Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 czerwca 2022
w Esensji w Esensjopedii

Motyl i skafander (Le Scaphandre et le papillon)

Julian Schnabel
‹Motyl i skafander›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMotyl i skafander
Tytuł oryginalnyLe Scaphandre et le papillon
Dystrybutor Best Film
Data premiery18 stycznia 2008
ReżyseriaJulian Schnabel
ZdjęciaJanusz Kamiński
Scenariusz
ObsadaMathieu Amalric, Emmanuelle Seigner, Marie-Josée Croze, Niels Arestrup, Jean-Pierre Cassel, Emma de Caunes, Isaach De Bankolé, Jean-Philippe Écoffey, Max von Sydow, Marina Hands, Michael Wincott, Lenny Kravitz
MuzykaPaul Cantelon
Rok produkcji2007
Kraj produkcjiFrancja, USA
Czas trwania112 min
ParametryDolby Digital 2.0; format: 1:85,1
WWW
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Opis dystrybutora
Jean-Dominique Bauby, naczelny redaktor "Elle", na skutek wylewu krwi do mózgu doznał prawie całkowitego paraliżu. Mógł jedynie ruszać lewą powieką. Tekst "Skafandra i motyla" dyktował, mrugając powieką i posługując się specjalnym alfabetem. W swojej książce Bauby opowiada o życiu przed wylewem i o tym jakie to uczucie zostać uwięzionym w bezużytecznym ciele...
Teksty w Esensji
Filmy – Publicystyka (6)       [rozwiń]





Utwory powiązane
Filmy      



Tetrycy o filmie [8.56]

DA – Darek Arest [9]
Jeden mam tylko problem z tym filmem – nie zarzut nawet – zaledwie szczelinę na wątpliwość. Przy całej gamie czasowników, którymi można ten tytuł opleść, przez głowę nie przechodzi mi, że jest dojmujący i bolesny – a jednocześnie czuję, że taki być powinien. Wszystko tu jest perfekcyjnie wyważone i podane z wdziękiem, na jaki już prawie nie stać dzisiejszego kina. Moment, w którym reżyser pozwala się widzowi zdystansować od perspektywy sparaliżowanego bohatera, jest jednocześnie momentem, w którym ten bohater sam dystansuje się do swojego dramatycznego położenia. Fajnie że Schnabel czasem odkłada pędzelki i robi film.

MC – Michał Chaciński [8]
Pierwsza połowa to jeden z tych momentów, w których czuje się, że twórcy olali pytanie „Ale czy to będzie zrozumiałe dla emeryta w Montanie?” i pojechali z taką formą, jaką uważali za stosowną. Zdjęcia Kamińskiego to nowa jakość w oblekaniu widza w skórę bohatera. Ale trzeba też przyklasnąć temu, że kiedy sztuczka wizualna zaczyna robić się męcząca, panowie zdają sobie z tego sprawę i nie nadużywają jej. Fakt, że w drugiej połowie film nie mówi już nic nowego, tylko prowadzi do przewidywalnych wniosków nie zmienia tego, że to dla mnie jedno z bardziej świeżych doświadczeń w kinie w ostatnich miesiącach. Jedną z ról kina jest wrzucić nas w sytuację ekstremalną i dać poczuć jej smak, zadając przy tym pytanie, kim się wtedy okażę. Schnabel definiuje sytuację na tyle klarownie i daje tyle czasu widzowi, że pozwalał mi odpowiadać sobie na to pytanie przez cały czas seansu.

PD – Piotr Dobry [6]
Mam z tym filmem podobny problem, jak Michał Chaciński z „4 miesiącami…”. Doceniam koncept i kunszt wykonania (Kamińskiemu za zdjęcia należą się wszystkie możliwe nagrody), ale całość kompletnie nie rusza mnie emocjonalnie, bo wszystko potrafię przewidzieć na grubo przed tym, zanim Schnabel to pokaże: reakcje bohaterów, zawartość retrospekcji, treści przesłanek. I to bez uprzedniej znajomości książki.

BF – Bartek Fukiet [9]
Pozytywne zaskoczenie i niewymuszone wzruszenie. Trudny i dołujący temat w lekkiej formie. Bez sentymentalizmu, z humorem i ironią w wykonaniu głównego bohatera. Wszystko to sfotografowane z inwencją przez Janusza Kamińskiego. A piętnowana przez tetryka Piotra przewidywalność zupełnie mi nie przeszkadzała. Thumbs up!

