dzisiaj: 2 września 2010
w Esensjopedii w Esensji w Google
Zobacz koniecznie: Książki są odlotowe!  –  Esensja

Książki

Magazyn XCVIII

Konkursy

Podręcznik

Nasz profil na Facebooku Podążaj za nami na Twitterze Informujemy na Blipie Nasz profil na Naszej-klasie Czytaj nasze wiadomości w Cafe News Students.pl

Nowości

książkowe

więcej »

Zapowiedzi

książkowe (wybrane)

więcej »

Opłaca się być optymistą

Strona [«][‹] 1 z 3 [›][»]
Z Jakubem Ćwiekiem, autorem opowiadań i powieści, scenariuszy komiksów, tekstów piosenek, aktorem, reżyserem – czyli po prostu człowiekiem renesansu – rozmawia Agnieszka Kawula.

Jakub Ćwiek

© Yola
© Yola
ImięJakub
NazwiskoĆwiek
WWWPolska strona
Agnieszka Kawula: Wyczytałam w sieci, że nienawidzisz parasoli i rowerów – dlaczego?
Jakub Ćwiek: Co do rowerów, sprawa jest dość prosta. Kiedy przechodziłem swój „rowerowy etap”, a miałem wtedy jedenaście, może dwanaście lat, modne były BMX–y, a główną frajdę sprawiało zjeżdżanie z niebezpiecznych górek i skakanie na rowerze z dużych wysokości. Lubiłem to, a że od zawsze byłem postrzelony, udawało mi się robić rzeczy, które innym nie wychodziły, i przez to zyskiwałem uznanie rówieśników. Potem weszły na rynek „górale” i wymagana już była nie tylko odwaga, ale i spory wysiłek wkładany w jeżdżenie pod górkę. Wydało mi się to nudne i odpuściłem na rzecz innych sportów. A gdy po latach znowu siadłem na rower, okazało się, że wszyscy, nawet moja dziewczyna (obecnie żona), jeżdżą o klasę lepiej niż ja. Uznałem więc, że rowery dokonały zamachu na moje ego i od tamtej pory się do nich nie odzywam <śmiech>.
Kwestia parasoli jest o tyle bardziej skomplikowana, że wciąż niewytłumaczalna. Jakoś mnie dranie nie lubią – łamią się, gdy wezmę je do ręki, trzeszczą, gdy któryś chociażby otrze się o mnie. Jeden nawet omal nie wydłubał mi oka. Siedem parasoli uszkodzonych w przeciągu miesiąca, i to bez specjalnej mojej ingerencji. Czy to nie dowód, że mnie nienawidzą?
AK: Podobno marzy ci się pomysł na opowiadanie, gdzie głównym złym uczynisz parasol…
: Mam już nawet pewien pomysł. Z nawiązaniem do Biblii, by wszyscy wiedzieli, że parasole to pomioty Szatana <śmiech>.
AK: Mówisz, że zawsze byłeś „postrzelony” – czym to się objawiało (oczywiście oprócz skakania na rowerze…)?
: Och, moje szaleństwo miało wiele objawów. Dla zakładu przechodziłem kiedyś w styczniu górską rzekę wpław, spacerowałem po kanałach po omacku i dałem się zamykać w skrzyni, bo uznałem, że mam klaustrofobię i chcę ją zwalczyć. Do tego zjechałem Polskę na stopa, mając za źródło utrzymania jedynie gitarę i własny, średnio udany głos, urządzałem zabawę w „Ściganego”, gdzie jeden człowiek uciekał w las w kajdankach, a reszta goniła go z latarkami etc. Generalnie robiłem wszystko, żeby się nie nudzić.
AK: A kto przynosił kajdanki?
: No, zgadnij <śmiech>. Ale to były prawdziwe policyjne kajdanki, kupione wyłącznie dla potrzeb tej zabawy w sklepie militarnym. Bez żadnych różowo-futerkowych skojarzeń proszę <śmiech>.
AK: Na Twoje szalone pomysły i późniejsze pisanie wpływ mieli też chyba rodzice, dzięki którym Twoja wyobraźnia kwitła.
: Rodzice czytali mi baśnie, opowiadali historie i pozwalali rozwinąć się wyobraźni. Bo to w ten sposób działało – dziecko słucha, chłonie historie, potem zaczyna je dopowiadać, uzupełniać. Pamiętam, jak kiedyś opowiedziałem sobie historię, w której to ja ratowałem „zaklętą w sokoła” i doprowadzałem do tego, by mogła być ze swoim kapitanem. Dziś już bym tego nie zrobił. Pfeiffer była tam zbyt piękna, by oddawać ją Rutgerowi Hauerowi <śmiech>.
Jeśli chodzi o pisanie, to jest ono naturalnym następstwem opowiadania historii. W pewnym momencie człowiek ma dość opowiadania ich samemu sobie. Wtedy pisze.
AK: Trochę schizofreniczne.
: Jasne, że tak, tyle że w moim przypadku to Jekyll opowiada historie Hyde’owi. A teraz wyobraź sobie, że mówisz tej mrocznej, paskudnej części siebie: „Sorry, stary, ale nie będę ci opowiadał historyjek, bo to z lekka schizofreniczne”. Jakoś nie jestem ciekaw, jak by na to zareagował <śmiech>.
AK: Miałeś ulubione baśnie oprócz „Zaklętej w sokoła”? Ja moją babcię męczyłam, żeby mi czytała bajkę z serii „Poczytaj mi, mamo” o kaczuszce, która przemoczyła nóżki. Nie potrafię jej już przytoczyć, ale babcia za każdym razem, kiedy mnie widzi, to głaszcze mnie po głowie i zaczyna z pamięci…
: Uwielbiałem (wciąż uwielbiam) baśnie braci Grimm. Dorastałem wraz z nimi, z wiekiem czytając coraz mniej cenzurowane ich wersje i być może to sprawiło, że cały czas są mi bliskie. Do tego uwielbiałem bajki mojego taty. Opierały się dość luźno na historii Tomcia Palucha i opowiadały o dalszych jego losach. A że mój tata ma wyobraźnię i talent do opowiadania, miałem okazję wysłuchać, jak to Tomcio Paluch trafił do Afryki (gdzie uciekał do morza przed ludożercami, a ci cieszyli się, że jak go złapią, będą mieli słonego paluszka), nurkował z pingwinami na Grenlandii i wiele innych opowiastek.
