Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 13 sierpnia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCXVIII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Jerzy Wróblewski
‹Binio Bill kręci western i… w kosmos›

WASZ EKSTRAKT:
80,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBinio Bill kręci western i… w kosmos
Scenariusz
Data wydaniakwiecień 2016
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca Kultura Gniewu
CyklBinio Bill
ISBN978-83-64858-30-7
Cena29,90
Gatunekhumor / satyra, western
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Kowboje i obcy
[Jerzy Wróblewski „Binio Bill kręci western i… w kosmos” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Binio Bill kręci western i… w kosmos”, przypomniany niedawno przez Kulturę Gniewu, z jednej strony oddziałuje na czytelnika siłą nostalgicznego wspomnienia, z drugiej jednak spotkanie z tym komiksem po ponad 30 latach ujawnia jego ewidentne słabości. Co więc przeważy, nostalgia czy rzeczowa ocena treści?

Konrad Wągrowski

Kowboje i obcy
[Jerzy Wróblewski „Binio Bill kręci western i… w kosmos” - recenzja]

„Binio Bill kręci western i… w kosmos”, przypomniany niedawno przez Kulturę Gniewu, z jednej strony oddziałuje na czytelnika siłą nostalgicznego wspomnienia, z drugiej jednak spotkanie z tym komiksem po ponad 30 latach ujawnia jego ewidentne słabości. Co więc przeważy, nostalgia czy rzeczowa ocena treści?

