Nowe zasady dotyczące cookies

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej „Polityce Cookies”.

 
 
dzisiaj: 21 maja 2013
w Esensjopedii w Esensji w Google
Zobacz koniecznie: Esensjomania – księgarnia Esensji!  –  Esensja

50 najlepszych polskich płyt dekady

[1] 2 3 5
Kiedy powiedziało się „a”, trzeba powiedzieć również „b”, a zatem, skoro udało nam się szczęśliwie wybrać 50 najlepszych zagranicznych płyt dekady, postanowiliśmy to samo zrobić z produkcjami polskimi. Nie było łatwo dojść do konsensusu, ale jednak udało nam się! Okazało się, że polska muzyka nie stoi tylko Dodą i Feelem, i że w naszym kraju również powstaje dużo wartościowej muzyki; zapraszamy więc na ranking 50 najlepszych polskich płyt dekady!
Za dekadę obraliśmy, tak jak w przypadku rankingu zagranicznego, okres od 2001 roku do dziś.
50. The Cracow Klezmer Band „Sanatorium Under the Sign of the Hourglass: A Tribute to Bruno Schulz” (2005)
Jeżeli możemy mówić o pewnym renesansie muzyki żydowskiej, to niewątpliwie jednymi z jaśniejszych jego punktów są kolejne płyty The Cracow Klezmer Band (dziś Bester Quartet). Grupa wyrosła z grania w krakowskich knajpach i została otoczona opieką samego Johna Zorna, największego animatora dzisiejszej, nowoczesnej sceny muzyki żydowskiej. To jego wytwórnia, nowojorski Tzadik, począwszy od debiutu, tłoczy wszystkie albumy Klezmerów. Zespół z płyty na płytę ewoluował stając się jedną z ikon najbardziej tradycyjnego nurtu z kręgu klezmer-jazzu i muzyki akustycznej. Po trzech kolejnych świetnych nagraniach, Zorn powierzył Polakom własne kompozycje. W aranżacjach Jarosława Bestera nie odnajdziemy co prawda eksperymentów charakterystycznych dla Zorna i jego „radykalnej kultury żydowskiej” – o żadnej ekstremie nie ma mowy, niemniej jednak duch improwizacji obecny jest na każdym kroku. Poszczególne tematy subtelnie rozwijają się w historie, w których wyraźnie wyczuwa się słowiańską melancholię oraz romantyczną tajemniczość. Malowniczość i surrealistyczne pejzaże oraz literacka niemalże narracja płyty skojarzyła się Zornowi z twórczością Bruno Schulza – stąd tytuł. Poruszają kapitalne wokalizy Grażyny Auguścik, oszałamiają rytmy wygrywane przez kontrabas i wszelkie perkusjonalia, urzeka wzajemne współgranie instrumentów oraz onieśmielają solowe partie akordeonu, skrzypiec i klarnetu. Dzięki niesamowitemu rzemiosłu, ogromnej muzycznej wrażliwości oraz niecodziennej wirtuozerii płyta za każdym razem dostarcza słuchaczom niesamowitych wrażeń. Trudno pisać o tak doskonałej muzyce, jak o tej, która wypełnia „Sanatorium pod klepsydrą”. To już nie jest tylko muzyka, to zdecydowanie coś więcej. Potwierdza to także samo opakowanie albumu – tak wydanego krążka nie ma w swojej dyskografii najprawdopodobniej żadna inna polska kapela.
Jakub Stępień
49. Coma „Pierwsze wyjście z mroku” (2004)
Choć Coma wciąż powiększa liczbę swoich gorących zwolenników, nagrywa coraz bardziej ambitne albumy i sprzedaje coraz większe nakłady płyt, to wciąż jej najlepszym krążkiem pozostaje debiut. „Pierwsze wyjście z mroku” zdefiniowało styl formacji i ukazało jej potencjał. Jest to zbiór rewelacyjnych kawałków, osadzonych trochę w klimatach postgrunge’owych, ale zarazem bardzo przebojowych. Mamy tu miejsce zarówno na ciężkie riffy („Sierpień”, „Czas globalnej niepogody”), chwile uspokojenia („Spadam”, „Pasażer”), jak i muzyczne odjazdy (basowy początek kawałka „Zbyszek” to mistrzostwo świata). Nawet typowa dla Comy patetyczność i pretensjonalność na tym krążku nie przeszkadza i doskonale pasuje do obrazu całości. Poza tym mamy tu sztandarowy utwór formacji – „Leszek Żukowski”, który chyba cały czas pozostaje jej największym dokonaniem.
