Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 8 sierpnia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Steve McQueen
‹Wstyd›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWstyd
Tytuł oryginalnyShame
Dystrybutor Gutek Film
Data premiery24 lutego 2012
ReżyseriaSteve McQueen
ZdjęciaSean Bobbitt
Scenariusz
ObsadaMichael Fassbender, Carey Mulligan, James Badge Dale
MuzykaHarry Escott
Rok produkcji2011
Kraj produkcjiWielka Brytania
Czas trwania99 min
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Stosunki post(m)oralne
[Steve McQueen „Wstyd” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Oczywiście głównym kluczem do odczytania „Wstydu” Steve′a McQueena możemy uczynić analizę postnowoczesnej seksualności. Trop ten zawiedzie nas jednak tak samo, jak głównego bohatera zawiódł jego penis w scenie, kiedy Brandon zażywa kokainę z nadzieją na intensywniejsze doznania seksualne. Tymczasem tym, czego doświadcza wówczas najintensywniej, jest wstyd.

Karolina Ćwiek-Rogalska

Stosunki post(m)oralne
[Steve McQueen „Wstyd” - recenzja]

Oczywiście głównym kluczem do odczytania „Wstydu” Steve′a McQueena możemy uczynić analizę postnowoczesnej seksualności. Trop ten zawiedzie nas jednak tak samo, jak głównego bohatera zawiódł jego penis w scenie, kiedy Brandon zażywa kokainę z nadzieją na intensywniejsze doznania seksualne. Tymczasem tym, czego doświadcza wówczas najintensywniej, jest wstyd.

