Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 maja 2022
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCXVI

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Robert Adler, Tobiasz Piątkowski
‹Status 7: Breakoff›

Breakoff
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBreakoff
Scenariusz
Data wydania2002
RysunkiRobert Adler
KolorRobert Adler
Wydawca Egmont
CyklStatus 7
ISBN-1083-237-1334-0
Cena16,90
GatunekSF
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Breakoff

Przełom-off?
[Robert Adler, Tobiasz Piątkowski „Status 7: Breakoff” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Serce rośnie, gdy człowiek zda sobie sprawę z pozytywnych rokowań na komiksowym rynku w Polsce. Zwiększają się nakłady, puchną listy tytułów, czytelnictwo i akceptacja komiksu zwiększa się zauważalnie. Ba! Dochodzi do oszałamiającej i do niedawna trudnej do wyobrażenia sytuacji, kiedy wydawcy dochodzą do wniosku, iż wydanie komiksu polskiego autora to dobry pomysł! I to nie komiksu jakiegoś artystycznie utuczonego za granicą rutyniarza, ale świeżej pracy rysownika/ scenarzysty z młodego pokolenia. Koniec świata.

Grzegorz Wiśniewski

Przełom-off?
[Robert Adler, Tobiasz Piątkowski „Status 7: Breakoff” - recenzja]

Serce rośnie, gdy człowiek zda sobie sprawę z pozytywnych rokowań na komiksowym rynku w Polsce. Zwiększają się nakłady, puchną listy tytułów, czytelnictwo i akceptacja komiksu zwiększa się zauważalnie. Ba! Dochodzi do oszałamiającej i do niedawna trudnej do wyobrażenia sytuacji, kiedy wydawcy dochodzą do wniosku, iż wydanie komiksu polskiego autora to dobry pomysł! I to nie komiksu jakiegoś artystycznie utuczonego za granicą rutyniarza, ale świeżej pracy rysownika/ scenarzysty z młodego pokolenia. Koniec świata.

