Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 4 sierpnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCVII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Marek Szyszko
‹Ostatnia przystań #1›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOstatnia przystań #1
Data wydania1986
RysunkiMarek Szyszko
Wydawca Sport i Turystyka
CyklOstatnia przystań
Format34s. 170x240 mm
GatunekSF
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Pierwsze polskie postapo?
[Marek Szyszko „Ostatnia przystań #1”, Marek Szyszko „Ostatnia przystań #2” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Niewielki format, enigmatyczny tytuł i stosunkowo mało atrakcyjne wizualnie okładki nie wzbudzają dużego zainteresowania „Ostatnią Przystanią”, zwłaszcza współczesnego czytelnika. A to błąd, bo pod tą skromną powłoką kryje się całkiem przyzwoita opowieść sf.

Marcin Osuch

Pierwsze polskie postapo?
[Marek Szyszko „Ostatnia przystań #1”, Marek Szyszko „Ostatnia przystań #2” - recenzja]

Niewielki format, enigmatyczny tytuł i stosunkowo mało atrakcyjne wizualnie okładki nie wzbudzają dużego zainteresowania „Ostatnią Przystanią”, zwłaszcza współczesnego czytelnika. A to błąd, bo pod tą skromną powłoką kryje się całkiem przyzwoita opowieść sf.

Marek Szyszko
‹Ostatnia przystań #1›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOstatnia przystań #1
Data wydania1986
RysunkiMarek Szyszko
Wydawca Sport i Turystyka
CyklOstatnia przystań
Format34s. 170x240 mm
GatunekSF
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Komiksy wypłynęły na szersze wody peerelowskiej popkultury jako narzędzie propagandy i dydaktyki. Stało tak się pod koniec dekady lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku za sprawą wydawnictwa Sport i Turystyka. Przez długi czas unikano jak ognia zbyt mocno kojarzącego się z Zachodem słowa „komiks”, wprowadzając pojęcie „kolorowych zeszytów”. Zaczęto od promującego milicję obywatelską „Kapitana Żbika”, później przyszedł czas na sławiący Armię Ludową „Podziemny front”, a następnie „Klossa” i „Pilota śmigłowca”.
Serie te, same w sobie mocno propagandowe, przygotowały grunt pod to, co dzisiaj nazywamy „złotą dekadą polskiego komiksu”. Za wydawanie historyjek obrazkowych wzięły się kolejne wydawnictwa, jak Krajowa Agencja Wydawnicza i Młodzieżowa Agencja Wydawnicza. To za ich sprawą pojawiły się magazyny „Relax” czy „Alfa” oraz pełnowymiarowe (A4) albumy komiksowe. Wyraźny był podział, o którym zapewne zadecydowano na wysokim szczeblu partyjno-politycznym: KAW i MAW wydawały rozrywkę, a Sport i Turystyka wspomnianą dydaktykę.
Wyraźne inklinacje do tematyki SF miał Alfred Górny, dyrektor Sportu i Turystyki w latach siedemdziesiątych. Dzisiaj czytelnicy pamiętają go przede wszystkim jako współautora kultowego cyklu „Według Ericha von Dänikena” narysowanego przez Bogusława Polcha. Co ciekawe, Górny nie otrzymał zezwolenia na publikację wspomnianego cyklu nakładem Sportu i Turystyki. Być może właśnie ze względu na wspomniany wyżej podział, serię zaczął wydawać KAW. Sytuacja ta zmieniła się dopiero w latach osiemdziesiątych. Z dzisiejszej perspektywy trudno dojść przyczyn, dość powiedzieć, że ten wyraźny podział tematyki między wydawnictwami zaczął się zacierać w okolicach połowy dekady. Być może na szczeblach decyzyjnych zaszły zmiany personalne, a może po prostu – w obliczu kompletnego krachu gospodarczego PRL-u – kwestie podziału kompetencji zeszły na dalszy plan. Sport i Turystyka opublikował narysowane przez Zbigniewa Kasprzaka zeszyty „Bogowie z gwiazdozbioru Aquariusa”, „Zbuntowana”, „Gość z kosmosu”.

