Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 29 listopada 2021
w Esensji w Esensjopedii

Orient Express: Gdyby de Niro był Azjatą...

Esensja.pl
Esensja.pl
Niesamowicie zdolny, charakterystyczny i bardzo pracowity. Każdy film, w którym się pojawia, zamienia w kasowy sukces. Może się nie podobać, ale zdecydowanie nie sposób go zapomnieć. Nie wyobrażam sobie kina południowokoreańskiego bez Song Kang-ho. Mam nadzieję, że po zapoznaniu się z must-see na końcu tego tekstu, jeśli nawet nie podzielicie mojej fascynacji, to przynajmniej zrozumiecie jej przyczynę.

Joanna Pienio

Orient Express: Gdyby de Niro był Azjatą...

Niesamowicie zdolny, charakterystyczny i bardzo pracowity. Każdy film, w którym się pojawia, zamienia w kasowy sukces. Może się nie podobać, ale zdecydowanie nie sposób go zapomnieć. Nie wyobrażam sobie kina południowokoreańskiego bez Song Kang-ho. Mam nadzieję, że po zapoznaniu się z must-see na końcu tego tekstu, jeśli nawet nie podzielicie mojej fascynacji, to przynajmniej zrozumiecie jej przyczynę.
Song Kang-ho urodził 17 stycznia 1967 roku w Korei Południowej. Nigdy nie uczęszczał na profesjonalne lekcje aktorstwa, ale po ukończeniu studiów postanowił kontynuować swoją przygodę z teatrem, rozpoczętą jeszcze w szkole średniej. Wstąpił do grupy teatralnej, w której rozwijał sceniczny warsztat i opanowywał trudną sztukę przekonującej improwizacji. Perspektywa występowania w filmach nęciła młodego aktora, aczkolwiek pierwsza, naprawdę intrygująca okazja, pojawiła się w jego życiu pod koniec lat 90-tych. To wtedy początkujący reżyser Hong Sang-su („Kobieta jest przyszłością mężczyzny”) zaoferował mu epizod w swoim debiucie. To na dobre rozpaliło w Songu potrzebę grania.
Nieśmiałe początki
Specyficzna aparycja aktora sprawiła, że w 1997 roku Lee Chang-dong zaoferował mu rolę bandyty w swoim debiucie reżyserskim pt. „Green Fish”. Twórca miał dobrego nosa do obsady, gdyż zarówno Song Kang-ho, jak i odtwórca głównej roli Han Suk-kyu stali się z upływem lat jednymi z najchętniej angażowanych gwiazd. Tego samego roku na ekrany koreańskich kin weszła satyra o rodzimym światku przestępczym, w której u swego boku ponownie stanęli panowie Song i Han. Rola Songa w „No.3” – nieco prześmiewczym obrazie walki o kolejne szczeble w gangsterskiej hierarchii – nie była ambitnym wyzwaniem, ale aktor udowodnił, że mimo aparycji nieudacznika, potrafi kopać, walić pięściami, przeklinać i tym samym – utożsamiać czarny charakterek.
Po tej średnio udanej produkcji, przyszedł czas na prawdziwy przełom w dorobku Songa. Zawdzięczał go drugoplanowej roli agenta w pierwszym, południowokoreańskim blockbusterze „Swiri”, który szturmem zdobył serca rodaków. Ponad 6.5-milionowa publiczność przebiła nawet „Titanica” Camerona. Produkcja „Swiri” okazała się przełomem nie tylko ze względu na potężny budżet, jaki w nią zainwestowano, lecz przede wszystkim wprowadziła do koreańskiej kinematografii nowy trend – wątek zjednoczenia Korei Północnej i Południowej w kokonie sensacji i wartkiej akcji. Wcześniej bowiem filmy koreańskie nie poruszały tak różnorodnych – pod względem politycznym – wątków. I choć rola Songa nie obnażyła w pełni jego zdolności aktorskich, podkręciła tempo jego kariery – rok później powierzono mu dwie, pierwszoplanowe role w „The Foul King” i „Joint Security Area”, a na kanwie tego ostatniego powstał serial pt. „Iris” (produkcja naprawdę godna uwagi).
W „The Foul King” Song wcielił się w rolę nieudacznika Im Dae-ho, który od dzieciństwa kochał wrestling. Zdawało się, że ten brutalny, pełen nieuczciwych ustawek sport to świat absolutnie niewłaściwy dla szarego pracownika banku. Mijając pewnego razu siłownię dla zapaśników, Dae-ho doświadcza objawienia i postanawia zacząć trenować, by odmienić swój żywot kozła ofiarnego. Choć „The Foul King” nie ma nic z dramatyzmu „Zapaśnika” Aronofsky’ego, a scenariusz nie do końca przekonuje, Song Kang-ho stworzył w nim niepowtarzalną kreację. O ile w „No. 3” udowodnił, że sprawdza się w komediach, a w „Swiri” objawił swe sensacyjne oblicze, jako Dae-ho pokazał, że z powodzeniem może grać nieudacznika w społecznym komediodramacie.
