Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 maja 2022
w Esensji w Esensjopedii

Michael Moore
‹Fahrenheit 9.11›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułFahrenheit 9.11
Tytuł oryginalnyFahrenheit 9/11
Dystrybutor Kino Świat
Data premiery23 lipca 2004
ReżyseriaMichael Moore
ZdjęciaKirsten Johnson, William Rexer
Scenariusz
MuzykaJeff Gibbs
Rok produkcji2004
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania110 min
WWW
Gatunekdokument
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Fahrenheit 9/11: Rozliczmy rozliczającego
[Michael Moore „Fahrenheit 9.11” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 »
Diabeł tkwi w szczegółach. I tylko ktoś zwracający na nie baczną uwagę będzie mógł oddzielić te z argumentów Moore’a, które są słuszne i rzetelne, od tych, które są tylko manipulacją i graniem na rozbudzanych emocjach. Moore rozlicza G. W. Busha z jego postępowania. My zaś, z przekory i dla odmiany, rozliczmy teraz pokrótce film Moore’a z jego antybushowskiej argumentacji.

Michał Szczepaniak

Fahrenheit 9/11: Rozliczmy rozliczającego
[Michael Moore „Fahrenheit 9.11” - recenzja]

Diabeł tkwi w szczegółach. I tylko ktoś zwracający na nie baczną uwagę będzie mógł oddzielić te z argumentów Moore’a, które są słuszne i rzetelne, od tych, które są tylko manipulacją i graniem na rozbudzanych emocjach. Moore rozlicza G. W. Busha z jego postępowania. My zaś, z przekory i dla odmiany, rozliczmy teraz pokrótce film Moore’a z jego antybushowskiej argumentacji.

