Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 13 sierpnia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Steven Erikson
‹Ogrody Księżyca›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOgrody Księżyca
Tytuł oryginalnyGardens of the Moon
Data wydania2000
Autor
PrzekładMichał Jakuszewski
Wydawca MAG
CyklMalazańska Księga Poległych
ISBN83-87968-36-6
Format604s. 115x185mm
Cena35,50
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Ogrody Księżyca

Esensja.pl
Esensja.pl
Steven Erikson
Przedstawiamy fragment powieści „Ogrody Księżyca” Stevena Eriksona – pierwszego tomu cyklu fantasy „Malazańska Księga Poległych”

Steven Erikson

Ogrody Księżyca

Przedstawiamy fragment powieści „Ogrody Księżyca” Stevena Eriksona – pierwszego tomu cyklu fantasy „Malazańska Księga Poległych”

Steven Erikson
‹Ogrody Księżyca›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOgrody Księżyca
Tytuł oryginalnyGardens of the Moon
Data wydania2000
Autor
PrzekładMichał Jakuszewski
Wydawca MAG
CyklMalazańska Księga Poległych
ISBN83-87968-36-6
Format604s. 115x185mm
Cena35,50
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
prolog
1154 rok snu Pożogi
96 rok Imperium Malazańskiego
Ostatni rok panowania cesarza Kellanveda
Czarną, pokrytą dziobami powierzchnię Chorągiewki Mocka pokrywały plamy rdzy, przypominające krwawe morza. Liczyła sobie już sto lat. Przytwierdzono ją do końca starej piki, umocowanej sworzniami na szczycie murów. Wyglądała pokracznie i monstrualnie. Wyklepano ją na kształt uskrzydlonego demona, który szczerzył zęby w lubieżnym uśmiechu. Przy każdym powiewie wiatru poskrzypywała przeraźliwie.
Dnia, gdy nad Mysią Dzielnicą Malazu wzniosły się kolumny dymu, wiatry były zmienne. Chorągiewka umilkła, obwieszczając w ten sposób, że wiejąca od morza bryza, która uderzała w zniszczone mury Twierdzy Mocka, ucichła nagle. Potem Chorągiewka zazgrzytała na nowo, gdy zakręcił nią gorący, pełen iskier i dymu oddech Mysiej Dzielnicy, który dotarł z drugiego końca miasta na szczyt wzgórza.
Ganoes Stabro Paran z rodu Paranów wspiął się na palce, by wyjrzeć za blanki. Za jego plecami wznosiła się Twierdza Mocka, która ongiś była stolicą imperium, lecz teraz, gdy podbito już kontynent, znowu stoczyła się do roli kwatery pięści. Po lewej stronie miał pikę i jej kapryśną ozdobę.
Zbyt dobrze znał starożytną, górującą nad miastem fortecę, by mogła go jeszcze interesować. Odwiedzał ją po raz trzeci w ciągu trzech lat i dawno już zbadał wyboisty, brukowany dziedziniec, Starą Twierdzę – obecnie służyła jako stajnie, a na jej górnej kondygnacji gnieździły się gołębie, jaskółki i nietoperze – a także cytadelę, w której jego ojciec prowadził teraz z portowymi urzędnikami negocjacje na temat kwot eksportowych wyspy. Rzecz jasna, znaczna część cytadeli była niedostępna, nawet dla szlacheckiego syna. Była ona kwaterą pięści, a w jej wewnętrznych komnatach spotykali się ludzie zarządzający wyspą w imieniu imperium.
Ganoes zapomniał o Twierdzy Mocka i skupił uwagę na obskurnym mieście poniżej oraz na zamieszkach, do których doszło w najbiedniejszej dzielnicy. Twierdzę Mocka wzniesiono na urwisku. Do Wieży prowadziły kręte schody, wykute w wapiennym klifie. Od miasta dzieliło ją co najmniej osiemdziesiąt sążni, a poobtłukiwany mur Twierdzy dodawał jeszcze sześć. Mysia Dzielnica była częścią miasta położoną najdalej od morza. Jej pofałdowany teren zajmowały liczne rudery oraz porośnięte chwastami tarasy przecięte wpół przez gęstą od mułu rzekę, która powoli toczyła swe wody ku portowi. Ganoesa dzieliła od niej większa część miasta, i gęstniejące słupy czarnego dymu uniemożliwiały chłopcu dokładną obserwację rozgrywających się tam wydarzeń.
Było południe, lecz powietrze pociemniało od rozbłysków i eksplozji magii.
Wtem, obok, pojawił się pobrzękujący zbroją żołnierz, który wsparł na murze skryte pod naramiennikami ręce, skrobiąc pochwą miecza kamienie chodnika.
– Cieszysz się, że w twych żyłach płynie czysta krew, co? – zapytał, kierując spojrzenie swych szarych oczu na płonące w dole miasto.