W drodze na szczyt
W tym samym roku odbyła się również premiera „Joint Security Area” w reżyserii Park Chan-wooka („Oldboy”), który zapoczątkował modę na wojenne filmy, takie jak „Taegukgi” czy „Silmido”. Było to dla Song Kang-ho nie lada wyzwanie – wcielił się w postać północnokoreańskiego żołnierza, uwikłanego w strzelaninę w strefie DMZ. Musiał popracować nad tamtejszym akcentem, ale trud się opłacił – za swoją kreację otrzymał dwie nagrody, a produkcja zdobyła rozgłos i uznanie na całym świecie. Pokochał ją również sam Quentin Tarantino, który uznał „Joint Security Area” za jeden z ważniejszych filmów XX w. Kreacja Songa to również jedna z najważniejszych w jego dotychczasowym dorobku – lekko humorystyczna (jak to zwykle u Park Chan-wooka) z emocjonalno-społecznym akcentem…
Ten reżysersko-aktorski tandem kontynuował swą podróż i w 2002 roku premiery doczekała się pierwsza część trylogii o zemście wg Park Chan-wooka. Twórca zaskoczył po raz kolejny. Pod przykrywką społecznego dramatu, ukrył szalenie brutalną, ociekającą krwią i żądzą zemsty historię. Song Kang-ho w roli ojca, który stracił ukochaną córkę, stał się symbolem niezbyt wyrafinowanej, napędzanej bólem i nienawiścią wendetty. Po premierze „Pana Zemsty” motyw mściwego rodzica kalkowano w azjatyckim kinie wielokrotnie – powrócił w „Oldboyu”, „Pani Zemście”, „Samarytance”, „Confessions” i „Matce”.
Rok później – wyrastający na najważniejsze nazwisko koreańskiej kinematografii – Song pojawił się w „Zagadce zbrodni”, gdzie zagrał detektywa, próbującego odnaleźć seryjnego zabójcę, który gwałci a następnie morduje młode dziewczyny. Rola ta zapewniła mu najwięcej nagród ze wszystkich dotychczasowych dokonań. Klimatyczny, mroczny thriller trafił również na salony europejskie, a niesamowity sukces produkcji (kojarzącej się z „Zodiakiem” Finchera) ugruntował pozycję Song Kang-ho i reżysera Bong Joon-ho. Sprawił również, że motyw seryjnych zabójstw na dobre zagościł w rodzimej kinematografii.
Zły, dobry lub zakręcony
W latach 2004-2005 aktor-kameleon powracał w bardzo dobrych, ale niekoniecznie gwarantujących mu poklask na arenie międzynarodowej, produkcjach. „Mroźne piekło” to horror rozgrywający się w klimatach groźnej Antarktydy. „The President’s Barber” opowiada historię skromnego fryzjera, którego życie zmienia się całkowicie, gdy w jego salonie zaczyna strzyc się sam prezydent… Song Kang-ho epizodycznie pojawił się również w ostatniej odsłonie wspomnianej już trylogii – „Pani Zemście”. Mimo całkowitej dywersyfikacji gatunków, Song za każdym razem zachowuje się niczym kameleon – potrafi bawić, przerażać i wyciskać łzy.
W tych latach popularność aktora sięgnęła zenitu, więc reżyserowie zaczęli obsadzać go wyłącznie w pierwszoplanowych rolach. „The Host” (2006) to jeden z najciekawszych występów Songa. To film o wielkim potworze, będącym efektem zlewania do rur chemicznych substancji, czyhającym w głębinach rzeki Han. Song wcielił się w postać ojca, któremu rzeczony stwór porywa córkę, a on sam – z pełną determinacją – postanawia odnaleźć swoje dziecko. Film został gorąco przyjęty zarówno w Azji, jak i w Stanach Zjednoczonych. Miał się rzekomo doczekać remake’u w reżyserii Gore’a Verbinskiego („Piraci z Karaibów”), ale póki co – cicho i głucho w tej kwestii.
