Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 1 lutego 2023
w Esensji w Esensjopedii

Renat Dawletjarow
‹Tak tu cicho o zmierzchu…›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTak tu cicho o zmierzchu…
Tytuł oryginalnyА зори здесь тихие…
ReżyseriaRenat Dawletjarow
ZdjęciaSiemion Jakowlew
Scenariusz
ObsadaPiotr Fiodorow, Anastazja Mikulczina, Jewgienija Małachowa, Kristina Asmus, Agnija Kuzniecowa, Sofia Liebiediewa, Jekatierina Wilkowa, Anatolij Biełyj, Daria Moroz, Wiktor Proskurin, Aleksiej I. Barabasz, Maksim Drozd, Olga Łomonosowa, Siergiej Garmasz
MuzykaRoman Dormidoszyn
Rok produkcji2015
Kraj produkcjiRosja
Czas trwania112 min
Gatunekdramat, wojenny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

East Side Story: I jeszcze jeden… i jeszcze raz…
[Renat Dawletjarow „Tak tu cicho o zmierzchu…” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Dorównać arcydziełu! – marzy o tym chyba każdy reżyser filmowy z ambicjami. A ilu to się udaje? Dałoby się pewnie wymienić ich na palcach jednej ręki. Czy zatem warto było po ponad czterdziestu latach kręcić kinowy remake klasycznego wojennego obrazu Stanisława Rostockiego „Tak tu cicho o zmierzchu”? Cóż, pozostańmy przy stwierdzeniu, że nowa adaptacja powieści Borysa Wasiljewa, pod którą podpisał się Renat Dawletjarow – owszem – świeci blaskiem, ale jednak odbitym.

Sebastian Chosiński

East Side Story: I jeszcze jeden… i jeszcze raz…
[Renat Dawletjarow „Tak tu cicho o zmierzchu…” - recenzja]

Dorównać arcydziełu! – marzy o tym chyba każdy reżyser filmowy z ambicjami. A ilu to się udaje? Dałoby się pewnie wymienić ich na palcach jednej ręki. Czy zatem warto było po ponad czterdziestu latach kręcić kinowy remake klasycznego wojennego obrazu Stanisława Rostockiego „Tak tu cicho o zmierzchu”? Cóż, pozostańmy przy stwierdzeniu, że nowa adaptacja powieści Borysa Wasiljewa, pod którą podpisał się Renat Dawletjarow – owszem – świeci blaskiem, ale jednak odbitym.