Piotr „Pi” Gołębiewski
48. Czesław Śpiewa „Debiut” (2008)
Czesław Mozil to absolwent Królewskiej Akademii Muzycznej w Kopenhadze, członek zespołu Tesco Value, wokalista, producent, kompozytor i muzyk (przede wszystkim akordeonista), którego wejście na polski rynek w 2008 roku za sprawą krążka „Debiut” zaowocowało podwójną platyną i trzema Fryderykami. Co istotne, Czesława szybko polubiły media, które lansowały duńskiego Polaka tak mocno, że stał się jedną z czołowych postaci naszego show-biznesu. Czym tak bardzo muzyk przykuł uwagę? Przede wszystkim specyficznym folkiem, z którym miesza liczne brzmienia: od rockowych przez popowe po lekko punkowe, a nawet biesiadne. „Debiut” to także szereg instrumentów – na pierwszy plan wysuwa się akordeon, ale duży udział w projekcie mają najróżniejsze fujarki, mandolina, saksofon, kontrabas, waltornia, instrumenty dęte i inne. Do tego wszystkiego intryguje, niespotykany, lekko chłopięcy wokal z wyraźnym zagranicznym akcentem, którym Czesław śpiewa przeróżne, często zabawne, bajkowe albo nawet całkiem absurdalne teksty, będące dziełem poety Michała Zabłockiego i wielu internautów, którzy współtworzyli je przy pomocy czata. To właśnie w ten sposób powstał zmienny, składający się z dziesięciu różnorodnych kompozycji album – na tyle awangardowy i intrygujący dla polskich słuchaczy, że Czesława Mozila błyskawicznie przyjęto do grona muzycznych gwiazd. Potwierdza to także dobry (choć już nie tak gorący) odbiór drugiego wydawnictwa akordeonisty, zatytułowanego „Pop”.
Michał Perzyna
47. Pati Yang „Silent Treatment” (2005)
Kariera Pati Yang stanowi jeden z nielicznych dowodów na to, że nawet pochodząc z Polski, można nagrywać znakomite płyty i to w najlepszych studiach świata. Urodzona we Wrocławiu wokalistka przygodę z muzyką zaczęła kilkanaście lat temu, ale mimo tego przez długi okres była dla większości krajowych odbiorców niemal anonimowa – premiera jej debiutanckiej „Jaszczurki” z 1998 roku przeszła bez większego rozgłosu. Z perspektywy czasu słusznie zauważa się jednak wyjątkowość i dopracowanie ówczesnego, bardzo odważnego i mrocznego krążka, który dzisiaj przez wielu uznawany jest nawet za jeden z przełomowych. Niejako następstwem tych wydarzeń okazały się zagraniczne wojaże Patrycji, która za główny cel podróży obrała Anglię – kolebkę prawdziwego trip-hopu. To stamtąd w 2005 roku trafił do nas „Silent Treatment”, który w pełni profesjonalnie wyprodukowano w słynnym, londyńskim Air Studio. Tym razem krążek nie miał problemów z dotarciem do szerszej publiczności, a co najważniejsze spotkał się z bardzo przychylnym odbiorem. Stało się tak, ponieważ na płycie znalazł się szereg znakomitych kompozycji (od ślicznych i nieco sennych: „Soul For Me”, „Air Stands Still” czy „All That Is Thirst” po bardziej drapieżne: „Pretty Fin” albo „Giant Cat Woman”), łączących w sobie różnorodny trip-hop z elektroniką oraz akustycznymi wstawkami. Do tego przykuwa przenikliwy głos artystki, całkiem nieźle radzącej sobie również z angielskim (album zaśpiewany jest wyłącznie w tym języku). Przede wszystkim brzmienie całości nie odbiega standardami i poziomem od zagranicznych wydawnictw i nie tylko wniosło mnóstwo świeżości na sklepowe półki z polskimi płytami, ale też dodało otuchy słuchaczom i młodym twórcom. Otuchy, że jednak Polak potrafi!
Michał Perzyna
46. Maleńczuk / Waglewski „Koledzy” (2007)
