Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 maja 2023
w Esensji w Esensjopedii

Michaił Kałatozow
‹Lecą żurawie›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLecą żurawie
Tytuł oryginalnyLetyat zhuravli
ReżyseriaMichaił Kałatozow
ZdjęciaSergiej Urusewski
ObsadaTatjana Samojłowa, Konstantin Nikitin, Aleksiej Batałow
MuzykaMoisej Wajnberg
Rok produkcji1957
Kraj produkcjiZSRR
CyklKlasyka Kina Radzieckiego
ParametryDźwięk:DD 5.1 rosyjski, polski (lektor), Format: 16x9
Gatunekdramat, wojenny
EAN5908223771156
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Miłość i wojna w radzieckim klasyku
[Michaił Kałatozow „Lecą żurawie” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Kino radzieckie i rosyjskie przeżywa w Polsce prawdziwy renesans. Po latach całkowitej nieobecności filmy ze Wschodu pojawiają się od jakiegoś czasu w naszych kinach, dużym zainteresowaniem cieszy się także kanał filmowy Wojna i Pokój. Dodatkowo firma Epelpol zdecydowała się przypomnieć na DVD klasyczne obrazy filmowe z czasów Związku Radzieckiego. Na pierwszy rzut poszedł pamiętny melodramat Michaiła Kałatozowa z Wielką Wojną Ojczyźnianą w tle – „Lecą żurawie”.

Sebastian Chosiński

Miłość i wojna w radzieckim klasyku
[Michaił Kałatozow „Lecą żurawie” - recenzja]

Kino radzieckie i rosyjskie przeżywa w Polsce prawdziwy renesans. Po latach całkowitej nieobecności filmy ze Wschodu pojawiają się od jakiegoś czasu w naszych kinach, dużym zainteresowaniem cieszy się także kanał filmowy Wojna i Pokój. Dodatkowo firma Epelpol zdecydowała się przypomnieć na DVD klasyczne obrazy filmowe z czasów Związku Radzieckiego. Na pierwszy rzut poszedł pamiętny melodramat Michaiła Kałatozowa z Wielką Wojną Ojczyźnianą w tle – „Lecą żurawie”.