Gdy wydawało się, że lepiej już być nie może, Song otrzymał dwie propozycje pierwszoplanowych ról, dzięki którym ponownie zebrał doskonałe recenzje i nagrody dla najlepszego aktora. W „The Show Must Go On” Song Kang-ho ponownie wcielił się w postać gangstera: tym razem próbującego (pod naciskami rodziny) wyrwać się z przestępczego światka, co okazuje się nie lada wyczynem. W „Secret Sunshine” udowodnił natomiast, że może zagrać sentymentalnego, lojalnego mężczyznę, skłonnego do poświęceń w imię miłości. Dramat o zaskakująco pozytywnym przyjęciu (szereg nagród, m.in. w Cannes za rolę żeńską) to zdecydowanie najbardziej przyziemny i „normalny” występ Songa w jego dotychczasowym dorobku.
Dwa lata po premierze „Secret Sunshine” (i udziale w kapitalnym westernie „Dobry, zły i zakręcony”) Song Kang-ho po raz czwarty trafił na plan filmowy pod auspicjami Park Chan-wooka. Tym razem reżyser zaoferował mu kontrowersyjną i odważną rolę… księdza-wampira w „Pragnieniu”. Był to absolutny strzał w dziesiątkę, ponieważ Song ze swoją teatralną przeszłością, doskonale odnalazł się w kampowej produkcji. To chyba jeden z niewielu (poza Choi Min-sik) południowokoreańskich aktorów, który potrafi rozłożyć przed widzem cały wachlarz emocji, kryjący się w jednym, niepozornym człowieku.
W 2010 roku po raz kolejny pojawił się na ekranach kin w filmie „Secret Reunion”, będącym zgrabnym połączeniem „Swiri” z „Infernal Affairs”. U boku młodszego kolegi po fachu – Kang Dong-wona – zagrał agenta południowokoreańskiego wywiadu, ścigającego zabójcę z Północy. Ciekawa, choć nieco zbyt przewidywalna, produkcja ściągnęła do kin ponad 5 milionów widzów i była drugą najchętniej oglądaną w Korei Płd. w 2010 roku.
• • •
Song Kang-ho to Robert de Niro południowokoreańskiej kinematografii. Pracował już z największymi nazwiskami wśród rodzimych reżyserów – Park Chan-wookiem, Kim Ji-wonem i Bong Joon-ho, co za każdym razem owocowało wielkim, kinowym sukcesem. Niezależnie od tego, czy Song wcielał się akurat w postać porządnego obywatelu, typa spod ciemnej gwiazdy, czy księdza, który na zakręcie swojego życia zatracił wiarę w Boga. Z łatwością kameleona dopasowuje się do anturażu danej produkcji. Nie ma roli, której by się obawiał lub której by nie sprostał, więc nie mogę się doczekać, czym jeszcze zaskoczy nas w przyszłości.
WARTO ZOBACZYĆ
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
PANI ZEMSTA [90%]
Zdaję sobie sprawę, że z całej trylogii o zemście Park Chan-wooka, to „Oldboy” cieszy się największą popularnością i uznaniem. „Pani Zemsta” to bardziej kobieca, zabawniejsza od swoich poprzedników historia o wendetcie.
Główną bohaterką (dla odmiany) jest Geum-ja (Lee Young-ae), której córeczka zostaje uprowadzona… Dziecko przeżyje tylko, jeśli matka przyzna się do zbrodni, której – oczywiście – nie popełniła. Geum-ja trafia do więzienia, gdzie opracowuje plan okrutnej zemsty na porywaczu swojej córki…
Odnoszę wrażenie, że Park Chan-wook z każdą kolejną częścią trylogii wyciszał się i łagodniał, wypierając naturalizm i brutalność, na poczet charakterystycznego dla siebie humoru. Trudno oczywiście nazwać „Panią Zemstę” komedią, ale jest zdecydowanie łagodniejsza od swoich poprzedników. Park Chan-wook operuje w niej wszystkimi dostępnymi środkami– kolorami, muzyką, symbolami, bawi się konwencją i próbuje pobudzić wyobraźnię widza. Robi to w sposób zjednujący sobie przynajmniej pewien odsetek widzów, co trudno powiedzieć chociażby o kolejnej produkcji – „Jestem cyborgiem i to jest OK”, którą doceniło wąskie grono odbiorców.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
ZAGADKA ZBRODNI [80%]
Październik 1986 roku. Dwie młode dziewczyny zostają zgwałcone i zamordowane. Detektyw Park (Song Kang-ho) z lokalnej policji, który zostaje desygnowany do rozwiązania zagadki, ma twardy orzech do zgryzienia. Brakuje dowodów, a poziom medycyny sądowej nie jest dostatecznie zaawansowany, by znaleźć zabójcę po śladach DNA. Pomóc w rozwiązaniu nietypowej sprawy ma detektyw Seo z Seulu, który wierzy, że dziewczyny zabił seryjny morderca. Nikt z przedstawicieli lokalnej policji nie popiera jego teorii do momentu, gdy popełniona zostaje kolejna zbrodnia, pasująca idealnie do szablonu Seo…