AK: A sam dzieciom też opowiadasz bajki? Słuchają?
: Na obecnym etapie przede wszystkim czytam: książeczki z obrazkami w trakcie dnia i „Alicję w krainie czarów” przed popołudniową drzemką. Zdaję sobie sprawę, że różnie może być ze zrozumieniem, ale chcę przyzwyczajać dzieci do samego głosu czytającego taty i do tego, że trzeba słuchać. Zrozumienie przyjdzie z czasem. A wtedy przejdę do Grimmów… i własnych bajek.
AK: Spiszesz, czy pozostaną tylko w pamięci dzieci?
: Wątpię, bym chciał je kiedyś spisywać. Oczywiście mam zamiar (i kilka pomysłów), by pisać dla młodszych czytelników, ale te baśnie dla moich dzieci są wyjątkowe i tylko dla nich. A kto wie, może kiedyś opowiedzą je swoim dzieciom. Świadomość, że w XXI wieku opowieści wciąż mogą być przekazywane jak przed wynalezieniem pisma, nie wiedzieć czemu napawa mnie otuchą i radością.
AK: Czasem można się zapomnieć, znowu być dzieckiem – miewasz takie chwile beztroski?
: Pewnie, na przykład tańcząc „indiańskie tańce” przed dzieciakami, by je rozśmieszyć. Albo podczas licznych głupawek w klubie czy na konwentach. Staram się, by mój świat nigdy nie robił się pochmurny, dlatego pruję w niego gazem rozweselającym, gdzie i kiedy się da.
AK: I nie przychodzą chwile zwątpienia w to, co robisz?
: Ależ oczywiście, że przychodzą. Mówiłem, że strzelam, ile się da, a nie, że zawsze trafiam. Zdarzało mi się opadać z sił czy miotać się w bezsilnej wściekłości, bo oto wszystko mi się posypało… a potem okazuje się, że wcale nie wszystko i właściwie to nie jest źle. Zdarzyło się tak kilka razy i uwierzyłem, że tak będzie już zawsze. Staram się więc omijać te złe chwile i przechodzić do dobrych. Nie zawsze się udaje, ale w ostatecznym rozrachunku opłaca się być optymistą.
AK: Myślisz, że gdyby nie Twoje dzieciństwo nastawione na szalone zabawy, czytający ci bajki rodzice i w końcu opowiadający do ucha historie Hyde, zajmowałbyś się dziś tym, czym się zajmujesz, a przede wszystkim pisałbyś?
: Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, bo nie wyobrażam sobie siebie innego niż jestem. Ale myślę, że to wszystko miało na mnie ogromny wpływ i poniekąd skierowało mnie na tę właśnie drogę.
AK: Jak znam życie, pierwsze opowiadanie napisałeś zapewne dziecięciem będąc…
: Miałem lat siedem. Moja mama, by poprawić mi charakter pisma, poleciła, bym zapisywał dziennie jedną stronę w zeszycie czymkolwiek, byleby nie były to w kółko te same słowa. „Możesz na przykład pisać pamiętnik” – powiedziała. Spróbowałem… i wytrzymałem jeden dzień. A potem napisałem historyjkę o małym chłopcu z przyszłości, który dostał rządowe zadanie załatania dziury ozonowej… uwaga! uwaga! specjalnym klejem. <śmiech> Nie wiem, co się obecnie dzieje z tym opowiadaniem, ale raczej nie jest wyrzucone. Myślę, że spoczywa gdzieś w piwnicy w jakimś starym pudle. Jeszcze nie stetryczałem na tyle, by go szukać jako pamiątki po wspaniałych czasach.
AK: Twój anioł stróż musiał się napracować, kiedy byłeś dzieckiem – a jak się miewa teraz?
: Pewnie nie za dobrze. Żaden ze mnie „bad guy”, ale miewam szalone pomysły i czasem robię naprawdę głupie rzeczy. A facet musi się męczyć i wyciągać mnie z opresji (co idzie mu świetnie). Obecnie, śmiem podejrzewać, pomaga stróżom moich dzieci. Bo rzeczy, jakie one wyprawiają, mogą zmrozić krew w żyłach każdego. A mimo wszystko jakoś się kręci i nic im (odpukać) nie jest.
AK: Ty się dzieci nie czepiaj, bo mają dobre szaleństwo po tatusiu. Pytanie, czy też znienawidzą rowery i czy demon parasolek się do nich przyczepi?
: Co do rowerów to moja córka, jak ta nie przymierzając Julia Capuletti, nic sobie nie robiąc z konfliktu starszyzny, zaprzyjaźniła się z małym rowerkiem o dodatkowych kółkach. Świetnie się bawi, więc nie zamierzam ingerować, ale ostrzegłem czterokołowca, że jakby co, połamię mu ramę <śmiech>. Od parasoli natomiast, mam nadzieję, będą się trzymać z daleka. Nikt nie wie, kiedy tym druciarzom strzeli coś do uchwytów.
AK: Dlaczego anielskie sprawy tak bardzo Cię pochłonęły, że napisałeś już o nich dwie książki?
: Właściwie uważam cały – w założeniu czterotomowy – cykl o Lokim za jedną książkę, bo wszystko wywodzi się z jednego pomysłu. A dlaczego aniołowie? Bo zawsze lubiłem o nich czytać, intrygują mnie jako postaci – ich historia, hierarchia (którą, co nietrudno zauważyć, w książce wywróciłem do góry nogami), opowiastki o nich. Choć akurat w „Kłamcach”, póki co, ich losy nie są najważniejsze. Ale to się zmieni, przynajmniej częściowo.
Strona [«][‹] 1 z 3 [›][»]
dodajdo

