bez Wergiliusza
— Marcin T.P. Łuczyński

Im bliżej jesteś śmierci, tym bardziej czujesz, że żyjesz
— Konrad Wągrowski

Co się kryje na dnie piekła?
— Kamil Armacki

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (8)
— Jakub Gałka

Dżinn w akceleratorze
— Marcin T. P. Łuczyński

Tegoż autora

Piosenki Wojciecha Młynarskiego
— Przemysław Ciura, Wojciech Gołąbowski, Adam Kordaś, Marcin T.P. Łuczyński, Konrad Wągrowski

Wracaj, gdy masz do czego
— Marcin T.P. Łuczyński

Scenarzysta bez Wergiliusza
— Marcin T.P. Łuczyński

Psia tęsknota
— Marcin T.P. Łuczyński

Dym/nie-dym i polarne niedźwiedzie na tropikalnej wyspie
— Konrad Wągrowski, Jędrzej Burszta, Marcin T.P. Łuczyński, Karol Kućmierz

Zagraj to jeszcze raz, odtwarzaczu…
— Marcin T.P. Łuczyński

Panie Stanisławie, Mrogi Drożku!
— Marcin T.P. Łuczyński

Towarzyszka nudziarka
— Marcin T.P. Łuczyński

Tom Niedosięgacz
— Marcin T.P. Łuczyński

Filiżanki w zlewie
— Marcin T.P. Łuczyński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.