Steve McQueen
‹Wstyd›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWstyd
Tytuł oryginalnyShame
Dystrybutor Gutek Film
Data premiery24 lutego 2012
ReżyseriaSteve McQueen
ZdjęciaSean Bobbitt
Scenariusz
ObsadaMichael Fassbender, Carey Mulligan, James Badge Dale
MuzykaHarry Escott
Rok produkcji2011
Kraj produkcjiWielka Brytania
Czas trwania99 min
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Recenzja nadesłana na Konkurs Esensji.
Na początku oko kamery pokazuje nam spowite w misternie udrapowane fałdy pościeli, niczym martwy Chrystus Mantegny, ciało głównego bohatera. Brandon, wpatruje się w sufit – jednocześnie w kamerę – jego dłoń, wsunięta pod kołdrę, spoczywa na podbrzuszu nieco powyżej penisa.
Od pierwszego pokazu „Wstydu” w recenzjach dominowały opisy seksoholizmu głównego bohatera i naciski na katartyczny oraz moralistyczny charakter fabuły. To nie fabuła jednak jest najbardziej interesującym elementem filmu. Dużo istotniejszy jest sposób, w jaki została zaprezentowana. Steve McQueen wyrasta na wiernego ucznia Derridy i Barthesa, zdaje sobie bowiem sprawę, że ważniejsze jest nie to, co się mówi, ale jak. Akcję filmu można bez większego trudu przewidzieć. Brandon, zatrudniony w dużej firmie nowojorczyk, lubi spędzać czas na bezpruderyjnym eksplorowaniu własnej seksualności. Jeśli jest coś, o czym śnią nastolatkowie, Brandon z pewnością już to robił, a kamera nam to z pewnością pokaże. Seks w trójkącie? Odhaczony. Klub gejowski? Jak najbardziej. Wirtualne pogaduszki z prostytutką? Kopulacja na widoku? Na ulicy? Masturbacja w biurowej toalecie? Proszę bardzo. „Wstyd” byłby jednak tylko kolejną nudnawą post-helbecque’owską historią o zgniłych owocach rewolucji seksualnej, gdyby nie reżyserska zabawa narracją, liczne metakomentarze i dopieszczone estetycznie kadry.
McQueen nie śpieszy się z opowiadaniem historii. Początek filmu przypomina trochę życie jego głównego bohatera – niby nieustannie się porusza, ale w gruncie rzeczy kręci się w kółko, krążąc między sypialnią, kuchnią i toaletą, odsłuchując nagrywane przez upartą siostrę (Carey Mulligan) wiadomości z automatycznej sekretarki. Znamienne, że imię bohatera pada w scenie, kiedy w centralnej części ekranu jest nie twarz, ale penis Brandona. Scena ta jest poniekąd ironicznym, poniekąd zupełnie szczerym narzuceniem perspektywy z jakiej widz powinien patrzeć na głównego bohatera. Wychodząc z domu, Brandon udaje się na stację metra – zbliżenie na twarz bohatera obejmuje w kadrze również kawałek nazwy stacji, ale widoczne jest tylko słowo „STREET”. Twórcy mrugają do nas okiem i zdają się mówić: oto macie moralitet, macie postnowoczesnego everymana o imieniu Brandon. Po chwili kamera pokazuje nam całość nazwy stacji metra, a akcja rozgrywa się nie tylko „wszędzie i zawsze”, ale „tu i teraz”. Mowa jest o tym konkretnym bohaterze i jego losach.
Kontrapunktem i ironicznym komentarzem dla losów Brandona są pojawiające się w kadrach „przypadkowe” napisy. Kiedy Brandon kocha się na ulicy z dopiero poznaną kobietą, nad ich głowami widać nasprejowany napis „Fuck”, żebyśmy przypadkiem nie pomyśleli, że idzie o coś więcej niż skorzystanie z nadarzającej się okazji. Reżyser puszcza do nas oko w scenie, którą tak upodobali sobie wszyscy recenzenci – kiedy Brandon uwodzi wzrokiem zobaczoną w metrze mężatkę. W tle widać bowiem rąbek plakatu z pytaniem „How it is possible?” i uśmiechającym się lekarzem. Czyżby Brandon potrzebował lekarza? A może potrzebuje go małżeństwo kobiety, której najwyraźniej podoba się hipnotyczne spojrzenie Brandona? Upodobanie do metanarracji w postaci komentarzy na dalszym planie widać także, kiedy bohater szukając mocnych przeżyć, udaje się do klubu gejowskiego. Reżyser pyta wtedy przewrotnie (umieszczając w kadrze nazwę klubu) „Quo”, czyli „dokąd”, idziesz, Brandonie? Nawet tam jednak bohater nie traci kontroli nad swoją seksualnością: niby daje się uwieść zobaczonemu przed chwilą na zewnątrz mężczyźnie, a jednocześnie władczym ruchem sprowadza go do parteru. Po wizycie w darkroomie i scenie seksu z w trójkącie możemy zaobserwować za siedzącym w metrze Brandonem ironiczny napis „Improving every day”. A w ostatniej scenie, kiedy bohater ponownie spotyka w metrze rudowłosą mężatkę – która zalotnie pokazuje i nam, i Brandonowi, że obrączkę już zdjęła – reżyser podsuwa plakat, którego kawałek z napisem „Powerful, Thoughful, Relevant” widzimy. Czy to spis cech głównego bohatera, który przebył już swoją katartyczną drogę i teraz zacznie życie nowe i piękne? Czy reżyser podsumowuje to, co widzieliśmy do tej pory i przechwala się, że stworzył opowieść porażającą, pełną treści i potrzebną tu i teraz?
Brandon nieustannie pozostaje w ruchu, jakby miało mu to pomóc w uporaniu się z myśleniem. Kiedy ogląda na komputerze filmy pornograficzne, drga mu nerwowo noga. Kiedy jedzie windą, podskakuje lekko. A kiedy nie może się uporać z sytuacją, gdzie jego siostra uprawia w jego mieszkaniu seks z jego szefem, idzie pobiegać. W rytm muzyki Bacha dobiega nie gdzie indziej, tylko pod Madison Square Garden, mijając po drodze śmietniki, dostawcze ciężarówki i obskurne uliczki. Scena jest bardzo długa, dla samej narracji nawet zbędna, co oznacza? Reżyser bawi się z nami w opowieść szkatułkową. W pudełku z jedną opowieścią skrywa się mniejsze pudełko z inną. O czym opowiada ta mniejsza opowieść? Może to metafora losu artysty, który do ducha Wielkiej Sztuki dociera, mijając i wykorzystując brudną materię codzienności?
McQueen do opowiedzenia nam tej historii używa Brechtowskiego „efektu obcości”. Aktor powinien grać tak, żeby widz miał świadomość, że ma przed sobą odgrywaną postać, zamiast poddawać się scenicznej (tu właściwie kinowej) iluzji. Taka strategia ma doprowadzić do tego, żeby widz, analizując losy postaci, dokonał nad nimi etycznego namysłu i oceny, a nie po prostu dał się porwać historii, która stanowi tanią rozrywkę, odrywa od rzeczywistego świata, ale z której nie wypływa żadna nauka.
Obcość to nie tylko strategia aktorska, ale również centralne doświadczenie egzystencjalne bohaterów, żyjących w świecie symulakrów. Otacza ich umowny świat z betonu i szkła, zniewolony przymusem nieustannej przezroczystości. Ogromna część życia dokonuje się na oczach postronnych obserwatorów, którzy mogą zajrzeć w okna biur, domów i hoteli, bezkarnie podglądając symultaniczny spektakl cudzego życia. Sam Brandon pracuje w firmie, która niczego nie produkuje, ale zajmuje się zawieraniem transakcji na towary, które dla pracowników tej firmy są zupełnie wirtualne. Uprawianie seksu staje się w takim świecie jedyną metodą wyrażenia prawdy o sobie, wynaturzoną, bo eksploatowaną zbyt intensywnie z braku innych metod. Czy to jednak samo działanie jest tematem tego filmu? W końcu seks to tu wyłącznie produkt samotności, która nie zna ukojenia.
koniec
6 marca 2012

