Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Władimir Chotinienko
‹Spadkobiercy›

EKSTRAKT:20%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSpadkobiercy
Tytuł oryginalnyНаследники
ReżyseriaWładimir Chotinienko
ZdjęciaDenis Alarcón Ramirez
Scenariusz
ObsadaLeonid Biczewicz, Aleksandr Bałujew, Anatolij Biełyj, Siergiej Kaczanow, Aleksandr Korotkow, Ałła Juganowa, Agrippina Stiekłowa, Julia Mikuszyna, Natalia Kudriubowa, Jewgienij Kułakow, Aleksiej Kirsanow, Artur Muchamadijarow
MuzykaAleksiej Ajgi
Rok produkcji2015
Kraj produkcjiRosja
Czas trwania103 miny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

East Side Story: Bóg kocha Rosję! – imperialną Rosję
[Władimir Chotinienko „Spadkobiercy” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Najbardziej kuriozalny film w bogatym dorobku znanego, a przez niektórych nawet cenionego, reżysera. Film, który pozostawia widza bezradnym. Jego przekaz polityczno-religijny jest tak toporny, że każda minut seansu wywołuje potworny ból w trzewiach. „Spadkobiercy” Władimira Chotinienki to idealny przykład tego, czym może skończyć się produkcja dzieł sztuki pod dyktando władz państwowych bądź religijnych.

Sebastian Chosiński

East Side Story: Bóg kocha Rosję! – imperialną Rosję
[Władimir Chotinienko „Spadkobiercy” - recenzja]

Najbardziej kuriozalny film w bogatym dorobku znanego, a przez niektórych nawet cenionego, reżysera. Film, który pozostawia widza bezradnym. Jego przekaz polityczno-religijny jest tak toporny, że każda minut seansu wywołuje potworny ból w trzewiach. „Spadkobiercy” Władimira Chotinienki to idealny przykład tego, czym może skończyć się produkcja dzieł sztuki pod dyktando władz państwowych bądź religijnych.