Jerzy Wróblewski
‹Binio Bill kręci western i… w kosmos›

WASZ EKSTRAKT:
80,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBinio Bill kręci western i… w kosmos
Scenariusz
Data wydaniakwiecień 2016
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca Kultura Gniewu
CyklBinio Bill
ISBN978-83-64858-30-7
Cena29,90
Gatunekhumor / satyra, western
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Western był zawsze wielką pasją Jerzego Wróblewskiego, jednego z najwybitniejszych twórców polskiego komiksu. Już jego pierwsze dzieła z przełomu lat 50. i 60., „Jeździec w masce”, „Powrót Lassitiera” czy „Tom Texas”, pierwszy komiks tego twórcy z dymkowym tekstem, należały do tego gatunku. Spośród komiksów narysowanych dla „Dziennika Wieczornego” w latach 1959-1978 aż jedna trzecia przedstawiała opowieści z Dzikiego Zachodu. Najbardziej w pamięć czytelników zapadł jednakże cykl późniejszy, zapoczątkowany w narysowanym w 1975 roku albumie „Rio Klawo”, opowiadający o przygodach fikcyjnej legendy Dzikiego Zachodu polskiego pochodzenia – Zbigniewa Bileckiego, znanego szerzej jako Binio Bill. Komiks, lżejszy i w formie, i w treści, wyraźnie inspirowany przygodami Lucky Luke’a, nie miał początkowo szczęścia do publikacji – został odrzucony przez wydawnictwo „Sport i Turystyka” (publikujące „Żbiki” i „Podziemne fronty”), nie zdecydował się go opublikować słynny „Relax”. Binio Bill ostatecznie znalazł swoje miejsce w 1980 roku na legendarnej ostatniej stronie „Świata Młodych” i na dłużej tam zagościł. W „Świecie Młodych” ostatecznie ukazało się aż siedem opowieści o Binio Billu. Wydany obecnie przez Kulturę Gniewu (w ramach młodzieżowego cyklu „Krótkie Gatki”) „Binio Bill kręci western i… w kosmos!” (1983) był piątym w kolejności. Nie najlepszym, niestety, choć budzącym w swych czasach dużo emocji i nadal z pewnością oddziałujący siłą nostalgii.
Skąd w ogóle pomysł, by Binio Billa wysyłać w kosmos? (Wspominając o tym, chyba niczego nie zdradzamy, wszak tytuł komiksu jest największym spoilerem.) Może stąd, by oderwać się od skojarzeń ze wspomnianym Lucky Lukiem? Wszak poprzednia część, „Binio Bill i trojaczki Benneta”, najbardziej chyba przypominała komiks Morrisa i Goscinnego – mając nawet w sobie bezpośredni odpowiednik głównych rywali Luke’a, braci Daltonów, w tytułowych trojaczkach. Binio Bill był może przystojniejszy od Luke’a, no i nigdy nie palił (co mu się bardzo chwali), ale jednak nie sposób było się uwolnić od skojarzeń. Prawdą jednak jest, że Lucky Luke westernów raczej nie kręcił, a z pewnością w kosmos nie latał, można się więc było w ten sposób od niego oderwać. A może była inna przyczyna, rosnąca również w Polsce wówczas popularność science fiction, triumfy kinowe „Gwiezdnych wojen”, „Bliskich spotkań III stopnia” i innych klasyków gatunku? Z mej osobistej perspektywy to musiało zadziałać – do dziś pamiętam, z jakimi wypiekami czytałem „Binio Billa kręcącego western”, oczekując na tytułowy kosmos…
Z dzisiejszej perspektywy już tak fajnie to nie wygląda. Widać, jak owa chęć unowocześnienia westernowej opowieści przełamuje komiks fabularnie i jak przez to traci swój główny atut – humorystyczne spojrzenia na schematy gatunku. Wróblewskiemu znudziło się już opowiadanie historyjek o dzielnym szeryfie strzegącym prawa w kraju bezprawia i kazał Binio Billowi zostać filmową gwiazdą. W Rio Klawo powstaje film, Binio otrzymuje propozycję wzięcia udziału w produkcji w roli kaskadera. Jest w tym oczywiście tak dobry, że przyćmiewa zatrudnionego wcześniej do filmu kinowego gwiazdora Alla Dersona i zdobywa serce etatowej „damy w opałach”, blond-piękności Dolly Donsey. W kręceniu filmu przeszkadzają straszliwie stereotypowo przedstawieni Indianie (z którymi oczywiście poradzi sobie Binio), później Derson chce się odegrać na naszym bohaterze i tak jakoś się to kręci, aż… bohaterów porywa UFO.
I ten kosmos, tak kuszący w czasach dzieciństwa, dziś będzie największym rozczarowaniem. Bo kosmos jest tylko w nazwie i wielkich głowach kosmitów. Poza tym bohaterowie trafiają na planetę, na której realia przypominają bardziej świat Kajka i Kokosza niż Funky’ego Kovala, ich misja jest średnio sensowna, a jej przeprowadzenie bardzo średnio zajmujące. Widać niestety wyraźnie, że ten cały kosmos jest jedynie ornamentem mającym przyciągać czytelników, ale wcale Wróblewskiemu nie chce się wykorzystywać fantastycznonaukowej rekwizytorni i wrzuca bohaterów w dużo bezpieczniejszą scenerię, kwestionując sens wprowadzenie elementu science fiction. Bo, powiedzmy to sobie szczerze, przesłanki za tym, by kosmici porywali dwoje Ziemian, aby ci wykonali dla nich proste zadanie (z pewnością nie przekraczające możliwości cywilizacji, która opanowała loty międzyplanetarne), są wyjątkowo słabo uzasadnione.
Pomarudziliśmy na pisany nieco na kolanie scenariusz, ale na rysunki narzekać już nie można. Wróblewski, kojarzony przeważnie z mocno realistyczną kreską „Kapitana Żbika” i pokrewnych, w „Binio Billu” pokazuje, jak doskonale się czuje w humorystycznej, lekko karykaturalnej kresce. To nie jest w żadnej mierze casus zmieniającego styl Polcha, tu Wróblewski z pozoru rysuje szybciej i mniej szczegółowo, ale w niczym nie obniża to jakości grafiki, dynamiki scen akcji, zróżnicowanej mimiki bohaterów (popatrzcie, jak z pozoru sztywny Binio potrafi pokazać całą paletę zróżnicowanych min). Osobny rozdział należy się Dolly Donsey, z pewnością jednej z bardziej uwodzicielskich bohaterek polskiego komiksu, nawiązującej wyglądem wyraźnie do Marylin Monroe, czarującej doskonałą figurą i oszałamiająco zgrabnymi nogami.
I w ten sposób trzeba przyznać, że współczesnego dorosłego czytelnika podczas lektury nurtują zupełnie inne kwestie niż dawnego czytelnika dziecięcego. Główne pytanie bowiem brzmi – czy Binio Bill i Dolly Donsey zrobili TO podczas wakacji na Bermudach? Funky Koval i Lily Rye byli w praktycznie identycznej sytuacji (wspólny urlop w tropikach po ciężkiej pracy) i co do nich nie mamy chyba żadnych wątpliwości. Ale jaka relacja łączy Biniego i Dolly? Wiemy, że nie spali w jednym pokoju, ale z drugiej strony wiemy również, że Dolly spała nago i wyraźnie pokoju przed Billem nie zamykała… Jak więc w końcu było? Ech, te dylematy dorosłego czytelnika…
Wypadałoby tu skończyć, ale z recenzenckiego obowiązku należy nadmienić, że oprócz tytułowej historii, komiks zawiera również miniaturkę „Binio Bill i ciocia Patty”, publikowaną pierwotnie również w jubileuszowym „Świecie Młodych” z 1984 roku, w którym, z okazji XXXV-lecia gazety pojawiło się aż pięć jednoplanszowych komiksów, a Binio Bill sąsiadował z takimi tuzami jak Kajko i Kokosz, Kleks oraz Tytus, Romek i A’Tomek. Co jednak istotniejsze, w najnowszym wydaniu znaleźć można także obszerny artykuł omawiający historię tej serii. I choćby dla tego tekstu każdy miłośnik polskiego komiksu powinien się w ten album zaopatrzyć.
koniec
7 listopada 2016

