Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 8 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Dzień Dziecka: Esensja gra z dziećmi
[ - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Wśród naszych cykli możecie znaleźć Esensję czytającą, oglądającą i słuchającą. Pora wprowadzić nową tradycję i napisać o tym, w co gramy. I co najważniejsze, z okazji dzisiejszego wyjątkowego dnia, w co gramy z naszymi (i cudzymi chyba też) dziećmi.

Miłosz Cybowski, Alicja Kuciel, Marcin Mroziuk

Dzień Dziecka: Esensja gra z dziećmi
[ - recenzja]

Wśród naszych cykli możecie znaleźć Esensję czytającą, oglądającą i słuchającą. Pora wprowadzić nową tradycję i napisać o tym, w co gramy. I co najważniejsze, z okazji dzisiejszego wyjątkowego dnia, w co gramy z naszymi (i cudzymi chyba też) dziećmi.
Jenga
Przebieg pierwszych rozgrywek w „Jengę” z dziećmi był dla mnie sporym zaskoczeniem. Okazało się bowiem, że chociaż doskonale zrozumiały zasady gry, to nie mogły się oprzeć pokusie wybierania właśnie takiego klocka, po którego wysunięciu drewniana wieża na pewno musiała runąć. I tak zamiast okrzyków, że nie udało się bezpiecznie wysunąć klocka, przewracaniu się wieży towarzyszyły wybuchy radości „winowajcy”. Dopiero po jakimś czasie maluchy zaczęły starać się, aby powstała jak najwyższa wieża z pustymi przestrzeniami. Wkrótce zaś pewnie nadejdzie ten dzień, kiedy będę musiał skapitulować przed zręcznością małych dłoni…
Niewątpliwie zaletą „Jengi” jest też możliwość wykorzystania jej klocków do innych celów – przede wszystkim do wznoszenia rozmaitych budowli (szczególnie podobało mi się coś à la Stonehenge) czy konstrukcji analogicznych do tych budowanych z kostek domina.
Marcin Mroziuk
Lotto: Dom
Czy to gra, czy zaledwie układanka? Niezależnie od tego, jak na to spojrzeć, „Lotto: Dom”, podobnie jak inne gry z tej samej serii, znakomicie nadają się dla dwulatków. Do rąk dostajemy cztery plansze przedstawiające cztery różne pomieszczenia (kuchnię, pokój gościnny, łazienkę i sypialnię) oraz komplet niewielkich kartoników z rozmaitymi przedmiotami. Celem jest odnalezienie wylosowanych sprzętów i zabawek do odpowiednich pokoi: trzeba zatem uważnie przyglądać się planszom w poszukiwaniu, a niekiedy wykazać się po prostu pomysłowością (wszak duża lalka nie pasuje do łazienki, podobnie jak nie znajdziemy szczoteczki do zębów w kuchni). Odpowiadając na zadane wcześniej pytanie: gra sprawdza się bardzo dobrze jako gra, ale też może służyć dziecku jako zwyczajna układanka. Zabawy i możliwości jest co nie miara.
Miłosz Cybowski
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Pewnego razu
Znakomita zabawa dla dzieciaków od lat trzech: ćwiczy nie tylko spryt (bo trzeba przecież wyciągnąć odpowiednie element bez podglądania), ale też wyobraźnię i pomysłowość. Co do tej ostatniej, jak z wieloma podobnymi zabawkami bywa, „Pewnego razu” z pewnością doczeka się mniej konwencjonalnych zastosowań swoich elementów. Jeśli jednak o samą grę chodzi frajda, jaką zapewnia jest pierwszorzędna; co ważniejsze, potrafią się przy niej dobrze bawić zarówno dzieci (poszukując brakujących elementów i wymyślając własne historie), jak i dorośli (podpowiadając maluchom i słuchając niekonwencjonalnych, niekiedy surrealistycznych bajek wymyślanych na podstawie dobranych przedmiotów). Znakomita pozycja, nie tylko na dobranoc.
Miłosz Cybowski
Uno
Wprawdzie to prosta karcianka o regułach podobnych do popularnego makao, ale świetnie sprawdza się zarówno jako krótki przerywnik między innymi grami, jak i jako samodzielna rozrywka, szczególnie przy większej liczbie graczy. Niewątpliwie jest to efekt przede wszystkim wyrazistej kolorystyki kart zwykłych (w czterech kolorach z cyframi od 0 do 9) i funkcyjnych (5 rodzajów) oraz prostych zasad dotyczących działania tych ostatnich. Właśnie dzięki temu rozgrywka może sprawiać tyle samo przyjemności i maluchom, i dorosłym. „Uno” oprócz podstawowych zasad (m.in. zagrywanie kart zgodnie z liczbą lub kolorem, mówienie „uno” po wyrzuceniu przedostatniej karty z ręki) wykazuje jeszcze jedną cechę wspólną z makao – dużą podatność na modyfikację reguł. Z przetestowanych przeze mnie rozwiązań polecam w szczególności wprowadzenie możliwości „przerzucania” oraz wykorzystanie kart zapasowych (mających jedynie wydrukowana koszulkę) jako dodatkowych kart funkcyjnych. „Przerzucanie” polega na tym, że można poza normalna kolejnością dorzucić kartę, jeżeli jest ona identyczna z tą leżącą na stosie. Taka modyfikacja zdecydowanie zwiększa dynamikę rozgrywki, ale dużo „pozytywnego zamieszania” wprowadza również dodanie dzięki kartom zapasowym funkcji „przekazujemy swoje karty sąsiadowi zgodnie z aktualnym kierunkiem gry”. Wprowadzanie własnych dodatkowych reguł do „Uno” niewątpliwie przedłuża atrakcyjność tej gry, ale na początek zabawy z dziećmi w zupełności wystarczy jej wariant podstawowy.
Marcin Mroziuk
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Znaj Znak
Pisałam już kiedyś o tej grze wydanej przez IPN w tekście „Gdyby gry dawali na kartki”, ale postanowiłam powrócić do niej raz jeszcze w krótkiej notatce, a wszystko przez weekendowe rodzinne spotkanie. Przypomnę krótko, że „Znaj Znak” to głównie kartoniki, gdzie na jednej stronie są symbole, które mają znaczenie w historii Polski, a na drugiej znajdują się krótkie opisy co te symbole znaczą. Bardziej dociekliwi mogą przeczytać więcej na większych fiszkach, przygotowanych pojedynczo dla każdej zastosowanej w grze ikony.
Żeńska linia mojej rodziny lubi spędzać czas przy grach więc rozegrałyśmy sobie partyjkę „Znaj znak”. Podeszłyśmy jednak do sprawy kreatywnie i nieco (bardzo) zmodyfikowałyśmy zasady. Trzeba było na przykład od razu usunąć element edukacyjny, ponieważ młodsze pokolenie się zbuntowało, że w wolne nie można się uczyć, a starsze stwierdziło, że nie będzie się wygłupiać (tudzież ośmieszać). Ponieważ było nas więcej niż dwie, to trzeba było wymyślić sposób na wspólną grę. W związku z czym przetestowałyśmy wszystkie 132 kartoniki na sposób, który zapamiętałam z „Dobble” (choć nie jestem pewna czy właściwie) to znaczy, każda z nas dostała po 5 kartoników do ręki, pozostałe tworzyły stos na boku. Na środek stołu kładło się kartę ze stosu i trzeba było jak najszybciej dołożyć do niej kartonik z pasującym symbolem. Pierwsza osoba, która zauważyła pasującą parę mówiła „stop”, pokazywała symbol na swojej karcie i tej na środku, zabierała obie tekturki i odkładała na bok – wygrywała ta z nas, która pozbyła się wszystkich kart z ręki. Ze stosu dokładałyśmy następną kartę i powtarzałyśmy turę. Jak widzicie w założeniu zero edukacji, sama frajda, kto szybszy ten lepszy. Żadne tam daty i inne zjawiska historyczne. Ponownie okazało się jednak, że gra jest dobrze pomyślana, bo za każdym razem, kiedy dwa takie same znaki zostawały znalezione, wszyscy (włącznie z nieuczestniczącymi w grze panami) chcieli wiedzieć, co one znaczyły, z czym się wiązały i w ogóle co lub kto to jest albo przypominali sobie różne historyjki z tamtymi czasami związane. Wszystko w atmosferze zabawy.
Pomyślałam sobie, że to była jedna z lepszych lekcji historii w jakich uczestniczyłam oraz, że to był doskonały sprawdzian samej gry i jej edukacyjnego charakteru. Wydaje się, że nie jest tak łatwo zrobić grę, która ma uczyć i jednocześnie sprawiać graczom frajdę, a „Znaj Znak” udowadnia, że można. Nawet pomimo kreatywnego podejścia do samych zasad, idea pozostała – poznajemy historię Polski przez obrazki.
Alicja Kuciel
koniec
1 czerwca 2013

