Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 5 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Esensja ogląda: Grudzień 2015 (1)
[ - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Zapraszamy do kolejnej edycji przeglądu krótkich recenzji filmowych. Dziś przeczytacie o znakomitym „Aferim!”, rozczarowującym „Makbecie”, ciekawej „Victorii” oraz zobaczycie, że można pozytywnie spojrzeć na… „Dżej Dżeja"…

Jarosław Loretz, Jarosław Robak

Esensja ogląda: Grudzień 2015 (1)
[ - recenzja]

Zapraszamy do kolejnej edycji przeglądu krótkich recenzji filmowych. Dziś przeczytacie o znakomitym „Aferim!”, rozczarowującym „Makbecie”, ciekawej „Victorii” oraz zobaczycie, że można pozytywnie spojrzeć na… „Dżej Dżeja"…
Kino
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Jarosław Robak [100%]
Pod względem stylu, „Aferim!” leży na antypodach poprzedniego filmu Radu Jude, znakomitego „Wszyscy w naszej rodzinie”. Tam mieliśmy typową dla współczesnej kinematografii rumuńskiej surowość – tu, w pięknych czarno-białych zdjęciach, w doskonałych kostiumach i scenografii ewokujących realia i atmosferę dziewiętnastowiecznej Wołoszczyzny, opowiada nam się właściwie western, łotrzykowską przypowiastkę o dwóch policjantach, ojcu i synu, w poszukiwaniu zbiegłego niewolnika-Cygana przemierzających ziemie wieloetnicznego regionu. A jednak w obu produkcjach znać podobny, nierzadko wisielczy humor reżysera – a butni, złośliwi, upokarzający i upokarzani bohaterowie „Aferim!” z łatwością odnaleźliby wspólny język z ojcem z poprzedniego filmu Rumuna. „Aferim!”, jakkolwiek sprawiające wielką frajdę w oglądaniu, rozbrajające barwnymi dialogami pełnymi soczystych wulgaryzmów i melancholijnych refleksji, imponujące inscenizacją (warto śledzić to, co w kadrze dzieje się także na dalszym planie), jest jednocześnie bezwzględną rozprawą z ksenofobią i rasistowskimi uprzedzeniami. Doskonała jest tu rozmowa policjantów z napotkanym popem – a zwłaszcza genialna litania duchownego, w której obrywa się chyba wszystkim europejskim narodowościom: najbardziej Żydom, najmniej, oczywiście, Rumunom, którzy „cierpią i kochają po chrześcijańsku” (brzmi znajomo?). Film Jude wybija też z głowy feudalistyczne sentymenty: rumuński reżyser, choć tak pieczołowicie rekonstruuje przeszłość, ani na moment nie oddaje się nostalgii za szlacheckim porządkiem, obnażając – zwłaszcza w okrutnym, wstrząsającym finale – niesprawiedliwość systemu, w którym naczelnymi zasadami były przemoc, niezasłużone przywileje i pogarda wobec słabszego.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Jarosław Robak [40%]
„Makbet” jest chyba najbardziej krwawą i pesymistyczną tragedią Szekspira – nic więc dziwnego, że australijski reżyser Justin Kurzel – mając w obsadzie Michaela Fassbendera, Marion Cotillard czy Davida Thewlisa – postanowił zrobić z niego krwawy i pesymistyczny film, który, zarówno w ukazywaniu przemocy, jak i w traktowaniu tekstu Barda, daleki jest od akademickiej akuratności. Chwilami może kojarzyć się to z „Tragedią Makbeta” Romana Polańskiego – mrocznym, tonącym w szarościach mgły i deszczu portrecie władcy, którego ambicja i okoliczności prowadzą do szaleństwa i upadku. Polański próbował oddać wrażenie posępnego, paranoicznego świata z perspektywy mordercy – przerażająco sugestywne, ale też ostentacyjnie nieefektowne: gdy Macduff w finale zabija Makbeta w walce, nie ma to nic z sprawiedliwej zemsty – to po prostu porządnie wykonana robota. Tu intencja Kurzela zupełnie rozjeżdża się z Polańskim – film Australijczyka chce być jednocześnie brutalny i piękny: tak wiele tu slow-motion, np. gdy bohaterowie zastygają na tle pola bitwy, że wydaje się, iż oglądamy ekranizację komiksu albo przydługą cut-scenkę z gry komputerowej (skojarzenie to potęgowane jest jeszcze przez fakt, że zarówno Fassbendera jak i Cotillard obejrzymy wkrótce w „Assassin’s Creed”). Wizualne pomysły Kurzela kojarzą się raczej z „Valhalla Rising” Refna niż naturalizmem Polańskiego. Taki koncept wydaje mi się zupełnie chybiony – filmowani w ten sposób bohaterowie są figurami stanowczo zbyt heroicznymi, zmagającymi się raczej ze złowieszczym fatum niż własnymi demonami; nie są szaleni, ale mają depresję; a przede wszystkim są stanowczo zbyt cool jak na powieść idioty.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Jarosław Robak [80%]
Miły przypadek filmu, w którym techniczny popis – całość nakręcono w czasie rzeczywistym, w jednym (w przeciwieństwie do „Birdmana”, nieudawanym) ujęciu – nie przesłania opowiadanej historii, a w dodatku nadaje jej płynny, nieco transowy rytm. Reżyserowi Sebastianowi Schipperowi udało się stworzyć kino akcji w stanie czystym, nie potrzebujące dygresji i społecznych komentarzy, a jednocześnie głęboko empatyczne wobec swoich bohaterów. Tytułową bohaterkę (znakomita Laia Costa) poznajemy w jednym z berlińskich klubów. Dziewczyna bawi się nie najgorzej – ale „fun” zaczyna się dopiero po wyjściu z imprezy, na ulicy, gdy poznaje kilku chłopaków, „prawdziwych Berlińczyków”, jak o sobie mówią. Rozsądek podpowiadałby pewnie, że podpita banda złodziei samochodów nie jest najlepszym towarzystwem dla samotnej dziewczyny w środku nocy, w dość jeszcze obcym mieście (Victoria jest Hiszpanką od kilku miesięcy pracującą w jednej z berlińskich kawiarni), ale naiwność, dobry nastrój i wypite procenty robią swoje. I, co ciekawe, pierwsze połowa filmu, gdy na każdym kroku spodziewamy się najgorszego, okazuje się na swój sposób urzekająca – między dziewczyną a jednym z chłopaków zaczyna się rodzić coś romantycznego, a „Victoria” przypominać zaczyna berlińską wariację na temat „Przed wschodem słońca”, przyprawioną drobnymi transgresjami w rodzaju kradzieży kilku butelek piwa i orzeszków ze sklepu i bezprawnego wchodzenia na dach bloku. W końcu jednak następuje wyczekiwany od początku gatunkowy i emocjonalny zwrot, a bohaterka przejść musi przyspieszony kurs „życia na krawędzi”. Widz postawiony zostaje w dwuznacznej sytuacji: trzymając kciuki za to, by bohaterom nic się nie stało, musi jednocześnie kibicować bandyckiemu planowi, który wykonują.
DVD / BD
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Jarosław Loretz [60%]
Jak już się pojawił fajny, zakręcony film z Szycem, to oczywiście wszyscy porozwieszali na nim psy. Bo Szyc. I bo komedia, na której nie da się rechotać. A w dodatku plagiat z „Onej” Spike′a Jonzego. A „Dżej Dżej” wcale nie miał aż takiego ciężaru gatunkowego, nic nie próbował udawać. Ot, prosta, chwilami mocno groteskowa historyjka faceta, który zakochał się – z wzajemnością – we własnym GPS-ie, mówiącym kusicielskim głosem Justyny Sieniawskiej. Wiele scenek jest tu przednich (choćby rozmowy z szefem), bodaj wszystkie role są doskonale i z jajem zagrane (szczególnie wyrazista jest Justyna Wasilewska jako dziwoląg za ladą sklepu AGD, podobnie Paweł Burczyk jako pożyczkodawca), a do tego nie ma fuszerki od strony technicznej. No, może poza troszkę kulejącym udźwiękowieniem. Jak dla mnie – jeden z przyjemniejszych polskich filmów ostatnich kilku lat. No ale wiem, ja dziwny jestem…
koniec
17 grudnia 2015