Komentarze

07 XI 2016   14:42:18

Dolly Donsey... mmrrr, słodziutka... Swoją drogą mam pomysł na esensjowy ranking: Najpiękniejsze kobiety Wróblewskiego. :) Często potrafił zachwycić rysunkiem, nie znam ich wiele, bo komiksów narysował od groma, ale moją skromną faworytką jest Helena z "Figurek z Tilos" (karate kadr w bikini rządzi! co za babka!), pamiętam także posągową Barbarę ze "Skardzionego skarbu", urocza była też na jednym kadrze księżniczka Europa z "Legend wysp labiryntu".

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ta, która ocaliła tysiące
Agata Włodarczyk

11 VIII 2022

Historia Ireny dobiega końca na wielu płaszczyznach: bohaterka kończy swoje przemówienie, sadzi drzewo w dolinie Jerozolimy, opuszcza tereny Jad Waszem, a wkrótce i Izrael, wracając do komunistycznej Polski. Zostało jednak jeszcze kilka istotnych kwestii, o których trzeba było wspomnieć.

więcej »

Notatki z podróży
Agata Włodarczyk

10 VIII 2022

Nie każdy, kto mieszkał w obcym kraju, potrafi o nim pisać bez uprzedzeń, uciekać od porównań, celebrować inność i jednocześnie przedstawiać ją jako coś normalnego. Davidowi Camposowi w „Kassumai” się to udało.

więcej »

Finał najdłuższej przygody w historii polskiego komiksu
Maciej Jasiński

9 VIII 2022

Kajtek i Koko w swą kosmiczną podróż wyruszyli 29 kwietnia 1968 roku na łamach „Wieczoru Wybrzeża”, by zakończyć ją ponad cztery lata później, 31 lipca 1972 roku. Ukazało się w sumie niemal 1300 pasków. Rozpoczęte w 2018 roku nowe wydanie w postaci liczących po około 100 stron albumów, właśnie doczekało się finału. W trzy lata wydawnictwu Egmont udało się doprowadzić do końca tę najdłuższą historię, jaką stworzył Janusz Christa.

więcej »

Polecamy

Łatwe trudnego początki

Polscy podróżnicy:

Łatwe trudnego początki
— Marcin Osuch

Kumpel Mickiewicza
— Marcin Osuch

Prototyp Zagłoby
— Marcin Osuch

Wspomnienia jak żyła złota
— Marcin Osuch

Być jak Kmicic
— Marcin Osuch

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.