Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 15 sierpnia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Aleksander Sokurow
‹Ojciec i syn›

EKSTRAKT:30%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOjciec i syn
Tytuł oryginalnyOtets i syn
Dystrybutor Gutek Film
Data premiery13 stycznia 2006
ReżyseriaAleksander Sokurow
ZdjęciaAleksander Burow
Scenariusz
ObsadaAndrei Shchetinin, Aleksei Nejmyshev, Aleksandr Razbash
Rok produkcji2003
Kraj produkcjiHolandia, Niemcy, Rosja, Włochy
Czas trwania97 min
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Homo fader
[Aleksander Sokurow „Ojciec i syn” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Podobno Sokurow to taki współczesny Tarkowski, niemal rosyjskie dobro narodowe. Po monumentalnej „Rosyjskiej arce” reżyser wziął się za temat mniejszego formatu. W zasadzie nie ma się co dziwić, że w zamordystycznym państwie patriarchalnym osoba ojca cieszy się mirem. Ale erotyzacja relacji ojca i syna, pod pretekstem ukazania głębokiej więzi emocjonalnej i przekazu treści duchowych, to chyba lekkie przepieprzenie zupy.

Przemysław Ćwik

Homo fader
[Aleksander Sokurow „Ojciec i syn” - recenzja]

Podobno Sokurow to taki współczesny Tarkowski, niemal rosyjskie dobro narodowe. Po monumentalnej „Rosyjskiej arce” reżyser wziął się za temat mniejszego formatu. W zasadzie nie ma się co dziwić, że w zamordystycznym państwie patriarchalnym osoba ojca cieszy się mirem. Ale erotyzacja relacji ojca i syna, pod pretekstem ukazania głębokiej więzi emocjonalnej i przekazu treści duchowych, to chyba lekkie przepieprzenie zupy.