„Zagadka zbrodni” to historia oparta na autentycznych wydarzeniach, jakie miały miejsce w Korei Południowej pod koniec lat 80. Ubrana w klasyczny suspens produkcja odniosła niesamowity sukces na rynku krajowym i zagranicznym. Do widzów w Europie zajrzała najpierw przez furtkę MFF w Cannes, a za pośrednictwem polskiego dystrybutora Blink, zawitała również do Polski (na nośniku DVD). Zainicjowała całą serię godnych polecenia produkcji o seryjnych przestępcach, jak np. „W pogoni” czy „I Saw the Devil”.
„Zagadce zbrodni” warto przyjrzeć się nie tylko ze względu na to, że to jeden z lepszych azjatyckich filmów, jaki wydano w naszym kraju – to przede wszystkim utrzymana w mrocznym klimacie, doskonale zagrana opowieść z finałem, pozostawiającym widza (zwłaszcza płci żeńskiej) w uzasadnionej niepewności.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
JOINT SECURITY AREA [70%]
Suspens wg Park Chan-wooka, rozgrywający się w napiętej atmosferze, panującej w koreańskiej strefie linii demarkacyjnej. Te cztery kilometry to obszar, gdzie niebezpiecznie często słychać dźwięk przeładowywanej broni. Pewnego dnia, na tym konfliktowym obszarze, dochodzi do strzelaniny, w której ginie dwójka północnokoreańskich żołnierzy. Incydent grozi zaognieniem sytuacji między obydwiema Koreami, więc na miejsce wypadku zostaje wysłana major Sophie E. Jang. Wkrótce odkrywa, że poszczególne elementy zastanej układanki zupełnie do siebie nie pasują.
„Joint Security Area” to pierwszy film Park Chan-wooka, który zdobył uznanie krytyków na całym świecie i stał się katalizatorem popularności południowokoreańskiego reżysera. W tym politycznym thrillerze, suspens i wartka akcja odegrały istotną, ale nie najważniejszą rolę. „JSA” to osobisty manifest Park Chan-wooka, który ponad słuszność i zasadność historycznego podziału półwyspu koreańskiego, przedkłada jakże kruchą siłę przyjaźni i potrzebę międzyludzkiej bliskości. Nie odziera go jednak z militarnej enigmy, kojarzącej się nieco z „Ludźmi honoru” made in Korea.
„Joint Security Area” spodobał się nie tylko rodzimej publiczności (milion widzów w ciągu 2 tygodni od premiery), południowokoreańskim władzom (które przekazały go przywódcy z Północy), krytykom w Europie (nominacja do nagrody w Berlinie), ale nawet samemu Quentinowi Tarantino, który uznał go za jeden ze swoich ulubionych filmów, nakręconych po roku 1992… Niezależnie, czy potraktujecie to jako rekomendację, czy wręcz przeciwnie, nie można produkcji Parka odmówić tego, że stała się prawdziwym kamieniem milowym w rozwoju koreańskiej kinematografii. Przetarła również szlaki serii polityczno-wojskowych produkcji, wśród których znalazł się chociażby miażdżyciel azjatyckich box-office’ów „Taegukgi: Braterstwo broni”. Park Chan-wook zaskoczył wszystkich. Nakręcił lokalnie, zawojował globalnie.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
PRAGNIENIE [70%]
Najświeższa, pełnometrażowa produkcja Park Chan-wooka („Oldboy”). Horror z elementami dramatu rodzinnego i humorystycznymi akcentami. Pomysł na tę historię narodził się w głowie reżysera prawie dekadę przed jego realizacją, a inspirację czerpał m.in. ze swojego ulubionego filmu – „Nosferatu”. Oczywiście Park Chan-wook nie byłby sobą, gdyby skopiował pomysł innego twórcy – on stworzył historię z wampirem w roli głównej, która zamiast straszyć, skupia się przede wszystkim na dylematach moralnych i uczuciowych.