Chłopiec przypatrzył mu się uważnie. Wiedział, jak są wyekwipowane wszystkie imperialne pułki. Stojący obok człowiek był oficerem elitarnej Trzeciej Armii, jednym z ludzi cesarza. Na ciemnoszarej pelerynie miał srebrną broszę przedstawiającą kamienny most rozświetlony rubinowymi płomieniami. Podpalacze Mostów.
Wysocy rangą żołnierze i urzędnicy imperium byli częstymi gośćmi w Twierdzy Mocka. Wyspa Malaz nadal była ważnym portem, zwłaszcza teraz, gdy na południu trwały wojny korelskie. Ganoes widział już wielu ważnych ludzi, tak tutaj, jak i w stolicy, Uncie.
– A więc to prawda? – zapytał śmiało.
– Co?
– Że pierwszy miecz imperium, Dassem Ultor, nie żyje. Słyszeliśmy o tym w stolicy przed odjazdem. Czy to prawda?
Mężczyzna wzdrygnął się wyraźnie, nie odrywając wzroku od Mysiej Dzielnicy.
– Tak to już bywa na wojnie – mruknął pod nosem, jakby nie chciał, żeby usłyszał go ktoś postronny.
– Służysz w Trzeciej Armii. Myślałem, że jesteście z nim w Siedmiu Miastach. W Y’ghatan…
– Na oddech Kaptura, ciągle szukają jego ciała w dymiących jeszcze gruzach tego cholernego miasta, a ty, syn kupca, mieszkający dziesięć tysięcy mil od Siedmiu Miast, znasz informację, którą powinni posiadać tylko nieliczni. – Nadal się nie odwracał. – Nie znam twoich źródeł, ale dobrze ci radzę, zachowaj to, co wiesz, dla siebie.
– Mówią, że zdradził boga – zauważył Ganoes ze wzruszeniem ramion.
Nieznajomy wreszcie spojrzał na niego. Twarz miał naznaczoną blizną, a na szczęce i lewym policzku widniała plama, która mogła być śladem po oparzeniu. Mimo to wydawał się młody, jak na oficera.
– Coś ci powiem, synku.
– A co?
– Każdą podjętą decyzją zmieniasz oblicze świata. Najlepiej jest żyć tak, żeby bogowie cię nie zauważali. Jeśli pragniesz wolności, chłopcze, żyj spokojnie.
– Chcę zostać żołnierzem. Bohaterem.
– Wyrośniesz z tego.
Chorągiewka Mocka skrzypnęła. Od morza nadciągnął wietrzyk, który rozproszył gęsty dym. Ganoes poczuł teraz odór gnijących ryb oraz tłoczących się w porcie ludzi.
Do oficera podszedł inny Podpalacz Mostów, który na plecach nosił rozbite, nadpalone skrzypce. Był żylasty i jeszcze młodszy od swego dowódcy – tylko kilka lat starszy od Ganoesa, który był dwunastoletnim chłopcem. Twarz i grzbiety obu dłoni pokrywały mu dziwaczne dzioby, a jego zbroja stanowiła osobliwe połączenie różnych egzotycznych elementów, nałożonych na wytarty, brudny mundur. U pasa miał krótki miecz w pękniętej drewnianej pochwie. Oparł się o blanki obok pierwszego mężczyzny i przyjął swobodną pozę, świadczącą, że znają się od dawna.
– Kiedy czarodzieje wpadają w panikę, smród jest paskudny – zauważył przybysz. – Wyraźnie ich poniosło. Nie potrzeba całej kadry magów, żeby załatwić parę woskowych wiedźm.
Oficer westchnął.
– Chciałem tu zaczekać, żeby zobaczyć, czy się opanują.
Żołnierz chrząknął.
– Są młodzi i niedoświadczeni – zauważył. – Niektórym na zawsze zostaną po tym blizny. Poza tym – dodał – wielu z nich wykonuje rozkazy kogoś innego.
– To tylko podejrzenia.
– Dowody mamy przed oczyma. W Mysiej Dzielnicy.
– Być może.
– Jesteś zbyt ostrożny. Gburka twierdzi, że to twoja największa wada.
– Gburka to zmartwienie cesarza, nie moje.
Odpowiedziało mu ponowne chrząknięcie.
– Może wkrótce stać się zmartwieniem nas wszystkich.
Oficer odwrócił się bez słowa i popatrzył na towarzysza.
Ten wzruszył ramionami.
– Mam takie przeczucie. Słyszałeś, że przybrała nowe imię? Laseen.
– Laseen?
– To napańskie słowo. Znaczy…
– Wiem, co znaczy.
– Mam nadzieję, że cesarz też to wie.
– Władczyni tronu – wtrącił Ganoes.
Obaj mężczyźni skierowali wzrok na niego.
Wiatr znowu zmienił kierunek, przynosząc ze sobą woń chłodnego kamienia, z którego zbudowano twierdzę. Żelazny demon jęknął na swej pice.
– Mój nauczyciel jest Napańczykiem – wyjaśnił Ganoes.
Wtem za ich plecami rozległ się nowy głos, władczy i zimny. Mówiła kobieta.
– Dowódco.
Obaj żołnierze odwrócili się, choć bez zbytniego pośpiechu.