Aleksander Sokurow
‹Ojciec i syn›

EKSTRAKT:30%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOjciec i syn
Tytuł oryginalnyOtets i syn
Dystrybutor Gutek Film
Data premiery13 stycznia 2006
ReżyseriaAleksander Sokurow
ZdjęciaAleksander Burow
Scenariusz
ObsadaAndrei Shchetinin, Aleksei Nejmyshev, Aleksandr Razbash
Rok produkcji2003
Kraj produkcjiHolandia, Niemcy, Rosja, Włochy
Czas trwania97 min
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Chciałbym stwierdzić, że od dawna zastanawiał mnie jakościowy rozziew między rosyjską literaturą i kinematografią, ale z dwóch powodów czynić tego nie powinienem. Po pierwsze dlatego, że w dorobku filmowym bratniego narodu zza Buga i Białorusi znajduje się kilka „asów” o światowej renomie. Po wtóre dlatego, że podstawowe fakty historyczne muszą rozwiać wszelkie wątpliwości w kwestii przyczyn wspomnianej dysproporcji. Co prawda Tarkowski onegdaj wyznał, że czuje się jak ryba, bo może funkcjonować (artystycznie) tylko pod ciśnieniem, niemniej realizacja filmu to nie takie hop-siup jak spłodzenie poematu… Chodzi oczywiście o trudności wynikające z uwarunkowań zewnętrznych, szczególnie dojmujące w epoce szalejącego socjalizmu.
Jeśli ktoś pije do „rosyjskiej kinematografii” en bloc (choć zagrania tego typu są zwykle ryzykowne), to bez wątpienia musi wypić do Tarkowskiego. Nie tylko dlatego, że wydaje się on być dla rosyjskiego filmu tym, czym Dostojewski dla rosyjskiej literatury. Również z tego powodu, że jego twórczość jest symptomatyczna dla pewnej właściwości mentalnej znanej pod nieco pretensjonalną nazwą „rosyjskiej duszy”. Zgadza się, wspomniany literat też ją portretował, tyle że sądy miał ostre jak brzytwa, a religijne egzaltacje zderzał z diabelską retoryką. „Rosyjska dusza” Tarkowskiego nierzadko cierpi na rozmemłanie i patos, których nie rekompensuje poruszanie „przeklętych problemów” (przykładem „Stalker”). Zresztą sama w sobie jest patetyczna i ciężkostrawna, jeśli nie pojawia się w skórze szaleńca albo „pod osłoną” groteski, jak u wspomnianego pisarza.
Być może taka kulturowa swojskość jest kuszącą kontrpropozycją dla „wyrafinowanej” części zachodniej publiki, znudzonej gatunkową sztampą… Być może, ale na zdrowy zachodni rozsądek Sokurow nawet z „rosyjskiej duszy” robi sobie jaja (kwadratowe). Nawiązujące do twórczości Tarkowskiego próby uobecnienia, niemal zagęszczenia „substancji” duchowej w obiektywie kamery dają co prawda dość oryginalny efekt wizualny, mający niekiedy więcej wspólnego z fotografią artystyczną niż z filmem. Ale z plusów to mniej więcej tyle – no, może jeszcze kilka chichów dla szyderców, bo niecierpliwych czeka raczej przypływ żółci. Natomiast „opowieść” Sokurowa przybiera kształty zdecydowanie pokraczne. Reżyser zdaje się krygować swoją odmiennością, a w efekcie zapowietrza się w ckliwym „pseudouduchowieniu”.
Po narkoleptycznym obrazie (niemal w dosłownym znaczeniu tego pojęcia – termin „moving pictures” praktycznie traci tu sens) „Matka i syn”, o treści gęstej niczym powietrze w stratosferze, przyszła niechybnie kolej na dowartościowanie postaci ojca. Podobno całość jest zaplanowana jako tryptyk i kroi się kolejna wariacja na temat rodzinny, być może tym razem z wujkiem (słynny Wania?) w tytule.
Pierwsza część familijnej – jak na razie – diady wyróżniała się szczątkowym dialogiem, powłóczystymi ujęciami, brakiem fabuły, zastosowaniem soczewek zniekształcających obraz oraz efektu „matowego szkła”, znanego również z innych filmów Sokurowa. Całość miała zapewne dawać efekt transcendowania rzeczywistości, przeczucia „tamtego świata”. Temu, kogo po dziesięciu minutach seansu nie trafił otrzeźwiający szlag, może dała. W przypadku „Ojca i syna” jest i lepiej, i gorzej. Lepiej, bo daje się to oglądać, gorzej, bo skąpa treść wypełniająca film nie przerasta jakością beztreściowości poprzedniego obrazu, a raczej pogrąża całe przedsięwzięcie. Jednak daje się to oglądać z powodu pewnego rodzaju chorobliwej ciekawości, co jeszcze wyrodnego, a jednocześnie mimowolnie komicznego, może nam zaserwować autor.
Wyrodnego? Tak, tak… Aż dziw bierze, że obecny układ polityczny nie interweniował w sprawie tego filmu. Pierwszej sceny nie przetrzymałby żaden „wszechpolak” (a może przeciwnie?). Tytułowa para obłapuje się pod pretekstem ukojenia nocnego koszmaru. Towarzyszące tym macankom „ja lublu tiebja” pod adresem ojca sprawia, że nawet widzowi odległemu od homofobii ręce opadają. W końcu, umówmy się, kazirodztwo stanowi tabu w prawie wszystkich prymitywnych wierzeniach, nie wspominając o wielkich religiach i cywilizowanej intuicji moralnej.
Na przestrzeni całego filmu, Sokurow, niczym Leni Riefenstahl w „Olimpiadzie”, z nieco innych powodów kilkakrotnie eksponuje muskulatury swoich bohaterów. Torsy prężą się właściwie na zasadzie „mięso dla mięsa”, no bo z jakiego innego powodu? Pewnie przełknąłby to Elton John, ale „rosyjska dusza” Tarkowskiego mogłaby się zakrztusić.
A tak przy okazji torsów ojca i syna – wypadałoby zarysować fabułę filmu (bo fabuła jest raczej przy okazji). Nad wyraz ze sobą zżyci po śmierci matki/żony, ojciec i syn (Aleksander) mieszkają wspólnie na poddaszu kamienicy. Ojciec już zzuł kamasze, zaś syn kształci się w szkole wojskowej. Jego relacja z dziewczyną sypie się z powodu nadmiernej więzi emocjonalnej łączącej go ze „staruszkiem”, wyglądającym prędzej na starszego brata lub, biorąc pod uwagę zupełny brak podobieństwa, kuzyna. W każdym razie obaj się kochają i cierpią, ale w taki sposób, że trudno wyważyć proporcje między fochem a weltschmerzem. Niby unosi się tu jakiś opar przemijania, śmierci, ale dialogi są tak niedorzeczne, roztkliwione wyznaniami miłości, przywiązania i egzystencjalnego niepokoju, że jak człowieka nie mdli, to żenuje. Powtórzona dwa razy, więc pewnie najdonioślejsza w filmie kwestia, zaczerpnięta prawdopodobnie od któregoś z Ojców Kościoła, głosi, że miłość ojcowska krzyżuje, a miłość syna pozwala się ukrzyżować. Hmm… Tak?
Podobne pogaduszki okraszane są zbliżeniami twarzy (nie: na twarz) kojarzącymi się zwykle z preludium do heteroseksualnych scen usta-usta. Na nieszczęście, do zetknięcia warg nie dochodzi. Wtedy przynajmniej wiedzielibyśmy, że nie trzeba się drapać po głowie, tylko rechotać na całego.
Czy coś się tu dzieje, oprócz indukowania napięcia homoseksualno-egzystencjalnego? Powiedzmy. Ni stąd, ni zowąd pojawia się młodzian, poszukujący swojego ojca, wojskowego kolegi ojca Aleksandra. Dochodzi tutaj do kuriozalnej sekwencji zdarzeń. Saszka odrywa gościa od rozmowy z ojcem i zaczyna go poszturchiwać do swojego pokoju, bełkocząc przy tym dziwne zdania, a następnie dusi zdjęciem rentgenowskim płuc ojca… W końcu wyciąga zdezorientowanego rówieśnika na kładkę, łączącą okno jego mieszkania z przeciwległym lokum kolegi. Finałem całej sprawy jest kotłowanina mężczyzn na podłodze… Elton John, check this out!
Do pewnego stopnia ratują ten film natchnione, niekiedy surrealnie, zdjęcia o antykwarycznej aurze, dość urzekające ujęcia miasta (Petersburg?) i… dachów. Jest jeszcze jedno potencjalne koło ratunkowe. Seans w doborowym towarzystwie, obdarzonym nieobyczajnym poczuciem humoru.
A może czysta ciekawość poznania Sokurowa?
Byle nie z bliska.
koniec
25 stycznia 2006