Michaił Kałatozow
‹Lecą żurawie›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLecą żurawie
Tytuł oryginalnyLetyat zhuravli
ReżyseriaMichaił Kałatozow
ZdjęciaSergiej Urusewski
ObsadaTatjana Samojłowa, Konstantin Nikitin, Aleksiej Batałow
MuzykaMoisej Wajnberg
Rok produkcji1957
Kraj produkcjiZSRR
CyklKlasyka Kina Radzieckiego
ParametryDźwięk:DD 5.1 rosyjski, polski (lektor), Format: 16x9
Gatunekdramat, wojenny
EAN5908223771156
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
W okresie powojennym kino radzieckie, jak i cała kultura Kraju Rad, przeżywało artystyczny regres. Od połowy lat 30. XX wieku obowiązującym kierunkiem w sztuce był socrealizm. Dzięki niemu sztuka stała się jedynie narzędziem komunistycznej propagandy. Większość filmów powstałych w Związku Radzieckim do 1956 roku pozostaje dziś – i to jak najbardziej słusznie – zapomniana. Odrodzenie nadeszło wraz ze śmiercią generalissimusa Stalina, a jedną z pierwszych jego jaskółek stał się obraz Michaiła Kałatozowa zatytułowany „Lecą żurawie”. Ten pochodzący z Gruzji reżyser, który naprawdę nazywał się Kałatoziszwili, przystępując do pracy nad ekranizacją sztuki Wiktora Rozowa był już po pięćdziesiątce i miał na koncie dziesięć filmów. Żaden z nich nie przyniósł mu jednak specjalnego rozgłosu. Czy można więc było podejrzewać, że jedenasty stanie się przełomem w jego artystycznej karierze? A jednak tak się stało. „Lecą żurawie” – miłosny dramat psychologiczny rozegrany na tle Wielkiej Wojny Ojczyźnianej – podbił cały świat. W rok po powstaniu na festiwalu w Cannes obraz wyróżniono Złotą Palmą; indywidualną nagrodę dostała również odtwórczyni głównej roli – pięknej Weroniki – Tatiana Samojłowa. Kto jednak wie, czy jeszcze większym wyróżnieniem nie był dla reżysera fakt, że wszędzie, gdzie film był wyświetlany, ustawiały się długie kolejki do kinowych kas. W krajach demokracji ludowej to był prawdziwy ewenement – film radziecki, na który nie trzeba było zaganiać ludzi siłą.
W latach 40. i 50. w ZSRR nakręcono dziesiątki filmów o wojnie. Gloryfikowały one głównie komunizm i Stalina, dzięki któremu – taka była oficjalna wykładnia – możliwe stało się pokonanie faszystowskiego gada. Filmy te spychały na dalszy plan zarówno wysiłek wojenny całego narodu, jak i tragedie jednostek. Kałatozow w „Lecą żurawie” całkowicie odwrócił tę perspektywę. Skupił się nie na bohaterskiej Armii Czerwonej, nie na Stalinie (który w 1957 roku, zaledwie kilkanaście miesięcy po słynnym referacie Nikity Chruszczowa wygłoszonym na XX Zjeździe KPZR, był persona non grata), ale na dramatycznych przeżyciach dwójki głównych bohaterów. Są nimi młodzi, piękni i kochający się nad życie Weronika oraz Borys Borozdin (w tej roli Aleksiej Batałow). Poznajemy ich pięknego czerwcowego poranka, gdy po spędzonej razem nocy chłopak odprowadza ukochaną do domu. Kilka godzin później, gdy odeśpią nieprzespaną noc, dowiedzą się o hitlerowskiej agresji. W tym momencie nie zdają sobie oczywiście jeszcze sprawy z tego, że wojna zniszczy ich wielkie szczęście. Borys postanowi bowiem pójść na front jako ochotnik, a mieszkającego razem z nim kuzyna Marka (którego gra Andriej Szworin) poprosi, aby ten opiekował się Weroniką. Zły los zaś tak pokieruje zdarzeniami, że praktycznie wepchnie dziewczynę w ramiona zadurzonego w niej – dotychczas jedynie platonicznie – młodego i zdolnego muzyka. Związek Marka i Weroniki, jak często dzieje się w podobnych przypadkach, nikomu jednak szczęścia nie przyniesie.
Mimo że akcja filmu rozgrywa się w czasie Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, jest ona zepchnięta na dalszy plan. Kałatozow pokazuje wprawdzie skutki niemieckich nalotów na Moskwę, widzimy rannych sowieckich żołnierzy przywożonych do szpitala, w którym Weronika pracuje jako pielęgniarka, jesteśmy świadkami śmierci Borysa od kuli wrażego snajpera, ale – co było całkowitym novum w powojennym kinie radzieckim – na ekranie ani przez chwilę nie widać Niemców. Dzięki temu zabiegowi reżyser uczynił swe dzieło bardziej uniwersalnym – oderwał je od konkretnego historycznego kontekstu. Zrezygnował także z wszechobecnej wcześniej w radzieckim kinie politycznej indoktrynacji. Mimo że akcja filmu rozpoczyna się i kończy w Moskwie, nie pokazano na ekranie ani Kremla, ani żadnego innego miejsca jednoznacznie kojarzącego się z komunistyczną teraźniejszością Rosji. Jedynym wyjątkiem jest widoczne dosłownie przez kilka sekund malutkie popiersie Lenina, stojące na biurku w pokoju Borysa. Kałatozow sprawił tym samym, że film, pomimo swojej rosyjskości, zrozumiały był bez większych problemów pod każdą szerokością i długością geograficzną. Stąd też nagroda w Cannes i wielka popularność na całym świecie, Polski nie wyłączając.
O sile obrazu decyduje przede wszystkim kilka głęboko zapadających w pamięć scen, kapitalnie zresztą sfilmowanych przez Siergieja Urusewskiego i zilustrowanych muzycznie przez pochodzącego z Polski kompozytora Mieczysława Wajnberga. Wystarczy wspomnieć chociażby o scenie odjazdu Borysa na front, świetnie rozegranej na kilku płaszczyznach, z setkami statystów w tle. Co ciekawe, część tej sceny sfilmowana została jednym długim ujęciem kamery, co w tamtych czasach było ewenementem. W polskim kinie ponad dekadę później podobny sposób filmowania zastosuje Stefan Matyjaszkiewicz w „Lalce” Wojciecha J. Hasa, a w latach 80. XX wieku stanie się on znakiem rozpoznawczym filmów reżyserowanych przez Briana de Palmę… Wzrusza do dziś również scena, podczas której Mark po raz pierwszy wyznaje Weronice miłość. Ma to miejsce w niezwykle dramatycznych okolicznościach, w trakcie bombardowania Moskwy, gdy młody pianista, chcąc zagłuszyć spadające bomby i uspokoić w ten sposób dziewczynę, szaleńczo gra na fortepianie. Ciarki dosłownie przechodzą po plecach. Podobnie zresztą gdy w ostatnich partiach filmu widać uciekającą ze szpitala załamaną Weronikę. Depresję dziewczyny umiejętnie podkreśla coraz szybszy montaż, narastająca muzyka oraz widoczny na drugim planie nadjeżdżający z oddali pociąg. Jednak sceną, która przeszła do historii kina i dzisiaj jednoznacznie kojarzona jest właśnie z obrazem Kałatozowa, jest scena śmierci Borysa. Zapewne nie robiłaby ona tak wielkiego wrażenia, gdyby nie specyficzny sposób filmowania – z perspektywy żaby – czego Urusewski prawdopodobnie nauczył się od Orsona Wellesa, który zastosował go w swoim filmowym debiucie, „Obywatelu Kane”.
Nie wszystko jednak w „Lecą żurawie” jest idealne. Momentami może razić nieco teatralna, w kinie tchnąca sztucznością, gra aktorska. Nieprawdziwe są także obrazy przedstawiające codzienne życie bohaterów na początku wojny. Borozdinowie, podobnie zresztą jak i rodzina Weroniki, żyją bowiem w przestrzennych mieszkaniach w nowoczesnych blokach. Nijak się to ma do wszechobecnych sowieckich komunałek, gdzie często w jednej tylko kwaterze gnieździło się kilka rodzin, mających do dyspozycji zaledwie jedną toaletę na piętro. Realizatorom przydarzyła się także poważna wpadka techniczna. Pokazując korytarz moskiewskiego domu Weroniki już po zbombardowaniu nie zadbali o to, aby choć trochę przypominał on ten sam dom przed bombardowaniem… Ale to są szczegóły, które nijak nie mogą wpłynąć na ocenę filmu. Filmu, który jak najbardziej zasłużenie zdobył światowy rozgłos i zapewnił Kałatozowowi poczesne miejsce w dziejach kinematografii (nie tylko zresztą radzieckiej). Jednak gruziński reżyser tak naprawdę zdyskontował ów sukces dopiero dwanaście lat później, kiedy powierzono mu realizację międzynarodowej (włosko-radziecko-angielskiej) superprodukcji „Czerwony namiot”, opowiadającej o powietrznej ekspedycji Umberta Nobilego nad biegun północny w 1928 roku. Na planie pojawiły się wielkie gwiazdy światowego kina, m.in. Sean Connery, Claudia Cardinale, Mario Adorf, Peter Finch, ale też wybitni Rosjanie – Nikita Michałkow i Jurij Sołomin. Niestety, był to zarazem ostatni obraz wyreżyserowany przez Kałatozowa, który zmarł w Moskwie w marcu 1973 roku. „Lecą żurawie” to po dziś dzień jego najchętniej oglądane dzieło.
koniec
11 kwietnia 2008

