Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 5 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCXI

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

‹Relax #11›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRelax #11
Data wydania1977
CyklRelax
Gatunekantologia, sensacja, SF
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Czar „Relaksu” #11: Cybernetyczny kolos i bestiariusz Janusza Christy
[„Relax #11” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Przygotowując do druku jedenasty numer „Relaksu”, twórcy pisma postanowili kontynuować chwalebną linię wydawniczą przyjętą miesiąc wcześniej, którą w skrócie można określić następująco: minimum słownego wodolejstwa, maksimum treści (rysunkowej). Smutkiem mógł napawać jedynie fakt, że w tym albumie pożegnaliśmy bohaterów „Akcji Labirynt” i „Najdłuższej podróży”.

Sebastian Chosiński

Czar „Relaksu” #11: Cybernetyczny kolos i bestiariusz Janusza Christy
[„Relax #11” - recenzja]

Przygotowując do druku jedenasty numer „Relaksu”, twórcy pisma postanowili kontynuować chwalebną linię wydawniczą przyjętą miesiąc wcześniej, którą w skrócie można określić następująco: minimum słownego wodolejstwa, maksimum treści (rysunkowej). Smutkiem mógł napawać jedynie fakt, że w tym albumie pożegnaliśmy bohaterów „Akcji Labirynt” i „Najdłuższej podróży”.