Są takie płyty, które z założenia nie mają na celu przełamywania granic i poszukiwania nowych horyzontów muzycznych, a jednak na długo zapadają w pamięć słuchaczy. Takim właśnie albumem są „Koledzy” spółki Maciek Maleńczuk – Wojtek Waglewski. Poza nielicznymi wyjątkami („Koledzy”, „Biusty”) jest to wybór utworów z twórczości obu artystów i kilka klasycznych kawałków, zarówno zagranicznych („Who Do You Love”, „Can’t Judge Book”), jak i rodzimych („Bal na Gnojnej”, „Komu dzwonią”). Tytuł krążka świetnie oddaje charakter zawartego na nim materiału, to po prostu spotkanie dwóch kolegów, którzy postanowili pograć swoje ulubione utwory i ten bezpretensjonalny, luzacki klimat udziela się słuchaczom. Jest tu miejsce zarówno na rubaszną zabawę („Biusty”), męskie filozofowanie („Praca na saxach”), ale też chwile autentycznych wzruszeń („Bo Bóg dokopie”). Jak to wśród kolegów.
Piotr „Pi” Gołębiewski
45. Happysad „Podróże z i pod prąd” (2005)
Drugi album Happysad jest ich zdecydowanie najlepszą płytą. Materiał na niej zawarty to od początku do końca same przeboje, które aż chce się nucić. Niby podobnie było na debiucie, ale w tym wypadku nie ma mowy o szczeniackości; kompozycje są bardzo dopracowane i zostały okraszone o wiele ciekawszymi tekstami. To w nich tkwi największa siła „Podróży z i pod prąd”, bo znajdziemy tu historie z życia („Z pamiętnika młodej zielarki”, „Nostress”), trafną publicystykę („To miejsce na mapie”, „Od kiedy ropą”) i nawet jeśli mamy do czynienia z utworami miłosnymi, są one przedstawione w sposób nietypowy („Łydka”). Czy Happysad można nazwać głosem pokolenia? Aż tak bym nie szarżował, ale na pewno doskonale wypełnia lukę, jaka powstała po śp. Pidżamie Porno.
Piotr „Pi” Gołębiewski
44. Lenny Valentino „Uwaga! Jedzie tramwaj” (2001)
Pamiętam zachwyty polskiej prasy tuż po wydaniu tego albumu. Pisano, że jest to rzecz porównywalna z dokonaniami Radiohead. Dziś można już podejść do tematu na spokojnie. Co nie znaczy, że takie porównania były na wyrost, bo zapytani w środku nocy o przykład polskiej poprockowej alternatywy z prawdziwego zdarzenia bez wahania wskażemy właśnie tę płytę. Świetne kompozycje, doskonałe brzmienie, niebanalne teksty i subtelne smaczki czynią z „Uwaga! Jedzie tramwaj” niepowtarzalną na naszej scenie mieszankę popu, awangardy i rockowej poezji. Z połączenia sił muzyków Myslovitz, Ścianki i Negatywu powstała poruszająca opowieść traktująca o dzieciństwie. Historie zawarte w utworach podkreślane są przez genialnie dobrane aranżacje. W każdym kawałku znajdzie się coś, co potrafi ścisnąć za gardło – jak choćby przepiękne dźwięki klawiszy w „Chłopcu z plasteliny”, katarynkowa gitara w „Karuzela skutery rodeo”, dziecięce wypowiedzi z mysłowickiego przedszkola samplowane w „Dzieci 2” czy wokal i tekst Rojka w piosence tytułowej oraz całe dwie minuty i 48 sekund „Dla taty”. Nie trzeba dodawać, że promujący całość „Dom nauki wrażeń” to najlepszy singiel dekady. Więc może postawienie „Uwaga! Jedzie tramwaj” na półce obok płyt Radiogłowych jest jak najbardziej na miejscu? Zwłaszcza że zamykającego „…” Thom Yorke by się nie powstydził.
Jakub Stępień
43. Kapela Ze Wsi Warszawa „Wiosna Ludu” (2001)
Kapela Ze Wsi Warszawa (lub jak kto woli Warsaw Village Band) – jak The Cracow Klezmer Band – to zespół, który większy rozgłos i uznanie zyskał za granicą niż w ojczyźnie. Kiedy w naszych rozgłośniach radiowych królowało Ich Troje, a coraz większą popularność zdobywała Doda, ukazała się jedna z najciekawszych i najbardziej oryginalnych płyt, jakie wydał nasz rynek od czasów zmiany ustroju. „Wiosna Ludu”, bo o nim mowa, jak sama nazwa wskazuje, to muzyka ludowa, ale zagrana z prawdziwie rockową energią i podszyta niemałą ilością mistycyzmu i transową rytmiką. To dzięki drugiemu w dyskografii albumowi, wydanemu na zachodzie pod tytułem „People Spring”, zespół pożeglował w rejs po światowych scenach i