Michael Moore
‹Fahrenheit 9.11›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułFahrenheit 9.11
Tytuł oryginalnyFahrenheit 9/11
Dystrybutor Kino Świat
Data premiery23 lipca 2004
ReżyseriaMichael Moore
ZdjęciaKirsten Johnson, William Rexer
Scenariusz
MuzykaJeff Gibbs
Rok produkcji2004
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania110 min
WWW
Gatunekdokument
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Francuski tygodnik polityczny Le Point, poświęcając swój niedawny numer “Amerykanom, którzy nienawidzą Busha”, na czele swej listy umieścił kandydata Demokratów na prezydenta, Johna Kerry’ego. Ale już na drugim miejscu był Michael Moore, który wyprzedził nawet Johna Edwardsa1). Równie ostro ujął to Newsweek International, mówiąc wprost: to jest “Wojna Moore’a”.
A całe to zamieszanie wywołane jest filmem: “Fahrenheit 9/11”, który Moore nakręcił, prezentując zebrane przez siebie informacje, dokumenty i wywiady i łącząc to z własnym, zjadliwym komentarzem. Ten wybuchowy koktajl służy jednemu celowi: przedstawieniu George’a W. Busha2) jako najgorszego prezydenta w historii Stanów Zjednoczonych. Film trafił na podatny grunt, zwłaszcza w Europie, ostatnio niechętnej Ameryce. Tu przyjęto go owacyjnie i przyznano mu jedną z najbardziej prestiżowych nagród filmowych kontynentu – Złotą Palmę festiwalu w Cannes.
Jeśli Moore prowadzi wojnę, to właśnie “Fahrenheit 9/11” jest oddziałem szturmowym jego armii. Silnie uderza on we wszystkie czułe punkty G. W. Busha i jego ekipy rządowej, łamiąc przy tym wszystkie konwencje co do ograniczeń w stosowanej broni. Moore nie bawi się w półsłówka, w tryb warunkowy czy w wątpliwości. I właśnie dlatego film ten może wzbudzić w widzu uczucia niebezpiecznie bliskie nienawiści – skierowanej albo przeciw G. W. Bushowi, albo przeciw samemu Moore’owi. W tej wojnie nie będzie dwóch tryumfatorów. Któryś z nich zwycięży, ale któryś poniesie krwawą klęskę.
Jednostronność argumentacji
Ale nie tylko Moore ma swoją armię. Wojna na słowa między prawicowymi konserwatystami i G. W. Bushem z jednej strony, a lewicą i Moore’m z drugiej, toczy się nie od dziś. Ci pierwsi mają za sobą liczne kohorty konserwatywnych dziennikarzy i większą część mediów, w tym sieć Fox TV, posiadającą wielkie wpływy i ogromny udział we wszechwładnym amerykańskim rynku telewizyjnym.
Jednak w Europie, a zwłaszcza w Polsce, mało kto odbiera programy telewizyjne czy czyta gazety zza oceanu. Dlatego, niestety, większość widzów filmu skazana jest na wysłuchiwanie argumentów tylko jednej ze stron. Nie jestem miłośnikiem rządów G. W. Busha, jednak nie mogę zamykać oczu na fakt, że Moore także nie jest Mesjaszem. Ci, którzy myślą, że umie on chodzić po wodzie i że każde jego słowo jest krynicą krystalicznej prawdy, mylą się. I to bardzo grubo.
O filmie
“Fahrenheit 9/11” to wielki festiwal propagandy i manipulacji. Moore jest geniuszem sterowania emocjami, i oprą mu się tylko ci, którzy są już sterowani przez drugą stronę oraz ci nieliczni, których stać na intelektualny wysiłek posiadania własnego zdania, umotywowanego realiami i wyważaniem argumentów obu stron. Nie liczę tych, którzy cynicznie mają wszystko gdzieś i nie interesują się niczym poza swoją kolekcją znaczków czy gier FPS – oni są już skazani na marsz w ostatnim szeregu tłumu.
Tytuł filmu nawiązuje do daty ataku al-Kaidy na budynki WTC w Nowym Jorku i Pentagonu w Waszyngtonie3). Tematyka nim objęta jest jednak o wiele szersza i sięga wstecz do wyborów prezydenckich z listopada 2000 r., nawiązuje też do najnowszych wydarzeń w Iraku, w tym wypadków okrutnego postępowania żołnierzy amerykańskich wobec tamtejszych jeńców i ludności cywilnej.
Tezy filmu Moore’a postawione są jasno i dobitnie. Oto najważniejsze z nich: G. W. Bush wygrał wybory prezydenckie 2000 r. dzięki oszustwu, nie mając za sobą poparcia społeczeństwa, a rodzina Bushów i jej przyjaciele bogacą się na kontaktach z ekstremistami islamskimi, pozwalając im przejąć kontrolę nad dużą częścią gospodarki amerykańskiej. Film portretuje przy tym G. W. Busha jako osobę o słabym charakterze, mało inteligentną, zepsutą bogactwem rodziny oraz głuchą na wołania i potrzeby uboższych mas społeczeństwa. Jednym słowem: to, kogo Amerykanie nazywają “Loser” – urodzony przegrywacz.
Nie mógłbym powiedzieć, że film wprost i nieustannie kłamie. Po pierwsze: Moore jednak naprawdę ma dużo racji. Po drugie: geniusz filmu polega właśnie na selektywnym dozowaniu prawdy w taki sposób, by mówić nam dokładnie tego, co chcemy usłyszeć, by pokazać nam właśnie tego, co chcemy zobaczyć. Daje nam alibi do niezadowolenia, do protestu. Na srebrnej tacy podaje nam winnego – kogoś, kogo tak łatwo można ukamienować za błędy i za niepowodzenia, jakich doznał świat w ciągu ostatnich czterech trudnych lat.
