dzisiaj: 2 września 2010
w Esensjopedii w Esensji w Google
Zobacz koniecznie: Gry do plecaka: Dla dwojga  – Kamil Sambor

Biszkopt: Chwała blogu

Zdecydowanie łatwiej jest skrobnąć coś na swoim blogu, krótko lub długo, ciekawie lub nie, treściwie lub wodolejczo, niż napisać chociażby taki felieton jak ten. Nie wymaga to długich procesów redakcyjnych, nanoszenia poprawek, czekania na korektę i publikację. Po prostu piszę, klikam i już. Blog jest uniwersalny. Artykuły nie.

Ilustracja: <a href='mailto:ortheza@wp.pl'>Łukasz Matuszek</a>
Ilustracja: Łukasz Matuszek
Blog – to brzmi dumnie. Kilka lat temu blogi były modne, każdy w wieku lat nastu swojego blogaska mieć musiał, traktował go jako nowszą wersję pamiętnika i cieszył się widząc zainteresowanie kolegów i koleżanek po klawiaturze. Teraz jednak się coś poprzestawiało. Obok nastoletnich, różowiutkich i ociekających brokatem blogów (czy też wręcz przeciwnie: czarnych, mrocznych i przesiąkniętych bólem istnienia) pojawiły się inne, poważniejsze. Nie trzeba mieć już lat nastu, żeby prowadzić swojego bloga. Można mieć lat kilkadziesiąt, konto na jakimś większym portalu internetowym i swoje własne kilka mega na przemyślenia. Szybko, prosto i bezboleśnie. Nawet ludzie pełniący funkcje publiczne dysponują czymś takim, więc dlaczego my, szaraczkowie z nizin, mielibyśmy sobie na luksus głoszenia własnych poglądów nie pozwolić?
Ale zaraz oberwę za lanie wody. Jak to się ma do RPG? Ano ma. Na kilka sposobów.
Po pierwsze – PBB. Fajny skrót, prawda? Jakiś czas temu upowszechniły się różne rodzaje „playów”, m.in. PBM (Play by Mail, PBEM (Play by e-mail), PBCH (Play by Chat), PBF (Play by Forum), ta forma jest zaś już nieco mniej popularnym Play by Blog. Czyli zbieramy drużynę chętnych, zakładamy sobie jakiegoś darmowego bloga, odziewamy go w mroczniackie layouty, tworzymy swoje postaci (również mroczniackie) i na łamach bloga prowadzimy sobie sesję. Nie wiem do końca, jak wygląda to w praktyce (po kilku nieudanych próbach z różnymi rodzajami „playów” dałem sobie spokój z eksperymentowaniem), ale forma jest niecodzienna. Nie mówiąc już o tym, że często kolejne wpisy kolejnych osób (niekoniecznie będące spójną i logiczną całością) tworzą sążnistą niby-powieść (ileż to razy słyszałem w różnych miejscach, że ideą rozgrywki jest budowanie wspólnie opowieści i właśnie do tego się wszystko sprowadza), która poza młodymi autorami nie będzie interesowała nikogo (chyba że innych młodych autorów, którzy tworzą konkurencyjne czy zaprzyjaźnione strony).
