Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 3 sierpnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Robert J. Sawyer
‹Hominidzi›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHominidzi
Tytuł oryginalnyHominids
Data wydania20 czerwca 2007
Autor
PrzekładAgnieszka Jacewicz
Wydawca Solaris
CyklNeandertalska paralaksa
ISBN978-83-89951-80-9
Format376s. 125×195mm
Cena35,90
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Hominidzi

Esensja.pl
Esensja.pl
Robert J. Sawyer
« 1 2 3 »

Robert J. Sawyer

Hominidzi

Chwyciła za klamkę, pociągnęła drzwi do siebie i wyszła na szeroką metalową platformę. Z boku znajdował się właz prowadzący do komory detektora; tędy wyszedł ostatni z robotników pracujących przy konstrukcji, po czym zabezpieczył wyjście. Louise ze zdumieniem stwierdziła, że klapa nadal jest przymocowana czterdziestoma śrubami – no tak, przecież tak powinno być, tylko że do środka nie można było się dostać żadną inną drogą…
Ściany otaczające platformę zasłaniał zielony plastik, zabezpieczający komorę przed skalnym pyłem. Z sufitu zwisały dziesiątki przewodów i polipropylenowych rur, a kształt pomieszczenia obrysowywały stalowe dźwigary. Wzdłuż jednych ścian stał sprzęt komputerowy, wzdłuż innych ustawiono regały. Paul właśnie gorączkowo czegoś szukał na jednym z nich – prawdopodobnie cęgów na tyle mocnych, aby poradziły sobie ze śrubami.
Metal jęknął potwornie. Louise podbiegła do włazu, choć wiedziała, że gołymi rękami i tak go nie otworzy. Nagle serce podskoczyło jej do gardła. W komorze rozległ się huk przypominający serię z broni maszynowej, a śruby przytrzymujące klapę strzeliły w powietrze. Klapa odskoczyła gwałtownie, z jednej strony przytrzymywana zawiasami, i z głośnym szczękiem uderzyła w platformę. Louise odsunęła się na bezpieczną odległość, ale przez otwór trysnął gejzer zimnej wody, zalewając ją.
Górną część komory detektora wypełniał azot, który, jak przypuszczała Louise, teraz się ulatniał. Fontanna wody szybko opadła. Kobieta zbliżyła się do włazu i wstrzymując oddech spojrzała w dół. Wnętrze komory oświetlały włączone przez Paula reflektory; woda była absolutnie czysta; Louise widziała wszystko aż po samo dno, trzydzieści metrów poniżej.
Ledwie odróżniała olbrzymie elementy akrylowej sfery; współczynnik załamania dla akrylu był niemal identyczny jak w przypadku wody, przez co trudno było je dostrzec. Gdyby nie syntetyczne liny przytrzymujące oddzielone od siebie teraz fragmenty sfery, akrylowe segmenty opadłyby na sam dół otaczającej je ażurowej konstrukcji. Właz dawał jedynie ograniczone pole widzenia. Louise nie widziała tonącego człowieka.
Merde! – Światła w komorze zgasły. – Paul! – krzyknęła Louise. – Co robisz?
Głos Paula, dochodzący teraz z tyłu, od strony pomieszczenia sterowni, ledwie przebijał się przez szum urządzeń klimatyzacji i chlupot wody w wielkiej jaskini pod platformą.
– Jeśli ten człowiek jeszcze żyje, zobaczy światło dochodzące z góry, przez właz.
Louise skinęła głową. Domyślała się, że ze środka komory widać teraz tylko pojedynczy jasny kwadrat o boku długości metra w czymś, co tonącemu mogło się wydawać wielkim, czarnym sufitem.
Chwilę później Paul wrócił na platformę. Louise zerknęła na niego, po czym przeniosła wzrok na właz. Obcy nadal nie dał znaku życia.
– Jedno z nas powinno tam zejść – powiedziała.
Migdałowe oczy Paula rozszerzyły się.
– Ale… ciężka woda…
– Nie mamy innego wyjścia. Dobrze pływasz?
Paul popatrzył na nią zakłopotany; wiedziała, że chciałby dobrze wypaść w jej oczach, ale…
– Nie za bardzo – przyznał, spuszczając wzrok.