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

East Side Story: Krwawiący i płonący step
Sebastian Chosiński

14 VIII 2022

Przed ośmioma laty kazachska reżyserka Marina Kunarowa nakręciła wyjątkowo nieudane kino akcji pod postacią „Polowania na Ducha”. Na szczęście kolejny jej projekt to film z zupełnie innego wymiaru. W „Płaczu Wielkiego Stepu” postanowiła bowiem zmierzyć się z tragiczną historią swojej ojczyzny i tym samym oddać hołd ponad ośmiu milionom Kazachów, którzy stracili życie w wyniku głodu i represji w latach 20. i 30. XX wieku.

więcej »

Peryferia: Odc. 2. Nie ma ucieczki od przeznaczenia
Marcin Mroziuk

12 VIII 2022

Mogłoby się wydawać, że upadek w bezdenną przepaść powinien nieuchronnie zakończyć się śmiercią. Szybko przekonamy się jednak, że w przypadku dziury na polu Abbottów tak się nie dzieje. Nieco więcej na temat właściwości tego niezwykłego obiektu dowiadujemy się dopiero pod koniec odcinka.

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: Zdradzony koniokrad
Sebastian Chosiński

10 VIII 2022

Kirgiski reżyser Bołotbek Szamszyjew zasłynął jako jeden z najwybitniejszych ekranizatorów twórczości swego rodaka Czingiza Ajtmatowa. Mało kto jednak przy tym pamięta, że jego dwa pierwsze filmy pełnometrażowe były easternami. Zaczął od „Wystrzału na przełęczy Karasz” – opowieści o samotnym mścicielu Bachtygule.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Kwiecień 2014 (1)
— Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Aleksander Sokurow: Lenin jako nawóz stalinizmu
— Sebastian Chosiński

Aleksander Sokurow: Najciemniej jest w duszy człowieka
— Sebastian Chosiński

Aleksander Sokurow: Każda cywilizacja upada w oparach absurdu
— Sebastian Chosiński

Aleksander Sokurow: Człowiek – istota nieznana
— Sebastian Chosiński

Odmalować diabła
— Izabela Ozga

Trwaj chwilo, jesteś piękna? Nie według Sokurowa
— Marta Chojnacka

Świat ułomny
— Magdalena Stefaniak

Na ekranach: Marzec 2004
— Tomasz Kujawski, Jacek Łaszcz, Eryk Remiezowicz, Konrad Wągrowski

Chyłkiem, boczkiem
— Jacek Łaszcz

Tegoż autora

Homo bohemicus
— Przemysław Ćwik

Nieładne kwiatki
— Przemysław Ćwik

Złoty strzał
— Przemysław Ćwik

Koncept art
— Przemysław Ćwik

Lekcja plastyki
— Przemysław Ćwik

Bloodywood
— Przemysław Ćwik

Człowiek, który śmiał się nie za dużo
— Przemysław Ćwik

Królowa Śnieżka i 32 zęby premiera
— Przemysław Ćwik, Urszula Lipińska

Jajka niespodzianki
— Przemysław Ćwik

Million dollar fortel
— Przemysław Ćwik

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.