Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Niczego nie żałuję – Edith Piaf (La Môme)

Olivier Dahan
‹Niczego nie żałuję – Edith Piaf›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNiczego nie żałuję – Edith Piaf
Tytuł oryginalnyLa Môme
Dystrybutor Best Film
Data premiery11 maja 2007
ReżyseriaOlivier Dahan
ZdjęciaTetsuo Nagata
Scenariusz
ObsadaMarion Cotillard, Sylvie Testud, Jean-Paul Rouve, Pascal Greggory, Emmanuelle Seigner, Gérard Depardieu, Manon Chevallier, Pauline Burlet, Alain Figlarz, Lana Likic, Christopher Gunning
MuzykaChristopher Gunning
Rok produkcji2007
Kraj produkcjiCzechy, Francja, Wielka Brytania
Czas trwania140 min
WWW
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Opis dystrybutora
Mała Edith Giovanni Gassion spędza pierwsze lata życia u babki, właścicielki podejrzanego hoteliku w Normandii, dopóki ojciec, wędrowny „człowiek-guma” nie zabierze jej w trasę, by zbierała pieniądze pod koniec jego występów. Niezwykły los tej maleńkiej kobiety, która stała się największą damą francuskiej piosenki.
Inne wydania

Teksty w Esensji
Filmy – Recenzje      

Filmy – Publicystyka      
Piotr Dobry, Urszula Lipińska, Kamil Witek ‹Esensja przyznaje Oscary 2007›

Utwory powiązane
Filmy      




Tetrycy o filmie [6.00]

MC – Michał Chaciński [6]
Na ile można powiedzieć, że biografia się udała, jeśli nie wywołuje wrażenia, że opowiedziała historię swojej bohaterki? 10 lat temu to pytanie byłoby niepotrzebne, bo pamiętaliśmy wtedy całkiem sporo filmów biograficznych albo quasi-biograficznych, które nie ukrywały, że nie pretendują do miana bryku z życiorysu, a jednak warto było je znać (choćby campowe filmy Kena Russela). Ale w ostatniej dekadzie amerykańskie biopiki jadące na jedno kopyto niemal spetryfikowały gatunek na poziomie liniowo podawanej historii od dziecka do starca, przez definiującą życie traumę z dzieciństwa, przez drogę na szczyt, nagły upadek i obecną perspektywę kogoś życiowo mądrego. Może i sporo życiorysów do tego pasuje, ale co mnie to obchodzi w kinie? Niech się w to bawi Hallmark. Film Dahana przypomina, że biografia może być nieliniowa, może sobie dowolnie prowadzić narrację, może ignorować konieczność serwowania szczytów i upadków, ale bezwzględnie jedno musi zrobić na pewno – udowodnić, że o postaci warto było opowiadać. Piaf w wykonaniu Cotillard jest jak żywioł – wulkan z głosem kompletnie nie „wokalnym”, ale momentalnie fascynującym. Każda scena z jej udziałem obiecuje coś nieprzewidzianego. Każdy kawałek muzyczny kończy się rozdziawieniem (moim). Jasne, że film nie jest doskonały, że scenariusz został poszatkowany, że pierwsza godzina jest niepotrzebnie zbyt długa itd. Ale wyszedłem z seansu z wrażeniem, że rozumiem fenomen Piaf. I o to chodziło.

PD – Piotr Dobry [3]
A ja żałuję. Tyle sobie po tym filmie obiecywałem, a tu takie rozczarowanie! Zawiódł reżyser bez pomyślunku – flashbacki co kwadrans; wszystko, obojętnie czy tragiczne, czy weselsze momenty z życia Piaf, tonie w przygnębiającej sepii; najazdy kamerą na przypadkowe elementy scenografii wprawiają w osłupienie; postacie pojawiają się i znikają jak w kalejdoskopie – co to, kurna, ma być? Piaf w interpretacji ucharakteryzowanej nie do poznania Cotillard przez cały film bardzo cierpi, od czasu do czasu coś zaśpiewa, ale tyle samo można by dowiedzieć się o niej z cienkiej broszurki (cały wątek dzieciństwa w burdelu jest właściwie zbędny). Strasznie powierzchowna to biografia, choć upozowana na dzieło sztuki. Atak migreny już w połowie seansu – oj, nie takich emocji się spodziewałem. Może po prostu nie trzeba było powierzać tak odpowiedzialnego zadania partaczowi od „Purpurowych rzek 2”?

BZ – Beata Zatońska [9]
Edith Piaf to ikona. Świat zna i kocha jej piosenki. Nakręcenie o niej filmu to wielkie wyzwanie. Przede wszystkim dla aktorki, której przypadło to zadanie. A Marion Cotillard wywiązała się z niego na 6 (w pięciostopniowej skali). Nie czuje się fałszu. Cotillard gra brawurowo, jest Piaf. Zawadiacką, młodziutką uliczną śpiewaczką, tyranizującą otoczenie artystką, kobietą, która potrafiła żyć tylko miłością i swoją sztuką. To, co robi aktorka, jest niezwykle przemyślane i bardzo, bardzo precyzyjne. Zwróćmy chociażby uwagę na transformację ulicznej, nieokrzesanej pieśniarki w gwiazdę, świadomą siły swojego talentu, operującą głosem i gestem tak, że publiczność wstrzymywała oddech. Nie zgadzam się z zarzutami, że Cotillard szarżuje. Piaf taka była (proszę wsłuchać się w jej piosenki, obejrzeć nagrania z koncertów). Ostra, ekspresyjna, dramatyczna i romantyczna. Zachowała przy tym do końca drapieżność biednej dziewczyny, która szukała, ciągle szukała bezpiecznej przystani. A zdradzała samą siebie, biorąc narkotyki i pijąc. Czarowała, denerwowała, odpychała i przyciągała. Cała obsada filmu świetnie wywiązała się ze swego zadania. I za to brawa dla reżysera Oliviera Dahana. Wspaniale wybrał i pokierował aktorskim zespołem. Udało też mu się uchwycić klimat czasów, w których Piaf odnosiła sukcesy. Gorzej mu poszło ze scenariuszem i koncepcją filmu. Denerwują konstrukcyjne ewolucje, nieustanne podróże w czasie. Ta wada nie przesłania jednak siły filmu i wielkiej, naprawdę wielkiej kreacji Marion Cotillard. Są jeszcze oczywiście piosenki Piaf.

Oceń lub dodaj do Koszyka w

Komentarze

15 VIII 2010   23:23:58

Była , jest , i pozostanie największą pieśniarką Francji

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Copyright © 2000-2022 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.