KS – Kamila Sławińska [10]
Wesoły film o umieraniu, a to już coś wartego odnotowania. Nie mogę do dzisiaj uwierzyć, że tak niefilmowy materiał zaowocował tak nieprawdopodobnie, magicznie, obezwładniająco filmowym dziełem. Książka opisująca sytuację kompletnie sparaliżowanego faceta przekłada się najprościej na dwie godziny gadania z offu – a tymczasem Schnabel i Kamiński zamienili to niezwykłe dziełko w prawdziwą apoteozę zmysłowego postrzegania świata w całej jego złożoności. Kamera, którą Kamiński operuje jak zawsze po mistrzowsku, jest tu postacią równie ważną jak aktorzy, o ile nie ważniejszą: paradoksalnie to obraz, a nie słowo, jest najważniejszym elementem opowieści. Amalric niesamowity. Seigner przejmująca. No i przesłanie mądre i piękne, i podane bez kazań. Szczerze się wzruszyłam.

JS – Jakub Socha [7]
Przeszedłem jakoś obok tego filmu. Nawet ze zdjęciami Kamińskiego mam problem, najbardziej przypominają mi etiudę operatorską z Łodzi. Reszta też jakoś dziwnie wygładzona. Gubię się w retrospekcjach i nie rozumiem czym jest w tym filmie tak mocno eksponowany motyw (nie)wiary w wyższą instancję. Najlepszy oczywiście jest Max von Sydow. Dla tego Pana zawsze warto.

MW – Michał Walkiewicz [10]
Odyseja w przestrzeni pomiędzy życiem i śmiercią. Podróż szokująca, poetycka, wzruszająca, dosadna, ironiczna, śmieszna i co najwspanialsze – krzepiąca. Nakręcona w sposób nowatorski i perfekcyjny. Adaptując niezwykłe dzieło Bauby’ego, reżyser unika zarzutów o emocjonalny wampiryzm dzięki wyczuciu w rozwijaniu wewnętrznego świata bohatera. Arcydzieło!

KW – Konrad Wągrowski [9]
Facet, który pomyślał sobie kiedyś: „Zrobię pełnometrażowy film o sparaliżowanym człowieku, który dyktuje książkę za pomocą lewej powieki”, musiał naprawdę być odważny… Ale efekt jest powalający – w jakiejś części oczywiście dzięki genialnym zdjęciom Kamińskiego, ale głównie chyba dzięki pochodzącej z książki narracji samego Bauby’ego. Najistotniejsze jest jednak coś innego. Jak mało który, film ten działa emocjonalnie na poziomie „Co właściwie ja bym robił na jego miejscu?”. Taka myśl pozostaje w głowie jeszcze na długo po seansie. I żadna kwestia przewidywalności scenariusza nie ma tu nic do rzeczy.

BZ – Beata Zatońska [9]
Film, w który na długo zapada w pamięć. Jest sugestywny, potrafi boleśnie dotknąć, by za chwilę delikatnie rozbawić. Historia jest prawdziwa, rozgrywa się w szpitalu, na przestrzeni kilkunastu miesięcy. Ulubieniec losu i paryskich salonów, Jean-Dominique Bauby, dostaje wylewu. Jego udziałem jest rzadko występujący tzw. syndrom zamknięcia. Świetnie funkcjonujący, błyskotliwie-ironiczny umysł zostaje uwięziony w zupełnie bezwładnym ciele; panuje tylko nad jednym okiem. Julian Schnabel z pomocą genialnych zdjęć Janusza Kamińskiego ukazał na ekranie to, co wydawało się najtrudniejsze – cierpienie, bunt i proces przystosowywania się do katastrofalnej wręcz sytuacji. Na początku widz ogląda świat oczyma (okiem) Jean-Do. Obraz jest rozmyty, rozchwiany. Powoli, w miarę jak chory oswaja swoją nową sytuację, obraz stabilizuje się, pole widzenia rozszerza, przybywa postaci. Sekwencje wspomnień i fantazji głównego bohatera bywają nasycone światłem, poetyckie. Francuz Mathieu Amalric dobrze radzi sobie z niezwykle trudnym zadaniem aktorskim. Jest przekonujący jako radosny bon vivant i jako więzień własnego ciała, mrugający jednym, zdrowym okiem. Efektem tego mrugania jest książka. Opiekujące się Baubym terapeutki opracowały specjalny, „mrugany” alfabet. Dzięki temu podyktował swe niezwykłe wspomnienia. Schnabel, do tej pory portrecista artystów wyklętych, postawił przed sobą trudne zadanie sfilmowania jego książki i wygrał (nie udałoby mu się to bez Kamińskiego). Jest jeszcze ktoś, kto daje filmowi siłę – to Max von Sydow, wzruszający w roli ojca głównego bohatera. To film o paradoksach życia, o trudzie umierania i o okrucieństwie, okrucieństwie przeznaczenia i ludzi. Jest tu też pochwała hedonizmu – zapasy dobrych wspomnień i szczęścia pozwalają przetrwać najtrudniejsze chwile. Pojawiła się odrobina filmowego, komercyjnego lukru, ale jest do przełknięcia i wybaczenia.

Oceń lub dodaj do Koszyka w

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Copyright © 2000-2022 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.