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Niedożywiony szkielet
Jarosław Loretz

27 V 2023

Sądząc ze „Zjadacza kości”, twórcy z początku XXI wieku uważali, że sensowne pomysły na horrory już się wyczerpały i trzeba kleić fabułę z wiórków kokosowych i szklanych paciorków.

więcej »

Młodzi w łodzi (gwiezdnej)
Jarosław Loretz

28 II 2023

A gdyby tak przenieść młodzieżową dystopię w kosmos…? Tak oto powstał film „Voyagers”.

więcej »

Bohater na przekór
Sebastian Chosiński

2 VI 2022

„Cudak” – drugi z trzech obrazów powstałych w ramach projektu „Kto ratuje jedno życie, ten ratuje cały świat” – wyreżyserowała Anna Kazejak. To jej pierwsze dzieło, które opowiada o wojennej przeszłości Polski. Jeśli ktoś obawiał się, że autorka specjalizująca się w filmach i serialach o współczesności nie poradzi sobie z tematyką Zagłady, może odetchnąć z ulgą!

więcej »

Polecamy

Życie miejskie dla ubogich

Z filmu wyjęte:

Życie miejskie dla ubogich
— Jarosław Loretz

Drama na trzy ręce
— Jarosław Loretz

Nie, nie, wejście od frontu odpada
— Jarosław Loretz

Technika zgniłego Zachodu
— Jarosław Loretz

Tam, gdzie nikt nie patrzy
— Jarosław Loretz

Czy Herkules była kobietą?
— Jarosław Loretz

Prosimy nie regulować monitora
— Jarosław Loretz

Patyki eliminacji
— Jarosław Loretz

Pieczęć średniego zapieczętowania
— Jarosław Loretz

Dekoracje waść niszczysz!
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Inne recenzje

Klasyka kina radzieckiego: Miłość silniejsza od wojny
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Antypirat w akcji – szybki i wściekły!
— Sebastian Chosiński

Byśmy rośli w siłę i żyli dostatniej…
— Sebastian Chosiński

Czy klasyk literatury science fiction śni o komiksowej biografii?
— Sebastian Chosiński

Hymn do Kosmosu
— Sebastian Chosiński

Trzech Islandczyków, nie licząc Duńczyka
— Sebastian Chosiński

Dla kogo bije serce niczyje?
— Sebastian Chosiński

Strach się nie bać
— Sebastian Chosiński

„Józio Kaleka” na tropie prawdy
— Sebastian Chosiński

„Naprawdę jaki jesteś…”
— Sebastian Chosiński

„Etiopiki” z północnej Europy
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.