Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 maja 2022
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCXVI

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Aaron Campbell, Simon Spurrier
‹Sandman Universum. John Constantine, Hellblazer #1: Znak cierpienia›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSandman Universum. John Constantine, Hellblazer #1: Znak cierpienia
Scenariusz
Data wydania8 grudnia 2021
RysunkiAaron Campbell
PrzekładPaulina Braiter
Wydawca Egmont
CyklSandman Uniwersum, John Constantine
ISBN9788328160682
Format216s. 170x260mm
Cena79,99
Gatunekgroza / horror
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Druga (trzecia?) szansa
[Aaron Campbell, Simon Spurrier „Sandman Universum. John Constantine, Hellblazer #1: Znak cierpienia” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Pierwszy tom komiksu „John Constantine. Hellblazer” to już trzecia propozycja Egmontu z „Sandman Uniwersum” w ciągu kilku ostatnich tygodni. Po kontynuacjach „Ksiąg magii” i „Lucyfera” przyszła pora na otwarcie nowej serii, ale ze starym, dobrze znanym bohaterem.

Marcin Knyszyński

Druga (trzecia?) szansa
[Aaron Campbell, Simon Spurrier „Sandman Universum. John Constantine, Hellblazer #1: Znak cierpienia” - recenzja]

Pierwszy tom komiksu „John Constantine. Hellblazer” to już trzecia propozycja Egmontu z „Sandman Uniwersum” w ciągu kilku ostatnich tygodni. Po kontynuacjach „Ksiąg magii” i „Lucyfera” przyszła pora na otwarcie nowej serii, ale ze starym, dobrze znanym bohaterem.

Aaron Campbell, Simon Spurrier
‹Sandman Universum. John Constantine, Hellblazer #1: Znak cierpienia›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSandman Universum. John Constantine, Hellblazer #1: Znak cierpienia
Scenariusz
Data wydania8 grudnia 2021
RysunkiAaron Campbell
PrzekładPaulina Braiter
Wydawca Egmont
CyklSandman Uniwersum, John Constantine
ISBN9788328160682
Format216s. 170x260mm
Cena79,99
Gatunekgroza / horror
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Omawiany dziś album otwiera „The Sandman Universe Presents. Hellblazer” z grudnia 2019 roku. Komiks ten to typowy jednostrzałowiec o powiększonej objętości, wydany jako zapowiedź nadchodzącej serii. Jego zadaniem było tak naprawdę ponowne wprowadzenie Johna Constantine’a do świata DC istniejącego poza głównym nurtem – minęło już przecież ponad osiem lat od ostatniego, trzechsetnego odcinka „Hellblazera”, najdłuższej serii nie istniejącego już „DC Vertigo”. Uwaga: Constantine działał co prawda „pomiędzy” – ale była to raczej nieudana próba wciągnięcia go do superbohaterskiego mainstreamu DC, przy okazji restartu znanego jako „Ten New 52”. A teraz John wraca do (właściwej) gry w iście wybuchowym stylu – przybywa z świata rozrywanego na strzępy przez „ostateczną bitwę dobra i zła”. Sprowadza go stamtąd pewien tajemniczy, demoniczny mężczyzna, którego tożsamość poznajemy bardzo szybko i jest to dość zaskakujące doświadczenie. Constantine wychodzi z „Ravenscar”, słynnego szpitala psychiatrycznego, prosto na ulice przesiąkniętego magią i złem (jak zwykle) Londynu. Misja – „odnaleźć najlepszą wersję siebie” (cokolwiek to znaczy).
Osoby uważnie śledzące cała inicjatywę „Sandman Uniwersum” zauważą, że w tym albumie dochodzi do pierwszego (małego, ale zawsze) crossovera. Drugim odcinkiem jest bowiem czternasty zeszyt „Ksiąg magii” Kat Howard (niedawno omawiany drugi tom zakończył się na trzynastym) – to tutaj pojawił się John Constantine, zanim wystartowała jego własna seria. Odcinek ten kontynuuje zagadnienia zarówno komiksu Howard jak i wspomnianego wyżej odcinka wprowadzającego – jednym z największych zagrożeń z jakim przyjdzie się zmierzyć Constantine’owi w przyszłości (zresztą chyba nie tylko jemu, ale całemu Uniwersum Sandmana) może być bowiem (ale nie musi) Timothy Hunter, który obrał złą drogę. Bardzo fajny akcent – widać w końcu, że osoby stojące za „Sandman Uniwersum” mają jakiś spójny pomysł na ten nowo powstały komiksowy świat i tylko czekać, aż do „wspólnego pnia fabularnego” swoje trzy grosze dorzucą mieszkańcy „Śnienia”, „Lucyfer” i trochę zapomniana i odstawiona na bocznicę (ciekawe, czemu?) bohaterka „Domu szeptów”.
A kolejne sześć odcinków to już regularna seria, nosząca w tym uniwersum tytuł „John Constantine. Hellblazer”. I tu jest już bardzo typowo – mamy trzy krótkie historie z życia ulicznego maga, któremu przyjdzie się mierzyć z przerażającymi aniołami (demonami?) nawiedzającymi londyński park; przywitać swojego wielce oryginalnego naśladowcę, który kontynuował „pracę” Johna podczas jego nieobecności i odwiedzić nawiedzony szpital. Można powiedzieć, że te odcinki są bardzo „standardowe”, takie, do jakich nas przyzwyczaił pierwotny „Hellblazer” – ważne jest jednak to, że ciągle, gdzieś tam w szumie tła i z tyłu głowy, słyszymy cichy nakaz dotyczący „szukania najlepszej wersji siebie”. Będzie to zadanie niebezpieczne, ponieważ „w świecie Johna Constantine’a jedynym stałym elementem jest obłęd”, jak możemy przeczytać w komiksie.
Scenarzysta, Simon Spurrier, który pisze już „Śnienie” dla „Sandman Uniwersum”, uczynił bowiem bohaterem przede wszystkim „Johna, zwykłego człowieka” a nie „Johna, egzorcystę/maga/okultystę” – tytuł komiksu, wzbogacony o imię i nazwisko, nie jest bowiem bez znaczenia. John Constantine dostał drugą szansę od losu i naprawdę widać, że tym razem nie chce jej zmarnować – choć jak wiemy, marnowanie szans jest jego hobby. To wewnętrzne dylematy i zmagania z samym sobą są tu na pierwszym planie – John jest nadal strasznym bucem i gnojkiem, ale teraz trochę bardziej umotywowanym. Spurrier oczywiście nie byłby sobą, gdyby nie zarysował szerszego kontekstu społeczno-obyczajowego – wspomniane „Śnienie” jest tego najlepszym przykładem. Nowa edycja „Hellblazera” jest pod tym względem bardzo bliska epoce Jamiego Delano (Egmont dopiero co wydał drugi zbiorczy tom runu tego scenarzysty) – Spurrier umiejętnie dostosował się do współczesnej sytuacji na świecie. Nie jest jednak tak wściekły i jednostronny jak Delano, choć również woli lewo niż prawo.
Graficznie jest bardzo dobrze. W pierwszym odcinku rysuje Marcio Takara – świetnie oddaje nadnaturalny charakter przygód Johna z jego niedawnego superbohaterskiego epizodu z czasów „The New 52” i jednocześnie nadaje pewien wizualny ton nowemu rozdziałowi. Aaron Campbell z kolei to styl starego, mrocznego „DC Vertigo” – jego prace są „brudne”, chropowate, niepokojące i sprawiają wrażenie (tylko na pierwszy rzut oka) nieco niechlujnych. Ale robią klimat – dokładnie taki jaki powinien mieć „Hellblazer”. Pewien dysonans wprowadza Tom Fowler (ale to zrozumiałe – w końcu to są „Księgi magii”, to do nich John się wprosił, a nie odwrotnie) i Mathias Bergara (z którym już Spurrier współpracował przy okazji średnio udanej „Cody”). Bergara tu jednak pasuje – ilustrowane przez niego odcinki mają zaskakująco komediowy wydźwięk, co jest dość ciekawą odmianą.
Simon Spurrier wyszedł z niebywale trudnego zadania obronną ręką. Jego „John Constantine. Hellblazer” to powrót do tradycji i estetyki „DC Vertigo” – udany i oldschoolowy. „Sandman Uniwersum” rozrasta się naprawdę obiecująco – w 2022 roku nastąpi jego dalsza ekspansja. Ja czekam i polecam spróbować.
koniec
2 stycznia 2022

