Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 sierpnia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCXVIII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Jack Kirby, Stan Lee
‹Wielka Kolekcja Komiksów Marvela #97: Fantastyczna Czwórka: Sądny dzień›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWielka Kolekcja Komiksów Marvela #97: Fantastyczna Czwórka: Sądny dzień
Tytuł oryginalnyFantastic Four: Doomsday
Scenariusz
Data wydania10 sierpnia 2016
RysunkiJack Kirby
PrzekładMarek Starosta
Wydawca Hachette
CyklWielka Kolekcja Marvela
ISBN978-83-2820-338-9
Format200s. 170×260mm; oprawa twarda
Cena39,99
Gatuneksuperhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Marvel: Szlachetny oldschool
[Jack Kirby, Stan Lee „Wielka Kolekcja Komiksów Marvela #97: Fantastyczna Czwórka: Sądny dzień” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Pierwsza rodzina Domu Pomysłów nie miała dotąd szczęścia do Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela. Pozycje z jej udziałem w większości mogą konkurować do miana najgorszych, jakie ukazały się na jej łamach. Na szczęście za sprawą dziewięćdziesiątego siódmego tomu „Fantastyczna Czwórka: Sądny dzień”, sytuacja ta nieco uległa poprawie.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: Szlachetny oldschool
[Jack Kirby, Stan Lee „Wielka Kolekcja Komiksów Marvela #97: Fantastyczna Czwórka: Sądny dzień” - recenzja]

Pierwsza rodzina Domu Pomysłów nie miała dotąd szczęścia do Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela. Pozycje z jej udziałem w większości mogą konkurować do miana najgorszych, jakie ukazały się na jej łamach. Na szczęście za sprawą dziewięćdziesiątego siódmego tomu „Fantastyczna Czwórka: Sądny dzień”, sytuacja ta nieco uległa poprawie.

Jack Kirby, Stan Lee
‹Wielka Kolekcja Komiksów Marvela #97: Fantastyczna Czwórka: Sądny dzień›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWielka Kolekcja Komiksów Marvela #97: Fantastyczna Czwórka: Sądny dzień
Tytuł oryginalnyFantastic Four: Doomsday
Scenariusz
Data wydania10 sierpnia 2016
RysunkiJack Kirby
PrzekładMarek Starosta
Wydawca Hachette
CyklWielka Kolekcja Marvela
ISBN978-83-2820-338-9
Format200s. 170×260mm; oprawa twarda
Cena39,99
Gatuneksuperhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Przyznam, że to co do tej pory zaprezentowano w ramach WKKM stawiało FF w tak negatywnym świetle, że zaczęło być dla mnie zagadką skąd wzięła się popularność tej drużyny. Jakim cudem seria jej poświęcona przetrwała ponad pięćdziesiąt lat, zyskała status kultowy i doczekała się w ostatnim czasie aż trzech ekranizacji (dodajmy, że tylko jednej udanej – tej z Silver Surferem). Nawet „Nadejście Galactusa” (WKKM – 73) autorstwa Stana Lee i Jacka Kirby′ego nie powalało na kolana, choć i tak jak do tej pory była to najlepsza pozycja poświęcona naszym bohaterom, jaka ukazała się w kolekcji Hachette. Z tego też powodu do „Sądnego dnia” podchodziłem jak pies do jeża. Niepotrzebnie.
Pozycja ta to bezpośrednia kontynuacja wydarzeń znanych z „Nadejścia Galactusa”. Oznacza to tyle, że po naszej planecie wciąż gania Silver Surfer, próbując zrozumieć ludzi, a Inhumans tkwią uwięzieni pod niezniszczalną kopułą, stworzoną przez obłąkanego brata Black Bolta, Maximusa. Na początku jednak przenosimy się do Wakandy, by zobaczyć debiutującego Czarną Panterę. Sprowadza on drużynę Mr. Fantastica do swojego nad wyraz rozwiniętego technologicznie królestwa, by wyzwać ich na pojedynek. Jest to jednak tylko preludium przed wspólnym starciem z również rozpoczynającym karierę Klawem. To jednak tylko pierwsza część opowieści zaprezentowanych w zbiorze. Tą ważniejszą jest jednak pojedynek z Doktorem Doomem, który podstępnie zdobywa moc Silver Surfera i przy jej pomocy zamierza, a jakże, podbić świat.
Powiedzmy sobie szczerze – fabuła niniejszego komiksu nie należy do przesadnie skomplikowanych. Stan Lee co prawda robi wszystko, by rozbudowanymi didaskaliami i kosmicznie brzmiącymi nazwami futurystycznych urządzeń Czarnej Pantery i Mr. Fantastica, czytelnik miał wrażenie, że obcuje z dziełem co najmniej epokowym, ale nie z nami te numery Bruner. Po odcedzeniu tej całej rozdmuchanej otoczki dostajemy stosunkowo proste opowieści o walce dobra ze złem, trochę czerstwych dowcipów (głównie wtykanych w usta Bena Grimma) i rozterki emocjonalne na poziomie opery mydlanej (Johnny Storm poszukujący Crystal, The Thing tłukący Silver Surfera za rzekome podrywanie jego ukochanej). A jednak dziwnym trafem wszystko to układa się w całkiem przyjemną całość, którą, wbrew pozorom, całkiem dobrze się czyta.
W czasie, kiedy FF zwiedza pałac w Wakandzie w pewnym momencie Mr. Fantastic zachwyca się posiadanym przez Czarną Panterę stereofonicznym magnetofonem szpulowym z możliwością nagrywania (swoją drogą, to dziwne, że ekscytuje się tym ktoś, kto od ręki potrafi zbudować machinę do podróży między wymiarami). I ten obrazek jak ulał pasuje do scharakteryzowania całej omawianej pozycji. Narracja stosowana przez Stana Lee i rysunki Jacka Kirby’ego są tak samo archaiczne jak szpulowiec Grundig. A jednak tego typu sprzęt ma swoich gorących zwolenników. I tak też jest z „Sądnym dniem”. Prostota tych opowieści i ich nieco ckliwa otoczka, sprawiają, że działają na wyobraźnię z taką sama łatwością, jak w momencie swojej premiery. Z drugiej strony oldschoolowy klimat całości daje odrobinę wytchnienia od współczesnych crossoverów zaplanowanych na kilkanaście równoległych serii, przynoszących kolejne dramatyczne chwile dla całego uniwersum. Czasem po prostu chce się przeczytać o rozterkach zakochanego Stwora, który swojemu domniemanemu konkurentowi chce zaleźć za skórę w jeden znany sobie sposób – realizując wprost hasło „czas na lanie”.
Choć do historii komiksu przeszło starcie z Galactusem, to właśnie zeszyty zebrane w „Sądnym dniu” bardziej wytrzymują próbę czasu, niż poprzednicy. Z tego też powodu wysnuwam śmiałą tezę, że jest to najlepsza pozycja poświęcona Czwórce spośród dotychczasowych prawie stu numerów Kolekcji.
koniec
17 września 2016