festiwalach, zbierając same gratulacje i wyśmienite recenzje. Te zachwyty nie były przesadzone, gdyż tak jak w przypadku Klezmerów, Warsaw Village Band tchnęli w tradycyjną muzykę nowe emocje, podkreślając przy okazji siłę i uniwersalność folkowej nuty. Przecudowne melodie wygrywane na takich instrumentach jak skrzypce, cymbały, lira korbowa czy fidel płocka oraz rytmy napędzane przez kontrabas, drumle, dhol i baraban świetnie akompaniują ludowym śpiewkom i nie pozwalają się od siebie oderwać na długo po zakończeniu płyty. Raz skoczna i porywająca do tańca, raz nostalgiczna i wprowadzająca w zadumę tradycyjna polska muzyka ludowa w wykonaniu Kapeli Ze Wsi Warszawa urosła do rangi sztuki przez duże „S”.
Jakub Stępień
42. Blindead „Impulse” (2009)
Po świetnie przyjętej przez krytykę i przełomowej dla zespołu płycie „Autoscopia (Murder In Phazes)” muzycy Blindead nie próżnowali. Zagrali europejską trasę u boku Amerykanów z grupy Rosetta, wystąpili na Asymmetry Festival u boku Minsk i This Will Destroy You oraz na Knock Out Festival. W dniu tej pierwszej imprezy premierę miała zresztą opisywana tutaj EP-ka. Na „Impulse” grupa wyraźnie dała upust swoim ciągotkom do eksperymentowania. Tytułowe nagranie to 15-minutowe monstrum podzielone na kilka z pozoru odległych od siebie stylistycznie części. Rozpoczynają je pulsacyjne sample, do których po chwili dołączają rytmiczne uderzenia w bębny, a następnie delikatna gra na gitarze. Po tak niepokojącym wstępie przychodzi czas na mocne, metalowe uderzenie, niespodziewanie przerwane potem… krótkim wyciszeniem. Kulminacyjnym punktem utworu jest jednak zakończenie, w którym pojawia się melodyjny i czysty wokal Nicka oraz zaskakująca i przepełniona emocjami solówka Havoca. Najbardziej zaskakujące są jednak dwie pozostałe kompozycje. Elektroniczne „Between” ukazuje, że w zespole do głosu doszedł jego nowy nabytek, Hervy. „Distant Earths” to zaś wręcz plemienny, tajemniczy song z poruszającym śpiewem Magdy Prońko z grupy Mojra. Blindead tymi nagraniami z pewnością otworzył sobie na przyszłość kilka furtek stylistycznych, które może szerzej otworzy na kolejnym albumie, „Affliction XXIX II MXMVI”. Jego premiera przewidziana jest na 22 listopada tego roku. Może po jego usłyszeniu, będziemy w żałowali, że zorganizowaliśmy ten ranking przed jego premierą…
Jacek Walewski
41. Indukti „Idmen” (2009)
Druga płyta Indukti, wydana długo po błyskotliwym debiucie, przyniosła zmiany. Inne jest przede wszystkim brzmienie: warszawiacy zaprezentowali materiał sporo cięższy od swojego pierwszego nagrania. Muzyka z „Idmen” przypomina koncertowe oblicze grupy; jest bardziej energiczna i chaotyczna. Dobrym tropem wydaje się obecność w jednym utworze Nilsa Frykdahla ze Sleepytime Gorilla Museum – warszawiacy poszli w kierunku ciężkiego, eksperymentalnego rocka, który może kojarzyć się z twórczością macierzystej formacji wspomnianego wokalisty albo późnym okresem w twórczości King Crimson. Mimo ostrych gitar i sekcji rytmicznej, a także transowych, plemiennych elementów czy śladowej obecności sazu, cymbałów i trąbki, nadal na czele tkwią partie skrzypiec Ewy Jabłońskiej – i to między innymi one czynią Indukti grupą wyróżniającą się na współczesnej scenie ambitnego, ciężkiego rocka. Bo choć często takie dodatki w muzyce gitarowej są tylko dodatkami właśnie, w przypadku stołecznej ekipy to po prostu integralna część arcyciekawej koncepcji. Gdy dodać do tego nieliche umiejętności muzyków – zarówno wyszkolenie techniczne, jak i talent do komponowania i feeling – powstaje obraz płyty dla miłośników ciężkiej progresji czy psychodelii obowiązkowej.
Mieszko B. Wandowicz
[1] 2 3 5
dodajdo

