Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 6 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Kod Da Vinci (The Da Vinci Code)

Ron Howard
‹Kod Da Vinci›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKod Da Vinci
Tytuł oryginalnyThe Da Vinci Code
Dystrybutor UIP
Data premiery19 maja 2006
ReżyseriaRon Howard
ZdjęciaSalvatore Totino
Scenariusz
ObsadaTom Hanks, Audrey Tautou, Ian McKellen, Alfred Molina, Jürgen Prochnow, Paul Bettany, Jean Reno
MuzykaHans Zimmer
Rok produkcji2005
Kraj produkcjiUSA
WWW
Gatunekthriller
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Opis dystrybutora
W Luwrze zostaje popełnione morderstwo. Jego ofiarą jest kustosz. Zwłoki zostają znalezione w pozycji przypominającej sławny rysunek witruwiański, na którym renesansowy artysta przedstawił idealne proporcje ludzkiego ciała. W zbrodnię zamieszany jest – według policji – profesor z Harvardu, znawca symboliki religijnej.
Teksty w Esensji
Filmy – Recenzje      

Marcin T.P. Łuczyński ‹Ponad grobem bogini›

Książki – Publicystyka      
Marcin T.P. Łuczyński ‹Świat nie runął›

Filmy – Publicystyka      
Piotr Dobry, Bartosz Sztybor, Konrad Wągrowski ‹Zgryźliwi prorocy: Edycja 5, kwiecień 2006›

Książki – Wieści      

Filmy – Konkursy      

Utwory powiązane
Filmy (16)       [rozwiń]






Tetrycy o filmie [5.17]

PD – Piotr Dobry [4]
Howard jakby nie mógł się podźwignąć po porażkach dwóch poprzednich filmów. Przecież miernota materiału wyjściowego nie przesądzała od razu o nużącym, pozbawionym napięcia i w paru miejscach niezamierzenie śmiesznym charakterze ekranizacji. Na uznanych skądinąd aktorów też nie ma co liczyć – Hanks przygaszony, momentami sprawiający wrażenie lekko skonfundowanego głupotą linijek, jakie przyszło mu wygłaszać; Tautou całkowicie mdła, aseksualna, potwierdzająca swój status aktorki jednej roli; Bettany groteskowy; Reno niewykorzystany. Jeden tylko McKellen się broni. Doprawdy, więcej dreszczy zapewnia mi oglądanie kodów kreskowych, gdy przy kasie w Tesco czytnik zamienia je na rosnącą w przerażającym tempie kwotę…

WO – Wojciech Orliński [8]
Na pewno nie jest to najlepszy film sensacyjny ever, ostatnie ok. 20 minut jest kompletnie zbędną, przeciągniętą puentą (powinno się skończyć w Londynie). Ale jednak trzyma w napięciu, znakomita jest obsada wśród bad gajów. Hanks jako intelektualista sprawdza się o tyle nieźle, że taki to i tam intelektualista, z tego Langdona - wszak cała "erudycyjna" warstwa książki Browna to tylko dekoracja. Ale nikt przecież tylko po przeczytaniu Robina Cooka nie zabierze się za leczenie ludzi, prawda?

MS – Małgorzata Sadowska [5]
Filmidło czyli odpowiednik czytadła. Jeśli coś takiego może wstrząsnąć posadami kościoła katolickiego (a najwyraźniej tego zdania są protestujący dostojnicy), to więcej to mówi o tym, jak nisko upadła owa instytucja, a nie na jak niebywałe wyżyny wzniosła się popkultura.

KS – Kamila Sławińska [3]
Watykan może spać spokojnie: oczekiwany z niepokojem, skandalizujący film na podstawie bestsellera Don Browna jest tak nieznośnie nudny, napuszony i przegadany, że z całą pewnością nie przekabaci nikogo. Nawet najbardziej spragnieni powodów do buntu przeciw autorytetowi Kościoła zasną gdzieś pod koniec pierwszego aktu (wypełnionego w znacznej większości pompatycznymi dialogami pomiędzy sztywnym jak kij Hanksem i drewnianą, pozbawioną choćby odrobiny seksapilu Tatou). Im więcej postaci pojawia się na ekranie, tym szybciej rosną podejrzenia, że pan reżyser Howard podał aktorom jakiś tajemniczy preparat, kompletnie pozbawiający ich ekspresji - bowiem i utleniony na blond Bettany, i Jean Reno, i nawet niezawodny zwykle Molina grają jak statyści z Nocy żywych trupów. Jedynie pełen wdzięku występ Iana McKellena wnosi powiew życia do tej trupiarni; szkoda, że na tak krótko. W departamencie akcji - cieniuchno: nawet sceny pościgów i morderstw jakieś takie niemrawe i pozbawione atmosfery. Idiotyczne wstawki „historyczne” wioną na kilometr kiczem, jakiego wstydziłaby się nawet trzeciorzędna telewizyjna produkcja. Najgorsze jednak, że jako ekranizacja Da Vinci Code wydobywa najsłabsze, a nie najbardziej interesujące elementy powieści: z całą bezwzględnością ujawnia nędzę napuszonej prozy Browna (te dialogi!), gubiąc gdzieś to, co czytelnicy doceniali najbardziej: wciągającą, wartką fabułę dreszczowca do czytania w pociągu. Słowem - porażka na całej linii.