Komentarze

W chwili obecnej nie ma żadnych komentarzy. Twój może być pierwszy!

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Chętnie bym coś jeszcze w życiu zrobił
Tomasz Kołodziejczak

19 VIII 2010

O nagrodach, polskim rynku komiksowym, początkach w Egmoncie, komiksowych fascynacjach, najnowszej powieści „Czarny horyzont” i wielu innych sprawach z Tomaszem Kołodziejczakiem, pisarzem, wydawcą, popularyzatorem kultury rozmawia Marcin Osuch.

więcej »

Co to jest młoda fantastyka?
Michał Cetnarowski

26 VI 2009

W polskiej fantastyce pojawia się coraz więcej nowych nazwisk. Mnożą się debiuty, czytelnik często nie wie, który z autorów wart jest poznania. Michał Cetnarowski (redaktor zbioru opowiadań „Nowe idzie”) odpowiada na pytanie, kim są młode wilki polskiej fantastyki.

więcej »

Nie było moim celem pisanie nowej historii Polski
Marcin Ciszewski

17 I 2009

Z Marcinem Ciszewskim, autorem powieści „www.1939.com.pl”, o książce, wojnie, alternatywnych wersjach rzeczywistości września 1939 roku i oczekiwanej kontynuacji rozmawia Konrad Wągrowski.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Inne recenzje

Bóg od brudnej roboty
— Agnieszka Szady

Nominacje do Nagrody im. Janusza A. Zajdla za rok 2006

Sympatyczny zakłamany bóg
— Maciej Dzierżek

Odległość anioła
— Jakub Ćwiek

Za ostatnie pióro
— Wojciech Gołąbowski

Kłamca
— Jakub Ćwiek

Tegoż twórcy

Zapoznać się, zaśmiać, zapomnieć
— Mieszko B. Wandowicz

Krzyż Południa. Rozdroża – fragment 2
— Jakub Ćwiek

Krzyż Południa. Rozdroża
— Jakub Ćwiek

Do księgarni marsz: Czerwiec 2010
— Esensja

Weekendowa Bezsensja: 11 największych katastrof kulinarnych literatury popularnej
— Aleksandra Graczyk, Agnieszka Hałas, Karina Murawko-Wiśniewska, Agnieszka Szady

Esensja czyta: Styczeń 2010
— Anna Kańtoch, Paweł Laudański, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Książki kwartału: Jesień 2009
— Esensja

Prezenty świąteczne: 100 książek, które powinieneś położyć pod choinką
— Esensja

Ofensywa szulerów – fragmenty
— Jakub Ćwiek

Ofensywa szulerów 2
— Jakub Ćwiek

Copyright © 2000-2010 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.