Robert Adler, Tobiasz Piątkowski
‹Status 7: Breakoff›

Breakoff
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBreakoff
Scenariusz
Data wydania2002
RysunkiRobert Adler
KolorRobert Adler
Wydawca Egmont
CyklStatus 7
ISBN-1083-237-1334-0
Cena16,90
GatunekSF
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Breakoff
Jako jednemu z pierwszych taki los przypadł w udziale albumowi „Breakoff”, Roberta Adlera i Tobiasza Piątkowski. Komiks ten powstał tak naprawdę sporą chwilę temu, zdążył nawet dostąpić publikacji w odcinkach w (śp.) magazynie komputerowym „Reset” i zyskać grono zwolenników. Wtedy niełatwo było ocenić, czy ta niekwestionowana popularność wzięła się ze zręczności kreacyjnej twórców „Breakoffa”, czy też wyniknęła z cyberpunkowej rekwizytorni, świetnie korespondującej z gustami czytelników „Resetu”.
Teraz wydaje mi się to prostsze, bo „Breakoff” swoim pojawieniem jasno podkreśla pewne cechy współczesnego komiksu polskiego – a mianowicie jego niechęć do epiki. To właśnie w moim odczuciu wyróżnia album najbardziej pośród polskich produkcji ostatniej dekady – wyraźna tendencja do kreacji nie tylko wyrazistych postaci pierwszoplanowych, ale także bogatego tła i świata przedstawionego, opierającego się na czymś więcej niż tylko starym poczciwym deus ex machina. Nie zamierzam tutaj dzielić komiksów polskich twórców na lepsze i gorsze, bo to rzecz gustu – jednak większość komiksowych historii i albumów jakie zdarza mi się oglądać to twory technicznie rzecz biorąc niszowe. Ograniczenia fabularne, brak precyzji konstrukcyjnej, brak poczucia ciągłości świata przedstawionego, syndrom pojedynczej historii – te aspekty nie przesądzają wprawdzie czy komiks jest en masse zły czy dobry, potrafią jednak srodze limitować urok tej czy innej historii. Wydaje się że niewielu – niemal nikt – nie jest zainteresowany tworzeniem rozgałęzionych, bogatych graficznie i fabularnie historii.
Być może moje konstatacje są nieco panikarskie. Być może musi minąć czas nim polski rysownik i polski scenarzysta okrzepną fabularnie i stwierdzą, że komiks epicki to jednak fajna rzecz, w którą warto zainwestować czas i umiejętności.
Przez pewien niemile długi czas trwałem w świadomości, że polski komiks jest w stanie stworzyć jedynie proste, kontekstowe historie o niewielkim zasięgu i krótkim czasie działania. Odkrycie „Breakoffa” w „Resecie” obudziło we mnie nieco nadziei – oto trafiłem wreszcie na komiks, w którym o coś chodziło! Stworzony niedawno przez duet młodych komiksiarzy. Czego chcieć więcej?
Teraz, po wydaniu „Breakoffa” przez Egmont, mogłem zweryfikować swoje poprzednie wrażenia. Biorąc album do ręki strasznie pożałowałem, że nie wydano go w twardych okładkach – tak jak nie tak znów dawno „Alvina Norge’a”. Stylowa okładka w gustownych odcieniach zieleni aż się o nią prosiła. Wewnątrz, praktycznie od pierwszego kadru – wciągnięci jesteśmy w historię rozgrywki gangsterskich organizacji, nader bogato okraszoną cyberpunkowymi motywami. Grupka głównych postaci, zgodnie z najlepszymi cyberpunkowymi wzorcami, wcale nie próbuje ratować świata – jej cele to zdarcie całej kasy, jaka im się należy (lub nie), zmylenie pogoni, a następnie cieszenie się uzyskanymi środkami finansowymi w zaciszu bezpiecznej meliny. Co równie charakterystyczne, cele te nie są wspólne. Jeżeli przy przelewaniu ciężko zarobionego szmalu, któryś ze wspólników zostanie poszkodowany, to znaczy, że wszystko poszło zgodnie z planem. Po prostu cynizm w wersji hi-tech.
Z odcieniami fabuły dobrze koresponduje kreska. Nie jest specjalnie czysta, ale w dobrze pasuje do ducha do samej opowieści. Postacie i obiekty przedstawiane są wyraźnie, nie do końca odarte ze szczegółów, a jednocześnie nie przeładowane rysunkowo. Kolor podany jest w palecie może nieco za jasnej jak na cynizm zionący z co drugiego kadru, nie trafiają się jednak definitywne wpadki w kompozycji barw. Nie chciałbym tutaj namawiać autorów do pójścia w ślady Masamune Shirowa, ale jednostronicowy kadr miasta przyszłości zapewne nie byłby niemile widziany w zapowiadanej kontynuacji pt. „Overload”.
Poza tym „Breakoff” skrzy się oczywiście znakiem firmowym Deadline Studios – bogatymi w szczegóły kadrami, które z przyjemnością ogląda się po wiele razy, za każdym powrotem odnajdując nowe motywy i ciekawostki. Bardzo to smaczne, doceniam trud autorów, którym chciało się nad takimi rzeczami myśleć.
Ponieważ komiks zawsze składa się z wielu elementów, a w przypadku „Breakoffa” właściwie wszystkie one są wysokiej próby, nie ważyłbym się wyróżnić żadnego. Tym bowiem co cieszy najbardziej i co robi największe wrażenie, jest kompletność wizji, bogate tło w którym zawsze coś się dzieje. To pierwszy od dawna album polskiego twórcy, po lekturze którego mógłbym cokolwiek powiedzieć o świecie, w którym rozgrywa się akcja i odtworzyć motywacje bohaterów.
Czy cokolwiek w „Breakoffie” mi się nie podobało?
A jakże. Duża ilość strzelanin. Wiem, wiem, komiks akcji ma swoje wymagania – jednak ciągłe zbrojne starcia w połączeniu z zerowym zainteresowaniem nimi lokalnej policji chwiały nieco wiarygodnością tła. Wolałbym, aby autorzy poszli nieco w inną stronę, bo chwilami CP 2020 dominuje w „Breakoffie” nad scenkami w stylu Williama Gibsona. Chwilami widoczna jest też odcinkowość całej historii – wszak tworzono ją na bieżąco do publikacji w miesięczniku. Niektóre wątki wydają się chaotycznie poprowadzone, pewne sceny mało konsekwentnie pociągnięte lub wręcz zbyt nagle urwane. Nie są to w żadnym razie błędy poważne. A fakt, że „Breakoff” jest debiutem fabularnym Deadline Studios na arenie albumów czyni takie skazy właściwie pomijalnymi. Czytelnik ich nie odczuje.
Jak dla mnie albumowe wydanie „Breakoffu” bezapelacyjnie stanowi nową jakość na polskim rynku komiksowym. Wśród nowych komiksów, stworzonych w ostatniej dekadzie jak dla mnie nie było porównywalnie epickiej historii, poprowadzonej w tak rozbudowanym świecie. Mam nadzieję, że oznacza otwarcie drzwi dla podobnie starannie skonstruowanych i narysowanych historii, których lektura będzie dostarczać sporo wrażeń. Przełom-off.
Pozwoliłem sobie na sporą dozę optymizmu w tej recenzji, dodam więc jeszcze jedno: czego jestem bezapelacyjnie pewien, to faktu, że „Breakoff” z pewnością nie jest szczytowym osiągnięciem duetu Adler/Piątkowski.
Najlepsze ciągle przed nami.
koniec
1 kwietnia 2002