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Żyć zgodnie ze swoimi zasadami
Agata Włodarczyk

17 V 2022

Superbohaterki i superzłoczynie najwyraźniej nie mogą być szczęśliwe. Przekonamy się o tym w najnowszej iteracji przygód Catwoman – kierowanym do nastoletniej publiczności: „W blasku księżyca”.

więcej »

Dziesięć lat wcześniej
Marcin Knyszyński

16 V 2022

Piętnaście pierwszych odcinków komiksowego horroru autorstwa Jamesa Tyniona IV i Werthera Dell’Edery ukazało się już w Polsce w trzech zbiorczych tomach. Historia została zgrabnie zakończona – teraz przyszła pora na sprawdzenie co było wcześniej. Cofamy się w czasie o mniej więcej dekadę.

więcej »

Tachionowa ropucha über alles
Sebastian Chosiński

15 V 2022

Ostatni zbierający regularne (nie spin-offowe) zeszyty album z serii „Fear Agent” nie jest, niestety, tak dobry jak dwa poprzednie. W znajdujących się w nim opowieściach – „Ja kontra ja” oraz „W innym rytmie” – trudno dostrzec tę nieokiełznaną radość, jaka towarzyszyła scenarzyście na początku tworzenia cyklu. Nie oznacza to jednak, że jest kiepski. W czasie lektury na pewno nie raz się uśmiechniecie, a może nawet… wzruszycie.

więcej »

Polecamy

Łatwe trudnego początki

Polscy podróżnicy:

Łatwe trudnego początki
— Marcin Osuch

Kumpel Mickiewicza
— Marcin Osuch

Prototyp Zagłoby
— Marcin Osuch

Wspomnienia jak żyła złota
— Marcin Osuch

Być jak Kmicic
— Marcin Osuch

Zobacz też

Tegoż twórcy

Horror skrajności
— Marcin Knyszyński

Zło czai się w ludzkich sercach
— Paweł Ciołkiewicz

Tegoż autora

Dziesięć lat wcześniej
— Marcin Knyszyński

Tysiąc lat w przód, czy trzydzieści w tył?
— Marcin Knyszyński

Jak ryba wyjęta z wody
— Marcin Knyszyński

Trzech na trzech
— Marcin Knyszyński

Demony Nowego Jorku
— Marcin Knyszyński

Raz na wodzie, raz pod wodą
— Marcin Knyszyński

Bez trzymanki
— Marcin Knyszyński

Chaotyczne akty bezsensownej ultraprzemocy
— Marcin Knyszyński

Po bandzie
— Marcin Knyszyński

Dobra zmiana
— Marcin Knyszyński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.