‹Relax #11›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRelax #11
Data wydania1977
CyklRelax
Gatunekantologia, sensacja, SF
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Gdy do kiosków „Ruchu” w całym kraju trafił jedenasty numer „Relaksu”, pismo święciło rok funkcjonowania na rynku prasowym. Osiągnęło w tym czasie niepodważalny sukces, windując nakład do niedostępnej dzisiaj dla wielu tytułów wysokości dwustu tysięcy egzemplarzy. Potem jednak przestano dzielić się takimi informacjami z czytelnikami i w efekcie teraz – bez możliwości zajrzenia do archiwalnych dokumentów księgowych – nie sposób odpowiedzieć na pytanie, czy w kolejnych miesiącach rósł on dalej, czy też utrzymywany był odgórnie na stałym poziomie? A może stało się zupełnie inaczej i z powodu pogłębiających się kłopotów ze zdobyciem papieru, był on sukcesywnie obniżany? Co częściowo tłumaczyłoby ogromne problemy, na jakie natrafiał prawie każdy wielbiciel komiksów pragnący zaopatrzyć się w swoje ulubione pismo… Jedenasta odsłona cyklu starała się przyciągnąć uwagę niebieską okładką, z której biło po oczach żółte – a więc obmyślane zgodnie z zasadami kontrastowania barw – logo. Na główny kadr wybrano rysunek z „Akcji Labirynt”. Intrygujący głównie dlatego, że przedstawiający postaci dwóch niemieckich żołnierzy z bronią gotową do strzału. Szkoda jedynie, że nie dostrzeżono, iż wizualnie – przynajmniej z punktu widzenia czytelnika – obaj panowie robią wszystko, aby jak najszybciej z tej okładki uciec i udać się na zasłużony odpoczynek. Na pionowym pasku po prawej stronie umieszczono natomiast trzy mniejsze kadry, które były zapowiedzią historii znajdujących się w wewnątrz numeru. Trzeba przyznać, że wybrano w tym celu chyba najatrakcyjniejsze rysunki.
W rubryce poświęconej zwyczajowo korespondencji od czytelników tym razem redakcja zamieściła rozwiązanie, ogłoszonego w czwartym numerze pisma (a więc siedem miesięcy wcześniej), „Konkursu z dymkiem”. Przypomnijmy: polegał on na wymyśleniu zabawnych tekstów do pięciu rysunków satyrycznych autorstwa Jerzego Wróblewskiego. Przedrukowano je teraz ponownie – choć nie, jak poprzednio, w wersji kolorowej, lecz czarno-białej – wypełniając puste „dymki” treścią wymyśloną przez twórcę; obok natomiast pojawiły się najlepsze, zdaniem redakcji, propozycje czytelnicze. Przyznać trzeba, że niektóre z nich były nawet całkiem zabawne, ale mimo wszystko żadna nie dorównywała temu, co przyszło do głowy znanemu grafikowi. Twórcy „Relaksu” postanowili też sypnąć nagrodami dla autorów najciekawszych odpowiedzi; tym samym zwycięzcy i wyróżnieni wzbogacili się o… zestawy „pozycji wydawniczych KAW” (ich liczba zależała od zajętego miejsca). Wróblewski („Tajemnica głębin”, „Prorok Daniel”, „Wolność mieszka w górach”, „508, alarm!”, „Ludziom trzeba wierzyć”) odpowiadał też za stronę plastyczną komiksu otwierającego bieżący numer pisma, co zresztą od jakiegoś czasu stało się tradycją. Tym razem zaserwował on czytelnikom młodzieżowo-przygodową opowieść „Chcę zostać kapitanem”, za której scenariusz odpowiadał niejaki Garncarek. Niestety, redakcja dość często „zapominała” o podawaniu imion swoich autorów, co z perspektywy czasu uznać należy, zwłaszcza w przypadku osób mniej znanych bądź niezwiązanych bezpośrednio ze środowiskiem komiksowym, za praktykę ze wszech miar naganną. Niezwykle ciekawe było za to miejsce, w którym umieszczono akcję tej sześcioplanszowej historii – miasteczko Orzysz na Mazurach. Dlaczego? W czasach Polski Ludowej kojarzyło się ono zdecydowanej większości młodych mężczyzn jednoznacznie negatywnie. Tam bowiem od 1971 roku (przez dwie dekady) stacjonował osławiony 7. Oddział Dyscyplinarny Ludowego Wojska Polskiego, czyli ukryta pod kryptonimem JW 1370 jedna z najcięższych jednostek karnych w armii. Dość powiedzieć, że tam właśnie trafił w końcówce filmu jeden z bohaterów „Krolla” (1991) Władysława Pasikowskiego.
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
W komiksie Garncarka i Wróblewskiego nie ma jednak o tym oczywiście w ogóle mowy. Orzysz to malowniczo położona miejscowość turystyczna, którą nader chętnie odwiedzają mieszczuchy marzące o tym, aby popływać na żaglówkach. To również miejsce zamieszkania dwóch braci bliźniaków, Darka i Arka, którzy marzą o tym, aby posiadać kiedyś własną łódź. Staje się to możliwe dzięki zapobiegliwości ich kuzynki Jagusi, która pewnego dnia znajduje porzuconą na brzegu jeziora zniszczoną łajbę. Chłopcy z pomocą stryja, na co dzień leśniczego, transportują ją do jego szopy, gdzie zamierzają doprowadzić ją do stanu używalności – akurat na następne wakacje. Przedstawiona na zaledwie sześciu stronach historia obejmuje ponad rok czasu, co nie służy jej zbytnio od strony dramaturgicznej. Szczęśliwie w końcówce udaje się jednak scenarzyście logicznie spiąć całość. Niczego zdrożnego się da się także zarzucić stronie plastycznej komiksu; tym bardziej że Wróblewski uniknął tym razem pokusy malowania kolejnego klonu kapitana Żbika. Najbardziej przypomina go, choć tylko w niektórych ujęciach, pojawiający się w finale instruktor żeglarstwa i jednocześnie nowy nauczyciel Darka i Arka… W cyklu prezentującym znaczki pocztowe z różnych krajów demokracji ludowej, tym razem wybór padł na Węgry, a czytelnikom „Relaksu” przedstawiono serię poświęconą zwierzętom cyrkowym. Na tej samej stronie pojawił się również tekst dotyczący Centrum Zdrowia Dziecka. Nie możemy bowiem zapominać, że przez cały czas wydawania pisma dziesięć procent dochodu ze sprzedaży każdego egzemplarza przeznaczane było właśnie na wspomożenie najpierw budowy, a następnie funkcjonowania tej placówki. Z artykułu czytelnicy poznali między innymi nazwy firm – zarówno polskich, jak i zagranicznych – które zdecydowały się wspomóc szpital. Wśród prywatnych darczyńców znalazł się natomiast obywatel amerykański, choć przecież Polak – pan Włodzimierz Gawroński z Nowego Jorku.
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