Renat Dawletjarow
‹Tak tu cicho o zmierzchu…›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTak tu cicho o zmierzchu…
Tytuł oryginalnyА зори здесь тихие…
ReżyseriaRenat Dawletjarow
ZdjęciaSiemion Jakowlew
Scenariusz
ObsadaPiotr Fiodorow, Anastazja Mikulczina, Jewgienija Małachowa, Kristina Asmus, Agnija Kuzniecowa, Sofia Liebiediewa, Jekatierina Wilkowa, Anatolij Biełyj, Daria Moroz, Wiktor Proskurin, Aleksiej I. Barabasz, Maksim Drozd, Olga Łomonosowa, Siergiej Garmasz
MuzykaRoman Dormidoszyn
Rok produkcji2015
Kraj produkcjiRosja
Czas trwania112 min
Gatunekdramat, wojenny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Czy to na pewno był dobry pomysł? Przecież nakręcone przed ponad czterema dekadami „Tak tu cicho o zmierzchu” (1972) to arcydzieło kina wojennego – jeden z najwybitniejszych obrazów w dziejach gatunku. Nie bez powodu redakcja „Esensji” w sporządzonym przed sześcioma laty rankingu „50 najlepszych filmów wojennych wszech czasów” umieściła go na miejscu piątym (najwyższym, jakie udało się zająć produkcji ze Związku Radzieckiego i Rosji). A jednak! Renat Fawarisowicz Dawletjarow (w połowie Tatar, w połowie Rosjanin) odważył się – bo na pewno wymagało to olbrzymiej odwagi – opowiedzieć tę historię po raz kolejny (w sumie już trzeci), chcąc w ten sposób uczcić przede wszystkim siedemdziesiątą rocznicę zwycięskiego zakończenia Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Osoba twórcy może dziwić. Dlaczego? Bo choć ma on już swoje lata – urodził się w nadwołżańskim Astrachaniu w 1961 roku – i pewien dorobek producencki i scenariuszowy, to jednak jego „inwentarz” reżyserski nie jest nazbyt imponujący. Wcześniej nakręcił bowiem jedynie trzy filmy pełnometrażowe: komedię obyczajową „Moja niemądra rodzina” (2011), thriller psychologiczny „Stalowy motyl” (2012) oraz młodzieżowy sensacyjny melodramat „Pewnego razu” (2014). Czy dotychczasowe dokonania Dawletjarowa gwarantowały więc sukces produkcji, która – zgodnie z oficjalnymi danymi – kosztowała ponad 220 milionów rubli? Przekonać mogli się o tym ci, którzy wybrali się do kina w dniu premiery, czyli 30 kwietnia tego roku, lub później. A było ich już ponad milion!
Autorem pierwowzoru literackiego obrazu jest, zmarły przed dwoma laty w Moskwie, pisarz Boris Wasiljew. Tworzył dramaty, powieści, opowiadania, ale również scenariusze filmowe, które nader chętnie przenoszono na ekran. Inna sprawa, że wiele dzieł powstałych na kanwie jego tekstów cieszyło się sporą popularnością, a zwłaszcza te, które dotykały tematyki drugiej wojny światowej. Wspomnieć można chociażby o „W drodze na Berlin” (1969) Michaiła Jerszowa, „Aty-baty, szli żołnierze” (1977) Leonida Bykowa, „Jutro była wojna” (1987) Jurija Kary czy „Ja – żołnierz rosyjski” (1995) Andrieja Maliukowa, który to dramat o obrońcach twierdzy w Brześciu nad Bugiem powstał na podstawie powieści „W ewidencji nie figuruje”. Osobne miejsce na tej liście zajmuje ekranizacja „Tak tu cicho o zmierzchu” autorstwa Stanisława Rostockiego, której sława na całym świecie znacznie przewyższyła popularność książki (tłumaczonej również na język polski). Wydana została ona w 1969 roku, a już dwa lata później doczekała się adaptacji teatralnej – tego niełatwego zadania podjął się legendarny twórca moskiewskiego Teatru na Tagance Jurij Lubimow. W czasie gdy bywalcy Taganki wzruszali się losem starszyny Fiedota Waskowa, Rostocki pracował już nad swoim filmem. Nakręcił go – w dwóch częściach – dla telewizji, ale szybko przerobiono go także na wersję kinową. Co tym samym otworzyło mu drogę do światowej sławy.