– Ta nowa kompania będzie potrzebowała pomocy – rzekł oficer do swego towarzysza. – Wyślij Dujeka ze skrzydłem, i kilku saperów, żeby opanowali pożary. Inaczej całe miasto pójdzie z dymem.
Żołnierz skinął głową i odmaszerował, nawet nie spoglądając na kobietę.
Stała przy bramie, prowadzącej do kwadratowej wieży cytadeli, w towarzystwie dwóch strażników. Ciemnoniebieska skóra świadczyła, że jest Napanką, lecz poza tym nie wyróżniała się niczym szczególnym. Jej szarą szatę pokrywały plamy soli, brązowawe włosy były ścięte krótko jak u żołnierza, a szczupła twarz nie zapadała w pamięć. Jednak na widok strażników Ganoesa przeszył dreszcz. Stali po obu stronach kobiety, wysocy i spowici w czerń. Dłonie mieli skryte w rękawach, a twarze ginęły pod kapturami. Chłopiec nigdy jeszcze nie widział szpona, instynkt podpowiadał mu jednak, że to akolici kultu. Co znaczyło, że ta kobieta…
– Ty wpakowałaś nas w tę kabałę, Gburko – odezwał się oficer. – Ale wygląda, że porządek będę musiał zrobić ja.
Ganoesa zdumiewało, że żołnierz nie okazywał strachu, a jego ton był bliski pogardy. To Gburka stworzyła Szpon i uczyniła z niego potęgę, której mógł dorównać tylko sam cesarz.
– Noszę teraz inne imię, dowódco.
– Słyszałem – odparł mężczyzna, krzywiąc wściekle twarz. – Chyba czujesz się bardzo pewna siebie pod nieobecność cesarza. Nie on jeden pamięta, że kiedyś byłaś zwykłą dziewką służebną w Starej Dzielnicy. Widzę, że dawno już zapomniałaś o wdzięczności.
Jeśli nawet słowa te poirytowały Gburkę, jej twarz tego nie zdradzała.
– To było proste zadanie – zauważyła. – Ale wygląda na to, że twoi nowi oficerowie nie potrafią sobie z nim poradzić.
– Sytuacja wymknęła się spod kontroli – tłumaczył się dowódca. – Są niedoświadczeni…
– To nie moja sprawa – warknęła. – Zresztą nie martwi mnie to zbytnio. W ten sposób ci, którzy się nam sprzeciwiają, otrzymają jeszcze dotkliwszą nauczkę.
– Sprzeciwiają? Garstka domorosłych wiedźm sprzedających swe niewielkie talenty? I jaki to złowieszczy użytek z nich robiły? Wyszukiwały ławice korawali na płyciznach zatoki. Na oddech Kaptura, kobieto, to nie jest groźba dla imperium.
– Nieusankcjonowane czary. Złamanie nowego prawa…
– Twojego prawa, Gburko. Ono się nie utrzyma. Możesz być pewna, że kiedy cesarz wróci, natychmiast odwoła twój zakaz uprawiania czarów.
Kobieta uśmiechnęła się zimno.
– Na pewno z radością usłyszysz, że z Wieży zameldowano o zbliżaniu się transportowców, które mają zabrać twych nowych rekrutów. Bez żalu rozstaniemy się z tobą i twoimi niespokojnymi, skorymi do buntu żołnierzami, dowódco.
Kobieta odwróciła się bez słowa i – nawet nie spoglądając na chłopca, stojącego obok żołnierza – wróciła do cytadeli w towarzystwie swych milczących strażników.
Ganoes i dowódca znowu skierowali spojrzenia na ogarniętą zamieszkami Mysią Dzielnicę. Za zasłoną dymu było teraz widać płomienie.
– Pewnego dnia zostanę żołnierzem – oznajmił chłopiec.
Mężczyzna chrząknął.
– Tylko wtedy, jeśli nie nadasz się do niczego innego, synku. Za miecz chwytają wyłącznie zdesperowani ludzie, którym nie pozostało nic innego. Zapamiętaj moje słowa i znajdź sobie jakiś szczytniejszy cel.
– Nie jesteś podobny do innych żołnierzy, z którymi rozmawiałem – zauważył Ganoes, krzywiąc się. – Przypominasz raczej mojego ojca.
– Nie jestem twoim ojcem, chłopcze – warknął oficer.
– Świat nie potrzebuje jeszcze jednego kupca winnego – skontrował Ganoes.
Żołnierz zmrużył oczy, przyglądając mu się uważnie. Otworzył usta, by udzielić narzucającej się odpowiedzi, zamknął je jednak gwałtownie.
Ganoes Paran spojrzał na płonącą dzielnicę, zadowolony z siebie.
Nawet małemu chłopcu może się udać celna riposta, dowódco.
Chorągiewka Mocka zawirowała raz jeszcze. Znad miasta nadciągnęły kłęby dymu, które ogarnęły patrzących. Niosły ze sobą smród płonącej tkaniny, farby i kamienia, a także jakiś inny, słodkawy zapach.
– To rzeźnia – odezwał się Ganoes. – Świnie się palą.
Oficer skrzywił twarz. Po długiej chwili oparł się z westchnieniem o mur.
– Skoro tak mówisz, chłopcze. Skoro tak mówisz…
koniec
11 kwietnia 2003