Komentarze

06 III 2012   16:15:03

Autorka wydaje się lubić przedrostek "post-" i wstawia go bez ładu i składu, łącznie z idiotycznie brzmiącym tytułem recenzji... Postmoralny? Postoralny? Wreszcie postnowoczesny? WTF? Skąd ludzie biorą taką nowomowę?

06 III 2012   16:40:01

Jak to skąd - postmodernizm, panie ;)

06 III 2012   16:41:05

"Skąd ludzie biorą taką nowomowę?" --- stąd: "Steve McQueen wyrasta na wiernego ucznia Derridy i Barthesa".

07 III 2012   10:39:13

Czepiacie się stylu, ale moim skromnym zdaniem recenzyja jest wyjątkowo profesjonalnie i ciekawie napisana.
Z wnioskami nie do końca się zgadzam, ale takie rozbebeszenie filmu - pierwsza klasa..

07 III 2012   13:12:08

nie nowomowę tylko postmowę!

07 III 2012   13:26:12

Ale wówczas musiałaby być to postrecenzja postfilmu. Najlepiej pre-postfactum ;)

07 III 2012   17:01:18

Uwaga interpretacyjna: nie odniosłem wrażenia, by wiadomości odtwarzane z automatycznej sekretarki w pierwszej części filmu zostały nagrane przez siostrę bohatera. Wydaje mi się, że to raczej głos jego byłej kochanki. Dlatego też później podsłuchana rozmowa telefonicza Sissy i jej relacja z szefem Brandona tak mu doskwierają: dają mu wgląd w jego własne wyczyny, tyle że z perspektywy drugiej strony.