Jednak blogi mogą też pełnić dobrą rolę, wzbogacającą zwykłe (tj. prowadzone na żywo) sesje. Z tym sposobem postępowania zapoznał mnie Ramel (pozdrowienia) i nie jest to takie rzadkie jak początkowo sądziłem. Otóż ukończywszy w pocie czoła olbrzymią kampanię dla naszych graczy, która przeprowadzi ich przez dwadzieścia poziomów podziemi i pół znanego w danym systemie świata, zakładamy blog, który będzie nas wspomagał. I po ukończeniu każdej przygody zamieszczamy tam krótkie streszczenie, które gracze mogą komentować, zadawać pytania, pisać o wrażeniach (fachowo wrażenia z sesji nazywają się reminiscencjami; niektórzy, jak choćby były Mistrz Mistrzów Wojtek Rzadek, domagają się ich w formie maili z dokładną analizą sesji) itp. Można też zamieszczać zdjęcia z lokacjami, do których gracze trafią w najbliższym czasie, można przy pomocy takiego bloga zrobić bardzo wiele w ciekawy sposób. Zdecydowanie ciekawszy niż prowadzenie samej sesji na blogu. Przynajmniej tak mi się wydaje.
Ale obie wymienione powyżej formy to znikomy procent blogów. Tak naprawdę blogi jak były tak są miejscem, w którym autor wyraża swoje poglądy na dowolne tematy. Blogi mają różni twórcy: Ignacy Trzewiczek, Monte Cook i pewnie wielu innych. Formę bloga jakiś czas temu przybrały informacje o nowościach dostępne na stronie Wydawnictwa Portal. Blogi są wszędzie. Po zmianach na Polterze każdy użytkownik zyskał szanse na to, by pod egidą sławnego portalu zostać blogującym. Określono to nawet mianem apoteozy blogów. Jednym słowem – koszmar. Blogi są wszędzie. Gdzie nie spojrzysz – blog. Nawet nie sposób tego słowa zastąpić jakimś innym.
Wszystko przez Poltera (a nie, jak sugerował pewien człowiek na mojej niedawnej prelekcji, Trzewika; a przynajmniej nie w tym przypadku). Czasem rzucam okiem na publikowane na tamtejszych blogach notki i widzę, że cieszą się sporą popularnością. Jednak łatwiej jest skrobnąć coś na swoim blogu, krótko lub długo, ciekawie lub nie, treściwie lub wodolejczo, niż napisać chociażby taki felieton jak ten. Nie wymaga to długich procesów redakcyjnych, nanoszenia poprawek, czekania na korektę i publikację. Po prostu piszę, klikam i już. Pozostaje tylko czytać komentarze i cieszyć się burzliwą dyskusją, a jeśli pójdzie dobrze, to nawet umieszczą odnośnik do bloga w newsach. Nie mówiąc już o tym, że na blogu szybciej doczekam się komentarzy niż przy kolejnym artykule. I w ogóle, po co pisać jakiekolwiek felietony, skoro wszystko, co ciekawe możemy przedstawić na blogu, czy będą to wrażenia z wycieczki na piwo, czy relacja z ostatniej sesji, czy krótka i niezobowiązująca recenzja filmu, czy nowy pomysł na konstruowanie przygód do Warhammera, czy przepis kulinarny na chińszczyznę z mrożonki. Blog jest uniwersalny. Artykuły nie. Recenzję na blogu pisze się w ciągu kilku minut. Ja nad tym artykułem siedzę już od ponad godziny. A gdybym miał bloga, to przecież w kwadrans napisałbym swój komentarz ograniczony do kawałka ostatniego akapitu i po krzyku. Mógłbym nawet opublikować swoje pokręcone pomysły związane z RPG bez obaw, że redakcja ich nie przyjmie!
A może to jest myśl? Może pora pójść z duchem czasu i założyć sobie bloga? A najlepiej cały serwis składający się z samych blogów, bo to łatwiejsze od serwisu nastawionego na artykuły.
koniec
17 maja 2007
dodajdo