W poprzednich numerach „Relaksu”, wbrew pozorom, niewiele prezentowano opowieści science fiction. Po jednoczęściowym „Spotkaniu” Ryszarda Siwanowicza (scenariusz) i Bogusława Polcha (rysunki) kolejną była dopiero seryjna „Najdłuższa podróż”. Dlatego też zapewne z wielką radością wielbiciele fantastyki naukowej przyjęli pojawienie się sześcioplanszowej historii „Tam, gdzie słońce zachodzi seledynowo”. W roli scenarzysty komiksowego zadebiutował nią, zmarły w 1990 roku, Stefan Weinfeld – pisarz (chociażby „Janczarzy kosmosu”), publicysta, popularyzator nauki – który od tego momentu został stałym współpracownikiem pisma. Jego teksty przekuwali w historie obrazkowe między innymi Jerzy Wróblewski, Grzegorz Rosiński (o czym będzie okazja wspomnieć w następnych tygodniach) oraz Marek Szyszko. Tym razem jednak za stronę graficzną odpowiadał Waldemar Andrzejewski, który sławę zyskał przede wszystkim jako ilustrator książek dla Naszej Księgarni, Krajowej Agencji Wydawniczej (seria „Fantazja – Przygoda – Rozrywka”), Wydawnictwa Ministerstwa Obrony Narodowej i Czytelnika (vide projekt słynnej już dzisiaj okładki pierwszego wydania „Malowanego ptaka” Jerzego Kosińskiego). W tym samym czasie, kiedy nawiązał okazjonalną współpracę z „Relaksem”, narysował też dwa, znakomite zresztą, komiksy dla „Magazynu ALFA” – oba oparte na powieściach klasyka science fiction Herberta George’a Wellsa – „Wehikuł czasu” (1977) i „Wojnę światów” (1978). „Tam, gdzie słońce zachodzi seledynowo” to intrygująca historia kosmonauty z Ziemi, który dociera na inną planetę, gdzie życie ratuje mu… cybernetyczny kolos – maszyna sterowana przez istoty zapewne znacznie bardziej inteligentne od ludzi. Morał płynący z tej przypowiastki jest jasny – nie powinniśmy obawiać się kontaktu z obcymi cywilizacjami, które wcale nie muszą stawiać sobie za najważniejszy cel – jak chociażby we wspomnianej przed chwilą „Wojnie światów” – zniszczenie ludzkości bądź dokonanie jej podboju.
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
W myśl powiedzenia, że „wszystko, co dobre, kiedyś się kończy”, nadszedł wreszcie moment, gdy czytelnicy musieli pożegnać się z bohaterami dwóch pierwszych w historii pisma dłuższych serii komiksowych. W ostatniej (szóstej) części „Akcji Labirynt” Tibora C. Horvátha i Erno Zoráda bohaterski agent sowiecki Kirył Karcow ostatecznie rozprawia się z doktorem Abstem, demonicznym psychiatrą pozostającym na usługach hitlerowskiego wywiadu. Warto jednak dodać, że wydatnie pomaga mu w tym Martha Rischer – cudownie zresocjalizowana nazistka, która w finale… Nie, tego zdradzić mimo wszystko nie mogę. W każdym razie finał tej opowieści nie powinien nikogo zawieść. W przeciwieństwie do „Najdłuższej podróży” Grzegorza Rosińskiego, Ryszarda Siwanowicza i Andrzeja Sawickiego. W porównaniu z masą perypetii, jakie w poprzednich odcinkach przeżywali podróżnicy w czasie, ich finisz może wydać się dramaturgicznie dość miałkie i nijakie. Nie sposób też pozbyć się wrażenia, że tworzono je na chybcika, trochę jakby na kolanie. Może dlatego, że Rosiński miał już wtedy niemało – zapewne znacznie bardziej intratnych i prestiżowych – propozycji od zachodnich wydawców (patrz: „Thorgal”)? Konstruując finał, zastosowano więc zasadę zapożyczoną od Aleksandra Macedońskiego.
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
O ile jednak okazała się ona całkiem przydatna do rozwiązania pewnego węzła w starożytnym Gordion, o tyle zawiodła na całej linii jako sposób na zakończenie serialu fantastyczno-naukowego… Nie najgorzej, o dziwo, wypadł za to kolejny (trzeci już) reportaż kryminalny Małgorzaty Machowskiej. W „Tajemniczej śmierci” autorka przedstawiła wydarzenia, do których doszło wiosną 1973 roku. Na szosie nieopodal Wrocławia znaleziono rozbite dwa wozy – Fiata 125 i Skodę. Kierowcy obu pojazdów nie żyli. Zaskakujące było to, że Fiata – wziętego z wrocławskiej wypożyczalni samochodów – prowadził Polak z paszportem australijskim. W jego głowie znaleziono zaś kulę, a pod siedzeniem – strzelający ołówek. Najbardziej prawdopodobna wydawała się milicjantom teza o samobójstwie. Tyle że denat jechał właśnie do swojej polskiej narzeczonej, z którą za parę dni miał wziąć ślub. Do chwili publikacji tekstu sprawa nie została jeszcze wyjaśniona. Czy udało się to organom ścigania później – nie wiemy.
Ważną częścią jedenastego „Relaksu” były komiksy Janusza Christy. Sporym zaskoczeniem dla czytelników musiał być fakt, że „Bajka dla dorosłych” po raz pierwszy pojawiła się w wersji kolorowej. Co zresztą wcale nie wyszło jej na lepsze. Opowieść o królewnie Balduranie, w której zakochał się skromny, ale przystojny ogrodnik Sobieradek, i okrutnym ojcu dziewczyny, stającym na drodze do szczęśliwego sfinalizowania uczucia młodych, zawiodła też od strony scenariuszowej. Zabrakło w niej przede wszystkim typowej dla tego autora ironii i podtekstów, które pozwoliłyby doszukiwać się w historyjce drugiego dna. Ale… No właśnie! Braki literackie Christa postanowił zrekompensować swoim wielbicielom na płaszczyźnie graficznej. W „Bajkach dla dorosłych” nigdy nie brakowało fantastycznych stworzeń (potworów, maszkaronów, karłów), ale w tej właśnie plastyk powołał ich do życia zdecydowanie najwięcej.
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
Praktycznie w każdym kadrze pojawia się ich kilka (żywych bądź nieożywionych) – czają się za ludźmi, siedzą w krzakach, wyłażą spod ziemi lub wody, wiją po ścianach, latają w powietrzu. W sumie można doliczyć się ich – prawdopodobnie – dwudziestu trzech (całkiem niezły bestiariusz by z tego powstał!), w tym jednego wyglądającego jak – wypisz, wymaluj – Miluś. Tym sposobem docieramy do clou numeru, czyli czwartego odcinka „Kajka i Kokosza”. Do Mirmiłowa przybywa dumny wielmoża Górnoch, który pragnie odkupić od bohaterów komiksu smoka. Ci zaś, chcąc pozbyć się kłopotliwego stworzenia, zachęcają Milusia, by zaprezentował gościowi wszystkie swoje talenty, w tym również niezwykłe poczucie humoru. To, co radosna gadzina wyprawia z bogaczem, może rozśmieszyć do łez nawet największego ponuraka. Problem w tym, że na koniec Górnoch wystawi bardzo wysoki rachunek nie smokowi, ale przesympatycznym wojom.
koniec
27 sierpnia 2011