Marek Szyszko
‹Ostatnia przystań #2›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOstatnia przystań #2
Data wydania1986
RysunkiMarek Szyszko
Wydawca Sport i Turystyka
CyklOstatnia przystań
Format34s. 170x240 mm
GatunekSF
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Także w tym czasie wydana została dwuczęściowa historia „Ostatnia przystań”. Komiks ten jest dotknięty przypadłością charakterystyczną dla wielu pozycji opublikowanych przez Sport i Turystykę – nie wiadomo, kto jest autorem scenariusza. Nieoficjalnie pojawiały się sugestie, że za scenariusz odpowiadał rysownik „Ostatniej przystani” – Marek Szyszko. On sam jednoznacznie ucina takie dywagacje, ale nie jest w stanie wskazać autora. Materiał do pracy nad komiksem dostał za pośrednictwem redakcji i nie miał żadnych kontaktów ze scenarzystą. Osobą, której z największym prawdopodobieństwem można byłoby przypisać autorstwo scenariusza, jest Stefan Weinfeld, autor całkiem udanych opowiadań i powieści SF. Współpracował z „Relaksem”, gdzie kilka z jego opowiadań zostało zaadaptowane jako komiks („Tam, słońce zachodzi seledynowo”, „Pojedynek”), a także był autorem scenariuszy cyklu „Opowieści nie z tej ziemi” oraz „Czarnej róży”. Co więcej, duża część komiksów wydanych przez Sport i Turystykę w latach osiemdziesiątych była narysowana do scenariusza Weinfelda (dość wspomnieć brawurowo narysowane przez Wróblewskiego „Figurki z Tilos” czy całą serię „Polscy podróżnicy”). Jest tylko małe „ale”. Akurat ze wszystkich autorów, do których scenariuszy Marek Szyszko rysował komiksy, najlepiej znał właśnie Weinfelda. W tej sytuacji można założyć, że najprawdopodobniej wiedziałby, że tworzy plansze do scenariuszy tego pisarza.
Kim by nie był tajemniczy scenarzysta, stworzył on całkiem ciekawą opowieść – i do tego dosyć oryginalną jak na ówczesne polskie warunki. Wzorem (być może) „Gwiezdnych wojen”, czytelnik jest wrzucany od razu w środek akcji. Między mieszkańcami dwóch planet Alfy i Bety (fakt, że nazwy mało wyszukane) z jakiegoś powodu wybucha wojna. Ocalona z atomowego kataklizmu garstka mieszkańców Alfy ucieka na pokładzie kosmolotu. Podobnie dzieje się w przypadku Betan, a jedni i drudzy docierają do tej samej bezimiennej planety nadającej się do zamieszkania. Otwierająca opowieść wojna jest tylko pretekstem, a najważniejsze jest to, co dzieje się na nowej planecie. Alfianie zakładają swoją kolonię na północy, Betanie na południu, ale wzajemne kontakty są bardzo ograniczone praktycznie ze względu na anomalię grawitacyjną występującą na całym równiku. Aby skomplikować całą sytuację, a może i uatrakcyjnić narracyjnie, okazuje się, że wśród uratowanych Betan są sami elektronicy, a wśród Alfian – biolodzy. To powoduje, że obydwie kolonie rozwijają się w różnych kierunkach.
Dopiero tutaj poznajemy głównych aktorów całej historii – są nimi młody naukowiec Martin oraz jego szef, profesor Denios. Ten pierwszy dowiaduje się ze szczątków przekazów radiowych z południa, że słońce, wokół którego krąży ich planeta, może zamienić się w supernową, co stoi w sprzeczności z obliczeniami jego przełożonego. Teraz zaczyna się najciekawsza część całej historii: walka Martina z profesorem Deniosem o dotarcie do prawdy. Młody naukowiec jest tak zdesperowany, że podejmuje podwójnie karkołomny czyn. Porywa Deniosa i wraz z nim próbuje przedrzeć się przez równikowe anomalie do Betan, aby tam, na miejscu, wyjaśnić wszelkie wątpliwości odnośnie obliczeń wykonanych przez obydwie strony. Jego przeciwnikiem jest zarówno nieprzyjazny, pustynny klimat planety, jak i równikowy pas olbrzymich przeciążeń grawitacyjnych połączonych z „kamiennym deszczem”. Ich perypetie przypominają nieco wyprawę łazikiem solarnym w wykonaniu Marka Watneya z „Marsjanina”. Po dotarciu do celu obraz, jaki się wyłania przed dwójką tułaczy, świadczy o tym, że sympatia scenarzysty leży po stronie Betan. Plantacje soczystych zielonych roślin oraz dyniopodobnych tykw dostarczających paliwo do pojazdów świadczą wybitnie o wyższości biologów nad elektronikami. Kto wie, czy w zamyśle autora komiks nie miał być delikatnym manifestem politycznym, w którym Północy rządzonej autorytarnie przez „Radę Pięciu” przeciwstawiane jest Południe z elementami demokracji i trójpodziału władzy.
Zakończenie jest chyba najsłabszym punktem „Ostatniej przystani” – naiwne, miejscami nijakie, niespinające wątków nakreślonych wcześniej. Sprawa niestabilnego słońca zostaje zamieciona pod dywan, zmiany polityczne na północy zostają skwitowane jednym zdaniem. Martin, wyruszając na południe, pozostawił żonę, postać ta nie pojawia się później w ogóle, nawet po jego powrocie.
Na plus należy zapisać mocno zarysowany konflikt między głównymi bohaterami, Martinem i Deniosem. Bodaj po raz pierwszy w polskim komiksie, postaci stojące po tej samej stronie tak mocno różniły się w ocenie sytuacji. Na większą skalę takie zróżnicowanie między protagonistami przyniósł dopiero drugi „Funky Koval”.
Niejednoznacznie wypada strona graficzna komiksu. Marek Szyszko w tym czasie w pełni rozwinął swoje umiejętności jako rysownik komiksowy, jednak trudno jest powiedzieć, by „Ostatnia przystań” była jego najlepiej narysowanym komiksem. Dużo lepiej wypadają – rysowane mniej więcej w tym samym czasie – zeszyty z serii „Początki państwa polskiego” czy też „Polscy podróżnicy”. Sam rysownik przyznał się, że nigdy nie pociągały go klimaty SF i chyba dlatego starał się jak najszybciej zakończyć swoją przygodę z „Ostatnią przystanią”, co zaowocowało pewną niestarannością rysunku. Szkoda, bo sama koncepcja graficzna (inspirowana komiksami Moebiusa, jak przyznaje sam rysownik) jest całkiem udana. Zdecydowanie „Ostatnia przystań” zasłużyła na większy format i bardziej staranne wydanie. Kto wie, czy wtedy nie weszłaby do kanonu polskiego komiksu, jako pierwsza opowieść postapokaliptyczna?
koniec
13 czerwca 2021