Komentarze

17 XII 2015   12:08:07

@Jarosław Robak

Bezwzględnie najbardziej krwawą tragedią Szekspira jest wczesny Titus Andronicus.

17 XII 2015   16:43:22

Słuszna uwaga.
Pozdrawiam!

17 XII 2015   18:24:25

…ale mało kto wie, że „Titus…” zaczynał jako pogodna „commedy of manners” ;-)
(patrz Jasper Fforde „The Well of Lost Plots”)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Kasztanowy ludzik: Odc. 2. To dopiero początek koszmaru
Marcin Mroziuk

3 XII 2021

Kiedy Mark Hess wytrwale podąża tropem, który inni uznali za błędny, wprawdzie nie mamy pewności, czy uda mu się rzeczywiście odkryć coś istotnego, ale za to oczywiste się dla nas staje, czemu nie najlepiej dogaduje się on z przełożonymi.

więcej »

Kasztanowy ludzik: Odc. 1. Tajemnica goni tajemnicę
Marcin Mroziuk

29 XI 2021

Trzeba przyznać, że już sam początek „Kasztanowego ludzika” rzeczywiście wciska widzów w fotele. Wprawdzie później fabuła rozwija się zgodnie ze sprawdzonymi regułami gatunku, ale dla fanów dobrych kryminałów pierwszy odcinek będzie wystarczającą zachętą do obejrzenia całego serialu – będącego ekranizacją powieści Sørena Sveistrupa.

więcej »

Moja wielka, grecka tragedia
Agnieszka ‘Achika’ Szady

22 XI 2021

Czy „Eternals” to komiksowa głupotka z wydumanymi na siłę problemami, czy może tragedia na miarę antyczną, w której wybory jednostek mają wpływ na losy milionów? Jedno i drugie? Albo żadne z powyższych?

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Marzec 2018 (2)
— Sebastian Chosiński, Grzegorz Fortuna, Krzysztof Spór, Konrad Wągrowski

Marzec 2018 (1)
— Piotr Dobry, Marcin Mroziuk, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Luty 2018 (2)
— Jarosław Loretz, Anna Nieznaj, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Luty 2018 (1)
— Marcin Mroziuk, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Styczeń 2018 (1)
— Jarosław Loretz

Grudzień 2017 (4)
— Konrad Wągrowski

Grudzień 2017 (3)
— Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Grudzień 2017 (2)
— Sebastian Chosiński

Grudzień 2017 (1)
— Piotr Dobry, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Listopad 2017 (3)
— Jarosław Loretz, Kamil Witek

Tegoż twórcy

Przygody Czarnego Kapturka w krainie sepii
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.