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Hołd niemalże wzorcowy
Maciej Jasiński

16 VIII 2022

15 listopada 2008 roku zmarł Janusz Christa. Redakcja „Zeszytów Komiksowych” zrobiła wówczas najlepsze, co mogli – przygotowała numer poświęcony twórcy Kajka i Kokosza, który ukazał się pół roku później. I jest to do dziś jedyna tak obszerna publikacja poświęcona osobie i twórczości tego wybitnego polskiego komiksiarza.

więcej »

Tam piekło twe, gdzie serce twoje
Marcin Knyszyński

15 VIII 2022

Egmont bardzo konsekwentnie podszedł do tematu zbiorczych edycji „Hellblazera” – w lipcu otrzymaliśmy trzeci, ostatni tom autorstwa Jamesa Delano. To właśnie ten Brytyjczyk, stworzył postać Johna Constantine’a od podstaw – opierając się na kilku podstawowym założeniach Alana Moore’a. W życiu ulicznego maga z Liverpoolu skończył się pewien etap – zobaczymy dziś jak to wyglądało.

więcej »

Pożegnanie z Dzikim Zachodem
Maciej Jasiński

14 VIII 2022

W ostatnich miesiącach wydawnictwo Egmont zaprezentowało trzy tomy serii "Lucky Luke", będące ostatnimi, jakie narysował Morris. Niestety, nie są to najlepsze komiksy tego powstającego przez wiele dekad cyklu. Ale problem w mniejszym stopniu dotyczy ilustracji, ocenę tych albumów mocno obniżają scenariusze, które są o wiele mil poniżej poziomu tych, które w najlepszych czasach serii stworzył Rene Goscinny.

więcej »

Polecamy

Łatwe trudnego początki

Polscy podróżnicy:

Łatwe trudnego początki
— Marcin Osuch

Kumpel Mickiewicza
— Marcin Osuch

Prototyp Zagłoby
— Marcin Osuch

Wspomnienia jak żyła złota
— Marcin Osuch

Być jak Kmicic
— Marcin Osuch

Zobacz też

Z tego cyklu

Game over, man, game over!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dużo szumu i do domu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Kosmos taki wielki, a Avengers malutcy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Hail Kapitanie!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Burzy zmysłów nie ma
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ubogi klon
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Przyjdzie Galactus i wyrówna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pół na pół
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

A co ty robiłeś w 2013 roku?
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tak niewielu decyduje za tak wielu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż twórcy

Król jest nagi
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

DC Comics: Minus dziesięć do Punktów Poczytalności
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Dziecko, które pamiętało gwiazdy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Po komiks marsz: Sierpień 2022
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Marcin Knyszyński, Marcin Osuch

Pink Floyd w XXI wieku: Wczesne kiełkowanie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Świat Ultimate jest już zmęczony
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pink Floyd w XXI wieku: Najwcześniejsze z wczesnych
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Drobna usterka w maszynce
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pink Floyd w XXI wieku: Programowe uczucie niedosytu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tygielek, nie tygiel
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pink Floyd w XXI wieku: Rysa na murze
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Gdzie są „Yansy” z tamtych lat?
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.