Komentarze

02 XI 2010   12:02:24

Proszę, zróbcie teraz ranking najlepszych rankingów Esensji i dajcie sobie z tym spokój przynajmniej na 10 lat.

02 XI 2010   12:55:53

A, to łatwe, ten jest najlepszy!

02 XI 2010   13:34:16

co to robi czesław, coma i happysad? litości.

02 XI 2010   13:55:52

lenny valentino na 44, no no, to MUSI byc najbardziej spektakularne podsumowanie polskiego internetu. obstawiamy top3, na moje sara may, niwea i kumka olik.

02 XI 2010   13:58:52

Coma, Happysad, ten gościu z wsiowym akordeonem, Maleńczuk i Waglewski mogliby spokojnie znaleźć się na liście 50 najbardziej przereklamowanych polskich płyt dekady ;)

02 XI 2010   14:42:32

LV nr 44.
no to wyobrażam sobie, ile osób będzie teraz porównywać kolejne dziesiątki z tym właśnie miejscem. i ile osób będzie w tym porównywaniu miało stuprocentową rację:)

02 XI 2010   14:54:03

może to "44" nie jest przypadkową liczbą/miejscem ?:D

@jeremi przybora
pozazdrościć w ogóle znajomości takich artystów :)

02 XI 2010   15:50:26

już jest Coma i Happysad, jeszcze Akurat, Pidżama Porno, Strachy na Lachy i juwenalia czas zacząć

02 XI 2010   16:02:36

zajebista muzyka dla polskiego plebsu i studenctwa

02 XI 2010   16:02:50

Jeszcze ze dwie płyty Comy się pewnie znajdą, może Maria Peszek, może Pidżamka, koneserzy z was.

02 XI 2010   22:24:31

ja tam tylko czekam na uberkultową i meganiedocenianą w naszym krają waćpannę z prądęm w języku - Marię Peszek

02 XI 2010   22:27:18

kraju^
Poza tym, Blindead za nisko ;)

03 XI 2010   15:22:59

Rankingi książkowo-filmowe były dobrym (i bardzo udanym!) pomysłem. Muzyczne już niespecjalnie. I nie chodzi o to, że są kontrowersyjne, czy zaskakujące. Przeciwnie, jeśli chodzi o mnie, to wzbudziły tylko wzruszenie ramion. Jak to kilku przede mną zauważyło - Lenny Valentino na 44? Oczko wyżej niż Happysad? Spoko, ale po co.

03 XI 2010   15:24:28

PS. Obstawiam Riverside na pierwszym miejscu.

04 XI 2010   09:27:22

Pomijając fakt, że tego co gra Happysad nie można nazwać muzyką w żadnym kontekście, ranking jest świetny. Świetny. Na 1. będzie Pidżama Porno.