Świadomość, że Paul stale ukradkiem na nią zerka, sprawiała, że Louise czuła się niezręcznie, ale wiedziała, że nie da rady swobodnie pływać w niebieskim, nylonowym kombinezonie SNO. Pod spodem, jak niemal każdy, kto tu pracował, miała tylko bieliznę; na tej głębokości pod powierzchnią ziemi temperatura utrzymywała się na tropikalnym poziomie 40,6˚ C. Szybko zrzuciła buty i rozpięła zamek biegnący przez cały przód kombinezonu; dzięki Bogu tego dnia włożyła biustonosz – choć teraz żałowała, że nie wybrała czegoś mniej koronkowego.
– Włącz światła na dole – poinstruowała Paula. Zapisała mu na plus to, że się nie ociągał. Zanim wrócił, zdążyła się wśliznąć przez właz w zimną wodę, której temperaturę utrzymywano na poziomie dziesięciu stopni Celsjusza, aby zapobiec rozwojowi mikroorganizmów i zredukować poziom spontanicznego szumu fotopowielaczy.
Poczuła przypływ paniki, nagłe wrażenie, że jest bardzo wysoko, a pod nią nie ma nic, na czym mogłaby się oprzeć; dno zbiornika było bardzo daleko. Zaczęła poruszać nogami w wodzie, głowę trzymając na powierzchni, w otworze włazu. Czekała, aż strach osłabnie. Kiedy poczuła się pewniej, odetchnęła głęboko trzy razy, mocno zacisnęła usta i zanurkowała pod powierzchnię.
Widziała wszystko wyraźnie. Woda nie szczypała jej w oczy. Rozejrzała się dookoła, szukając mężczyzny, ale wokół było tyle kawałków akrylu i…
Tam!
Uniósł się ku górze, gdzie niewielka, może piętnastocentymetrowa przestrzeń dzieliła powierzchnię wody od platformy ponad nią. Zazwyczaj wypełniał ją ultraczysty azot. Biedak na pewno już nie żył; wystarczyły trzy wdechy, aby do płuc dostała się śmiertelna dawka. Co za smutna ironia: tonący prawdopodobnie z trudem dotarł na powierzchnię, sądząc, że znajdzie tam tlen, a zginął od gazu. Zwykłe powietrze dostające się przez otwartą klapę mieszało się teraz z azotem, ale dla intruza było już pewnie za późno.
Louise ponownie wystawiła głowę i ramiona ponad właz. Widziała, że Paul niecierpliwie czeka, aż coś powie – cokolwiek. Ale nie miała na to czasu. Zaczerpnęła więcej powietrza, napełniając płuca do granic możliwości, i zanurkowała. W górze było za mało miejsca, aby mogła trzymać nos nad powierzchnią wody. Płynąc, bezustannie uderzała głową o metalowy sufit. Człowiek znajdował się jakieś dziesięć metrów od niej. Louise mocno pracowała nogami, starając się jak najszybciej pokonać dzielący ich dystans i…
Zmętniała chmura w wodzie. Coś ciemnego.
Mon dieu!
Krew.
Chmura otaczała głowę mężczyzny, przesłaniając jego twarz. Nie ruszał się; jeśli jeszcze żył, był nieprzytomny.
Louise wyciągnęła szyję, ustawiając się tak, aby jej usta i nos znalazły się w wolnej przestrzeni nad powierzchnią. Niepewnie nabrała tchu – ale teraz było tam już dość zwykłego powietrza – po czym chwyciła ramię mężczyzny. Unosił się twarzą do dołu, więc przekręciła go na plecy, tak, aby jego nos znalazł się nad wodą, ale niczego to nie zmieniło. Nie było żadnego znaku, że jeszcze oddycha.
Louise zaczęła ciągnąć go przez wodę. Podjęła się ciężkiego zadania: mężczyzna był mocno zbudowany i kompletnie ubrany; jego rzeczy przesiąkły wodą. Nie miała czasu mu się przyjrzeć, zauważyła tylko, że nie ma na sobie kombinezonu ani specjalnego obuwia. Nie mógł być jednym z górników z kopalni niklu i, choć tylko przelotnie zerknęła na jego twarz – biały mężczyzna z jasną brodą – wiedziała, że nie pracował w SNO.
Paul przykląkł chyba na platformie, bo Louise dostrzegła jego głowę w wodzie; patrzył, jak zbliżają się do włazu. W innych okolicznościach najpierw wydostałaby z wody rannego, a dopiero potem wyszła z niej sama, ale właz był za mały, aby mogli zmieścić się w nim oboje, a do wyciągnięcia ciężkiego mężczyzny z wody potrzeba było siły Paula i jej.