Komentarze

28 VIII 2011   19:09:31

Dziwne. Esensja dzisiaj nie pracuje?

28 VIII 2011   21:39:08

Hmm... Odnośnie "Seledynowego słońca" to ja zrozumiałem, że tak naprawdę to ten mechaniczny stwór był dziełem ludzi...

02 II 2015   21:46:30

No i znowu przydało by sie wspomnieć ze najpierw wydrukowano i trafił do kiosków nr 12 a dopiero za miesiąc numer 11. Na przed ostatniej stronie jest data oddania do druku.pozdrawiam.

02 V 2015   15:24:17

KAW miał mnóstwo papieru do dyspozycji - inni wydawcy - NIE.

02 V 2015   15:29:51

Książki czekały w kolejce na druk do pięciu lat; KAW drukował w tych samych - ze specjalny6mi preferencjami - ale w sumie i tak panował bałagan. Sam KAW produkował takie ilości książek i pism, że tam w środku wszyscy konkurowali ze sobą....

02 V 2015   15:31:17

A nie zapominajmy, że KAW miał bodajże 17 oddziałów - po jednym na każde miasto wojewódzkie!

02 V 2015   16:04:59

@Andrzej
Ale na pewno tak było, czy to tylko wniosek pośredni na podstawie daty oddania do druku?

11 X 2021   20:53:58

Scenarzysta Garncarek najprawdopodobniej nazywał się Małgorzata Garncarek...

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Zniknięcia, powroty, problemy
Agata Włodarczyk

5 XII 2021

Rita Odraza nie bierze jeńców – z pomocą Czarnego Smoka pozbawiła tytułowych superbohaterów dostępu do sieci morficznej, odebrała im zordy, pozbyła się Zielonego i Niebieskiego Rangera. Korzystający już tylko z zielonej mocy, przerzedzeni, pozbawieni wsparcia Alfy i Zordona Rangersi stanowią łatwy łup. Suma summarum – zwycięstwo Odrazy wydaje się być blisko.

więcej »

Przygoda, humor i oldschool
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

4 XII 2021

To już trzeci tomik przygód Zagora, cowboya z baśniowego Dzikiego Zachodu. Sięgając po „Tajemniczą śmierć”, należy wziąć poprawkę na miejsce i czas powstania komiksu. Być może jeszcze bardziej, niż ostatnio.

więcej »

Extraordinary Moore: Bezlitosna fantazja
Marcin Knyszyński

3 XII 2021

Kończymy dziś przygodę z „Ligą niezwykłych dżentelmenów” Alana Moore’a. Ostatni tom cyklu nosi znamienny tytuł – słowo „Burza” dobrze odzwierciedla to, co dzieje się w komiksie i umysłach czytelników. Przed nami rzecz, której niezwykle trudno wystawić jednoznaczną ocenę.

więcej »

Polecamy

Łatwe trudnego początki

Polscy podróżnicy:

Łatwe trudnego początki
— Marcin Osuch

Kumpel Mickiewicza
— Marcin Osuch

Prototyp Zagłoby
— Marcin Osuch

Wspomnienia jak żyła złota
— Marcin Osuch

Być jak Kmicic
— Marcin Osuch

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.