04 XI 2010   16:39:52

Ej, bez jaj - jest czesław, coma i happysad, a gdzie T.Love dkn?

04 XI 2010   19:03:22

Hm, oczywiście to moje zdanie, ale uważam, że "Proceder" TSA do pięt nie dorasta czterem "kanonicznym" longplejom Piekarczyka i spółki(a i do "52 dla przyjaciół" mu dość daleko...) i raczej w takim rankingu znaleźć się nie powinien, ale co kto lubi :)

04 XI 2010   22:23:55

no wlasnie co tam robi happysad i czeslaw i kilku innych, do pelni szczescia brakuje tej jednej takiej piosenkarki - gaba kulka :D

muzyczne rankingi sa u Was najdziwniejsze, naprawde...

co nie zmienia faktu, ze dla mnie najlepsza rzecza w esensji sa rankingi :)

nawet te muzyczne zawsze chetnie przegladam i to piekne uczucie po kliknieciu na nastepna strone, ostatnia dziesiatka... gaba kulka na przyklad sie pojawia (byl tu taki ranking), skandal :D

ogolnie esensja jest i tak swietna,

PS pozdrawiam tych co wypychaja na te ranking gabe itepe :)

... tak uwzialem sie na gabe, wlasnie po wspomnianym zestawieniu z gabą na czele i po tej modzie na gabę, ktora juz chyba minela... na szczescie, pff

04 XI 2010   22:27:06

do tego jeszcze "nie lubie comy i chuj"

wiec PROSZE was, najlepsza plyta juz gdzies tam sie pojawila, a wrzucicie jeszcze jakis szajs od comy (a zostaly juz naj najgorsze, te tak nazwane przez was "tysiac takich samych piosenek") to przstaje czytac esensje ;p

05 XI 2010   00:29:28

Lenny Valentino na 44, Skalpel na 40, ciekawe czy w ogóle pamiętaliście o "Tesli" Silver Rocket? Zgaduję, że nie. I mam szczerą nadzieję, że to ostatni wasz ranking muzyczny, bo żenem wieje okrutnym.

05 XI 2010   08:07:35

Dalej typuję Muchy, CKOD, Kawałek Kulki, Strachy na Lachy. Zobaczymy, ile zaliczę trafień.

05 XI 2010   12:19:30

Czemu przy Białych Wakacjach jest okładka Statku Kosmicznego Ścianka?

05 XI 2010   13:11:18

glootech - Dzięki za zwrócenie uwagi, już poprawiliśmy.

05 XI 2010   14:09:30

Obok rankingu książkowego ten definitywnie podchodzi mi najlepiej. Gratuluję odwagi i szerokiego gustu muzycznego, Strachy to też wyjątkowo dobra muzyka, wcale nie gorsza od Riverside, a Coma też ma swoje momenty

06 XI 2010   00:46:21

Im bliżej 10 tym gorzej. Żeby bezjajeczny "Impressions in Blood" wymieniać tak blisko podium, to już trzeba naprawdę nie mieć lepszych typów. Już prędzej bym widział EPkę Vader "The Art Of War" jako powiew świeżości, a nie nagrane zachowawcze pitupitu grane od czasów genialnego "De Profundis".

06 XI 2010   07:53:39

super super :)

06 XI 2010   11:25:38

I w sumie ranking całkiem się udał. Dla Hey zasłużone pierwsze miejsce - wielu pewnie powie, że wcześniej została wymieniona masa lepszych płyt od "Miłość!...", ale to są szczegóły. Kazdy lubi co innego i każdy będzie faworyzował płytę swojego ulubionego gatunku. I nawet "Coma" czy "Strachy na Lachy" nie bolą na tych ostatnich miejscach. Myślę, że końcówka rankingu to dla nich świetne miejsce: mimo, że nie grają wybitnej muzyki, są ważnym zjawiskiem na naszej scenie muzycznej i powinni być uwzględnieni.
A rankingów to już chyba wystarczy na najbliższe 10 lat ;-) . Przydałoby się żeby Bezsensja jakoś teraz sparodiowała tę waszą rankingomanię.