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Krótko o grach: X-Meni nie wystarczają
Miłosz Cybowski

28 XI 2021

„X-Men: Bunt mutantów” nie sprawdza się ani jako gra kooperacyjna, ani jako tytuł wykorzystujący kościaną mechanikę. Mimo różnorodności bohaterów oraz złoczyńców, nie wspominając o wielu fazach rozgrywki, jest to planszówka zupełnie pozbawiona charakteru.

więcej »

Postapokaliptyczna klasyka
Miłosz Cybowski

24 VII 2021

W ostatnich latach mogliśmy obserwować prawdziwy wysyp gier paragrafowych, szczególnie adresowanych do młodszych czytelników. Jak na ich tle prezentuje się „Piekło na autostradzie” (ugrzecznione i mniej kontrowersyjne tłumaczenie oryginalnego „Highway Holocaust”) Joe’go Devera?

więcej »

W świecie pdf-ów: Początki na Arrakis
Miłosz Cybowski

23 VII 2021

Zbliżająca się wielkimi krokami premiera najnowszej ekranizacji „Diuny” Franka Herberta związana jest z całym szeregiem innych publikacji związanych z tym uniwersum. „Wormsign”, przygoda startowa do nowego systemu „Dune: Adventures in the Imperium”, jest jedną z nich.

więcej »

Polecamy

Testowanie szczepionki na wirusa?

Online:

Testowanie szczepionki na wirusa?
— Wojciech Gołąbowski

Manewrowanie atomem
— Wojciech Gołąbowski

Puzzle jako pomoc dydaktyczna
— Wojciech Gołąbowski

Sprzątaczka zamiast Magazyniera?
— Wojciech Gołąbowski

Nie tylko dla szachistów
— Miłosz Cybowski

Z dna w górę arytmetycznej dżungli
— Wojciech Gołąbowski

Błękit
— Miłosz Cybowski

Ale jak to: zablokowane?
— Wojciech Gołąbowski

Owernia latem w szczegółach
— Wojciech Gołąbowski

W zgodzie ze schematami
— Miłosz Cybowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.