Ekranizacja książki Wasiljewa zachwycała widzów od kapitalistycznych Stanów Zjednoczonych po komunistyczne Chiny, gdzie zresztą zyskała status dzieła kultowego. Do tego zresztą stopnia, że przed dziesięcioma laty za chińskie pieniądze, choć z rosyjskimi aktorami, nakręcono na jej podstawie dwudziestoodcinkowy serial (podpisał się pod nim niejaki Mao Weinin). Dziwne? Niekoniecznie. Wszak historia safandułowatego starszyny i pięciu ambitnych dziewcząt, stawiających czoło grupie niemieckich dywersantów, miała – i wciąż ma – wymiar uniwersalny. Jeśli nie nasycić jej treściami propagandowymi (a nie posiadała ich nawet powieść), może być doskonale zrozumiała i owacyjnie przyjmowana pod każdą szerokością i długością geograficzną. I na to pewnie liczyli producenci filmu Dawletjarowa oraz Rosyjskie Towarzystwo Wojenno-Historyczne, które złożyło zamówienie na remake „Tak tu cicho o zmierzchu…” (sic! z trzykropkiem na końcu). Fabuła – w porównaniu z dziełem Stanisława Rostockiego – nie różni się praktycznie niczym (pewnie zmiany wprowadzono jedynie w retrospekcjach); kto więc widział i pamięta obraz z początku lat 70. XX wieku, rozpozna najważniejsze wątki, ba! nawet kluczowe sceny, których nie mogło zabraknąć, ponieważ bez nich film zostałby pewnie z miejsca odsądzony od czci i wiary oraz odrzucony przez widzów wciąż doskonale pamiętających ekranowy pierwowzór.
Akcja rozgrywa się wiosną i latem 1942 roku. Na całym froncie – od Leningradu po Krym – Armia Czerwona ponosi klęski. I chociaż parę miesięcy wcześniej udało się odeprzeć Niemców spod Moskwy, los radzieckiej stolicy wcale nie jest pewny. Tymczasem na terenie graniczącej z Finlandią Karelii panują cisza i spokój; życie biegnie tymi samymi torami co przed wojną. Jedną z jednostek pilnujących granicy dowodzi starszyna Fiedot Waskow, weteran wojny zimowej, który w jej trakcie nabawił się poważnej kontuzji i z tego też powodu nie został wysłany na front. Ma pod sobą kilkunastu żołnierzy, którzy nudzą się niemiłosiernie, a pocieszenia szukają w romansach z chłopkami (których mężowie walczą przeciwko nazistom), ciągłym piciu i awanturowaniu się. Zrezygnowany Waskow, który nie potrafi przywołać ich do porządku, po kolejnej bijatyce prosi swego przełożonego, majora, o innych podwładnych. Jakich? Przede wszystkim – niepijących. Jego prośbie niebawem staje się zadość. Z dywizji zostają przysłani nowi żołnierze. Jakież jednak jest zaskoczenie Fiedota, kiedy stwierdza, że są to… kobiety. Dowodzi nimi sierżant Kirianowa, która już niejedno na wojnie przeżyła. Zarówno ona, jak i pozostałe dziewczyny spoglądają na Waskowa z pobłażliwością, traktują trochę jak dekownika, który unika prawdziwej walki. Trudno im też zaakceptować nieformalny związek starszyny z jego gospodynią.
Waskowowi też nowa sytuacja niezbyt się podoba. Nie wierzy, że dziewczyny (większość z nich jest bardzo młoda) mogą być dobrymi żołnierzami; jest prostym człowiekiem, ma za sobą jedynie cztery klasy szkoły powszechnej, nie rozeznaje się w subtelnościach duszy kobiecej. Szybko jednak nadchodzi moment wielkiej próby. W okolicy pojawiają się bowiem dwaj niemieccy dywersanci, na których natyka się w lesie Liza Bryczkina. Dotarłszy do wioski, alarmuje Fiedota; ten zaś postanawia wziąć ze sobą pięć dziewcząt i ruszyć na zwiady, a jeśli się uda – zatrzymać bądź zabić wrogów. Prócz Lizy ruszają z nim Rita Osianina, Żenia Komielkowa, Gala Czetwiertak oraz Sonia Gurwicz. Ta wyprawa z czasem zamienia się w krwawą jatkę; Waskow nie wie bowiem, że Niemców jest w rzeczywistości znacznie więcej, że są doskonale przeszkoleni i mają do wypełnienia misję, za którą gotowi są oddać życie. Podobnie jak w filmie Rostockiego, również u Dawletjarowa bardzo ważną funkcję pełnią retrospekcje – to dzięki nim poznajemy przeszłość szóstki najważniejszych bohaterów, ich tragiczne wojenne losy, wydarzenia, które ukształtowały ich osobowość i zrodziły nienawiść do Niemców. To w tych właśnie wspomnieniach pojawiają się elementy, których – z przyczyn politycznych i cenzuralnych – nie było w dziele sprzed lat; mowa jest chociażby o wielkiej czystce, zsyłkach na Syberię, wrogach ludu itp. Choć podstawowe elementy biografii kobiet pozostają niezmienione. Żenia miała romans z oficerem, a Sonia była Żydówką zamiłowaną w poezji.