Władimir Chotinienko
‹Spadkobiercy›

EKSTRAKT:20%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSpadkobiercy
Tytuł oryginalnyНаследники
ReżyseriaWładimir Chotinienko
ZdjęciaDenis Alarcón Ramirez
Scenariusz
ObsadaLeonid Biczewicz, Aleksandr Bałujew, Anatolij Biełyj, Siergiej Kaczanow, Aleksandr Korotkow, Ałła Juganowa, Agrippina Stiekłowa, Julia Mikuszyna, Natalia Kudriubowa, Jewgienij Kułakow, Aleksiej Kirsanow, Artur Muchamadijarow
MuzykaAleksiej Ajgi
Rok produkcji2015
Kraj produkcjiRosja
Czas trwania103 miny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Władimir Iwanowicz Chotinienko (rocznik 1952) swoją karierę zaczynał na przełomie lat 70. i 80. XX wieku jako asystent Nikity Siergiejewicza Michałkowa. Być może już wtedy przesiąkł poglądami politycznymi swego mistrza. W każdym razie po dziś dzień – podobnie jak Michałkow – jest naczelnym piewcą imperialnej Rosji, gloryfikującym i akceptującym bez zmrużenia oka każdą decyzję Kremla i Władimira Putina (włącznie z aneksją Krymu). Od lat blisko związany jest również z Cerkwią Prawosławną; między innymi zasiada w, podległej Patriarchatowi Moskiewskiego, Patriarszej Radzie Kultury. Światopogląd Chotinienki znajduje swoje odzwierciedlenie także w jego twórczości kinematograficznej, zwłaszcza tej z minionego dziesięciolecia (vide „72 metry”, 2004;, „Rok 1612”, 2007; „Pop”, 2009). Przeniknął także do zrealizowanych przez Władimira Iwanowicza w ostatnim czasie seriali telewizyjnych: biograficznego „Dostojewskiego” (2010) oraz opartych na powieści Fiodora Michajłowicza „Biesów” (2014). To jednak i tak nic w porównaniu z tym, co reżyser zawarł w swoim najnowszym dziele – „Spadkobiercach”.
Scenariusz filmu wyszedł spod pióra debiutującej w fachu trzydziestosiedmioletniej Marii Kondratowej (rodem z obecnej wschodniej Ukrainy, z obwodu ługańskiego); powstał natomiast z okazji przypadającej w 2014 roku siedemsetnej rocznicy urodzin Siergieja (Sergiusza) z Radoneża, jednego z najważniejszych świętych Cerkwi prawosławnej (choć, gwoli ścisłości, jest on także uznawany za świętego przez Kościół katolicki). Był on odnowicielem życia monastycznego na Rusi w czasach, gdy kraj odbudowywał się stopniowo ze zniszczeń spowodowanych najazdami mongolskimi. Współpracował z księciem Dymitrem Dońskim; miał go ponoć nawet pobłogosławić przed kampanią wojenną przeciwko Mongołom, której najważniejszym epizodem było zwycięstwo na Kulikowym Polu w 1380 roku. Myli się jednak ten, kto jest przekonany, że „Spadkobiercy” są filmem historycznym, wielkim freskiem o czternastowiecznej Rusi i jednym z jej najznamienitszych synów. Kondratowa i Chotinienko postanowili bowiem wpisać postać Siergieja Radoneżskiego w czasy nam współczesne, uczynić go istotnym elementem dyskusji na temat obecnej roli Cerkwi i władz Rosji w świecie.
Rosyjska premiera filmu miała miejsce na początku listopada ubiegłego roku, w okolicach Dnia Jedności Narodowej, co także zapewne nie było dziełem przypadku. Najdziwniejsze w tym wszystkim wydawać może się to, że „Spadkobiercy” trafili na ekrany kinowe, chociaż jest to typowy film… telewizyjny. Ba! nawet dziewięćdziesiąt procent fabuły obrazu rozgrywa się w telewizyjnym studiu – podczas kręcenia programu publicystycznego. Ani w formie, ani w treści nie znajduje się nic, co usprawiedliwiało skierowanie dzieła Chotinienki do dystrybucji na wielkich ekranach. Przyczyna tego tkwi więc zupełnie gdzie indziej i nietrudno domyśleć się, że chodzi wyłącznie o względy propagandowe. Jedyne, co w obrazie intryguje, to jego pierwsze trzy-cztery minuty, kiedy można jeszcze podejrzewać, że „Spadkobiercy” są czymś więcej niż tanią – i na dodatek bardzo niskich lotów – publicystyką, że temat wpływu świętych sprzed wieków na postępowanie współczesnych doczeka się pogłębionej analizy. Chotinienko zaczyna bowiem film od sceny ataku grupy młodych bandytów na samotnego mężczyznę. Są bezwzględni i brutalni. Dlaczego – nie wiemy. Wiemy natomiast, że wykonują polecenie Pawła, który całemu zajściu przygląda się z bezpiecznej odległości, prawdopodobnie nie chcąc być wmieszanym w sprawę, gdyby coś poszło nie tak, a napastnicy trafili w ręce milicji.
Tak się jednak nie dzieje. Gdy jest już po wszystkim, Paweł zatrzymuje jednego z chuliganów, Stasa, i zabiera go ze sobą. Jadą motorem do pawilonu, w którym – jak się okazuje – za chwilę ma zacząć się nagrywanie kolejnej edycji telewizyjnego programu publicystycznego pod hasłem „Spadkobiercy”. Ciekawe, że takie rzeczy interesują bandziora, którego twarz ani przez moment nie wygląda na skażoną inteligencją. Co więcej, chociaż żaden z nich nie ma zaproszenia do studia, udaje się im wejść do środka – wystarczy, że Paweł wyrzuca wpuszczającym, iż dyskryminuje się osoby bez… wykształcenia wyższego. W hali trwają już ostatnie przygotowania. Prowadzący program Gleb Triegubow, młoda gwiazda telewizji, odbywa jeszcze ostatnie rozmowy – z producentką „Spadkobierców”, Lidą Siergiejewną, i swoją asystentką, Anieczką. Zaraz potem wkracza na scenę, aby przedstawić zaproszonych do studia gości, którzy mają prowadzić dysputę na temat świętego Siergieja z Radoneża. Są wśród nich emerytowany pułkownik Władimir Skworcow (przedstawiony, cokolwiek miałoby to znaczyć, jako „patriota”), politolog Gierman Zwonariewski, historyk Dmitrij Osipow oraz zdecydowanie nie grzesząca mądrością śpiewaczka Angielina Niewiedina (całkiem możliwe, że wzorowana na bardzo w ostatnich latach nawiedzonej, przez niektórych przedstawicieli Cerkwi posądzanej nawet o działania sekciarskie, piosenkarce Żannie Biczewskiej). Jest też pop, który przez cały czas uśmiecha się, a gdy otwiera usta, używając języka pełnego symboli, mówi głównie o miłości.
