Szukaj
ESENSJA » Komiksy » Recenzje
Start Magazyn Twórczość Książki Filmy Komiksy Gry Muzyka Varia Redakcja
Komiksy
Aktualności
Wieści
Publicystyka
Prezentacje
Recenzje
Wywiady
Esensjopedia
Paski
Plansze
Konkursy
Magazyn XCIII
Pobierz magazyn
Zobacz też
Po komiks marsz: Czerwiec 2009
Komiksowe Top 10: Czerwiec 2009
Prezenty świąteczne: 25 komiksów, o które warto poprosić św. Mikołaja
Zagraj w komiksie i stań się częścią popkultury
Polcon 2007
Wieczna wojna, wieczna wolność, wieczny żywot
Na zawsze bez sensu
Esensja czyta: IV kwartał 2008
Klasyka militarnej SF
Wojna nigdy nie trwa wiecznie
Esensja na wakacje: Najmroźniejsze sceny w literaturze
Miasto murem podzielone
Po komiks marsz: Październik 2009
Do księgarni marsz: Grudzień 2009
Wieczna wojna
Polecane serwisy
Wiatr ze Wschodu
Podręcznik
Drogi Potencjalny Autorze!
RSS – kanał informacyjny ogólny [pomoc…]
RSS – kanał informacyjny działu [więcej…]
Esensja bloguje
RSS – kanał informacyjny blogu
Forum Esensji
Nasz profil na Facebooku Podążaj za nami na Twitterze Informujemy na Blipie Nasz profil na Naszej-klasie
Czytaj nasze wiadomości w Cafe News
Students.pl
Wybrane zapowiedzi komiksowe
Fullmetal Alchemist #19 – Hiromu Arakawa
Solanin 2 – Inio Asano
Tytus, Romek i A’Tomek: Księga XXV – Henryk Jerzy Chmielewski
Baby blues #2: Ona już to robi! – Rick Kirkman, Jerry Scott
Element chaosu – Jakub Rebelka
Blueberry #2 – Jean-Michel Charlier, Jean ‘Moebius’ Giraud
Czyściec – Christophe Chabouté
Star Wars: Mroczne czasy - Podobieństwa #2
[więcej...]
Wybrane nowości komiksowe
Baśnie: Baśnie #6: Strony rodzinne
Hellboy: Hellboy: Opowieści niesamowite
Kenshin #10 – Nobuhiro Watsuki
Mistrzowie Komiksu: Martha Washington – Dave Gibbons, Frank Miller
Szninkiel – Grzegorz Rosiński, Jean Van Hamme
Ranma 1/2 #27 – Rumiko Takahashi
Rany wylotowe – Rutu Modan
Vampire Knight #1 – Matsuri Hino
[więcej...]
Recenzje
Ballada o żołnierzu Williamie Mandelli
Wznowienie po latach „Wiecznej wojny” Haldemana i Marvano to niepowtarzalna okazja do przypomnienia sobie, lub zapoznania się z tym znakomitym komiksem. Niegdyś wręcz w naszym kraju kultowym, dziś już chyba nieco zapomnianym. Niesłusznie.
Joe Haldeman, Marvano
‹Wieczna Wojna›
EKSTRAKT:100%
TytułWieczna Wojna
ScenariuszJoe Haldeman
Rysunki Marvano
Wydawca Egmont
Cena49,00
Data wydaniaczerwiec 2009
Próżno szukać „Wiecznej wojny” w kanonach najwybitniejszych komiksów wszech czasów. I właściwie do końca nie wiem, dlaczego. Być może to kwestia tego, że komiks nie jest dziełem autonomicznym, lecz adaptacją literatury, to zawsze postrzega się, jako coś gorszego. A może rzecz w tym, że rysownik jest Holendrem, który adaptuje amerykańską opowieść. W ten sposób komiks powstaje w Europie, która dla amerykańskiego komiksu jest – z nielicznymi wyjątkami – ziemią nieznaną (wystarczy spojrzeć na którykolwiek z wyborów najlepszych powieści graficznych wszech czasów autorstwa krytyków zza oceanu), a opowiada o amerykańskiej wojnie amerykańskiego żołnierza. Mówię oczywiście o Wietnamie, który dla Joe Haldemana był – jak powszechnie wiadomo – inspiracją dla napisania „Wiecznej wojny”. Czyżby tylko w Polsce komiks Marvano i Haldemana otarł się o status kultowości? Nie da się ukryć, że trafił w swój czas – został opublikowany w okresie, gdy istniał u nas wielki głód na takie opowieści. Niekoniecznie wojenne, ale na pewno na twardą fantastykę naukową.
Dowiedziawszy się, że wydawnictwo Egmont postanawia wznowić „Wieczną wojnę” pomyślałem sobie z początku: „Po co? Przecież to niedawno było wydane, wszyscy to znają”. A potem policzyłem i to „niedawno” okazało się być… już blisko 20 lat. Gdy „Komiks-Fantastyka” publikował pierwsze tomy „Wiecznej wojny”, wielu współczesnych miłośników opowieści obrazkowych nie było jeszcze na świecie, a w najlepszym razie najbardziej złożone obrazki, jakie oglądali, to były te do własnoręcznego pokolorowania kredkami. Dla nich na pewno warto wznowić „Wieczną wojnę”.
