Nowe zasady dotyczące cookies

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej „Polityce Cookies”.

 
 
dzisiaj: 25 maja 2013
w Esensjopedii w Esensji w Google

Róża

Wojciech Smarzowski
‹Róża›

TytułRóża
Dystrybutor Monolith
Data premiery3 lutego 2012
ReżyseriaWojciech Smarzowski
ZdjęciaPiotr Sobociński Jr.
Scenariusz
ObsadaMarcin Dorociński, Agata Kulesza
Rok produkcji2011
Kraj produkcjiPolska
Wyszukaj w
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Opis dystrybutora
Historia Róży i Tadeusza. Róża jest Mazurką, czyli dla wielu w roku 1946 po prostu Niemką. Z kolei Tadeusz jest Polakiem, któremu wojna i okupacja zrujnowały życie.
Inne wydania
Teksty w Esensji
Filmy – Recenzje      
Filmy – Publicystyka (6)       [rozwiń]
Książki – Wieści      
Filmy – Wieści      
Utwory powiązane
Filmy      




Tetrycy o filmie [8.25]

PCz – Piotr Czerkawski [8]
Smarzowski podważa szkodliwie jednoznaczną wizję historii Polski z siłą książek Jana Tomasza Grossa, ale czyni to w sposób pozbawiony ich napastliwości. Jednocześnie sprawia, że „Różę” można odczytywać jako rewers „Roku spokojnego słońca” Zanussiego. To, co w opowiadanej przez tamtego reżysera historii naznaczonej wojenną traumą miłości nie wzbiło się ponad melodramatyczne schematy, u Smarzowskiego zyskuje niezwykłą emocjonalną siłę.

MO – Michał Oleszczyk [8]
Najlepszy Smarzowski; film o bulgocie powojennej polskiej historii, której spazmy do dzisiaj nami targają. Szkoda, że trzeba było czekać dwie dekady na ten świetnie zrobiony film, który dopiero przygotowuje grunt pod dalsze dyskusje i wyprawy do jądra naszej dwudziestowiecznej ciemności.

KW – Konrad Wągrowski [10]
„Róża” to nie tylko bezdyskusyjnie najlepszy film minionego festiwalu w Gdyni, to także jeden z najlepszych polskich filmów ostatniego dwudziestolecia, a nawet jeden z najlepszych polskich filmów wszech czasów. Wrażenie oszałamiające, Smarzowski sięgnął wreszcie po nie swój scenariusz (kolejny szok: za znakomity skrypt odpowiada znany wcześniej z zarżnięcia „Wiedźmina” Michał Szczerbic) i opowiedział odrobinę inną od dotychczasowych historię, choć mieszczącej się w skrajnie pesymistycznej estetyce swego kina. „Róża” to opowieść o miłości w wyjątkowo paskudnych czasach (naturalistyczna przemoc to jeden z głównych składników filmu), przedstawiająca losy jednostek na tle zapomnianego dziś dramatu całego narodu mazurskiego, koncertowo zagrana przez Marcina Dorocińskiego, Agatę Kuleszę i resztę aktorskiej ekipy, z szeregiem niezapomnianych scen. „Róża” to także bolesny wyrzut dla naszej historii, ale też uniwersalne pytanie o przyczyny przemocy i opresji. Nie wątpię, że kilka scen przejdzie do historii naszego kina – śmierć jednej z bohaterek pokazana w formie usypiania zmęczonego dziecka, szalony śmiech Lecha Dyblika i Marcina Dorocińskiego, zbiorowy gwałt, skrajnie poruszający finał… Film, o którym pamięta się jeszcze wiele tygodni po seansie.

AZ – Artur Zaborski [7]
Smarzowski z filmu na film zanurza się coraz głębiej w przeszłość. Niezależnie od okresu, który portretuje, zawsze „wszystko jest źle”. Współczesność obnażona w „Weselu” to istny koszmar, PRL w „Domu złym” to piekło na Ziemi, a o powojniu w „Róży” po prostu szkoda gadać. Z drugiej strony w 45 roku istniało jeszcze szczere uczucie, które miało przetrwać wiele. Po seansie „Domu złego” i „Wesela” nasuwa się smutna konstatacja, że jednak nie przetrwało.

Oceń lub dodaj do Koszyka w

dodajdo

Komentarze

21 II 2012   13:19:07

Smarzowski koncentruje się nie na bohaterach, a na samej historii, czasach w których toczy się akcja. Dlatego o ile świetnie ukazuje obraz Polski post-apokaliptycznej, z pijanymi radzieckimi żołnierzami, minami na polach uprawnych i losami ludności niemieckojęzycznej na ziemiach odzyskanych, tak kompletnie nie radzi sobie z przedstawieniem miłości, która zamiast powoli wzrastać, pojawia się właściwie znikąd, czym sprawia spory zawód.

22 II 2012   06:58:10

Nie powiedziałbym że znikąd. Pojawia się z rozmowy, spotkania, pracy, poznawania... tak też jest w tym genialnym filmie...

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Polecamy

Copyright © 2000-2013 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.