Ksiądz Sang-hyun (Song Kang-ho) bierze udział w pracach nad wynalezieniem szczepionki na wirusa o nazwie Emmanuel. Przez przypadek zaraża się i staje… wampirem. Wiara w Boga daje mu siłę, by zaspokoić silne pragnienie krwi, nikogo przy tym nie zabijając. Lecz na swej drodze spotyka jeszcze większą pokusę – żonę swojego kolegi Kang-woo. Okazuje się, że wiara Sang-hyuna nie jest tak niezachwiana, jak przypuszczał…
Nie trzeba nawet wspominać, że „Pragnienie” nijak się ma do „Zmierzchu” albo jakiejkolwiek innej produkcji o wampirach. Park Chan-wook puścił w niej wodze swej reżyserskiej fantazji, niekiedy zbytnio się rozpędzając. Lecz jeśli ktoś lubi momentami absurdalne, kampowe kino, to ta historia może mu się spodobać.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
THE HOST [70%]
Filmy o olbrzymich potworach, siejących postrach i spustoszenie w wielkiej metropolii, kojarzą nam się przede wszystkich z Japonią i Godzillą, a tymczasem po drugiej stronie Morza Japońskiego narodził się przypominający potężną rybę stwór… W poszukiwaniu żywicieli opuszcza rzekę Han i atakuje mieszkańców Seulu, porywając m.in. ukochaną córkę pewnego sprzedawcy (Song Kang-ho). On sam wraz z siostrą, bratem i ojcem zostaje poddany rządowej kwarantannie. Jednak w tunelu tragedii pojawia się światełko – znak od jego córki, że żyje i czeka na ratunek.
Choć zarys historii może brzmieć nieco dramatycznie, reżyser Bong Joon-ho („Zagadka zbrodni”) podszedł do tematu z dużym dystansem i humorem, nie pozbawionym oczywiście pełnego profesjonalizmem. Lwią część ponad jedenastomilionowego budżetu pochłonęły efekty specjalne, lecz muszę przyznać – opłaciło się. Trudno mówić oczywiście o realizmie koreańskiego monstrum, ale design i animacja zdecydowanie plasują się na światowym poziomie, mimo że cała konstrukcja filmu nasuwa (pozytywne) skojarzenia z produkcjami klasy B. Nie jest to może przykład kina ambitnego (to film z pogranicza „Szczęk” i „Parku Jurajskiego”), ale z pewnością przemówi do miłośników rozrywki w dobrym wydaniu.
Co ciekawe, mimo że „The Host” stawia naród amerykański w dość nieprzychylnym świetle, to właśnie Amerykanie najbardziej zachwycili się filmem Bonga (wystarczy poczytać recenzje krytyków na portalu Rotten Tomatoes), a w Hollywood snuto plany nakręcenia remake’u. Wyznaczono nawet reżysera – Gore’a Verbinskiego, lecz na tym nazwisku wszelkie plotki się urwały. Może i dobrze…
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
SWIRI [60%]
Pierwszy południowokoreański blockbuster i prawdziwy pożeracz serc azjatyckich widzów. Grupa północnokoreańskich żołnierzy przechodzi rygorystyczny trening, który ma ich przygotować do najważniejszej w swoim życiu misji. Po zakończeniu szkolenia, ocalała część agentów zostaje przerzucona do Korei Południowej, gdzie pod dyrektywami Park Mu-yeonga (Choi Min-sik), eliminują niewygodnych przedstawicieli rządu. Agenci z Południa próbują wytropić odpowiedzialną za zabójstwa Lee Bang-hee i uprzedzić jej kolejny krok, lecz bez skutku…
Reżyser filmu Kang Jae-gyu zapoczątkował modę na polityczne filmy akcji, dotyczące prób zjednoczenia Korei Płd. i Płn. Rok po premierze „Swiri” na ekrany koreańskich kin wszedł film „Joint Security Area”, a w 2009 roku wyprodukowano 20-odcinkowy serial pt. „Iris”, który doczekał się pełnometrażowego spin-offu. Mimo że przewrotność całej tej historii wydaje się raczej przewidywalna, nie zmienia to faktu, że „Swiri” to dobrze skonstruowana, a przede wszystkim świetnie zagrana opowieść. Jeśli ktoś lubi gwiazdozbiory, to film Kanga jest prawdziwą konstelacją najjaśniejszych nazwisk koreańskiej kinematografii (m.in. Choi Min-sik z „Oldboya” i Kim Yun-jin znana z serialu „Lost”). „Swiri” to nieco mniej tajemnicza, choć całkiem przyjemna dla oka, dalsza kuzynka produkcji takich, jak „Joint Security Area” lub „Infernal Affairs”. Aż dziw, że Amerykanie nie zrobili jeszcze remake’u.
koniec
13 stycznia 2012