Komentarze

13 VI 2021   12:19:13

W tym samym roku (1986) na łamach "Świata Młodych" ukazała się "Tajemnica kamiennego lasu" Raczkiewicza. To też postapo.

Wzorcowe postapo mieliśmy wcześniej w świecie filmu. Oczywiście chodzi o "Seksmisję".

13 VI 2021   17:26:27

El Lagarto
@ Nie pamiętam już szczegółów "Tajemnicy kamiennego lasu". Rzeczywiście to było postapo?

13 VI 2021   21:06:38

Tak, zaczynało się jak fantasy, ale na końcu okazywało się, że to jednak postapo :-) Gdzieś tu na Esensji przypominaliście zresztą Raczkiewicza i coś o tym komiksie było.

13 VI 2021   22:06:30

Ech, "Tajemnica kamiennego lasu"... Pamiętam ten szok gdy jako dzieciak w komiksie o "jaskiniowcach" zobaczyłem nagle statek kosmiczny, czy też raczej pojazd przypominający nowoczesny helikopter lub coś w tym stylu. Nie miałem wtedy pojęcia o czymś takim jak postapo, ale kontrast miedzy prymitywizmem głównych bohaterów, a techniką tajemniczych mieszkańców "lasu" działał mocno na wyobraźnię...

13 VI 2021   22:32:06

Klimaty postapo można też znaleźć w komiksach Andrzejewskiego na kanwie twórczości Wellsa. "Wehikuł czasu" i "Wojna światów" były drukowane w "Alfie" jeszcze w latach 70.

13 VI 2021   22:44:03

Tak, zwłaszcza "Wehikuł...". Do dzisiaj pamiętam jakie wrażenie zrobiła na mnie ta ponura wizja przyszłości.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Moje kolejne honorarium
Paweł Ciołkiewicz

4 VIII 2021

Oleg tworzy komiksy i jak każdy twórca żyje na pograniczu dwóch światów. W jednym z nich jest kochającym mężem i czułym ojcem, w drugim zaś… no cóż, w tym drugim może być kimkolwiek zechce. Jest to bowiem domena nieskrępowanej wyobraźni. To w niej powstają pomysły na kolejne opowieści obrazkowe.

więcej »

W samym sercu Czarnego Lądu
Sebastian Chosiński

3 VIII 2021

Dwaj belgijscy twórcy komiksowi – scenarzysta Jean Van Hamme i rysownik Christophe Simon – postanowili zmierzyć się w „Kiwu” z tematem, który nie był dla nich łatwy co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze: dotyczy tragicznych wydarzeń, jakie wciąż mają miejsce w Demokratycznej Republice Konga. Po drugie: nie jest dla nikogo tajemnicą, że za wiele nieszczęść, jakie spotkały ten kraj, odpowiada właśnie ich ojczyzna.

więcej »

Uprasza się o ostrożność
Dagmara Trembicka-Brzozowska

2 VIII 2021

Komiksy historyczne nie mają specjalnie szczęścia w Polsce. Jeśli sponsoruje je instytucja taka jak IPN, tym bardziej efekt może wywoływać mieszane uczucia.

więcej »

Polecamy

Smętny finał

Tajemnica złotej maczety:

Smętny finał
— Konrad Wągrowski

Stukasy, Wellingtony, Halifaksy!
— Konrad Wągrowski

O wolność waszą i naszą
— Konrad Wągrowski

Na wielbłądzie boli tyłek
— Konrad Wągrowski

Z Łosiem na łowy
— Konrad Wągrowski

Przybywając do PRL-owskiego raju
— Konrad Wągrowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.