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Każde martwe marzenie
Robert M. Wegner

3 XI 2017

Prezentujemy fragment powieści Roberta M. Wegenra „Każde martwe marzenie”. Książka będąca piątym tomem cyklu „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” ukaże się nakładem wydawnictwa Powergraph w pierwszej połowie 2018 roku.

więcej »

Niepełnia
Anna Kańtoch

1 X 2017

Zamieszczamy fragment powieści Anny Kańtoch „Niepełnia”. Objęta patronatem Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Różaniec – fragment 2
Rafał Kosik

10 IX 2017

Zapraszamy do lektury drugiego fragmentu powieści Rafała Kosika „Różaniec”. Objęta patronaterm Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Polecamy

Terapia szokowa

W podziemnym kręgu:

Terapia szokowa
— Marcin Knyszyński

Seksapokalipsa
— Marcin Knyszyński

Odwieczna dialektyka
— Marcin Knyszyński

Rzeczy, które robisz w piekle, będąc martwym
— Marcin Knyszyński

Bulwar Zachodzącego Słońca 2
— Marcin Knyszyński

Borat Dzong-Un z pasem szahida
— Marcin Knyszyński

Rozkład i rozkładówka
— Marcin Knyszyński

Nowoczesny mit
— Marcin Knyszyński

Horror rzeczywistości
— Marcin Knyszyński

Osaczona
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Przeczytaj to jeszcze raz: Intryguje, ale nie zachwyca
— Miłosz Cybowski

Potomkowie Czarnej Kompanii
— Eryk Remiezowicz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.