Komentarze

13 I 2012   11:31:19

Cieszę, że coraz bardziej w Polsce docenia się kinematografię azjatycką, szczególnie koreańską. Widziałem przeważającą cześć filmów z Song Kang-ho i to fakt, jest wybitnym aktorem. A tak a propos, to nie wiem czy Oldboy, Pani Zemsta, czy Confessions są tylko kalką filmów o zemście - jeśli tak, chciałby zawsze oglądać takie kalki

13 I 2012   12:01:46

"Niesamowicie zdolny, charakterystyczny i bardzo pracowity. Każdy film, w którym się pojawia, zamienia w kasowy sukces. Może się nie podobać, ale zdecydowanie nie sposób go zapomnieć".

Już myślałem, że chodzi Jackie Chana.

14 I 2012   15:52:16

Nie spodziewałem się tutaj takiego artykułu! (o takim aktorze, w sensie).
Jeśli o mnie chodzi, jakkolwiek lubię Song Kang-ho, myślę że nie do końca sprzyja mu kino komercyjne. Znaczy, z jednej strony w "Dobrym, złym i zakręconym" zagrał świetnie, i to rolę humorystyczną, a z drugiej - zarówno w "Show Must Go On" jak i w "Secret Reunion" jego maniera komediowa raczej mnie drażniła (obydwa filmy mi się nie podobały, ale to już inna sprawa). To samo w niedawno ukazanym "Hindsight". Z trzeciej jednak strony, zastanawiam się, na ile wpływ na jego rolę ma reżyser. U Park Chan-wooka zawsze wypada doskonale.

