Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Perry Rhodan – dezerter w kosmosie

Esensja.pl
Esensja.pl
Andreas „Zoltar” Boegner
„Perry Rhodan” to produkt literacki, którego nie sposób opisać bez używania przedrostka „naj”. W lutym 2019 ta niemiecka seria science fiction, a jednocześnie najdłuższa ciągła opowieść świata, świętowała wydanie trzytysięcznego zeszytu. We wrześniu tego roku „Perry Rhodan” obchodził 60-lecie nieprzerwanego istnienia na rynku.

Andreas „Zoltar” Boegner

Perry Rhodan – dezerter w kosmosie

„Perry Rhodan” to produkt literacki, którego nie sposób opisać bez używania przedrostka „naj”. W lutym 2019 ta niemiecka seria science fiction, a jednocześnie najdłuższa ciągła opowieść świata, świętowała wydanie trzytysięcznego zeszytu. We wrześniu tego roku „Perry Rhodan” obchodził 60-lecie nieprzerwanego istnienia na rynku.
Aby zatem zrozumieć ogromny sukces tej serii, należy cofnąć się o dziesięciolecia w przeszłość. W czasy, gdy na świecie trwała druga wojna światowa, a rakiety kosmiczne były testowaną zaledwie technologią przyszłości. Trop prowadzi z Niemiec do dalekiego Kazachstanu…
Atlantyda i Karaganda
Portrety ojców „Perry Rhodana” na okładkach ich biografii autorstwa Heiko Langhansa. Książki posiadają charakterystyczną czcionkę, która od samych początków była jednym ze znaków rozpoznawczych serii i przetrwała niezmieniona do dnia dzisiejszego.
Portrety ojców „Perry Rhodana” na okładkach ich biografii autorstwa Heiko Langhansa. Książki posiadają charakterystyczną czcionkę, która od samych początków była jednym ze znaków rozpoznawczych serii i przetrwała niezmieniona do dnia dzisiejszego.
Dla żądnego przygód chłopca o imieniu Walter Republika Weimarska drugiej połowy lat 20. zeszłego wieku była bardzo nudnym miejscem. Po przyłapaniu go na ucieczce z domu, pytano, dlaczego to zrobił. „Chcę do Ameryki!”, odpowiedział. Los chciał jednak inaczej. Walter Ernsting, bo to o nim mowa, spędził lata do wybuchu drugiej wojny światowej w szkole. W czasie wolnym od nauki zbierał amerykańskie płyty jazzowe, bawił się z rówieśnikami (czasami dosyć brawurowo, na przykład strzelaniem z colta do obrazu Hitlera) i czytał książki oraz zeszyty groszowe. Wśród tych ostatnich szczególnie jedna seria stała się jego faworytem: „Sun Koh, spadkobierca Atlantydy” autorstwa Paula Müllera. Przygody tego „brązowoskórego boga”, zwalczającego na całym świecie zło i przygotowującego ludzkość na powrót tytułowej wyspy, były wówczas w Niemczech niezmiernie popularne.
Nastał rok 1939 i czarne chmury zaciemniły niebo również nad Walterem. Powołany do Reichsarbeitsdienst (Służba Pracy Rzeszy), szybko popadł w konflikt z przełożonymi i został aresztowany przez gestapo. Zwolniony z braku dowodów, został powołany do wojska i wylądował najpierw w okupowanej Norwegii, a potem na froncie wschodnim. Szczęśliwie uniknął śmierci, ale dostał się do niewoli. Miał w niej spędzić pięć długich lat, z tego ostatnie trzy w obozie pracy w kazachstańskiej Karagandzie. Tam nabawił się choroby płuc, a związane z tym bóle nie pozwalały mu spać. Leżąc na obozowej pryczy, Walter uciekał myślami do rodzinnej Nadrenii, wyobrażając sobie, że odlatuje z Gułagu na pokładzie skonstruowanego przez siebie statku kosmicznego. Zanim w 1950 roku powrócił do ojczyzny, Ernsting odwiedził w ten sposób Marsa i dotarł do gwiazd. Jego chłonny umysł nastawił się na tworzenie opowieści, które w przyszłości znane będą jako literatura fantastyczno-naukowa.
Trudne lata 50.
Okładka pierwszego zeszytu serii pt. „Misja 'Stardust'”, który stanowi dzisiaj poszukiwany obiekt kolekcjonerski.<br/>© Pabel-Moewig Verlag KG
Okładka pierwszego zeszytu serii pt. „Misja 'Stardust'”, który stanowi dzisiaj poszukiwany obiekt kolekcjonerski.
© Pabel-Moewig Verlag KG
Powrót do powojennej normalności nie był dla Waltera prosty, ale dzięki dobrej znajomości języka angielskiego udało mu się znaleźć zatrudnienie na stanowisku tłumacza dla brytyjskich sił zbrojnych. W specjalnym sklepie dla żołnierzy wpadły mu w oko „science fiction novels”: jakościowo raczej mierne dzieła takich autorów jak Astron Del Martia, Berl Cameron, King Lang czy Gill Hunt, których okładki epatowały wręcz statkami kosmicznymi, astronautami, wszelakimi pozaziemskimi potworami oraz skąpo odzianymi dziewczynami wijącymi się w uścisku ich macek.