08 III 2012   11:11:58

katartyczna metanarracja postnowoczesności

19 III 2012   01:48:39

Fatalna recenzja. Nieproporcjonalnie wiele miejsca jest poświęcone opisowi fabuły, zdania są konstruowane w sposób urągający elementarnym zasadom dobrego stylistycznego wychowania (tj. "popiszę się, że potrafię zrobić językiem taki patos, że hej"),całość wypada okropnie nudno i pretensjonalnie. Oby jak najmniej tak złych tekstów i krytyków.

19 III 2012   02:35:39

Bez przesady. Owszem, autorka przesadza z nowomową, zresztą cała recenzja jest z zupełnie nie mojej bajki, ale w ramach tej bajki, z której jest, sprawdza się całkiem nieźle. Bardzo solidny tekst; jak sądzę, przemyślany.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

East Side Story: Hej, kto Kazach – hajda na Szejbanszacha!
Sebastian Chosiński

7 VIII 2022

Premiera „Złotego tronu” – drugiej odsłony dylogii Rustema Abdraszewa „Chanat Kazachski” – miała miejsce dwa lata i trzy miesiące po pierwszych pokazach „Diamentowego miecza”. Co nieco zmieniło się w tym czasie w samym Kazachstanie, a dowodem na to fakt, że z filmu zniknęły tym razem wszelkie nawiązania do postaci prezydenta Nursułtana Nazarbajewa, któremu w grudniu 2016 roku oddawano na ekranie prawdziwe hołdy.

więcej »

Lista śmierci: Odc. 4. Polowanie w Meksyku
Marcin Mroziuk

5 VIII 2022

Wprawdzie rozprawienie się z prezesem Capstone Industries główny bohater odłożył na później, ale za to w napięciu obserwujemy, jak James Reece błyskawicznie zmierza do wyrównania rachunków z bezpośrednim zabójcą jego żony i córki. Inną sprawą jest, że brak umiaru w zemście niekoniecznie przysporzy komandosowi sympatii u widzów.

więcej »

Klasyka kina radzieckiego: „Mankurtyzacja” homo sovieticusa
Sebastian Chosiński

3 VIII 2022

Zdaję sobie sprawę, że tytuł dzisiejszej recenzji może wydać się niezrozumiały. W tekście jednak wszystko jest, jak sądzę, właściwie wyjaśnione. A dotyczy on adaptacji „Dnia dłuższego niż stulecie” – kolejnej powieści kirgiskiego klasyka Czingiza Ajtmatowa, którą tym razem przeniósł na ekran – pod tytułem „Mankurt” – turkmeński reżyser Chodżakuli Narlijew.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Bezwstydny
— Piotr Sarota

New York, New York co za piekielne miasto
— Paulina Jastrzębska

Niedosyt
— Tomasz Markiewka

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Marzec 2014 (1)
— Miłosz Cybowski, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Luty 2014
— Sebastian Chosiński, Karolina Ćwiek-Rogalska, Piotr Dobry, Grzegorz Fortuna, Jarosław Loretz

Człowiek - persona non grata
— Gabriel Krawczyk

Tegoż autora

Teatr mój widzę ogromny
— Karolina Ćwiek-Rogalska

Kujawski swing
— Karolina Ćwiek-Rogalska

Wszystko będzie dobrze?
— Karolina Ćwiek-Rogalska

O Dannym Collinsie to piosenka
— Karolina Ćwiek-Rogalska

Mafia w rytmie disco
— Karolina Ćwiek-Rogalska

Czy chrzcić Marsjan?
— Karolina Ćwiek-Rogalska

Dokąd oczy poniosą, a scenariusz pozwoli
— Karolina Ćwiek-Rogalska

Tabula rasa
— Karolina Ćwiek-Rogalska

Porażki i sukcesy 2014
— Karolina Ćwiek-Rogalska, Piotr Dobry, Jarosław Robak, Grzegorz Fortuna, Jacek Walewski, Konrad Wągrowski, Krystian Fred, Kamil Witek, Miłosz Cybowski, Adam Kordaś

Truskawki zamiast armat!
— Karolina Ćwiek-Rogalska

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.