Nowe zasady dotyczące cookies

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej „Polityce Cookies”.

 
 
dzisiaj: 24 maja 2013
w Esensji w Google
Zobacz koniecznie: Esensjomania – księgarnia Esensji!  –  Esensja

Nigeryjski gulasz i czeczeńskie tańce

W ramach imprezy Lublin Wielokulturowy można było skosztować egzotycznych potraw, obejrzeć białoruskie tańce, posłuchać ukraińskich i tybetańskich pieśni, oraz wziąć udział w rozmaitych warsztatach. Program kipiał od atrakcji, a że w weekend pogoda dopisała, było naprawdę wspaniale.

‹Wielokulturowy Lublin 2010›

Organizator Centrum Kultury w Lublinie
CyklWielokulturowy Lublin
MiejsceLublin
Od26 maja 2010
Do30 maja 2010
WWWStrona
Udział w Lublinie Wielokulturowym rozpoczęłam w piątkowe popołudnie. W Centrum Kongresowym Uniwersytetu Przyrodniczego rozłożyli się ze stoiskami przedstawiciele obecnych w Lublinie mniejszości narodowych. Na afrykańskim do obejrzenia były ręcznie malowane szaty i przeróżne drobiazgi, takie jak nieduży model motocykla wykonany z puszek po produktach spożywczych. Na stoisku żydowskim można było poprosić o zapisanie swojego imienia alfabetem hebrajskim, na cygańskim obejrzeć podręcznik do nauki języka romskiego (którego ponoć jeszcze do niedawna nie wolno było gadziom poznawać), na białoruskim i czeczeńskim obejrzeć pięknie wyszywane ludowe stroje. Przy stoisku ukraińskim wzbudziłam wielką wesołość popisując się swoją znajomością ukraińskiego: „Ce obłasna dzierżawna administracja, proszu faks zastartowaty!”1). Każde stoisko zaopatrzono w odpowiednią ilość kolorowych folderów i ulotek informujących o miejscach i wydarzeniach związanych z danym narodem.
Ustawiłam się w kolejce do stoiska arabskiego, gdzie rudowłosa dama w zwiewnych szatach rysowała wszystkim chętnym henną na dłoniach przepiękne wzory roślinne. Śmieszne uczucie jak się jest malowanym: jakby człowiekowi chodziła po skórze mrówka o lodowatych stopach. Wzory były nie tylko piękne, ale i ślicznie pachniały, ziołowo-żywiczną wonią. Dowiedziałam się, że najlepsza henna pochodzi z regionów gorących i pustynnych, że wzór kratkowany oznacza szczęście, bo symbolizuje wygraną w grze, a wzór wygięty w S to ogon skorpiona, który „wykłuwa złe oko” (czyli ochronny).
Rysunek henną<br/>Fot. Agnieszka Szady
Rysunek henną
Fot. Agnieszka Szady
W programie przewidziana była degustacja potraw mniejszości narodowych: od dość zwyczajnych, jak barszcz ukraiński czy żydowska grochówka, po niezwykłe: nigeryjski gulasz z serc wołowych, ostro-słodki kuskus z rodzynkami i warzywami, rewelacyjne cygańskie racuchy sodowe, curry o niezwykłym smaku, czeczeńska potrawa przypominająca leczo, czy wreszcie tybetańskie pierożki z oryginalnym w smaku nadzieniem warzywnym.
O osiemnastej w sali widowiskowej rozpoczęły się występy zespołów tanecznych i wokalnych różnych narodów. Dziecięca grupa „Gwiazdy Czeczenii” przedstawiła tańce w stroju narodowym (dziewczynki w długich sukniach i woalach na głowie wyglądały jak malutkie wschodnie księżniczki), „Hiloczka” i „Chwyla” przedstawiły tradycyjne pieśni białoruskie i ukraińskie, a zespół dziecięcy „Nadieżda” z Brześcia na Białorusi wykonał kilka tańców i solową piosenkę o Biełarusoczce, w wykonaniu uroczej małej dziewczynki, która w białym giezłeczku i wianku wyglądała jak rusałka. Pomiędzy poszczególnymi występami miało miejsce przemówienie prezydenta Lublina oraz wręczenie gimnazjalistom nagród za udział w grze miejskiej, która odbyła się poprzedniego dnia.
Ikonostas Nowosielskiego<br/>Fot. Agnieszka Szady
Ikonostas Nowosielskiego
Fot. Agnieszka Szady
W sobotę już o dziesiątej rano znalazłam się w muszli koncertowej w Ogrodzie Saskim, gdzie zaczynał się koncert muzyki folkowej. Grupa „Miatlica” w zgrzebnych strojach przypominających ubiory Prasłowian wykonała intrygującą muzykę jakby plemienną, grając na wielkim bębnie i trąbiąc na czymś w rodzaju didgeridoo. Potem zaprezentowali tańce słowiańskie przy muzyce z taśmy. Następnie dziewczyny z tego zespołu przedstawiły krótki pokaz tańca z ogniem (miały wachlarze zapalone na końcach, którymi falowały jak skrzydłami) przy akompaniamencie męskiej części grupy.