06 XI 2010   11:58:50

Żeby grupa tak wąsko osłuchanych ludzi robiła ranking? Gdzie jest polski jazz? hip-hop? reggae? muzyka klubowa? nowy rock?
Dlaczego to ranking ostatnich 10 lat, ale oceniany z mentalnością sprzed lat przynajmniej 20? Po co w ogóle publikować to w Internecie? Załóżcie zin "Mój sweter" i sprzedawajcie w toaletach Politechniki.

06 XI 2010   15:32:37

Toście sobie narobili wrogów tym rankingiem, panowie ;)
Już dawno zauważyłam, że o filmach czy książkach ludzie potrafią dyskutować w miarę spokojnie, ale jak idzie o muzykę, to występuje jakieś nadnaturalne stężenie agresji i czego by człowiek nie słuchał, dostanie za to w japę (albo przynajmniej ktoś go zdrowo zbluzga).
W moje klimaty ten ranking mniej więcej trafia (o ja biedna, niedouczona, z zamkniętym umysłem i kiepskim gustem), więc wyjątkowo nie będę pluć jadem :)

06 XI 2010   16:36:50

> gardłowy śpiew w „Pieśni o kanonierach” to chyba jego najlepsza wokaliza od czasów „Celiny” z pierwszego „Taty”

A może by tak sprawdzić najpierw w jakimś słowniku, co wlaściwie znaczy słowo "wokaliza"?

06 XI 2010   19:47:46

Nie ma nic gorszego niż rankingi płyt, bo taki ranking ZAWSZE będzie niemiarodajny, subiektywny, kontrowersyjny i po prostu bzdurny. Do widzenia

07 XI 2010   01:00:31

super, że zwróciliście uwagę na Mikromusic - taka mała aktualizacja - zespół wydał tej jesieni trzeci album pt sova - to jest chyba ich najlepsza płyta

07 XI 2010   11:10:11

@peter
pamiętamy o tym, pamiętamy :) nasza recenzja nowego krążka Mikromusic już niedługo.

07 XI 2010   13:40:52

a gdzie CONTROLLED COLLAPSE i płyta INJECTION?

07 XI 2010   13:46:48

Szkoda, że zabrakło LUC-a i jego Planet Luc

07 XI 2010   21:00:05

siemo
zajebista muzyka dla polskiego plebsu i studenctwa

NAJLEPSZY :D

08 XI 2010   10:09:32

Nie "Historie Podwodne", tylko "Historia Podwodna"...

08 XI 2010   17:55:30

A gdzie pozostałe dwie płyty Lao Che i Pidżama Porno, albo pierwsza płyta Totentanz?? Ranking zdecydowanie nieudany. Szkoda

08 XI 2010   21:32:46

gadba: A gdzie pozostałe dwie płyty Lao Che

Czemu nie trzy?

09 XI 2010   23:31:05

Zastanawiałem się jaki jest dla mnie "największy nieobecny" w tym rankingu i wychodzi mi, że Motion Trio. Naprawdę droga Esensjo, nikt nie zwrócił na nich uwagi?

10 XI 2010   07:55:05

Hi Pi.

AAAAA racja. Zapomniałem o Gusłach;)

10 XI 2010   20:58:13

... albo z bliższych wam chyba rockowych klimatów: Pogodno?

12 XI 2010   18:34:43

Pozycja "Trudno Nie Wierzyć w Nic" to jakaś porażka, przecież na liście najlepszych polskich albumów w historii ustawiliście ją chyba na 12 miejscu..

20 XII 2010   00:12:06

kilka wartościowych pozycji ginących w zalewie mejnstrimowego chłamu. żenua

23 XI 2011   23:56:10

Ani jednej polskiej płyty rapowej w zestawieniu? Ja rozumiem, że hip-hop w polskich mediach nie istnieje, a w niektórych kręgach zaliczenie go do muzyki to w ogóle faux pas i hańba, no ale bez przesady. Czy 'Na Legalu' Peji, 'We Własnej Osobie' WWO, Tabasko OSTRa, któryś z krążków Grammatika czy 'Muzyka Poważna' nie zasłużyly choćby na wzmiankę na liście?

22 I 2012   03:42:50

A gdzie Jedyna Maść?