Film Rostockiego zapadał w pamięć w dużej mierze dzięki kilku kultowym scenom. Chodzi głównie o samotny marsz Lizy Bryczkinej przez bagna po pomoc, kąpiel – śpiewającej przy tym pamiętną „Katiuszę” – Żeni Komielkowej w stawie na oczach ukrytych w lesie Niemców, wreszcie finałowy pojedynek ocalałych dziewcząt i Waskowa z dywersantami. Wszystko to pojawia się także w obrazie Dawletjarowa, chociaż pokazane jest trochę inaczej. Czy lepiej? Niekoniecznie. Raczej nowocześniej, z większym pazurem, dynamiczniej. Co może bardziej podobać się współczesnemu widzowi. Tyle że przy tym zostaje zepchnięty na znacznie dalszy plan dramatyzm i romantyzm śmierci kolejnych bohaterek. Wszystko też dzieje się zbyt szybko, co akurat można usprawiedliwić tym, że Renat Fawarisowicz zdecydował się pokazać na ekranie to samo co Rostocki w czasie krótszym o ponad siedemdziesiąt minut. Inna sprawa, że w czasie seansu można odnieść wrażenie, wynikające ze sposobu w jaki zmontowany został materiał, iż nie jest to jego całość. Prawdopodobnie za czas jakiś pojawi się więc w telewizji rozszerzona, składająca się z czterech pięćdziesięciominutowych odcinków, wersja filmu (tak było również w przypadku innych rosyjskich superprodukcji ostatnich lat, jak na przykład „Stalingrad”, „Wasilisa” czy „Bitwa o Sewastopol”). I, kto wie, może będzie ona jeszcze bliższa oryginałowi. I dzięki temu lepsza.
Rolę Fiedota Waskowa reżyser powierzył doświadczonemu i charyzmatycznemu (można się nawet zastanawiać, czy nie za bardzo, jeśli chodzi o tę postać) Piotrowi Fiodorowowi („Stalingrad”, „Uciekinierzy”, „Terytorium”). W Ritę Osianinę wcieliła się trzydziestodwuletnia, urodzona w naddniestrzańskich Benderach, Anastazja Mikulczina, absolwentka Państwowej Sankt-Petersburskiej Akademii Sztuk Teatralnych sprzed dziesięciu lat, która – prócz wielu mniej prestiżowych ról telewizyjnych – ma też na koncie udział w międzynarodowej produkcji Bachtijora Chudonazarowa „W oczekiwaniu na morze” (2013). W pozostałe żołnierki wcieliły się natomiast: żona reżysera (od ubiegłego roku), była wokalistka girlsbandu Reflex, Jewgienija Małachowa (obecnie studentka stołecznego Wszechrosyjskiego Państwowego Instytutu Kinematografii), która podarowała swą twarz Żeni Komielkowej; Kristina Asmus („Choinki”), czyli filmowa Gala Czetwiertak; początkująca w zawodzie Sofia Lebiediewa (aktorka Moskiewskiego Akademickiego Teatru Artystycznego), której oczyma patrzy na widza Liza Bryczkina; wreszcie Agnija Kuzniecowa („Ładunek 200”, „Wszyscy umrą, lecz nie ja”, „Na dnie”), czyli uduchowiona Sonia Gurwicz. Gwiazdy kina rosyjskiego zaludniają drugi plan: sierżant Kirianową zagrała Jekatierina Wiłkowa („Czarna Błyskawica”, „PiraMMMida”, „Trzej muszkieterowie”), majora ze sztabu dywizji – Anatolij Biełyj („1812. Ballada ułańska”, „Metro”, „Chagall – Malewicz”), gospodynię Waskowa – Daria Moroz („Dom Słońca”, „Dyrygent”, „Dureń”), a listonosza Makarycza – Wiktor Proskurin („Dworzec Białoruski”, „Gorzki romans”, „Gagarin. Pierwszy w kosmosie”).
Scenariusz do filmu Rostockiego wyszedł spod ręki samego pisarza – Borisa Wasiljewa; nad tekstem, który wykorzystał Dawletjarow, oprócz niego samego, pracowali natomiast jeszcze prozaik Jurij Korotkow, etatowy wspólnik reżysera, mający na koncie także tak znane dzieła, jak „9 kompania (2005), „Bikiniarze” (2008), „Pięć narzeczonych” (2011) i „Poddubny” (2012), oraz stawiający dopiero pierwsze kroki w tym fachu Artiom Witkin. Także na etacie operatora i kompozytora Renat Fawarisowicz zatrudnił twórców doskonale sobie znanych z wcześniejszych produkcji. Autorem zdjęć był Siemion Jakowlew („Coś się ze mną dzieje”, „Zabawa w prawdę”), a ścieżki dźwiękowej – Roman Dormidoszyn („Żyj i pamiętaj”, „Dobrzy ludzie”, „Uciekinierzy”, „Droga na Berlin”). I o ile do pracy tego pierwszego trudno mieć większe zastrzeżenia (umiejętnie oddał piękno groźnej przyrody Karelii), o tyle na głowę tego drugiego mogą posypać się jak najbardziej zasłużone słowa krytyki. Za co? Przede wszystkim za przesadny patetyzm i kojarzony głównie z kinem hollywoodzkim monumentalizm, niekoniecznie przystający do tego, co widać na ekranie. Czasami można było odnieść wrażenie, że muzyka pochodzi z zupełnie innego filmu. Ale i to miałoby zdecydowanie mniejsze znaczenie, gdyby choć zachwycała pięknem czy zapadała w pamięć dzięki chwytliwym melodiom. Tu, niestety, z niczym takim nie mamy do czynienia.
koniec
21 czerwca 2015