Następnie wystąpił zespół „Nadieżda”. Wykonali mnóstwo numerów tanecznych, każdy w innych strojach: ludowe, inne ludowe, marynarskie, rosyjskie… Było co podziwiać, bo dzieciaki tańczyły rewelacyjnie. Te figury, które chłopcy wyczyniali przy tańcu przypominającym kozaka!… Dziewczynka, która poprzedniego dnia śpiewała o Biełarusoczce wykonała w srebrnym kosmiczno-dyskotekowym stroju energiczną piosenkę o słonecznych zajczikach, które skaczą jak malcziki, a potem, przebrana za małą żołniereczkę, piosenkę o żołnierzach. Zespół zatańczył też do wtóru rosyjskiej wersji piosenki Afric Simone’a „Hafanana”. Dochodziła dwunasta. Pracownicy techniczni wyładowywali z furgonetki instrumenty zespołu z Indonezji, którego występ miałam wielką ochotę obejrzeć, ale musiałam iść na trening. Po jego zakończeniu popędziłam z powrotem do muszli i zdążyłam jeszcze na samą końcówkę występu gamelana. Grali monotonną melodię na gongach (niesamowite były te ich instrumenty, osadzone na rzeźbionych w smoki złoto-czerwonych stelażach), a na froncie sceny mężczyzna w czarnym, prostym stroju i czapeczce przypominającej fez popisywał się, robiąc ruchy w stylu tai chi, następnie wyciągnął wielki sztylet, pociął nim jabłko, żeby pokazać, że jest ostry, po czym udawał, że się tnie po przedramionach albo wbija w brzuch.
Kaplica rzymskokatolicka<br/>Fot. Agnieszka Szady
Kaplica rzymskokatolicka
Fot. Agnieszka Szady
O czwartej po południu w sterylnie białym wnętrzu kościoła ewangelicko-augsburgskiego grupa młodzieży z parafii luterańskiej w Zelowie zaprezentowała rewelacyjny koncert na dzwonki. Trzymali je odwrotnie, niż się zazwyczaj trzyma dzwonek, wykonując rękami koliste ruchy. Dźwięk był wspaniały, niczym kryształowa waza uderzana aksamitną pałeczką, choć czasami pobrzmiewały w tej harmonii dźwięki jakby oboju, altówki albo organów. Było to naprawdę cudowne. Po półgodzinnej przerwie, którą wykorzystałam na spacer po Ogrodzie Saskim w zachodzącym słońcu, wróciłam do kościoła na śpiewy modlitewne mnichów tybetańskich. Mnichów było czterech, w ceremonialnych szatach z żółtymi czapami, wyśpiewywali monotonną pieśń o wibrujących, niekiedy zaskakująco niskich tonach.
Duet DoSchidSoncia<br/>Fot. Agnieszka Szady
Duet DoSchidSoncia
Fot. Agnieszka Szady
W niedzielę nie chciało mi się wcześnie wstawać, więc odpuściłam sobie spacer szlakiem żydowskim, na który zbiórka była o dziewiątej. W samo południe poszłam do Seminarium Duchownego, którego wysoki mur zdobny w półkoliste blanki od dziecka mnie fascynował. W planie zwiedzania była kaplica grekokatolicka z ikonostasem namalowanym przez Jerzego Nowosielskiego, ale ksiądz wpuścił nas również do pięknie odnowionej barokowej kaplicy rzymskokatolickiej, w której nigdy nie byłam, a także pozwolił zobaczyć ogród seminarium. Najstarszy budynek pochodzi z XVIII wieku, a ozdabiają go medaliony-płaskorzeźby, niedawno odrestaurowane. Po zakończeniu zwiedzania popędziłam w północne rejony miasta, na zwiedzanie jesziwy. Po drodze wstąpiłam jeszcze do bożnicy, która wcale nie jest osobnym budynkiem, tylko niepozornym mieszkaniem w kamienicy przy Lubartowskiej. Trwały tam warsztaty wycinanki żydowskiej, więc przyjrzałam się wzorom przedstawiającym lwa Judy, menorę i jakieś kozy czy gazele, i pognałam dalej, bo byłam już spóźniona. Na szczęście załapałam się jeszcze na końcówkę zwiedzania: grupa była akurat w największej sali, służącej do modlitwy – staruszek w jarmułce kończył opowiadać historię budynku, którą również można było przeczytać i obejrzeć na zdjęciach w sąsiedniej sali. Jesziwę wybudowano w latach 30. XX wieku, jest to ogromny budynek, który pewnie wtedy robił duże wrażenie. Z ekspozycji najbardziej fascynujące było kilkumetrowe zdjęcie lotnicze przedwojennej dzielnicy żydowskiej, która rozciągała się wokół Zamku Lubelskiego. Razem z innymi zwiedzającymi z zainteresowaniem śledziłam dawny przebieg ulic, porównując go z obecnym.
Z warsztatów kulinarnych i tanecznych zrezygnowałam na rzecz wysłuchania w kościółku grekokatolickim w Muzeum Wsi Lubelskiej śpiewów w wykonaniu ukraińskiego duetu DoSchidSoncia. Dziewczyny nie tylko rewelacyjnie śpiewają, ale też fantastycznie wyglądają – po zakończeniu występu wszyscy chcieli się z nimi fotografować.
To był już ostatni punkt programu Lublina Wielokulturowego, a atrakcji było o wiele więcej, niż zdołałam zobaczyć i opisać. Mam nadzieję, że za rok będzie jeszcze ciekawiej.
koniec
10 czerwca 2010
1) Tu państwowa administracja wojewódzka, proszę włączyć faks.
dodajdo