Zwłaszcza, że czasy nam się zmieniły i komiks – podobnie jak książka – nabrał znów aktualności. Wszak Amerykanie toczą od lat kolejną wojnę z dala od własnego kraju, wojnę wywołaną atakiem, ale niekoniecznie z tego kraju, w którym obecnie toczą się działania. Znów nie widać końca tego konfliktu, chyba nawet bardziej niż w przypadku Wietnamu. A co więcej – i my, Polacy, braliśmy (w Iraku), bądź bierzemy (w Afganistanie) w niej udział. Dlatego też komiks jest dziś aktualny chyba bardziej niż kiedykolwiek. Wiedzą zresztą o tym też filmowcy, którzy zapowiadają ekranizację na 2011. Swoją drogą ciekawe, czy w jakiejś warstwie będą się inspirować komiksem?
Wydanie z 1990.
Wydanie z 1990.
O samym komiksie pisałem na łamach „Esensji” już blisko 7 lat temu. Spojrzałem dziś na te notatki i stwierdziłem, że nic nie zmieniło się w moim spojrzeniu na „Wieczną wojnę”. Nie widzę więc sensu przepisywania tego samego innymi słowami, więc wolę zaprezentować (po leciutkiej redakcji) to, co kiedyś przyszło mi do głowy na myśl o „Wiecznej wojnie”:
Adaptacji komiksowej powieści Joego Haldemana dokonał holenderski grafik Marvano (prawdziwe nazwisko Mark van Oppen), rozpoczynając pracę w 1987 roku. Komiks został podzielony na 3 albumy, mniej więcej odpowiadające rozdziałom książki: „Szeregowiec Mandella”, „Porucznik Mandella” i „Major Mandella”.
Mark van Oppen urodził się w 1953 roku. Początkowo publikował swe ilustracje do opowiadań science fiction w holenderskim czasopiśmie „Orbit”, następnie był ilustratorem powieści, dopiero później wziął się za tworzenie komiksów, łącząc ich rysowanie z pracą wydawniczą. Do „Wiecznej wojny” zaczął przymierzać się na początku lat 80. Pozostała jego największym i niewątpliwie najważniejszym dziełem.
Marvano dokonał wielkiej sztuki. Nie utracił nic z ostrej, antywojennej wymowy pierwowzoru. Nie zniknął rozmach i space-operowa otoczka, a dzięki narzędziom właściwym dla sztuki komiksu udało mu się także uzyskać dodatkową wartość. Są w komiksie sceny i wątki, które w swej wymowie i sile oddziaływania biją na głowę książkowe wzory.
Marvano, dla zachowania osobistego charakteru relacji Williama Mandelli i nie utracenia jego zjadliwych komentarzy, zdecydował się na wykorzystanie narzędzia nie lubianego zbytnio przez uznanych twórców komiksowych, przekładających wymowę rysunku nad tekst – zdecydował się narrację pozakadrową. Istotą tej opowieści komiksowej jest nieustający komentarz głównego bohatera do rysunków prowadzących fabułę. Nadaje to osobistego charakteru opowieści i wspomnieniom Mandelli, opowiadającego po latach historię wojny i swojego w niej udziału. Marvano nie uważa się za pisarza lepszego od Haldemana i tam gdzie może, wykorzystuje dokładne cytaty z książki.
Wydanie z 1990.
Wydanie z 1990.
Van Oppen zdecydował się zmienić niektóre wątki powieści, nie tracąc jej ogólnej wymowy. Niektóre sceny zyskały dużo silniejsze emocjonalne nacechowanie w porównaniu do pierwowzoru. Marvano sprawia wrażenie, że ma jeszcze gorsze niż Haldeman zdanie o rasie ludzkiej, która jest zdolna do najgorszych oszustw i łajdactw, nawet wobec swego gatunku. Największe zmiany w komiksie wobec książki dotyczą sekwencji ziemskiej, mającej miejsce po zakończeniu pierwszej kampanii Williama Mandelli. Haldeman dokładnie opisuje Ziemię przyszłości – u niego jest to świat degenerującej się ludzkości, przemocy, biedy i braku możliwości na normalne życie. Marvano skraca tą sekwencję, kładąc nacisk na totalitaryzm ziemskich rządów, inwigilację i kłamstwa medialne dotyczące przebiegu wojny. Przynajmniej w dwóch miejscach komiks siłą przekazu bije książkę na głowę – tak jest w scenie pierwszej bitwy z obcymi, w której Marvano dużo silniej od Haldemana zasygnalizował wpływ efektu hipnotycznego na żołnierzy, którzy w szale rzucają się na praktycznie bezbronnego przeciwnika. Jest tak również w scenie pożegnania z Marygay.