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

The Last of Us: Odc. 1. Grzyby ruszają na łowy
Marcin Mroziuk

31 I 2023

Oczywiste jest, że serial „The Last of Us” zainteresuje przede wszystkim osoby doskonale znające będącą jego pierwowzorem grę komputerową. Świetna realizacja i dobrze skonstruowany scenariusz sprawiają, że może to być interesujące widowisko także dla fanów horrorów, którzy wcześniej nie zetknęli się z produktem studia Naughty Dog.

więcej »

Peryferal: Odc. 8. Każda akcja wywołuje reakcję
Marcin Mroziuk

30 I 2023

Z zainteresowaniem możemy obserwować, jak tworzą się nowe sojusze, co nie tylko zmienia dotychczasowy układ sił, ale również przyspiesza konfrontację wrogich frakcji. W efekcie finał pierwszego sezonu przynosi odpowiedzi na część nurtujących widzów pytań, a zarazem otwiera nowe możliwości dla kontynuacji tej historii.

więcej »

East Side Story: Aida w Ałmatach
Sebastian Chosiński

29 I 2023

Były takie czasy, kiedy nie wszystkie filmy Adilchana Jerżanowa rozgrywały się w Karatasie. W przypadku „Walki Atbaja” miejscem akcji jest dawna stolica Kazachstanu – Ałmaty. A tytułowy bohater to niegdyś uczestnik walk MMA, który zszedłszy na drogę przestępczą, marzy o powrocie do sportu, bo wierzy, że tylko to zapewni mu szczęście rodzinne i ocali jego małżeństwo przed rozpadem.

więcej »

Polecamy

Beczka bezpieczeństwa

Z filmu wyjęte:

Beczka bezpieczeństwa
— Jarosław Loretz

Pomsta na ufokach
— Jarosław Loretz

Zupa jednak wyszła za słona
— Jarosław Loretz

Ogień domowy
— Jarosław Loretz

Dom światła
— Jarosław Loretz

Chcesz mieć jeszcze jeden pokój? To kilof w dłoń!
— Jarosław Loretz

Escher w praktyce
— Jarosław Loretz

Porcelana po babci
— Jarosław Loretz

Urok zła
— Jarosław Loretz

Kamień u szyi
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.