Początkowo Ernsting był tylko biernym konsumentem, mającym cichą nadzieję, że znajdzie kiedyś podobne powieści niemieckojęzycznych autorów. Niestety, to, co pojawiało się w tym czasie na rynku, nie nastrajało go optymistycznie. Uzbrojony w butelkę ginu, ruszył więc do małej miejscowości Rastatt, siedziby firmy Erich Pabel Verlag. W tym to wydawnictwie ujrzała światło dzienne seria UTOPIA, na której łamach pojawiły się pierwsze, niezbyt wartościowe, powojenne powieści groszowe Niemiec. Ernsting zaproponował Kurtowi Bernhardtowi, redaktorowi serii, że zorganizuje dla wydawnictwa prawa do druku anglosaskiej SF, którą uważał za jakościowo o wiele lepszą. Rozmowa zaowocowała umową, według której Ernsting zobowiązywał się do pozyskania praw oraz do tłumaczenia takich powieści na niemiecki. Był to początek współpracy, która miała trwać prawie trzydzieści lat i zmienić na zawsze oblicze zachodnioniemieckiej fantastyki naukowej.
Zdobyte przez Ernstinga tytuły były raczej drugo- a nawet trzeciorzędnej jakości. Tym niemniej przybliżyły one czytelnikom RFN nowe aspekty stylistyczne i tematyczne prężnie rozwijającej się w krajach anglosaskich science fiction. Walter, będąc przekonanym, że potrafi pisać przynajmniej na tym samym poziomie, odważył się na przedłożenie własnej powieści pod tytułem „UFO am Nachthimmel” („UFO na nocnym niebie”). Niestety, pomysł wydania niemieckiego autora w serii UTOPIA nie zyskał uznania Kurta Bernhardta: „Co, powieść pan chce napisać? Chyba pan oszalał! Proszę lepiej dalej tłumaczyć.”, zbył redaktor początkującego autora. Dwa tygodnie później Ernsting przedłożył Bernhardtowi świeżo „przetłumaczoną” powieść Clarka Darltona „To-Morrow The Future”, która została przyjęta bez zastrzeżeń do druku. Było to oczywiście odpowiednio spreparowane „UFO am Nachthimmel”. Tym sposobem powstał pseudonim, pod którym Ernsting zaistniał na rynku. „Skasowałem ich potrójnie:”, zwierzał się Walter po latach, „za prawa autorskie, za tłumaczenie i jako agent autora”1)
List uważnego fana, który zauważył znaczące podobieństwa stylistyczne pomiędzy „To-Morrow The Future” Darltona a redagowanymi przez Ernstinga odpowiedziami na listy czytelników do redakcji UTOPII, zmusił Waltera do ujawnienia prawdy. Redaktor Bernhardt był wściekły. Jednak powieść sprzedawała się całkiem dobrze, a znajomości Ernstinga w anglosaskim fandomie (był on wtedy już serdecznym przyjacielem samego Forresta J. Ackermana) pomogły serii przetrwać niebezpieczny okres kampanii bawarskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, walczącego w tym czasie z tandetą i szmirą na niemieckim rynku wydawniczym. Ackerman, zaalarmowany przez Ernstinga o zakazie wydawania kilku pozycji UTOPII, zwrócił się bezpośrednio do Bundesprüfstelle (cenzury federalnej RFN). W niezwykle ostro sformułowanym liście Mr. Science Fiction groził temu urzędowi poinformowaniem prasy amerykańskiej o „państwa karygodnych działaniach” mających na celu „poskromienie science fiction, najbardziej progresywnej i wychowawczej literatury świata”. Kończące list dramatyczne „Ręce precz od UTOPII i science fiction!”2), obok pozytywnego atestu wydawcy brytyjskich oryginałów, zrobiło wrażenie na niemieckich urzędnikach: 29 kwietnia 1955 wycofano zakaz publikacji – UTOPIA i stanowisko Ernstinga w wydawnictwie Pabel były uratowane.
Uskrzydlony sukcesem autor, którego druga powieść „Der Mann, der die Zukunft stahl” („Człowiek, który ukradł przyszłość”) właśnie wyszła drukiem, wziął czynny udział w organizowaniu młodego niemieckiego fandomu. Już 4 sierpnia 1955, przy współpracy kilku przyjaciół, założył Science Fiction-Club Deutschland (SFCD), którego honorowym przewodniczącym został „Forry” Ackerman. Sam Hugo Gernsback udzielił temu projektowi błogosławieństwa, zezwalając SFCD nawet na nagradzanie niemieckich autorów nagrodą Hugo (różną od amerykańskiego pierwowzoru). Walter był w fanowskim siódmym niebie. Jednak fandomowa rzeczywistość szybko ściągnęła go z powrotem na ziemię. Prężnie rozwijający się SFCD stał się zbyt duży i tendencje odśrodkowe, wzmocnione przez nieco rygorystyczne podejście Ernstinga do praw i obowiązków przewodniczącego klubu, doprowadziły w końcu do powstania kilku frakcji i poróżnienia fanów między sobą. Po nieudanych próbach ratowania tej organizacji doszło do ostatecznego rozłamu. Dobrą odskocznią od fandomowego piekiełka było przejście Ernstinga do monachijskiego wydawnictwa Moewig i współpraca z Günterem M. Schelwokatem, redaktorem znanej z wysokiej jakości publikowanych tekstów serii wydawniczej TERRA. I chociaż Walter pozostał nadal bardzo aktywnym członkiem fandomu, to jego uwaga skoncentrowała się z początkiem lat 60-tych na projekcie, który miał stać się jego największym sukcesem.
Per aspera ad astra
Zeszyt dziewiętnasty pt. „Nieśmiertelny”. Ten ikoniczny portret Rhodana zdobi do dzisiaj wstęp każdego nowego zeszytu<br/>© Pabel-Moewig Verlag KG
Zeszyt dziewiętnasty pt. „Nieśmiertelny”. Ten ikoniczny portret Rhodana zdobi do dzisiaj wstęp każdego nowego zeszytu
© Pabel-Moewig Verlag KG
Obok Clarka Darltona, czyli Waltera Ernstinga, dużą poczytnością cieszył się w tym czasie inny niemiecki autor – Karl-Herbert Scheer. Był to pisarz wyspecjalizowany w tak zwanych „utopijnych powieściach sensacyjnych”, czyli thrillerach kryminalno-fantastycznych. Jego styl, diametralnie różny od nieco naiwnego i uczuciowego podejścia Ernstinga, był nacechowany wykorzystaniem sporej dozy scen akcji, stosunkowo mocno osadzonych w naukowych realiach. Gdy Scheer, wysłany z polecenia cholerycznego redaktora Bernhardta, odwiedził Ernstinga na jesieni 1960 roku nikt jeszcze nie przypuszczał, że akurat ci dwaj pisarze stworzą tandem literacki, który będzie w znaczącym stopniu definiował zachodnioniemiecką SF przyszłych dziesięcioleci.
Scheerowi chodziło o przekonanie Ernstinga do współpracy przy zupełnie nowej serii SF w formacie zeszytowym, wydawanej raz na tydzień i pisanej przez cały zespół autorski pod dyrekcją Scheera jako redaktora naczelnego. Kurt Bernhardt, który miał przejąć lektorat serii, zaproponował nawiązanie kontaktu z Paulem Müllerem, autorem przygód Sun Koh, którymi Walter zaczytywał się przecież w młodości. Co jednak wydawało się początkowo dobrym pomysłem spaliło szybko na panewce, ponieważ Müller obstawał przy wykorzystaniu faworyzowanej przez niego teorii pustego wnętrza Ziemi. Tymczasem zarówno Scheera jaki i Ernstinga „ciągnęło” jednak w zupełnie innym kierunku: jednym z głównych tematów nowej serii miał być podbój kosmosu. 25 stycznia 1961 cała wtajemniczona dotychczas trójca (Bernhard, Scheer i Ernsting) spotkała się w Monachium z Rolfem Heyne, przodującym niemieckim promotorem literatury fantastycznej, który zlecił obu autorom napisanie konspektu pierwszych dziesięciu zeszytów. Całą serię planowano na… 30, maksymalnie 50 zeszytów. Autorzy zamknęli się w podmiejskim domku Ernstinga i w ciągu trzech dni osiągnęli swój cel. Seria otrzymała intrygujący, choć nieco enigmatycznie brzmiący tytuł: „Perry Rhodan – spadkobierca uniwersum” (dalej PR).
Istnieje sporo spekulacji na temat wyboru nazwiska dla głównego bohatera serii. Jako inspiracje, obok oczywistego powiązania ze spadkobiercą Atlantydy, czyli Sun Koh, często typuje się japoński film SF pt. „Radon” (1956), wykreowaną przez Erle’a Stanleya Gardnera postać prawnika Perry’ego Masona, popularnego wtedy piosenkarza Perry’ego Como, a nawet… wiewiórkę Perri, postać z filmu Disneya. Jak było naprawdę, trudno dzisiaj ustalić. Bezsprzeczny jest natomiast fakt, że autorzy postawili Rhodanowi dwa główne zadania do wykonania: ten amerykański astronauta i dowódca pierwszej misji na Księżyc miał zjednoczyć podzieloną Ziemię (co można krótko opisać łacińskim per aspera, czyli „poprzez trudy”) i poprowadzić ludzkość ku gwiazdom (ad astra, „do gwiazd”). Przytoczona antyczna sentencja Seneki weszła na trwałe do „folkloru” serii; zarówno autorzy jak i fani „Rhodana” pozdrawiają się do dzisiaj serdecznym „ad astra!”.
W piątek 8 września 1961 roku w kioskach i dworcowych księgarniach RFN pojawił się pierwszy zeszyt PR. Dla większości przechodniów i podróżnych był to zapewne zwyczajny jesienny poranek. Dla całych generacji niemieckich fanów data ta jest jednak do dzisiaj wyznacznikiem pewnej cezury, oddzielającej na dobre i na złe czasy przed i po PR w rozwoju niemieckiej fantastyki naukowej.
koniec
25 września 2021
1) Eckhard Schwettmann: „Allmächtiger! Faszination Perry Rhodan”, Hannibal, 2006
2) Cytaty z listu F. J. Ackermana z: Heiko Langhans: „Clark Darlton – Der Mann, der die Zukunft brachte”, VPM, 2000

Wykorzystana literatura:
Heiko Langhans: „Clark Darlton – Der Mann, der die Zukunft brachte”, VPM, 2000
Heiko Langhans: „Karl-Herbert Scheer – Konstrukteur der Zukunft”, VPM, 2001
Eckhard Schwettmann: „Allmächtiger! Faszination Perry Rhodan”, Hannibal, 2006

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Stulecie Stanisława Lema: Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

18 X 2021

Pyszna uczta czytelnicza, genialne pomysły, kultowe cytaty, ale też dzieła… które w kanonie lektur szkolnych wiele osób zniechęcały do fantastyki. Redakcja Esensji rozmawia o „Bajkach robotów” i „Cyberiadzie” Stanisława Lema.

więcej »
Okładka zeszytu nr 2 pt. „Trzecia Siła” przedstawia alegorycznie widmo wojny atomowej między Wschodem i Zachodem. Jednym z pierwszych zadań Perry Rhodana było zapobieżenie konfliktowi, który w latach 60-tych okazał się realnym zagrożeniem dla całej ludzkości.<br/>© Pabel-Moewig Verlag KG

Perry Rhodan – dezerter w kosmosie, część druga
Andreas „Zoltar” Boegner

16 X 2021

Gdy 8 września 1961 w kioskach RFN pojawił się pierwszy numer „Perry Rhodana” (dalej: PR) pod tytułem „Unternehmen Stardust” (Misja ’Stardust’) nawet sami twórcy serii nie mieli zbyt dużych nadziei na wydanie więcej niż pięćdziesięciu zeszytów, czyli przetrwanie na rynku dłużej niż roku. Jednak 35 tysięcy egzemplarzy „Misji ’Stardust’„ rozeszło się niczym ciepłe bułeczki – nie było ani jednego zwrotu!

więcej »

Stulecie Stanisława Lema: Zawsze szach, nigdy mat
Marcin Knyszyński

11 X 2021

Ostatnia opowieść o Ijonie Tichym i przedostatnia powieść Lema. Ijon Tichy ma problem. Uległ bowiem kallotomii podczas swojego pobytu na księżycu. Jego mózg został w niewyjaśniony sposób podzielony na funkcjonujące niezależnie dwie osobowości (ukryte w dwóch rozłącznie działających półkulach). Tichy, za pomocą niepełnych danych z lewej półkuli (której to osobowość jest narratorem w powieści) próbuje zrekonstruować swój pobyt na księżycu i zrozumieć co się tak naprawdę wydarzyło.

więcej »

Polecamy

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!

Stulecie Stanisława Lema:

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.