Komentarze

W chwili obecnej nie ma żadnych komentarzy. Twój może być pierwszy!

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Weekendowa Bezsensja: Wszystko, czego nigdy nie chcielibyście wiedzieć o… Esensji (11)
Agnieszka Szady

5 I 2013

Dawno nie było kolejnego odcinka redakcyjnego kapowniczka. Być może dlatego, że humor nam się stępił, ale może dlatego, że zaostrzyły się kryteria doboru redakcyjnych cytatów. Dlatego też dziś otrzymujecie humor najwyższej próby (no, z małymi wyjątkami).

więcej »

Wigilia w Esensji
Esensja

24 XII 2012

Przy okazji Wigilii i Świąt nierzadko publikowaliśmy okolicznościowe teksty, bardziej i mniej serio. Przypomnijmy je sobie dziś. Wesołych i spokojnych świąt dla wszystkich naszych czytelników!

więcej »

Falkon kryzysowy
Agnieszka Szady

11 XII 2012

Trzynasty Falkon miał w logo dodaną literkę „i”: Failkon. Niestety, okazało się to prorocze.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż autora

Esensja czyta: Kwiecień 2013
— Miłosz Cybowski, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Alicja Kuciel, Paweł Micnas, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Agnieszka Szady

Esensja ogląda: Kwiecień 2013
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Tomasz Kujawski, Małgorzata Steciak, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Cykl wiedźmiński to więcej niż kanon
— Miłosz Cybowski, Agnieszka Hałas, Magdalena Kubasiewicz, Beatrycze Nowicka, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Marzec 2013 (2)
— Grzegorz Fortuna, Alicja Kuciel, Małgorzata Steciak, Agnieszka Szady

Subiektywny Przegląd Prasy: Górki i dołki
— Agnieszka Szady

Esensja czyta: Styczeń 2013
— Miłosz Cybowski, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Magdalena Kubasiewicz, Alicja Kuciel, Daniel Markiewicz, Agnieszka Szady

Jak pokonać w sobie ulnika
— Agnieszka Szady

Esensja ogląda: Styczeń 2013 (Kino)
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Piotr Dobry, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Alicja Kuciel, Beatrycze Nowicka, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Robinson transoceaniczny
— Agnieszka Szady

Intrygi w lukrowanym światku
— Agnieszka Szady

Wkrótce

zobacz na mapie »

W trakcie

zobacz na mapie »
Copyright © 2000-2013 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.