BS – Bartosz Sztybor [6]
Całkiem niezłe filmidło, którego raczej nie da się zapamiętać na dłużej, chyba że jest się osobą świętszą niż sam papież. Jakoś rzadko drażnią mnie dziury logiczne i staram się ich nie dostrzegać, ale tutaj niestety były one wyraźne i momentami stawały się irytujące. Niepotrzebna jest też "druga" końcówka, w której drastycznie spada tempo i rzeczywiście lepiej było zakończyć całość kilka minut wcześniej, w Londynie. Z rzeczy milszych, to Hanks jest idealny jako Langdon. Paul Bettany też jest niezły jako Silas, ale czasami za bardzo wczuwa się w rolę i robi dziwną odmianę "mruża", co upodabnia go trochę do Marty'ego Feldmana i nie jest to bynajmniej komplement (przynajmniej w tym kontekście). W ogóle największą zaletą "Kodu Da Vinci" jest obsada, chociaż niepotrzebnie gmerano w charakterystyce mojego książkowego idola Bezu, który w filmie jest zbyt łagodny. Książka była czymś w stylu religijnego kryminału, natomiast film jest jakby przeniesioną na celuloid komputerową grą przygodową. Film więc czerpie z serii o Gabrielu Knight(-cie) i George'u Stobbart(-cie), a realizacyjnie (sposób kręcenia, montowania retrospekcji i sceny akcji) zbliżony jest do "Still Life" (jedna z lepszych przygodówek ostatnich lat). Nie jest więc źle, ale zbliżony gatunkowo "Skarb narodów" był lepszy i miał bardziej wciągającą intrygę. A całe to gadanie o religijnych kontrowersjach to "un grande bullshito", bo "Kod Da Vinci" okazuje się w pewnym momencie tak pro-religijny, że aż poziom cukru się zwiększa.

KW – Konrad Wągrowski [5]
Co ma wspólnego "Kod da Vinci" z "Ja wam pokażę!"? Ano to - przy zachowaniu proporcji - że oba te filmy zostały wykonane przez twórców, którzy uznali, że sam temat sprzeda film, tak, że oni już starać się nie muszą (i niestety wszystko wskazuje na to, że mieli rację...). Z pozoru "Kod da Vinci" jest filmem absolutnie poprawnym. Akcja jakoś tam się toczy, są zwroty akcji, pojedynki, pościgi. Problem w tym, że fabuła sensacyjna nie wykracza ponad zgrane setki razy schematy, a twórcy nawet nie próbuja dodać tu czegokolwiek inspirujacego. Gorzej, że film jest przepełniony nielogicznościami, które tu jednak mocno kłują w oczy (ucieczka z Luwru - cała policja leci za cięzarówką, nikt nie zostaje w muzeum, ucieczka z banku - nikt nie zadaje sobie trudu, aby sprawdzić, czy taki transport może mieć miejsce, scena w katedrze - aż szkoda słów, aby wyliczać jak głupio rozwiązana). W całej dwuipółgodzinnej fabule nie ma ani jednej sceny, która byłaby w jakiś sposób oryginalna, interesująca, niesztampowa. Aktostwo - oprócz McKellena - straszliwie sztampowe, rozczarowuje zwłaszcza Tatou. Ostatnie pół godziny ciagnie się niemiłosiernie. No i magii, magii nie ma - pomysł, że całej tajemnicy dowiadujemy się z przydługiego wykładu sam w sobie powinien ściągnąć na twórców (w tym autora) gniew Hiszpańskiej Inkwizycji. Ech, gdy wspomni się, jak nieoceniony Indy odkrywał Arkę Przymierza...

Oceń lub dodaj do Koszyka w

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Copyright © 2000-2021 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.