09 X 2012   02:31:30

nie ma Nosowskiej/Osieckiej?? ani Turnaua?? Ani sistars?! niefajna ta lista...

29 III 2013   20:26:27

lista najbardziej dołujących utworów :D masakra

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Po płytę marsz: Maj 2013
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

8 V 2013

Co tu dużo mówić, maj tego roku na pewno będzie należał do Kultu i płyty „Prosto”. Nie oznacza to, że reszta zapowiedzi nie wygląda ciekawie. Wręcz przeciwnie, na pewno warto będzie sięgnąć po nowe propozycje Primal Scream, Vampire Weekend, Anti Tank Nun i Alice in Chains. Ponadto poznamy odpowiedź na pytanie, czy Myslovitz bez Artura Rojka ma prawo bytu.

więcej »

Po płytę marsz: Kwiecień 2013
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

6 IV 2013

Kwiecień zapowiada się nam równie interesująco jak marzec. Poza kilkoma bardzo ciekawymi koncertówkami (Dead Can Dance, Izrael, Alanis Morissette) dostaniemy premierowe utwory od takich twórców jak Rykarda Parasol, Yeah Yeah Yeahs, Paramore i oczywiście Deep Purple.

więcej »

Po płytę marsz: Marzec 2013
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

4 III 2013

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że absolutnym hitem marca będzie pierwsza od dziesięciu lat płyta Davida Bowiego. Po piętach depczą mu jednak takie pewniaki jak Depeche Mode, Eric Clapton, Bon Jovi i The Strokes. Będzie więc czego słuchać!

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja słucha: Drugi kwartał 2010
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Michał Perzyna, Jakub Stępień, Jacek Walewski, Mieszko B. Wandowicz

Kontrolowane szaleństwo
— Jakub Stępień

Uwaga! Hey!
— Jakub Stępień

Indukti po tuningu
— Mieszko B. Wandowicz

Cudze chwalicie, swego nie znacie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zaskakujący impuls
— Jacek Walewski

O biuście też…
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Znamy się tylko z widzenia
— Michał Foerster

Niech żyje Polska!
— Marek Staszewski

Z tego cyklu

Najlepsze książki dekady – wybór czytelników Esensji
— Esensja

Kolejne 50 książek minionej dekady, które warto znać
— Esensja

50 książek minionej dekady, które warto znać
— Esensja

10 najlepszych zagranicznych gier fabularnych dekady
— Esensja

10 najlepszych gier fabularnych wydanych po polsku
— Esensja

Najlepsze gry planszowe dekady – suplement
— Esensja

10 najlepszych gier planszowych dla dzieci
— Esensja

15 najlepszych gier planszowych dekady
— Esensja

50 najlepszych zagranicznych płyt dekady
— Esensja

100 najlepszych filmów dekady
— Esensja

Tegoż twórcy

Po płytę marsz: Maj 2013
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Gdzie jest koniec?
— Michał Perzyna

Nie tacy gorsi
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Po płytę marsz: Luty 2013
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Największe muzyczne rozczarowania 2012 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Weekendowa Bezsensja: 50 najgorszych okładek płyt 2012 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tu miejsce na labirynt…: W połowie drogi… ale dokąd?
— Sebastian Chosiński

Po płytę marsz: Styczeń 2013
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

W audiowizualnej przestrzeni
— Michał Perzyna

50… 40… 30… 20… 10…: Podsumowanie
— Esensja

Tegoż autora

Masha Qrella - trasa koncertowa
— Esensja

50 utworów z 50 najlepszych płyt 2012 roku
— Esensja

Najlepsze płyty 2012 roku – dziś wielki finał rankingu!
— Esensja

50 najlepszych płyt 2012 roku
— Esensja

Najlepsze płyty 2012 roku – dziś druga dziesiątka
— Esensja

Najlepsze płyty 2012 roku – dziś trzecia dziesiątka
— Esensja

Najlepsze płyty 2012 roku – dziś czwarta dziesiątka
— Esensja

50… 40… 30… 20… 10…: Podsumowanie
— Esensja

Dział muzyczny szuka redaktorów!
— Esensja

Klubowa majówka z City Sounds
— Esensja

Copyright © 2000-2013 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.