11 II 2012   21:42:27

wierzbi przybij 5 :)
Przykro mi, lubie azjatyckie kino, ale jednak koreanskie jest u mnie na koncu i nie popieram zachwytow. Swojego czasu na KinoAzja funkcjonowal silny ruch oporu przeciwko temu kinu na jedno kopyto, z jednym srodkiem wyrazu i nazbyt pokreconymi pomyslami na fabule. Potrafia przebic nawet Japonczykow. Jednak wole kino Panstwa Srodka, mam wrazenie, ze im latwiej jest siegac w swoich obrazach po srodki zrozumiale i dla zachodniego widza.
Trylogia o Zemscie nie urzeka mnie, laduje na poleczce wsrod filmow chorowitych, a docenianych tylko z powodu tej walacej w mozg innosci, ktora kiedy indziej bysmy uznali za nieopowiednia i wykrecona. No, ale Azjatom wolno, maja byc od nas inni, szokujacy dla nas i nas zachwycac tym niebialym podejsciem do roznych rzeczy.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Szerokie usta
Jarosław Loretz

22 XI 2021

Prawem serii dzisiaj trzecia kobieca twarz. Tym razem ludzka, choć nikomu bym nie życzył doświadczania tak szerokiego rozwarcia szczęk.

więcej »

Z filmu wyjęte: Głębokie gardło
Jarosław Loretz

15 XI 2021

Zdarzają się dni, gdy w gardle szaleje pożar. Niestety, niektórzy filmowcy potrafią to wziąć śmiertelnie serio.

więcej »

Z filmu wyjęte: Uśmiech umila życie
Jarosław Loretz

8 XI 2021

Czy tak pięknie uśmiechnięta starsza pani może kryć jakąś tajemnicę? Otóż – jak najbardziej. I wcale nie chodzi o to, że owa dama nie do końca jest tym, na kogo wygląda.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Ucieczka z rynsztoka
— Marcin Mroziuk

Esensja ogląda: Grudzień 2016 (6)
— Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Jarosław Robak

16. T-Mobile Nowe Horyzonty: Nie wierz nigdy kobiecie, dobrą radę ci dam…
— Kamil Witek

Białe szaleństwo
— Gabriel Krawczyk

Esensja ogląda: Sierpień 2013 (1)
— Sebastian Chosiński, Jakub Gałka, Jarosław Loretz, Joanna Pienio, Małgorzata Steciak

Esensja ogląda: Lipiec 2013 (2)
— Karolina Ćwiek-Rogalska, Jarosław Loretz, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Sen o przebudzeniu
— Ewa Drab

Esensja ogląda: Maj 2013 (3)
— Sebastian Chosiński, Grzegorz Fortuna, Jakub Gałka, Kamil Witek

Kafka, ale bez papierosa
— Bartosz Sztybor

Tegoż autora

Pyr-Con Epizod XV: Fani nacierają
— Joanna Pienio

7. Festiwal Filmowy Pięć Smaków: Dzień 7
— Joanna Pienio

7. Festiwal Filmowy Pięć Smaków: Dzień 6
— Joanna Pienio

7. Festiwal Filmowy Pięć Smaków: Dzień 5
— Joanna Pienio

7. Festiwal Filmowy Pięć Smaków: Dzień 4
— Joanna Pienio

7. Festiwal Filmowy Pięć Smaków: Dzień 3
— Joanna Pienio

7. Festiwal Filmowy Pięć Smaków: Dzień 2
— Joanna Pienio

7. Festiwal Filmowy Pięć Smaków: Dzień 1
— Joanna Pienio

Esensja ogląda: Sierpień 2013 (2)
— Sebastian Chosiński, Joanna Pienio, Agnieszka Szady, Kamil Witek

Esensja ogląda: Sierpień 2013 (1)
— Sebastian Chosiński, Jakub Gałka, Jarosław Loretz, Joanna Pienio, Małgorzata Steciak

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.