Marvano nie jest wybitnym grafikiem. Lepiej sprawdza się w rysowaniu przedmiotów martwych, urządzeń technicznych (są one na szczęście nieodzownym elementem futurystycznej, militarnej scenerii), niż przedstawianiu ludzi i zwierząt. Jednakże w „Wiecznej wojnie” to nie przeszkadza – pewna niedbałość nadaje temu komiksowi charakter, scenom dynamikę, a całości siłę przekazu i prawdziwość wojennej relacji. Dużo w tym komiksie techniki, dużo też krwi i brutalności. Nie może się bez tego obyć historia kosmicznej wojny.
To, co decyduje o wartości artystycznej albumów z serii „Wieczna wojna”, to niewątpliwie kadrowanie i kolorystyka. Marvano ma pomysł na każdą planszę. Może to być zestaw małych statycznych kadrów, relacjonujących jakieś wydarzenia, czy przemyślenia, mogą to być duże kadry ilustrujące głębię i pustkę kosmosu. Serie małych rysunków niewiele różniących się między sobą tworzą efekt filmowy, zwracając uwagę na szybkość toczących się wydarzeń, co ma niewątpliwie znaczenie na wojnie, gdzie kilka sekund decyduje o czyimś życiu i śmierci. Z kolei rozciągnięcie sceny na kilka plansz w dużych statycznych poziomych kadrach wspaniale ilustruje refleksje i przemyślenia. Ten ostatni chwyt został wykorzystany w jednej z najlepszych komiksowych scen, jakie kiedykolwiek stworzono – w scenie pożegnania Mandelli z Marygay Potter, koleżanką, ukochaną i jedyną osobą, która łączyła go z dawnym, przedwojennym światem. Otrzymuje ona inny przydział wojskowy, ich losy rozdzielają się. Na tą opowieść, opisaną w powieści na zaledwie jednej stronie, Marvano poświęcił aż pięć plansz (zakończenie części „Porucznik Mandella”). Pierwsza plansza ilustruje ostatnią noc przed pożegnaniem – ukazaną z zadziwiającą delikatnością czułość mężczyzny i kobiety na tle elementów przypominających o degradacji świata, w którym przyszło im żyć. Cztery następne plansze to droga Mandelli do miejsca na urwisku, z którego obserwuje odlot Marygay. Kolejne kadry, opisane rozmyślaniami Mandelli, rozjaśniane są efektem nadchodzącego świtu. Po prostu wzrusza.
Wydanie z 1990.
Wydanie z 1990.
„Wieczna wojna” to znakomity przykład na to, jak razem może współistnieć i wzajemnie inspirować się literatura i komiks. To także jedna z najlepszych, najbardziej przejmujących komiksowych opowieści w historii. Trzeba znać.
Cały artykuł znajdziecie TUTAJ.
Egmont zrezygnował z podziału na 3 tomy, wydając wszystko w jednym zeszycie w serii „Science Fiction”. Nie zobaczymy więc niesławnych kiczowatych okładek, którymi uraczył serię 19 lat temu „Komiks-Fantastyka”. Jakość druku i kolorów jest też oczywiście o klasę lepsza, niż w starej wersji. Najważniejsza zmiana jakościowa dokonuje się jednak w tłumaczeniu. „Komiks-Fantastyka” opublikował „Wieczną wojnę” w fatalnym przekładzie Barbary Janickiej, która wiele rzeczy pomija, tłumaczy niedokładnie i robi kompromitujące błędy, pisząc na początku o Marygay Potter jako o… mężczyźnie. Tłumaczenie Krzysztofa Uliszewskiego jest dużo lepsze, prawdziwsze, bez tak dramatycznych błędów. Jedyne zastrzeżenie mogę mieć do nazwy wrogiej rasy (z konstelacji Byka – w oryginale „Taurans”). U Janickiej byli do „Bykrianie” (nikt nie wprowadziłby przecież słowa tak trudnego w wymowie), u Uliszewskiego są to „Bykarianie”. A mi jednak najbardziej przypadki do gustu „Taurańczycy” z powieściowej wersji wydanej niegdyś przez Zysk i S-ka.
Komiks uzupełniony jest przedmową Haldemana (obecną też w pierwszym polskim wydaniu), ale też premierową korespondencją między Haldemanem i Marvano, którzy po latach wspominają historię własnej współpracy i perypetii z wydaniem komiksu. Ciekawe i poruszające, w momentach, w których przebija się głos ludzi, którzy czują brzemię własnego wieku.
Krótko mówiąc – pozycja obowiązkowa na półce każdego miłośnika komiksu. Szkoda tylko, że Egmont nie zdecydował się na sztywną oprawę (wiem, wiem, podbiłaby cenę). Może przy okazji premiery filmu?

