Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 30 czerwca 2022
w Esensji w Esensjopedii

Popkultura i antyk: Persowie

Esensja.pl
Esensja.pl
„This is Sparta!”, krzyczy wściekły król Leonidas, „Freedom!”, dodaje dzielny William Wallace, generał Maximus powtarza zaś co rusz „Strength and honor”. Każda porządna megaprodukcja historyczna musi mieć swój okrzyk bojowy. A jak było w greckich dramatach?

Michał Foerster

Popkultura i antyk: Persowie

„This is Sparta!”, krzyczy wściekły król Leonidas, „Freedom!”, dodaje dzielny William Wallace, generał Maximus powtarza zaś co rusz „Strength and honor”. Każda porządna megaprodukcja historyczna musi mieć swój okrzyk bojowy. A jak było w greckich dramatach?
Na koniach, zbrojni zgubnymi łukami,

Dla wytrwałego w boju męstwa sieją
Postrach naokół, że serca truchleją.
- Chór o Persach
Jeżeli chodzi o zagrzewające do boju one-linery, wszystkich przebija „Ostatni samuraj”, gdzie odważni samurajowie z Tomem Cruise’em na czele wykrzykują jedynie „Hu-ha”, machając drewnianymi mieczami. W „Persach” Ajschylosa trudno znaleźć podobne zawołania czy wypowiedzi na miarę „This is Sparta”, może dlatego też sztuka jest mało znana i często niedoceniania.
Ajschylosowi już starożytni zarzucali wtórność. Jego „Persów” oskarżano (Glaukos z Regium), że są przeróbką „Fenicjanek” Frynichosa. Również późniejsi badacze (J.A. Hartung) kierowali sporo zarzutów do autora sztuki, głównie ze względu na przeinaczenia i grecką wizję perskiego państwa. Gdzie tam jednak Ajschylosowi do sławetnego autobusu w „Panu Wołodyjowskim” czy sceny z zegarkiem w „Krzyżakach”. Porządne dzieło historyczne bez kilku drobnych kiksów po prostu się nie obejdzie.
Nie oznacza to wszakże, że autor „Persów” był zupełnym amatorem, owszem, przeprowadził porządny research, co widać chociażby w scenie pokłonu Chóru przed matką Kserksesa, Atosą. Nie tylko tam, w gruncie rzeczy Ajschylos miał całkiem dobre wyobrażenie na temat opisywanych realiów. Brał udział w wojnie z Persami (między innymi jako hoplita pod Maratonem), toteż wiele musiał nauczyć się o ich zwyczajach. Sztuki pisał jednak dla Greków, a nie wschodnich sąsiadów, nic więc dziwnego, że prezentował przede wszystkim światopogląd swoich ziomków.
Porównanie „Persów” z filmami historycznymi pokroju „Bravehearta” czy innego „Robina Hooda” jest dość karkołomne. Jednak nie ze względu na anachronizm, ale strukturę dzieł. W megaprodukcjach centralne miejsce zajmuje bowiem walka, najlepiej duża bitwa albo chociaż widowiskowy pojedynek z Rochefortem. W sztuce Ajschylosa, jak to bywa u Greków, wszystko zaś dzieje się po fakcie. Persowie przegrali bitwę pod Salaminą („Zasłane są ciałami ofiar biednych brzegi”), zaś zgromadzony na agorze w Suzie Chór starców oczekuje wieści od gońca.
Autor stopniowo wprowadza grozę. Pierwsze słowa dramatu, w których Chór opisuje czyny walecznych Persów, nie zwiastują jeszcze nadciągającej klęski. Wkrótce jednak dowiemy się, jakich wieści czekają starcy, chwilę zaś później na scenie pojawi się też Atosa, „małżonka boga Persów i rodzica boga”. Wdowa po Dariuszu ma koszmary, którymi pragnie podzielić się z Chórem („Ścigają nieustannie nocne mnie widzenia”). Przyśniły jej się dwie siostry - Persjanka i Greczynka - zaprzężone do jednego jarzma. Pierwsza ulega, druga natomiast buntuje się i zrywa uprząż. Jest to rzecz jasna zapowiedź klęski Kserksesa.
Chór doradza ni mniej, ni więcej, tylko zwrócić się do… duchów. Konkretnie zaś przywołać zmarłego króla Dariusza i jego zapytać o radę. Małżonek Atosy niechętnie powraca z Hadesu („Wżdy nie łatwo wyjść z podziemia zmroku; / Bogowie bowiem w zgasłych świecie nie tak chętnie / Ofiarę wypuszczają z ręki, jak ją biorą”), prędko też okazuje się, że nic nie wie o wojnach toczonych przez swojego syna. Po krótkich wyjaśnieniach wszelako zaskakuje bohaterów - a przede wszystkim odbiorcę - wiedzą o klęsce Kserksesa. Jest to jeden z poważniejszych błędów logicznych w sztuce Asjchylosa.
Pojawienie się ducha z Hadesu ma zbliżony charakter do efektów specjalnych we współczesnym kinie. Zwykle producenci napychają do filmu, ile budżet wytrzyma CGI, tylko po to, by olśnić widza, nawet jeżeli wszystkie te cudowności nijak mają się do fabuły. Ajschylos zdaje się również podążać tą drogą, chociaż wprowadzenie Dariusza ma też inny, bardziej subtelny cel. Pokazuje bowiem, skąd u Kserksesa hybris, każąca mu zaatakować Greków. Powodem było (cóż za tania psychologia!) nieszczęśliwe dzieciństwo perskiego władcy.
Są w filmach historycznych takie momenty - jak na przykład w „Patriocie” z Melem Gibsonem - w których odbiorcy robi się niedobrze po zbyt wielkiej dawce uproszczeń i moralizmów. Podobnie niestety może być również z „Persami”. Jak każe nam bowiem wierzyć Ajschylos, powodem wielkiej wojny były po prostu problemy osobiste. Biedaczek Kserkses chciał dokonać czynów ojca, aby uzyskać jego uznanie (choćby nawet po śmierci). Stąd wynikła cała bieda.
Jeżeli już jesteśmy przy ciężkostrawnych kawałkach, warto wspomnieć o porządnej dawce pochwały demokracji serwowanej w „Persach”. Przewodnik Chóru opisuje nam potężne, wspaniałe i godne podziwu Ateny, które nie uległy najeźdźcom i aż ślinka mu cieknie na te wszystkie cudowności. Przy okazji dowiadujemy się, że Grecy wygrali - jak zwykle - oszukując. Winą za przegraną Persów obciąża się bogów („Bóstwo jakieś nasze wytraciło wojsko”). Atena miała wspierać swoje miasto w walce z Kserksesem, stąd też dzielny potomek Dariusza przegrał z Hellenami mimo miażdżącej przewagi.
Najwyraźniej moralizmy i łopatologiczne tłumaczenia postępowania bohaterów nie są wytworem hollywoodzkich scenarzystów. Istniały dużo wcześniej, być może to naturalny dla nas sposób mówienia o wojnie. Jak słusznie zauważyła kiedyś Herta Müller, „kiedy powiewają chorągwie, rozum ześlizguje się do trąbki”. Dotyczy to nie tylko polityków, ale również pisarzy, którzy zabierają się za opisywanie wydarzeń wojennych. Nieważne, czy pracują w Atenach, czy też słonecznej Kalifornii.
koniec
9 października 2011

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

W podziemnym kręgu: Seksapokalipsa
Marcin Knyszyński

26 VI 2022

W roku 2014, podczas słynnego San Diego Comic Con, kiedy to „Pełnia piękna” miała swą amerykańską premierę, autor powiedział na jej temat kilka ciekawych rzeczy. Podobno oryginalny tytuł tej „absolutnie pornograficznej książki” miał brzmieć „Fifty Shades of the Twilight Cave Bear Wears Prada” i jest to rzecz, którą chciałby napisać sam markiz de Sade. Zapowiada się ostro.

więcej »

Do księgarni marsz: Czerwiec 2022
Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

9 VI 2022

Literackim wydarzeniem czerwca powinna być nowa powieść polskiej noblistki, ale naszą uwagę przyciągnęły też inne interesujące tytuły.

więcej »

Nie przegap: Maj 2022
Esensja

31 V 2022

Jak co miesiąc zapraszamy do sprawdzenia czy nie przegapiliście jakiejś ciekawej recenzji.

więcej »

Polecamy

Seksapokalipsa

W podziemnym kręgu:

Seksapokalipsa
— Marcin Knyszyński

Odwieczna dialektyka
— Marcin Knyszyński

Rzeczy, które robisz w piekle, będąc martwym
— Marcin Knyszyński

Bulwar Zachodzącego Słońca 2
— Marcin Knyszyński

Borat Dzong-Un z pasem szahida
— Marcin Knyszyński

Rozkład i rozkładówka
— Marcin Knyszyński

Nowoczesny mit
— Marcin Knyszyński

Horror rzeczywistości
— Marcin Knyszyński

Osaczona
— Marcin Knyszyński

Pan życia i śmierci
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Elektra
— Michał Foerster

Błagalnice
— Michał Foerster

Dzieci Heraklesa
— Michał Foerster

Trachinki
— Michał Foerster

Ajas
— Michał Foerster

Filoktet
— Michał Foerster

Antygona
— Michał Foerster

Król Edyp
— Michał Foerster

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.