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Żyć zgodnie ze swoimi zasadami
Agata Włodarczyk

17 V 2022

Superbohaterki i superzłoczynie najwyraźniej nie mogą być szczęśliwe. Przekonamy się o tym w najnowszej iteracji przygód Catwoman – kierowanym do nastoletniej publiczności: „W blasku księżyca”.

więcej »

Dziesięć lat wcześniej
Marcin Knyszyński

16 V 2022

Piętnaście pierwszych odcinków komiksowego horroru autorstwa Jamesa Tyniona IV i Werthera Dell’Edery ukazało się już w Polsce w trzech zbiorczych tomach. Historia została zgrabnie zakończona – teraz przyszła pora na sprawdzenie co było wcześniej. Cofamy się w czasie o mniej więcej dekadę.

więcej »

Tachionowa ropucha über alles
Sebastian Chosiński

15 V 2022

Ostatni zbierający regularne (nie spin-offowe) zeszyty album z serii „Fear Agent” nie jest, niestety, tak dobry jak dwa poprzednie. W znajdujących się w nim opowieściach – „Ja kontra ja” oraz „W innym rytmie” – trudno dostrzec tę nieokiełznaną radość, jaka towarzyszyła scenarzyście na początku tworzenia cyklu. Nie oznacza to jednak, że jest kiepski. W czasie lektury na pewno nie raz się uśmiechniecie, a może nawet… wzruszycie.

więcej »

Polecamy

Łatwe trudnego początki

Polscy podróżnicy:

Łatwe trudnego początki
— Marcin Osuch

Kumpel Mickiewicza
— Marcin Osuch

Prototyp Zagłoby
— Marcin Osuch

Wspomnienia jak żyła złota
— Marcin Osuch

Być jak Kmicic
— Marcin Osuch

Zobacz też

Tegoż twórcy

The sens komiksu is out there…
— Agnieszka Szady

Krótko o komiksach: Kwiecień 2004
— Wojciech Gołąbowski, Michał R. Wiśniewski

Dzień niesnaski
— Michał R. Wiśniewski

Krótko o komiksach: Marzec 2004
— Krzysztof Bartnik, Sebastian Chosiński

Franky Krova atakuje!
— Krzysztof Bartnik

Dwa oblicza duetu Adler/Piątkowski
— Marcin Lorek

W poszukiwaniu straconego sensu
— Marcin Herman

Tegoż autora

Czarne chmury a la Lucas
— Grzegorz Wiśniewski

Konwent jak się patrzy
— Grzegorz Wiśniewski

Idzie ku lepszemu
— Grzegorz Wiśniewski

Klonowanie wyobraźni
— Grzegorz Wiśniewski

Komiks 2001 w Polsce – dyskusja
— Artur Długosz, Marcin Herman, Paweł Nurzyński, Marcin Osuch, Grzegorz Wiśniewski

Konwent jak Konwent 20(0)01
— Grzegorz Wiśniewski

Jak ubić debiutanta
— Grzegorz Wiśniewski

Byłe imperium od kuchni
— Grzegorz Wiśniewski

No Spirit Within
— Grzegorz Wiśniewski

Smok najlepszym przyjacielem człowieka
— Grzegorz Wiśniewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.