Z założenia program Triegubowa polega na tym, że goście spierają się między sobą i na początku nawet jakiś spór jest zasygnalizowany. Problem w tym, że autorzy – a wraz z nimi także widzowie – od początku doskonale zdają sobie sprawę, że to jest tylko pozór, że pomiędzy historykiem, politologiem a „patriotą” (bo o kapłanie nie ma nawet co wspominać) w rzeczywistości nie ma żadnej szczególnej rozbieżności zdań. Wszyscy kochają Rosję, wszyscy akceptują poczynania władz, wszyscy zaniepokojeni są sytuacją w Gruzji, wszyscy są przekonani, że Krym powinien należeć do Moskwy. Co najwyżej akcentują to z różnym nasileniem. Pytanie, które musi w tym momencie zrodzić się w głowie myślącego widza jest oczywiste: Po co kręcić o czymś takim film? To prawda, nie ma żadnego ku temu uzasadnienia. Cień nadziei na to, że „Spadkobiercy” nie okażą się jedynie kuriozalną propagandówką, pojawia się mniej więcej w jednej trzeciej filmu, kiedy Triegubow dowiaduje się przez przypadek, że prawdopodobnie został oszukany przez swoją szefową, co może mieć wpływ na jego dalszą telewizyjną przyszłość. Prezenter zaczyna zastanawiać się nawet, w jaki sposób zaznaczyć swoją niezgodę na to, co ma się wydarzyć. Widzowie z szybszym biciem serca mogą zadać pytanie, czy Chotinienko nie zgotuje nam zaraz czegoś na kształt „Sieci” (1976) Sidneya Lumeta, co znacznie ożywiłoby akcję. Niestety, i ten wątek zostaje podporządkowany głównej, bogoojczyźnianej idei.
Ale to wcale nie jest największe kuriozum filmu. Trzeba doczekać do finału, co jest zresztą niezwykle trudne, aby przekonać się, że można oddać swą miłość do Boga jeszcze toporniej. Nie jest naszym zadaniem doszukiwanie się inspiracji powstania „Spadkobierców”; oceniamy film jedynie od strony artystycznej, uznając, że każdy ma własne poglądy polityczne i religijne i może je na różne sposoby manifestować. Gorzej, gdy robi to na poziomie żenującym, traktując widza jak kretyna, któremu należy wszystko wyłożyć na ławę, któremu trzeba podać gotową formułkę do zapamiętania. Czego dowiadujemy się z filmu Chotinienki o współczesnej Rosji? Że wszyscy Rosjanie – w mniejszym bądź większym stopniu, mniej bądź bardziej świadomie – popierają politykę władz (obojętnie czego ona dotyczy). Że nawet potencjalni opozycjoniści marzą tylko o tym, aby znaleźć pretekst do porzucenia swoich zdrożnych poglądów i przejść na drugą stronę barykady, bo przecież sarkając na prezydenta, premiera i rząd, tak naprawdę zdają sobie sprawę, że nie mają racji. Że Bóg sprzyja Rusi, która, aby przetrwać, musi stać się na powrót imperium, bo tylko wtedy upora się ze „współczesnymi Mongołami”, którzy tylko czyhają, by wbić jej nóż w plecy. I jeszcze jedno: że wiara w Cerkiew i Ruś jest w stanie najbardziej zatwardziałego bandytę zmienić w owieczkę, uczynić go przykładnym patriotą. Wszystko to pokazane jest na tle prostych do zrozumienia symboli. Tak prostych, że prościej tak zawiłych kwestii wyjaśnić się już nie da.
Jedyną jaśniejszą stroną „Spadkobierców” jest obsada, w której pojawia się kilku bardzo popularnych aktorów (tak się składa, że wszyscy to mężczyźni). Dziwić może jednak fakt, że Leonid Biczewicz („Ładunek 200”, „Dziewczyna i śmierć”, „Chagall – Malewicz”), odtwórca głównej postaci, prezentera Gleba Triegunowa, z jakiegoś powodu nie jest w ogóle wymieniony w napisach początkowych. „Patriotę” Skworcowa zagrał Aleksandr Bałujew („Kandahar”, „Ślad tygrysa”, „Dwie kobiety”), politologa Zwonariewskiego – Anatolij Biełyj („Stalowy motyl”, „Metro”, „Tak tu cicho o zmierzchu…”), a historyka Osipowa – Aleksandr Korotkow (misie rial Chotinienki „Biesy”). Z kolei w pieśniarkę Niewiedinę wcieliła się Agrippina Stiekłowa („Żyła sobie baba”, „Geograf przepił globus”, „Rajskie Ogrody”), natomiast Jekatierinę Kuzniecową, lekarkę z hospicjum dla dzieci – Ałła Juganowa („Dzień nauczyciela”). Niczym szczególnym nie wyróżnia się także ścieżka dźwiękowa skomponowana przez, chwalonego zazwyczaj przez nas, Aleksieja Ajgiego („Zwierciadła”, „Dubrowski”, „Orlean”). Podobnie rzecz się ma ze zdjęciami, za które odpowiada Denis Alarcón-Ramires („Szpieg”), syn chilijskiego reżysera Sebastiana Alarcóna, który przeprowadził się do Związku Radzieckiego w latach 70. XX wieku po dojściu do władzy w Chile Augusto Pinocheta. Ramires jest pasierbem Chotinienki, co zapewne w dużym stopniu fakt jego zatrudnienia przy „Spadkobiercach”.
koniec
24 stycznia 2016