Rozszyfrować Moore’a...
Którym z kolei prezydentem jest G. W. Bush4)? Ktoś mógłby się żachnąć – a co to za idiotyczne pytanie? Co to ma wspólnego z filmem “Fahrenheit 9/11” i z oceną postępowania samego prezydenta?
Otóż jednak ma. Jak to mówią: diabeł tkwi w szczegółach. I tylko ktoś zwracający na nie baczną uwagę będzie mógł oddzielić te z argumentów Moore’a, które są słuszne i rzetelne, od tych, które są tylko manipulacją i graniem na rozbudzanych emocjach.
Moore rozlicza G. W. Busha z jego postępowania. My zaś, z przekory i dla odmiany, rozliczmy teraz pokrótce film Moore’a z jego antybushowskiej argumentacji.
Pułapki filmu - krok po kroku...
Moore gra na emocjach już od pierwszych minut filmu, ukazując czarnoskórych deputowanych do Izby Reprezentantów protestujących w Senacie przeciw uznaniu G. W. Busha za prezydenta. Sytuacja zdaje się być prosta: mniejszości etniczne występują przeciw osobie, która nie reprezentuje ich słusznych interesów. Przypomnijmy tutaj, że partia G. W. Busha, Republikanie, opiera się przede wszystkim na elektoracie białym, zamożnym i konserwatywnym, stąd scenka ta jest dla Amerykanina szalenie wymowna. Ale o czym Moore nie powiedział? O tym, że to właśnie w tym rządzie najwyższe stanowiska sprawują czarnoskórzy: Colin Powell jako sekretarz stanu oraz Condoleezza Rice jako doradca ds. bezpieczeństwa narodowego. Nigdy wcześniej nie dano mniejszościom aż takiego udziału we władzy.
Czy to prawda, że w 2000 r. na G. W. Busha głosowało mniej osób, niż na Alberta Gore’a? Krótka odpowiedź brzmi – nie, to nieprawda 5). Moore nie zadał sobie trudu wyjaśniania zawiłości systemu elektorskiego, ale w USA prezydenta wybiera się pośrednio. Głosowanie powszechne wyłania tylko elektorów, a dopiero ci głosują na konkretnych kandydatów na prezydenta. Większość elektorów wybrała zaś G. W. Busha. Na marginesie, nie jest to pierwsza taka sytuacja. W historii USA zdarzały się już takie wypadki, gdy osoba z mniejszą ilością głosów powszechnych pokonywała kontrkandydata w głosowaniu parlamentarnym lub elektorskim. Tak właśnie było w 1841 r. (J. Q. Adams), w 1876 r. (R. B. Heynes) oraz w 1892 (G. Cleveland).
Moore ośmiesza niektórych członków ekipy rządzącej, bawiąc się w “ukrytą kamerę” i pokazując ich w krępujących sytuacjach. To prawda, że ślinienie grzebienia (wice sekretarz obrony P. Wolfowitz6)) czy niby-zawodzenie-niby-śpiewanie okropnym fałszem (prokurator generalny J. Ashcroft7)) to nie są najbardziej dostojne i wyrafinowane czynności, przy jakich można by się pokazać. Ale z rzetelną argumentacją nie ma to nic wspólnego. Historia zna wiele gaf jeszcze gorszego nawet typu, ale traktuje się je jako anegdoty, a nie jako dowody na brak zdolności przywódczych. Nawet premierowi Wielkiej Brytanii Winstonowi Churchillowi zdarzyło się raz prowadzić debatę z zaskoczonym prezydentem Rooseveltem będąc nagim8). Słaby to argument o podważania jego miejsca w historii. A zresztą publiczne śpiewanie to dziś jeden z elementów kultury politycznej USA. Takie “występy” mieli na swym koncie m.in. demokraci Madeleine Albright9) i John Kerry, czy choćby jeden z niewielu szanowanych przez Moore’a Republikanów, Colin Powell10).
Moore wyłazi wręcz ze skóry by udowodnić, że G. W. Bush jest prezydentem mało popularnym wśród Amerykanów – w czasie prezentowania zdjęć wzburzonego tłumu w czasie jego inauguracji w marcu 2001 r. stawia nawet tezę, że jest on najbardziej nielubianym prezydentem w historii USA. Cóż, ignorując już nawet sondaże dające prezydentowi w tym samym roku ponad 80% poparcia społecznego11), to co np. z prezydentem J. A. Garfieldem, którego zastrzelono ledwie kilka miesięcy po inauguracji12)? Pewnie zatęskniłby on za byciem obrzuconym jajkami. Zawsze to lepiej, niż dostać kulkę w serce. Zresztą, policzcie sobie ile to nasz jakże lubiany polski prezydent miał tego typu przygody z farbą czy jajkami. I nikt poważny nie traktował tego jako argumentu za podawaniem się do dymisji13).
Liczbowy hokus-pokus i arabskie sprzeczności Moore’a
Reżyser lubi zaszokować widza, rzucając ciężkie liczby. Inna sprawa, na ile są one wiarygodne. Moją szczególną uwagę zwróciła scena, w której Moore rozmawia z ekspertem ekonomicznym o ilości saudyjskiego kapitału w USA. Ekspert podaje szokująco wysoką kwotę saudyjskich inwestycji w USA, po czym oblicza, że stanowi to do 7% majątku amerykańskiego. Wprost więc rzecz ujmując, Moore twierdzi, że Saudowie kontrolują niemal dziesiątą część Ameryki.
1 2 »