Komentarze

W chwili obecnej nie ma żadnych komentarzy. Twój może być pierwszy!

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Alfheim Daily #6
Miłosz Cybowski, Wojciech Gołąbowski, Justyna Lenda, Kamil Sambor

20 VIII 2010

Okaleczenie jednorożca, wystawa Towarzystwa Ogrodniczego oraz tajemnicza śmierć malarza – to i jeszcze więcej znajdziecie Państwo w najnowszym numerze „Alfheim Daily"!

więcej »

Biszkopt: Przyzwyczajenia drużynowe
Miłosz Cybowski

9 VIII 2010

Jakiś czas temu miałem przyjemność poprowadzić moją drugowojenną przygodę grupie moich stałych graczy. Pomimo kilku dziwnych decyzji, jakie podjęli w trakcie sesji, rzuciła mi się w oczy jedna interesująca rzecz: cały czas zachowywali się jak demokratyczny oddział, w którym każdy ma prawo głosu i podejmowania decyzji.

więcej »

Alfheim Daily #5
Miłosz Cybowski, Wojciech Gołąbowski, Justyna Lenda, Kamil Sambor

6 VIII 2010

Tylko w dzisiejszym numerze „Alfheim Daily” przeczytacie o tragicznym wypadku w Earl′s Park oraz niewyjaśnionej śmierci słynnej Polly Hall i jej syna. Ponadto uwadze Szanownych Państwa polecamy informacje na temat odnowionego hotelu Belle Vue w Brightbay.

więcej »

Polecamy

Abrakadabra!

Mała Esensja:

Abrakadabra!
— Konrad Wągrowski

Warszawa 1944
— Kamil Sambor

Mafijne bobry
— Kamil Sambor

Językowa wyspa przygód
— Justyna Lenda

Weź piranię do ręki
— Wojciech Gołąbowski

Wspólna bajka
— Wojciech Gołąbowski

W Strefie Ludzkiej Niechlujności
— Agnieszka Szady

Hej ho, hej ho, na spektakl by się szło
— Wojciech Gołąbowski

Brawurowo, grywalnie i nostalgicznie
— Kamil Sambor

Czkawka i Szczerbatek
— Agnieszka Szady

Zobacz też

Inne recenzje

Biszkopt: Przyzwyczajenia drużynowe
— Miłosz Cybowski

Biszkopt: Znaj promocją, mocium panie
— Miłosz Cybowski

Biszkopt: Nuda nasza powszednia
— Miłosz Cybowski

Biszkopt: Z nadzieją patrzmy w przyszłość
— Miłosz Cybowski

Biszkopt: Przepraszam, a gdzie kreda?
— Miłosz Cybowski

Biszkopt: Dlaczego Dostojewski jest do niczego
— Miłosz Cybowski

Biszkopt: Gra dekady
— Miłosz Cybowski

Biszkopt: Felieton zamknięty do fanów
— Miłosz Cybowski

Biszkopt: Szumnie i mroczno
— Miłosz Cybowski

Biszkopt: Kanałów ci u nas niedostatek
— Miłosz Cybowski

Z tego cyklu

Przyzwyczajenia drużynowe
— Miłosz Cybowski

Znaj promocją, mocium panie
— Miłosz Cybowski

Nuda nasza powszednia
— Miłosz Cybowski

Z nadzieją patrzmy w przyszłość
— Miłosz Cybowski

Przepraszam, a gdzie kreda?
— Miłosz Cybowski

Dlaczego Dostojewski jest do niczego
— Miłosz Cybowski

Gra dekady
— Miłosz Cybowski

Felieton zamknięty do fanów
— Miłosz Cybowski

Szumnie i mroczno
— Miłosz Cybowski

Kanałów ci u nas niedostatek
— Miłosz Cybowski

Tegoż autora

Telenowela z wampirami w tle
— Miłosz Cybowski

Pomiędzy Kryształami Czasu a Midnight
— Miłosz Cybowski

Alfheim Daily #6
— Miłosz Cybowski, Wojciech Gołąbowski, Justyna Lenda, Kamil Sambor

Portret rewolucjonisty na motorze
— Miłosz Cybowski

Zagraj w to jeszcze raz: Zabawa w Kubę Rozpruwacza
— Miłosz Cybowski

Żydem być
— Miłosz Cybowski

Ten okrutny XX wiek: Spowiedź szpiega
— Miłosz Cybowski

W świecie pdf-ów: Pali się na stosie czarownicy pies
— Miłosz Cybowski

Alfheim Daily #5
— Miłosz Cybowski, Wojciech Gołąbowski, Justyna Lenda, Kamil Sambor

To nie świat odzianych w skóry neobarbarzyńców
— Miłosz Cybowski

Copyright © 2000-2010 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.