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

East Side Story: Miłość i rewolucja na lodzie
Sebastian Chosiński

17 X 2021

Polski dystrybutor nie byłby sobą, gdyby wprowadzając ten film do oferty Netflixa, nie zmienił jego tytułu. Zamiast oryginalnych (w podwójnym tego słowa znaczeniu) „Srebrnych łyżew” mamy komercyjnie brzmiący „Zimowy romans”. I chociaż wszystko – w teorii – się zgadza, to jednak film Michaiła Łokszyna nie zasługuje na to, by postrzegać go jedynie w kategoriach obrazu miłosnego.

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: O jeden ząb za daleko
Sebastian Chosiński

13 X 2021

W normalnym kraju człowiek z trzydziestoma trzema zębami wybrałby się do dentysty i poprosił go o usunięcie nadmiarowego trzonowca (kła albo siekacza). W Związku Radzieckim ktoś taki mógł stać się sensacją naukową i celebrytą. Przynajmniej tak to sobie wyobrażał Gieorgij Danielija, który na podstawie tych domysłów zbudował oś fabularną „nienaukowo-fantastycznej” (jak poinformowano w napisach) komedii… „Trzydzieści trzy”.

więcej »

East Side Story: Z rodziną najlepiej wychodzi się na…
Sebastian Chosiński

10 X 2021

Co byście zrobili, dowiedziawszy się, że zostało Wam kilka bądź kilkanaście miesięcy życia? Część osób zapewne doszłaby do wniosku, że to najlepszy moment na spełnienie swego największego, skrytego dotąd marzenia. W takiej właśnie sytuacji znajduje się główny bohater „Krewnych” – komediodramatu Ilji Aksionowa – który rusza w podróż, aby… To będzie zaskoczenie!

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.