Puściła ramię nieznajomego i wysunęła głowę nad właz. Paul zdążył zrobić jej miejsce. Przez chwilę łapała oddech, wyczerpana holowaniem mężczyzny. Potem oparła dłonie płasko o mokry podest i dźwignęła się przez otwór w górę. Paul ponownie przykląkł i pomógł jej wydostać się z wody, potem odwrócił się ku mężczyźnie.
Obcy zaczął dryfować, oddalając się od wyjścia, ale Louise zdołała złapać go za rękę i podciągnąć z powrotem pod właz. Razem z Paulem z trudem wydostali mężczyznę przez klapę i wyciągnęli go na platformę. Nadal krwawił; widać było ranę z boku głowy.
Paul natychmiast ukląkł przy nim i rozpoczął reanimację. Za każdym razem, gdy odwracał głowę, aby sprawdzić, czy szeroka pierś mężczyzny się unosi, jego policzek brudziła krew.
Louise sięgnęła po prawy nadgarstek obcego, żeby zbadać jego puls. Nic nie… Zaraz, chwila! Jest! Wyczuła tętno!
Paul rytmicznie wdmuchiwał powietrze w usta mężczyzny, aż w końcu obcy sam gwałtownie zaczerpnął tchu i wyrzucił z siebie wodę z wymiocinami. Paul zdążył odwrócić jego głowę na bok i płyny, którymi pluł mężczyzna, zmieszały się z jego krwią na podeście, zmywając jej część.
Obcy nadal wydawał się nieprzytomny. Louise, cała mokra, niemal naga i trochę zmarznięta po zimnej kąpieli, poczuła się skrępowana. Wciągnęła na siebie kombinezon i zapięła suwak – wiedziała, że Paul na nią patrzy, choć udawał, że tego nie robi.
Musieli jeszcze zaczekać dłuższą chwilę na przybycie doktora Montego. SNO znajdowało się dwa kilometry pod ziemią i ponad tysiąc dwieście metrów w poziomie od najbliższej windy przy szybie numer dziewięć. Nawet gdyby kabina była akurat na samej górze – a nie mieli takiej gwarancji – dotarcie do nich zabrałoby doktorowi co najmniej dwadzieścia minut.
Louise pomyślała, że powinna ściągnąć z mężczyzny mokre ubranie. Sięgnęła na przód jego antracytowej koszuli, ale…
Nie znalazła guzików ani suwaka. Nie wyglądało to też na pulower, choć nie miało kołnierza i…
Tutaj były! Ukryte zatrzaski biegły wzdłuż szerokich ramion. Louise próbowała je rozpiąć, ale bez skutku. Zerknęła w dół, na spodnie mężczyzny. Miały ciemny, oliwkowozielony kolor, choć mogły mieć o wiele jaśniejszą barwę, gdyby były suche. Nie znalazła żadnego paska. Zamiast niego natrafiła na rząd zatrzasków i zakładek wokół pasa.
« 1 2 3 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Każde martwe marzenie
Robert M. Wegner

3 XI 2017

Prezentujemy fragment powieści Roberta M. Wegenra „Każde martwe marzenie”. Książka będąca piątym tomem cyklu „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” ukaże się nakładem wydawnictwa Powergraph w pierwszej połowie 2018 roku.

więcej »

Niepełnia
Anna Kańtoch

1 X 2017

Zamieszczamy fragment powieści Anny Kańtoch „Niepełnia”. Objęta patronatem Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Różaniec – fragment 2
Rafał Kosik

10 IX 2017

Zapraszamy do lektury drugiego fragmentu powieści Rafała Kosika „Różaniec”. Objęta patronaterm Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Polecamy

Imitacje

W podziemnym kręgu:

Imitacje
— Marcin Knyszyński

„Wolność”
— Marcin Knyszyński

Niektórzy po prostu chcą patrzeć, jak świat płonie
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Człowiek człowiekowi kuzynem
— Michał Kubalski

Tegoż twórcy

W pajęczynie
— Magdalena Kubasiewicz

Widzę cię
— Magdalena Kubasiewicz

Rzut oka w przyszłość
— Konrad Wągrowski

Człowiek człowiekowi kuzynem
— Michał Kubalski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.