13 listopada 2009
Aby założyć wątek forum dot. niniejszego artykułu, trzeba być zalogowanym na forum.
dodajdo
Komentarze
21 XI 2009   02:09:56

Obiło mi się o uszy że prawa do wiecznej wojny nabył ostatnio
Ridley Scott notabene miał to być projekt do którego realizacji dążył już od wielu lat.Co z tego wyniknie?
W kontekście realizacji Wiecznej Wojny wspomniano też o zastosowaniu technologi wykorzystanej przez Camerona do Avatara

09 I 2010   23:44:31

żeby tylko nie spaprali tego klimatu .

29 I 2010   21:37:47

A mnie ten komiks podobał się umiarkowanie .Mam jeszcze te stare wydania z 1990. Fabuła jeszcze ujdzie ,ale te rysunki:-(
Marvano mógłby się uczyć od Bogusława Polcha . Najbardziej tu razi całkowity brak wyobraźni rysownika . Wiek bodajże 22 a statki kosmiczne to wahadłowce ,monitory obłe jak stareńka Wisła no i te kolory (szczególnie w pierwszej części ,może to jednak wina druku ).Rzeczywiście pewien klimat jest ,ale brak rysunkowej wizji przyszłości , tego "czegoś " co było chociażby w " Funkym Kovalu ".

Dodaj komentarz
Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik: