dzisiaj: 2 września 2010
w Esensjopedii w Esensji w Google
Zobacz koniecznie: Książki są odlotowe!  –  Esensja

Książki

Magazyn XCVIII

Konkursy

Podręcznik

Nasz profil na Facebooku Podążaj za nami na Twitterze Informujemy na Blipie Nasz profil na Naszej-klasie Czytaj nasze wiadomości w Cafe News Students.pl

Nowości

książkowe

więcej »

Zapowiedzi

książkowe (wybrane)

więcej »

Do namysłu, do zachwytu, do wzruszeń… ale o czym?

Książkowy debiut Michała Cetnarowskiego, choć niewątpliwie dobry, daje mniej niż obiecuje. Kapitalna gra językiem, niejedna ciekawa koncepcja i potrafiąca oczarować atmosfera sprawiają, że antologię czyta się z niekłamaną przyjemnością, niekiedy jednak trudno nie zapytać: autorze, ale o co chodzi?

Michał Cetnarowski
‹Labirynty›

EKSTRAKT:70%
TytułLabirynty
AutorMichał Cetnarowski
Wydawca Powergraph
ISBN978-83-61187-13-4
Format125×195mm
Cena29,—
Data wydania23 października 2009
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Cetnarowski, dotąd znany jako publicysta, redaktor zbioru „Nowe idzie” i twórca kilku publikowanych tu i ówdzie opowiadań, w swojej pierwszej samodzielnej książce nie ogranicza się do jednej konwencji. Niektóre z krótkich tekstów osadzone są w strzępkowo przedstawionych światach fantasy („Idąc w cieniu wieży”, „Labirynty”, „Rybak, perła i diabeł-krab”), inne dotyczą całkiem ziemskich i współczesnych wojen („Leśni chłopcy” czy alternatywno-historyczna „Droga na zachód”); jest też inspirowane Dickiem i jemu dedykowane science fiction – „Nexus”. Bywa, że Cetnarowski bierze na warsztat wyświechtane motywy, ale podchodzi do nich nieschematycznie: „Czarne Stawy” to historia podstarzałego herosa, w dodatku tocząca się głównie w czterech ścianach gospody, daleka jednak od typowej dla „karczmiano-wojowniczej” fantastyki przaśności; „Ziemia Obiecana” opiera się o temat spotkania ludzi i nieśmiertelnych elfów (tu: „aelfów”), koncentruje się jednak na przemyśleniach i zmaganiach bohatera z samym sobą.
To zresztą najważniejsze jest w praktycznie całych „Labiryntach” i łączy odległe gatunkowo opowieści: postacie postawione w trudnych sytuacjach, ich rozterki i psychologia. Spora część narracji to wewnętrzne monologi, czasem dla niepoznaki zaserwowane w trzeciej osobie; istotne są przyczyny postępowania wciągniętych w wir wydarzeń osób. Jak w świetnym opowiadaniu tytułowym – historii mężczyzny, szukającego zemsty na sprawcach rodzinnej tragedii. Poznański pisarz tworzy ludzi z krwi i kości, niedoskonałych, błądzących, czasem wykazujących się nadspodziewanym heroizmem i determinacją, innym razem zrezygnowanych; bohaterowie są pełniejsi niż uniwersa, po których stąpają, i opisywani szerzej od wydarzeń – zdarza się, że cały tekst składa się z kilku prostych scen. Wiele jest w „Labiryntach” niedomówień, spore pole pozostawia autor czytelnikowi do domysłów, tworząc tym samym atmosferę przyjemnie drażniącego niepokoju.
Niestety, z grubsza zachęcająca tajemniczość staje się niekiedy pułapką, bo nadmiar niejasności zamiast intrygować – irytuje i sugeruje brak pomysłu na rozwinięcie fabuły. Za przykład niech posłuży kilkustronicowa „Pieśń z doliny” – wzruszające, emocjonalne opowiadanie, w którym jednak wprowadzony w pewnym momencie wątek niesamowity urywa się nagle i, nie wnosząc wiele, sprawia wrażenie dodanego na siłę, a tekst – niedokończonego; jakby Cetnarowski bał się zrezygnować z fantastyki nawet tam, gdzie wydaje się zgoła zbędna.
Przede wszystkim wszakże – autor urzeka językiem. Buduje zdania żwawe, w pewien sposób rytmiczne, zarazem jednak pełne wysmakowanych określeń i porównań; w tekstach roi się od anafor; styl jest charakterystyczny, chwilami – poetycki, ale nieudziwniony. Przykład? „Biodro boleśnie tłucze o kamień, nóż ślizga się na posadzce, ale wreszcie ostrze wrzyna się w jedną z nielicznych rys, szarpnięcie prawie wyrywa nadgarstek, ale mężczyzna nie puszcza, kiedy nóż klinuje się wściekle i z dzikim zgrzytem. Nogi wpadają poza krawędź szczeliny i w jednej chwili wszystko jest stracone, myśli złodziej (dopiero teraz – myśli), nic już nie ma, tylko ryk błazna spadającego w otchłań bez dna, do fundamentów i dalej, prosto w bezdenną gardziel wieży, która nie zapomina niczego – ale potem zakrzywiona paralitycznie ręka wczepia się chciwie w nieład jasnych włosów, zaciska brutalnie, łapczywie, i trzyma, nie puszcza, już nie, nawet kiedy potwornie szarpie i w nadgarstku prawej dłoni coś chrupie nieprzyjemnie, a głos błazna podnosi się o poziom, wysoko świdruje, obijając się w szaleńczym tempie od ścian i sklepień”. (Str. 189-190, „Idąc w cieniu wieży”). Pisać w taki sposób i nie popaść w grafomanię to zadanie trudne, z którym jednak Cetnarowski sobie poradził – zdarza się, że niezręcznie wypada zbytek powtórzeń lub sens danego fragmentu gubi się wśród ozdobników, lecz są to sytuacje wyjątkowe, prawie nierzutujące na ocenę całości.
Słowem: jest dobrze, trudno wszak nie zauważyć, że autor balansuje na granicy między refleksyjną prozą, w której nie wszystko podano na tacy, a literaturą imponującą stylem, ale z niedoborem treści. W którym kierunku pisarz podąży? Cóż, twórcza przyszłość Cetnarowskiego wydaje się równie niejasna, co niektóre zdarzenia w kreowanych przez niego światach.
koniec
23 grudnia 2009
dodajdo

Komentarze

W chwili obecnej nie ma żadnych komentarzy. Twój może być pierwszy!

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Telenowela z wampirami w tle
Miłosz Cybowski

2 IX 2010

„Miasto kości” Cassandry Clare do złudzenia przypomina kiepską, brazylijską telenowelę. Bohaterowie bez przerwy toczą puste dyskusje, dowiadując się co jakiś czas o zaskakujących związkach, jakie ich ze sobą łączą (wraz z nieśmiertelnym, gwiezdnowojennym „Luke, I’m your father”). Tło opowieści, Nowy Jork pełen wampirów, wilkołaków, magów i demonów, tylko w niewielkim stopniu ratuje całą książkę.

więcej »

Co wolno pisarzowi w Iranie?
Daniel Markiewicz

1 IX 2010

Jeśli wydaje wam się, że życie powieściopisarza jest usłane różami, a jedyne ograniczenia, na jakie natrafia, to jego własna wyobraźnia, lektura „Irańskiej historii miłosnej. Ocenzurowano” powinna zmienić nieco wasz pogląd.

więcej »

Najmroźniejsza zima w historii
Sebastian Chosiński

31 VIII 2010

„Nie zawracajcie sobie głowy Stiegiem Larssonem, Mons Kallentoft jest lepszy” – takim hasłem szwedzki krytyk Magnus Utvik zachęca czytelników do sięgnięcia po „Ofiarę w środku zimy”, pierwszy kryminał z komisarz Malin Fors w roli głównej. Jego słowa przedrukował na okładce książki jej polski wydawca. Czy są prawdą – można mieć jednak wątpliwości; przynajmniej po lekturze pierwszej odsłony serii. Nie ma w niej bowiem nic, do czego skandynawscy autorzy nie przyzwyczailiby nas już wcześniej.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż autora

Monolog wiecznotrwałego mizantropa
— Mieszko B. Wandowicz

Przeczytaj to jeszcze raz: Pan Samochodzik, krew i sperma, czyli między Kossak-Szczucką a Conanem Barbarzyńcą
— Mieszko B. Wandowicz

Esensja słucha: Drugi kwartał 2010
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Michał Perzyna, Jakub Stępień, Jacek Walewski, Mieszko B. Wandowicz

Zapoznać się, zaśmiać, zapomnieć
— Mieszko B. Wandowicz

Przeczytaj to jeszcze raz: Przed Orwellowską świnią był Reymontowski pies
— Mieszko B. Wandowicz

Jest dobrze, czyli ryk i mrok powykrzywiane
— Mieszko B. Wandowicz

Esensja słucha: Pierwszy kwartał 2010
— Wojciech Gołąbowski, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Jakub Stępień, Jacek Walewski, Mieszko B. Wandowicz

Cudzego nie znacie: Sowy płaczą nad okrutnym światem
— Mieszko B. Wandowicz

Esensja czyta: Styczeń 2010
— Anna Kańtoch, Paweł Laudański, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Podsumowanie muzyczne roku 2009 (1)
— Jakub Stępień, Mieszko B. Wandowicz

Copyright © 2000-2010 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.