Komentarze

24 VIII 2011   16:49:30

Bardzo dobry artykuł trafnie pokazujący jak można manipulowac widzem. A film Moore'a jest tekiej manipulacji jaskrawym przykładem. Mimo, że wielu reportażystów ma tendencję do koloryzowania, chocby nawet taki mistrz jak Ryszard Kapuściński, to większośc "faktów" w dokumantach nacechowanych emocjonalnie i przeciwko jakimś konkretnym osobom ("Fahrenheit 9/11" ma za cel subiektywne zdyskredytowanie Georga Waltera Busha) jest oparta na kłamstwie, a ich autorzy są propangadzistami. Jeśli ktoś chciałby zobaczyc film naprawdę obiektywny to zapraszam do obejżenia "Defilady" Andrzeja Fidyka.

25 II 2013   04:59:16

A gdzie podsumowanie?
To jak wypada to "rozliczenie rozliczającego"?
A z drobniejszych - To jakie ma znaczenie który z kolei prezydent?
Generalnie nie zostałem przekonany, że warto zdyskredytować film Moora.

27 III 2015   09:59:13

Słabiutko, gdyby nie takie filmy to tylko byśmy mieli papke sprzedawaną na codzień nam przez nasze rzady. Dlatego takie filmy pokazujące drugą strone są potrzebne, by nie zwariować.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Wychowane przez wilki: Sez. 2, Odc. 1. Inny klimat, czyli nowe szanse i zagrożenia
Marcin Mroziuk

23 V 2022

W drugim sezonie „Wychowanych przez wilki” następuje radykalna zmiana scenerii. Bohaterowie opuszczają bowiem niezbyt urodzajne rejony Keplera-22b i przenoszą się do strefy tropikalnej, gdzie znajduje się kolonia ateistów.

więcej »

East Side Story: Przeżyć w Piekle
Sebastian Chosiński

22 V 2022

Dwa lata po premierze pełnometrażowy debiut dokumentalny kijowskiej reżyserki Iryny Cyłyk – nagrodzony na festiwalu Sundance „Ziemia jest niebieska jak pomarańcza” – nabrał bolesnej aktualności. Jego tematem jest bowiem los rodzin mieszkających na obszarze ogarniętego konfliktem zbrojnym od 2014 roku Donbasu.

więcej »

I nie wierz nikomu, bo nie trafisz do domu
Sebastian Chosiński

21 V 2022

Najpierw było japońskie anime „Jin-Rô” Hiroyukiego Okiury. Niemal dwadzieścia lat później za aktorski remake jego dzieła zabrali się Koreańczycy. Zmienili miejsce akcji, dorzucili co nieco od siebie fabularnie – i w świat poszła „Wilcza Brygada” Jee-woon Kima. W efekcie powstał całkiem przyzwoity film akcji (z elementami science fiction), ale do poziomu obraz z Kraju Kwitnącej Wiśni jednak nie dorósł.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Kenshin: Nowy początek
— Michał Szczepaniak

Europejscy gangsterzy w oczach Japończyków
— Michał Szczepaniak

Bohaterowie „Kenshina”
— Michał Szczepaniak

Zmierzch świata samurajów
— Michał Szczepaniak

O braniu swoich spraw we własne ręce
— Michał Szczepaniak

Pojutrze: Raz jeszcze głos w debacie
— Michał Szczepaniak

Pojutrze: Polemika, komentarz i kontrrecenzja
— Michał Szczepaniak

O słabości silnych i tęsknocie za prostotą życia
— Michał Szczepaniak

O miłości, motywacji i szacunku
— Michał Szczepaniak

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.